środa, 5 kwietnia 2017

11/52 Paul Theroux, Szczęśliwe wyspy Oceanii

Paul Theroux! Znany pisarz, ciekawy świata podróżnik. I facet na rozdrożu (przynajmniej gdy wybrał się na wyprawę do Oceanii), tużo po rozwodzie, w początkach jakiejś ciemnej depresji. W tej książce zabrał nas w jedną ze swoich najbardziej egzotycznych i intrygujących wypraw. Prostota, brak nie tylko wygód, ale nawet aparatu fotograficznego. W chybotliwym składanym kajaku odwiedza wyspy południowego Pacyfiku. Podróż rozpoczyna w Nowej Zelandii (to mnie do książki zachęciło, bo dopiero co wróciłem z Nowej Zelandii), a kończy tysiące kilometrów dalej – na rajskich Hawajach. Jak pisze w swojej zapowiedzi Wydawnictwo Czarne:

"Po drodze szuka krokodyli w aborygeńskim rezerwacie w Australii, stara się odkryć prawdę o legendarnym życiu seksualnym mieszkańców Trobriandów, szuka jaj nogali na Wyspach Salomona, bada kult cargo w Vanuatu, w polinezyjskim Królestwie Tonga wybiera się na audiencję do króla Taufa’ahau Tupou IV, a na Vava’u próbuje wcielić w życie fantazje o Robinsonie Crusoe na bezludnej wyspie. Zanim dotrze do celu, zwiedza jeszcze Samoa, Tahiti, Markizy, Wyspy Cooka i Wyspę Wielkanocną…".

Książka była dla mnie bardzo odkrywcza, bardzo ciekawa. Dowiedziałem się więcej o smutkach tropików, o ludożerstwie zastąpionym przez mielonkę wieprzową z puszki, o przyczynach otyłości ludów Oceanii, o przedziwnych zwyczajach seksualnych i systemach społecznych. Mam teraz na oku kilka kolejnych książek na ten temat, w tym nieznane mi wcześniej dzienniki Bronisława Malinowskiego, w których opisuje on swoje irytacje i zawody w czasie poznawania ludów Oceanii, szczególnie znanych z "seksualnego życia dzikich" Trobriandów. Na tę książkę czatuję w Bibliotece Śląskiej.

Polecam Wam książki Czarnego. Wydawnictwo nie zawodzi i trzyma wysoko poprzeczkę. Świat staje się jeszcze ciekawszy i łatwiej zrozumieć współczesność.

A przy okazji znalazłem zwiastun filmu, który chciałbym obejrzeć:



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza