wtorek, 21 maja 2019

The London Tolkiens
Even more information!

St Paul, Covent Garden. I have indicated the north side of its churchyard
where at No. 60 there was John Benjamin Tolkien's shop
–Engraving by Thomas Girtin 1775–1802

I have bought new service on Ancestry.co.uk (where you can find The Tolkien Family Tree made by me with 1028 persons included) and I could find our "Dantzick-Brothers-In-London" in the archival The Times magazines from the 18th and 19th centuries. I love this advertisement from 21 June 1813:
"ALL the remaining elegant STOCK in TRADE of Mr. J[ohn] B[enjamin] Tolkein [should be Tolkien], glass and china manufacturer, a bankrupt, on the premises, No. 60, the north side of St. Paul's Church-yard. The stock in extensive, and consists of very rich china, in the rich cut glass, in a profusion of useful articles, a variety of table and desert services of china, an infinity of ornamental and useful articles, together with a large quantity of earthenware. May be viewed on the sale; and catalogues had on the premises, and in Covent-garden."
We can find here rich and beautiful assortment of Tolkien's shop, all these china, glass, services, patterns etc. J. R. R. Tolkien's great-great-grandfather born in Danzig/Gdańsk in 1752 was in London first a watch- and clockmaker (see here), but from 1809 he became a china and glass-seller and manufacturer. His first business of this kind was in 1809 at 111 Guilford Street, Bloomsbury ("J. B. Tolkien, Dealer in China and Glass" – there is a nice Starbucks there now) then he moved to 60 (or 3) St Paul's Churchyard, Covent Garden ("China and Glass Seller") and in from 1814 we can find his shop at 21 Skinner Street, Snow Hill ("J. B. Tolkien & G[eorge] Tolkien, China & Glass Man", "Cut-glass and China Manufacturers"). As we can see first profession of George Tolkien, J. R. R. Tolkien's grandfather, after his unfinished furrier apprentice, was manufacturing and selling china and glass with his father.

About Tolkien's bankrupcy we can also read in the newspaper The News (from 9 May 1813). Tolkien bankrupted in May 1813 after his older brother, Daniel, died:


Another interesting fragment of the The Times comes from 31 October 1794, just after Daniel Gottlieb Tolkien received his act of naturalization (see here):
 

This text reads:
TOLKIEN, SKINNER and FURRIER, No. 60, Chaepside, second house from the corner of Bow-lane.

TOLKIEN thankfully acknowledges the favours he has received from his friends, at his original Shop, No. 28, Bedford-street, Covent Garden, and most respectfully acquaints the Ladies and his Customers in general, of his having opened another large, commodious, wholesale and retail Warehouse, for the accomodation of the Public, at No. 60 Cheapside; and the encouragement he has met with [...] his first commencement in business, has induced him to enlarge his Stock very considerably, and conceives himself absolutely obliged to thus express his gratitude for past favours, and hoping for the continuance of future.

Tolkien has just manufactured an extensive assortment of the most fashonable Muffs, Tippets, Trimmings, and ready-made Cloaks for the present season.

The above articles for goodness may challange competition, as being manufactured out of the most valuable and beautiful Furs that the universe can produce, and is enabled to do the article as low as any other Manufacturer in London.

Country dealers may be supplied with the above articles on the lowest and most reasonable terms.
I would like to remind that Daniel's uncle, Michael Tolkien (his father's, Christian, brother) was a furrier master in Danzig (Gdańsk) from 1742 to 1795.

środa, 8 maja 2019

Więcej informacji o gdańskich Tolkienach!

Po powrocie z pięknej pielgrzymki alpejskiej (Mariazell, Zell am See, Lugano, Locarno, Mediolan, Trydent), a przed pogrzebem mojej kochanej Mamy "uciekłem" na dwa dni do Gdańska. W dniach 5-6 maja odetchnąłem świeżym powietrzem Prus Zachodnich i królewskiego portowego i handlowego Miasta. Trafiłem do Twierdzy Wisłoujście, gdzie mogłem nie tylko wziąć udział w pokazach związanych z mijającą majówką, ale także także przyjrzałem się domom żołnierzy Wisłoujścia, które mogą przypominać dom Christiana Tolkiena, który stał przy wałach miejskich przy Letzte Gaße nr 12 (inaczej An der Radaune nr 28). Spałem w moim ulubionym hotelu z dobrym internetem, kolacją i śniadaniem (Via Steso przy Wyczółkowskiego czyli na Kleine Molde), rano obejrzałem z wypiekami kolejny odcinek Gry o tron, a o 9.00 siedziałem już w Archiwum Państwowym i zacząłem odkrywać kolejne dokumenty z gdańskimi Tolkienami...

Jeden z domów w Twierdzy Wisłoujście. Kto wie, czy dom Christiana Tolkiena
nie wyglądał podobnie. Są dwa piętra, dwoje drzwi prowadzących do oddzielnych mieszkań.
Brakuje tylko przedproża, które chroniło wejście przed wodą spływającą z Biskupiej Górki
Największe odkrycie tego dnia to APG 353/23 czyli Grabsteinbuch (spis płyt grobowych) z kościoła św. Katarzyny. Już dawno temu odkryłem, że kuśnierska rodzina Michaela Tolkiena (1708–1795) spoczywa w tym starym gdańskim kościele (w którym znajdowała się Kaplica Kuśnierzy) pod płytami nr 37 (Michael Tolkien), 48 (jego żona Euphrosina) oraz 84 (dzieci Michaela i Euphrosiny). Teraz mam dokładną ewidencję, jaka była własność i historia tych miejsc pochówku. Mam też w końcu ostateczny dowód, że większość dzieci Michaela Tolkiena zmarła we wczesnym dzieciństwie:

Płyta grobowa nr 37, pod którą w 1795 pochowano Michaela Tolkiena (o tej płycie szczegółowo pisałem tutaj):


No. 37
[1730] 1. Daniel Jantzen "daß gantzen Begrabniß" (całe miejsce pochówku)
1748, D. 24 July "Jantzen sein Kindt" (dziecko Jantzena)
1759, D. 3 December "Carlina Friderica Jantzen ein Kindt" (dziecko)

Ciekawsza jest płyta nagrobna nr 84, gdzie spoczywają kuśnierskie rodziny Matthies i Tolkien:


Z zapisu dowiadujemy się, że płyta należała w połowie do panny Euphrosiny Matthies, a w połowie do jej brata (?), Daniela Matthies. W 1742 pochowano tam dwoje dzieci rodziny Matthiesów, w 1748 dziecko kuśnierskiej rodziny Rohnów (?), później także przedstawicieli rodziny Jantzen.

Z rodziny Tolkienów znajdujemy tu pochówki sześciorga dzieci, których dokumenty chrzcielne znamy w Kościoła Mariackiego (patrz tutaj):
  • "1750 D. 14 Septhember, Euphrosiena Regiena Tolkienen" (Euphrosina Regina Tolkien, 1746–1750)
  • "1750 D. 3 October, Anna Elisabet Tolkinnen ein Kindt" (Anna Elisabeth Tolkien, 1744–1750)
  • "1751 D. 6 September, Jan Friderich Tolkihn ein Kindt" (Johann Gottfried [?] Tolkien, 1750–1751)
  • "1755 D. 10 December, Johan Danil Tolkin ein Kindt" (Johann Daniel Tolkien, 1752–1755)
  • "1758 D. 27 Johanuary, Tolkin sein [...]" (Michael Tolkien [?], 1757–1758)
  • "1761 D. 14 Maye, Benjamin Tolkin ein Kindt" (Benjamin Tolkien, 1760–1761)

Z ośmiorga dzieci Michaela i Euphrosiny Tolkienów (Anna Elisabeth, Euphrosina Regina, Dorothea Constantia, Johann Gottfried, Johann Daniel, Michael, Benjamin i Christian) dorosłego życia dożyło tylko dwoje: Dorothea Constantia (ur. 1748), która w 1766 wyszła za mąż za kuśnierza i ewangelika reformowanego, Andreasa Uebelina oraz Christian Tolkien II (1762–1821), który w XIX wieku był gdańskim antykwariuszem, ale nie pozostawił po sobie żadnego męskiego potomka.
_____________________________________

Inny ciekawy dokument to APG 358/23, str. 171 gdzie udało mi się znaleźć akt chrztu przyszłej żony Christiana Tolkiena I (1706–1791), Anny Euphrosiny, z domu Bergholtz (Berckholtz):


Okazuje się, że urodziła się ona najpewniej w październiku 1718, ochrzczona była w kościele St Salvator (Zbawiciela) w Petershagen (Zaroślak) 20 października tamtego roku. Poznajemy imiona jej matki, Anny Marii. Mamy tu też podobną sytuację, jak w przypadku chrztów dzieci żołnierza gdańskiego, Christiana Tolkiena (przyszłego męża Anny Euphrosiny) – chrzestnymi są przedstawiciele gdańskiego patrycjatu (tutaj: H[err] [...] Ernst Christoph von Prebentau [?], Fr[au] Veronica von Pudeweltz oraz Fr[au] Catharina von Goltzin (gen. mjr Heinrich von der Goltz był wówczas dowódcą wojsk gdańskich!).

Co ciekawe nie znajduję w tej parafii ślubu Ephraima Bergholtza i Anny Marii, co może świadczyć o tym, że pobrali się oni poza Gdańskiem – czyżby na wcześniejszej placówce wojskowej Bergholtza? Może tu być podobna sytuacja, jak z Christianem Tolkienem. Możliwe, że artylerzysta Ephraim Bergholtz był zbiegiem z Królestwa Prus, który oddał się na służbę polskiego Gdańska). O tym, że małżonkowie przybyli do Gdańska skądś indziej może świadczyć też to, że nie podano nazwiska rodowego Anny Marii.
_____________________________________

Z dokumentu APG 300,31/109 ("Prusacy w Gdańsku 1770") dowiaduję się, że ani Michael, ani Christian Tolkienowie, choć zbiegli z Królestwa Prus przed 1740, nie zostali odesłani (ekstradycja 1770-1771) do rodzimego wojskowego kantonu w Krzyżborku.
_____________________________________

Odkryłem niesamowity opis Gdańska z 1807! Chodzi o Historisch-topographisch-statistische Nachrichten von der Königlich-Westpreußischen See- und Handelsstadt Danzig Christiana Friedricha Wutstracka. Niestety to obszerne dzieło istnieje tylko w rękopisie (jego sygnatura to APG 300,R/Ll, 96)
Dzieło to zawiera ciekawy opis Petershagen z czasów Bergmannów, następców Tolkienów. Zajmę się nim kiedy indziej.
_____________________________________

Zauroczyły mnie też zbiory kartograficzne na mikrofilmach (APG 300,MP). Mamy tam takie ciekawe plany kościołów gdańskich z zaznaczonymi tablicami grobowymi. Niestety są tylko plany Kościoła Mariackiego (300,MP/1235) i kościoła św. Jana (300,MP/1234), a nie ma św. Katarzyny. A dużo bym dał za taki plan, na którym mógłbym dokładnie oznaczyć pochówki gdańskich Tolkienów:


 Nie traćmy nadziei! Może znajdę coś takiego w Berlinie?

wtorek, 7 maja 2019

Moja kochana Mama jest już z Bogiem...

Homilia pogrzebowa

+ Małgorzata Derdzińska
13.09.1943 – 25.04.23019 – 7.05.2019 r.

/Ewangelia 5: Łk 7,11-17/

ks. dr hab. Paweł Sobierajski 


1. Ten krótki fragment Łukaszowej Dobrej Nowiny czyni nas świadkami niezwykłego wydarzenia, które miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu w bramach miasta Nain. Śledząc bieg faktów, widzimy idące naprzeciw siebie dwie procesje.

Ta pierwsza to kondukt pogrzebowy. Odziani w kir żałobnicy towarzyszą biednej matce, która na cmentarz odprowadza ukochanego syna. Cierpią razem z owdowiałą kobietą nie tylko dlatego, że straciła swojego jedynaka, ale także dlatego, że po jego śmierci nie będzie miała w najbliższej rodzinie ani męża, ani syna, czyli żadnego obrońcy, żywiciela… Okrutna śmierć nie tylko zniszczyła więc życie dziecka, ale także zaczęła niszczyć życie biednej kobiety. Stąd ból i płacz, i narzekanie; jęki, zawodzenie, skarga; wielki ocean cierpienia.

A druga procesja, która zmierza w kierunku żałobników. Tam słychać radosne okrzyki, wiwaty, śpiewy. Tłum szczęśliwych pielgrzymów mówi o Zbawicielu, Lekarzu, Uzdrowicielu, Nauczycielu, o Panu i Mistrzu, o Nazarejczyku, który pielgrzymuje wraz z nimi.

Jakże te dwie procesje do siebie nie pasują. To jakby próbować pogodzić kondukt żałobny z weselnym korowodem, wodę z ogniem… kto komu zejdzie z drogi? Kto zwycięży w tym pojedynku na emocje, przekonania, gesty?

2. Chrystus zatrzymuje się obok kobiety. Użala się nad nią… Przejmuje się nią i jej losem aż do szpiku kości… /gr. splanha – wnętrzności/. Staje po jej stronie każdą komórką Swego Boskiego Ciała i każdym porywem Swej Boskiej Mocy.

A potem w jednej chwili pokonuje śmierć chłopca, ból matki, łzy żałobników. Łączą się wszyscy w wielkim uwielbieniu na cześć Boga, który łaskawie nawiedził Swój lud i okazał mu Swą Miłość.

Tylko, że to było dwa tysiące lat temu… Tylko, że u nas role są jakby odwrócone. Obok urny z prochami św. pamięci Małgorzaty Derdzińskiej stoi jej ukochany syn, Ryszard, sierota, z przyrodnią siostrą Kają. Stoją Siostra oraz brat zmarłej ze swoimi rodzinami.

Są także przyjaciółki z Salonu Literackiego, z Klubu na Giszowcu, z Liceum, z Przedszkola, z ukochanej Szkoły Życia… Nauczyciele, uczniowie, wychowankowie, sąsiedzi… Całe grono bliskich, znajomych, zafascynowanych życiem dzięki kochanej Małgosi, która nie żałowała swego życia, by innych życia nauczyć.

To była nie tylko Ślązaczka Roku, dziesięciolecia, stulecia. To była prawdziwa Ślązaczka duszą i sercem całym. Godała konkursowo, haftowała, malowała, rysowała, wycinała, lepiła, pisała… Te książki kucharskie ze śląskimi przepisami, o których już dzisiaj prawie nikt nie pamięta. Całe tomy pamiętników z wypraw po Nikiszowcu, z podróży do umiłowanego Gdańska, do ukochanej Anglii, na wszystkie kontynenty świata… A wszystko udokumentowane, opisane, sfotografowane, przeżyte, opowiedziane i okraszone pięknym uśmiechem. Trzy kroniki jej życia i śląskich obyczajów z ostatnim wpisem o chorobie, która na nią spadła w ostatnim czasie.

3. Dlaczego nie rozpaczamy po śmierci tej wielkiej śląskiej Artystki, Turystki, Nauczycielki, Wychowawczyni, Ochmistrzyni, Organizatorki, Poetki, Pisarki, Malarki… Dlaczego nie płaczemy?

Bo czujemy sami, że na naszych oczach spełnia się Ewangelia. Najpierw, gdy dotarła do mnie wiadomość o chorobie, przyjechałem do mieszkania syna troskliwie opiekującego się kochaną Mamą, by sprawować w tej domowej kaplicy Mszę św. błagalną o wypełnienie woli Bożej aż do końca.

W wieczór poprzedzający godzinę odejścia byłem jeszcze z sakramentem namaszczenia chorych i tuz po obrzędzie zaśpiewałem wprost do ucha i serca Małgosi piękną pieśń o celu naszego życia:

Wszyscy się spotkamy w niebie,
Gdzie jest Bóg, Król i Pan, Ojciec nasz
Wszyscy się spotkamy w niebie,
Za niedługi czas!
Przygarnie nas do siebie Bóg Ojciec tam w niebie, tam w niebie
Przygarnie nas do siebie Bóg Ojciec ta w niebie, za niedługi czas…


Już nie mogła mówić słowem, tak mizerna i słaba… Ale delikatny uśmiech na twarzy mówił o Oblubieńcu, którego już być może czuła, widziała w oddali.

Następnego dnia, tuż na początku Mszy św. Chrystus przeprowadził Małgosię do nowego życia. I już komunię św. mogła przyjąć w niebie!

Przez te kilka miesięcy zmagań z okrutną chorobą, ani razu nie narzekała. Mimo wyniszczającego procesu, który postępował w zawrotnym tempie, nie odczuwała bólu, pogodzona z ciężkim krzyżem aż do końca. Przygotowana na tę chwilę jak oblubienica na małżeńskie gody z Oblubieńcem.

Na jej Golgocie postawił Pan Jezus kochającego Syna, ale także lekarzy, pielęgniarki z Gliwickiej Onkologii, oraz, a może przede wszystkim całe Sosnowieckie Hospicjum z lekarzami, pielęgniarkami, wolontariuszami, z Panią prezes Małgorzatą Czaplą oraz ukochaną panią Ewą, od uścisków, przytuleń, okładów, smarowań, opowieści, melodii, piosenek, dyskusji…

A ona dawała z siebie tyle, ile mogła… Póki chodziła, oprowadzała gości po Hospicjum, wspierała innych, otaczała modlitwą, opiekowała się troskliwie i jakby zaprzeczając okrutnej chorobie elegancję księżnej Diany ozdabiała Hospicyjne korytarze oraz kaplicę – istny przedsionek nieba.

Rysiu drogi, coś się z ojcem + Stanisławem pożegnał już w 1988 roku, nie jesteś sam. Pan Jezus oddaje Ci Mamę w tysiącach wspomnień, modlitw, koncertów, podróży, czytanych książek, wysłuchanych audycji, obejrzanych filmów… Oddaje Ci Mamę wraz z tym wszystkim, co kochała, uporządkowała i zostawiła na ziemi, jako cudowny ślad dla potomnych.

Wracaj tu do tej świątyni, gdzie w wodach chrztu św. rozpoczęło się Boże życie w twojej Mamie. Wracaj na pobliski cmentarz, gdzie od lat leży także twój tato. Teraz już masz ich razem na Boskich godach w niebie, z Chrystusem, który na naszych oczach dokonuje takich wielkich cudów.

Niech Was drodzy żałobnicy, nawiedzi Bóg ze swą potężną łaską i pozwoli Wam z radością wspominać bogate życie, piękną śmierć oraz niebiańską przyszłość śp. Małgorzaty, która już tam zadba o to, by w niebie nie było nudno ni Maryi, ni Dzieciątku, ani Świętym, ni Aniołom… Wszyscy się spotkamy w niebie…

sobota, 27 kwietnia 2019

First was Tolkien, then Tollkühn

J. R. R. Tolkien wrote in his newly discovered letter (see here):
"the spelling Tolkien was adopted only by our family (probably by my great grandfather,) a measure of anglicization – the former German spelling being TOL(l)KIEhN. (As such it is only a form of the German adjective tollkiehn "rash"; but very many German surnames are uncomplimentary.)"
But according to my research the spelling Tolkien is much earlier in this family.  It was not an anglicization. It was an original form derived from Old Prussian (one of the Baltic languages) where Tolk was a family name from German < Old Prussian tolk 'translator, interpreter' and the variant Tolkyn/Tolkin meant 'descendant of Tolk' (< Old Prussian).

J. R. R. Tolkien's great-great-great-great-grandfather from Prussia (not from Saxony!), Christian Tolkien (1677-1746), a baker in Kreuzburg, Kingdom of Prussia (today Kaliningrad Oblast) used the form Tolkien. His ancestors too. The spelling Tolkien is in fact earlier than the germanization (giving a sense in German) as Tollkühn or Tollkiehn.

J. R. R. Tolkien was unfortunately not right concerning his family name. He had no access to the data we have today.

I present the spelling Tolkien from:

(1) 1699, JRRT's g-g-g-g-g-grandfather Michael Tolkien's death [parish books from Kreuzburg, Ducal Prussia]:


(2) 1746, JRRT's g-g-g-g-grandfather Christian Tolkien's death) [parish books from Kreuzburg, Kingdom of Prussia]:


(3) 1765, JRRT's g-g-grand-uncle, Michael Tolkien, a furrier master [document from Danzig/Gdańsk in the Polish-Lithuanian Commonwealth]:


The earliest church record of the Tolkien family in Kreuzburg, Ducal Prussia, comes from 1645 (one even earlier comes from other documents from 1614 – see here about Friedrich Tolkin). We can see the archaic form Tolkin there:



Michel Tolkin was a kölmischer Schulz zu Glabunen (a mayor of a village Globuhnen near Kreuzburg, Ducal Prussia) who lived in the years c. 1625-1701. He was an assured great-great-great-great-great-great-grandfather of J. R. R. Tolkien, a member of the post-nobility, of Prussian foedales.
 

środa, 17 kwietnia 2019

Unknown letter by J. R. R. Tolkien
on his ancestor from Poland! (1951)

© The Tolkien Estate Limited 2019

[I may leave the text of the letter on my website as long as I add the copyright notice “© The Tolkien Estate Limited 2019” – according to a letter from Mrs Cathleen Blackburn from 25 Apr 2019]



I am not a German, though my surname is German
(anglicized like Cerdic) – my other names are Hebrew,
Norse, Greek, and French. I have inherited with
my surname nothing that originally belonged to it
in language or culture, and after 200 years the 'blood'
of Saxony and Poland is probably a negligible physical ingredient.


Tolkien in his essay "English and Welsh" (1955)
in The Monsters and the Critics

 
An original document naming James Tolkien as a surgeon for a Canadian regiment
(sent to me by Mrs Charlaine E. Tolkien). About James Tolkien I wrote here

Yesterday I received this message on Ancestry.co.uk from Mrs Charlaine Evelyn Tolkien from Minnesota, USA:
Daniel Gottlieb Tolkien is my 3rd G Grandfather [great-great-great-grandfather] and I see that you are doing research on the Tolkien family. His son, James, came to Canada with the Royal Navy in 1835, married there and my ancestors eventually migrated to South Dakota where my father, Cuthbert Embury Tolkien, grew up.

I am always asked about my relationship to JRR Tolkien – and there are so few Tolkiens that there must be a connection.

I did visit Priscilla many years ago in Oxford and she greeted me "Welcome cousin!"

Do you have any insight into this question? Also I will be in London in September so I would like to visit the "Tolkien sites" that I see referenced in your tree.

Thank you for any help you can provide. Sincerely,

Charlaine Tolkien
I answered explaining that I have reconstructed the history of the male ancestors of J. R. R. Tolkien up to the 17th century and that I have many clues who were his (and Mrs Tolkien's) ancestors even in the 13th-16th c. I also provided my friend with my text on the genealogy of American Tolkiens (see here). Mrs Charlaine Tolkien wrote to me quickly:
I do have one document you would enjoy: my grandmother Florence wrote to J.R.R.T. after finding The Hobbit in a library. My grandfather (Charles Embury Tolkien) was born in Canada and his father died when he was an infant. His mother moved with her children to South Dakota to live near her sister. I suspect that Florence was curious about her husband's family in England. J.R.R.T. had a lot to say about the family's history as he knew it. The original letter is believed to be lost, but I have a transcription. I can email it.

The only "heirloom" is an original document naming James Tolkien as the Surgeon for a Canadian regiment. My cousin has it and I have a photo. That was a key to my getting my Tolkien ancestry back to England.

May I ask if you live in Poland. I have been there just once on a tour of east Europe. I was so struck by the spirit and optimism of the people I meant. And that was before I knew I had an ancestral connection there!

Again, thank you. I also hope and intend to keep in contact.
And imagine that my new pen friend has sent the text of Tolkien's unpublished letter to me with the permission of the publication on my Tolknięty blog! So here it is. Charlaine Tolkien, thank you so much for this exciting information!

[Transcription of a letter from J.R.R. Tolkien to Florence Tolkien; the original is believed to be lost. Florence had hand-written a copy of the letter which survives. This was typed by Charlaine Tolkien.]



Merton College
Tele. 2259 – Oxford
Friday,
March 30, 1951


Dear Mrs. Tolkien,

Thank you for your most interesting letter postmarked March 20, and received by me on Wednesday last.

I should say that it is practically certain that we are related (probably third cousins) for reasons that will appear later. I should be most grateful for any more information that you could supply about your husband’s branch (with, if possible – dates – or approximate dates of birth). My son, Michael, is specially interested in the family’s history; but we have alas! taken it up too late when most of the tradition has perished, and only the expenditure of more time and money than we can afford would discover much more – and two catastrophes of war have no doubt made much undiscoverable forever. (Leipzig [for instance] was badly smashed; it is now inaccessible.) Owing to my father’s death in Africa when I was 4 (1896) I was brought up by my mother’s family, and the chief repositories of tradition and history (my father’s sisters) were allowed to die without setting down what they knew.

The for certainty of our relationship is based on the following points: (1) Your tradition that your branch derives from a man of English nationality; (2) the spelling (as you note) (3) the fact that I had heard that there was a noval branch settled in Plymouth, and of an emigration to America from that source. (1) As far as we know the only German of the name that emigrated to England is our own; while (3) the spelling Tolkien was adopted only by our family (probably by my great grandfather,) a measure of anglicization – the former German spelling being TOL(l)KIEhN. (As such it is only a form of the German adjective tollkiehn “rash”; but very many German surnames are uncomplimentary.)

The family, according to tradition, was one of minor nobility from Saxony (Leipzig). The name also passed into Poland, (probably at the time of the union of the crowns of Poland and Saxony) and suffered under Prussian aggression. After the Prussian invasion (of 1746 or thereabouts) our immediate ancestors escaped (though one at least of his family had been executed for resistance) and losing all his property fled to England, with a son, then a young child. The émigré’s appear very quickly to have become very ‘British’ to have abandoned German, retaining only a dislike of Prussia (which indeed endured long in Saxony!)

The emigrant family seems originally to have resided in London, but my grandfather moved to Birmingham. In German manner, music and craftsmanship have been their chief works – though there is a ‘sea-strain’ (probably coming in from English marriages). My oldest uncle was a sailor. But they turned their hands to clocks and pianos. One still sees Tolkien (Henry Tolkien) on old grandfather clocks and Tolkien pianos were once renowned, especially J.B. Tolkien pianos made by my grandfather. He was once a wealthy man, but not one of business and a rigidly religious Baptist and would not deal with music halls or theatres. He was a dear old and poor man in the nineties when I knew him.

The accompanying table will show what little else I at present know, and the manner of our relationship as I guess it. Though I may add two additional points: The tradition that the eldest son was always called Johann or John which returned to me because my eldest uncle John Tolkien the sailor had no sons; and he had tradition of the family arms. The latter was said to be or have been – a blue shield with two gold chevrons and 5 gold stars three above and 2 below. The crest a half-griffin. I do not describe them in technical heraldic language as they are uncertain (and German in any case). The crest is given from an impression of my father’s seal; The motto is said to have been ‘Fest und Treu.’

Though the family has thus been English for 200 years it does not seem to have become widespread. The name is never to be met with – or hardly ever in directories or telephone books! and when I have come across it on occasion the owner has always turned out to be a fairly close relative.

As for myself, I was born in Bloemfontein Orange Free State, 1892; but as a sickly child wilting in the heat was sent back with my mother and infant brother to Birmingham in 1895, and my father died of a neglected fever in my mother’s absence, in 1896. He thus at any rate escaped the horrible Boer War which broke out soon after. I myself lived in Birmingham until 1911, and after serving through the 1914 war till 1918. I have lived most of the time here in Oxford; as an undergraduate 1911-1914 and as a ‘don’ 1919-20 – and in 1925 to the present. (I was 5 years in the University of Leeds.) I have been since 1945 the Merton Professor of English Language and Literature in Oxford, after being for 19 years the Professor of Anglo-Saxon. I have been a very unprolific author as I have spent most of my time in reading and organizing. I will not trouble you with technical matters (mediaeval and philological). The Hobbit, written 20 years ago and published in 1937, has brought in a little fame. It is published by Houghton-Mifflin of 2 Park Street, Boston, who also deal with a smaller story called Farmer Giles of Ham. I have to write to them soon, and I will take the liberty of asking them to send you copies.

I hope that you will not find these details tedious. I will send your letter to my son, Michael, who will be interested. On our side we shall not be bored by any amount of family data. We have other relatives in the States; a cousin of my wife called Herdman, who emigrated to Texas. His son called on us when he was over here with the U. S. forces.

With every good wish to you and your husband and children.
Yours sincerely,

J. R. R. Tolkien

P.S. My oldest and closest friend is far more prolific – He is C. S. Lewis, whose fame appears to be widespread.
© The Tolkien Estate Limited 2019 

_____________________________
 
My commentary: It is the longest known description of J. R. R. Tolkien's knowledge about his paternal roots. Unfortunately the Professor's data are mainly false:

(1) "while (...) the spelling Tolkien was adopted only by our family (probably by my great grandfather,) a measure of anglicization – the former German spelling being TOL(l)KIEhN. (As such it is only a form of the German adjective tollkiehn “rash”; but very many German surnames are uncomplimentary.)" – the form Tolkien was used earlier, before the imigration from Gdańsk/Danzig in Polish Prussia to England. We find it in Gdańsk, we find it even in Kingdom of Prussia where J. R. R. Tolkien's ancestors lived before they moved to Gdańsk before 1740. This form was used paralelly with the forms Tolckien, Tolkiehn, Tollkühn and Tollkien. The oldest form of this family name was Tolkyn and Tolkin (13th-15th centuries). In spite it was associated with the meaning 'rash-bold' even in Middle Ages (first Tolkien in Prussia, an interpreter Heinrich from Warmia in the 13th-14th c. was called Tolkin and in the same time Lutmod – both words can be interpreted as 'rashbold') it was in fact a variant of the family name Tolk of Old Prussian (Baltic language) etymology: 'translator, interpreter' (tolk), 'descendant of a tolk' (tolkin). 

(2) "The family, according to tradition, was one of minor nobility from Saxony (Leipzig). The name also passed into Poland, (probably at the time of the union of the crowns of Poland and Saxony) and suffered under Prussian aggression. After the Prussian invasion (of 1746 or thereabouts) our immediate ancestors escaped (though one at least of his family had been executed for resistance) and losing all his property fled to England, with a son, then a young child. The émigré’s appear very quickly to have become very ‘British’ to have abandoned German, retaining only a dislike of Prussia (which indeed endured long in Saxony!)"according to my research Tolkiens were minor nobility from Teutonic Prussia and earlier (in the 13th century) from Wernigerode in Saxony. No Leipzig Tolkiens in the sources (between Wernigerode in Saxony and Leipzig there is about 150 km)! The ancestor of J. R. R. Tolkien, Christian Tolkien (1706, Kreuzburg – 1791, Gdańsk), came from Kingdom of Prussia to Poland (in fact to Gdańsk/Danzig in Polish Prussia) after 1724 and before 1740, in fact "at the time of the union of the crowns of Poland and Saxony" and he really "suffered under Prussian aggression" (1770-1773). His son, Daniel Gottlieb Tolkien (1746–1813) escaped to England with his younger brother (not with a son!), Johann Benjamin Tolkien (1752–1819) in the years 1766–1770. I don't know any member of the family who was executed by the Prussians (in fact the Tolkiens were Prussians!). From this letter we may assume that Professor Tolkien knew that his ancestor came to London from Poland suffering under Prussian aggression. Why Leipzig in Saxony? Maybe Professor Tolkien thought his ancestors were called Tolkiehn and came from Saxon Leipzig because he knew books by Prof. Johannes Tolkiehn, a Classical pholologist, which were published in Leipzig? German Prof. Johannes Tolkiehn was in fact distant cousin of Prof. J. R. R. Tolkien - they had common ancestors in East Prussian town Kreuzburg.

Dr. Johannes Tolkiehn from Koenigsberg, East Prussia. Book published in Leipzig.
Tolkiehn and Leipzig – maybe this is why Prof. Tolkien wrote about Leipzig Tolkiens?
And remember this fragment from Tolkien in his essay "English and Welsh" (1955) in The Monsters and the Critics:
I am not a German, though my surname is German (anglicized like Cerdic) – my other names are Hebrew, Norse, Greek, and French. I have inherited with my surname nothing that originally belonged to it in language or culture, and after 200 years the 'blood' of Saxony and Poland is probably a negligible physical ingredient.

(3) "The emigrant family seems originally to have resided in London, but my grandfather moved to Birmingham. In German manner, music and craftsmanship have been their chief works – though there is a ‘sea-strain’ (probably coming in from English marriages). My oldest uncle was a sailor. But they turned their hands to clocks and pianos. One still sees Tolkien (Henry Tolkien) on old grandfather clocks and Tolkien pianos were once renowned, especially J.B. Tolkien pianos made by my grandfather. He was once a wealthy man, but not one of business and a rigidly religious Baptist and would not deal with music halls or theatres. He was a dear old and poor man in the nineties when I knew him." – it seems J. R. R. Tolkien didn't know about his great-great-grandfather Johann (John) Benjamin Tolkien who was born in Gdańsk and who in London was a clock- and watchmaker. This early John Benjamin Tolkien is buried at Bunhill Fields cemetery in London (he was a Calvinistic Methodist). The Professor probably didn't know about this grave. The Tolkiens in England were probably not Baptist but Independents. Charlaine Tolkien's ancestors were Wesleyan Methodist. The Professor's great-grandfather, George Tolkien (1784–1840) was a bass singer in Drury Lane Company and took part in some London music halls! One of the Tolkiens from the Professor's branch was even a clown!

(4) "The accompanying table will show what little else I at present know, and the manner of our relationship as I guess it. Though I may add two additional points: The tradition that the eldest son was always called Johann or John which returned to me because my eldest uncle John Tolkien the sailor had no sons; and he had tradition of the family arms. The latter was said to be or have been – a blue shield with two gold chevrons and 5 gold stars three above and 2 below. The crest a half-griffin. I do not describe them in technical heraldic language as they are uncertain (and German in any case). The crest is given from an impression of my father’s seal; The motto is said to have been ‘Fest und Treu.’" – the Johann/John tradition belonged only to the descendants of the younger brother from Gdańsk, to Johann Benjamin Tolkien's (1752–1819) branch. J. R. R. Tolkien's uncle, John Benjamin Tolkien (IV, 1845–1883) had only one daughter, Beatrice Emily Louise Tolkien (1868–1935). The Tolkien family arms were different from these described by the Professor (we know it from the documents from the 13th-16th century documents, and probably even from one from 1761 in Gdańsk (see here). They were as follows (Fest und Treu sounds great but is probably a false motto):

The Tolk/Tolkien coat-of-arms from Prussia
(this is my shield made by Robert Wenta in 2019)


"Two white vertical and standing opposite jaws of a pike on a red background.
Helmet with two red wings of a vupture and with the charge"

Our graphic designer, Nimwen haa tried to make a drawing of the arms depicted by Tolkien:
 
The topic of this symbol very interesting and I believe there is a lot to discover in the matter of the Ring belonging to the Tolkiens!

(5) "Though the family has thus been English for 200 years it does not seem to have become widespread. The name is never to be met with – or hardly ever in directories or telephone books! and when I have come across it on occasion the owner has always turned out to be a fairly close relative." The family has been English but its relatives (the Tolkiens, Tollkiehns and Tollkühns) still lived in East Prussia up to 1945. They even took part in the Great War as German soldiers. Luckily the family is not very widespread and the family name is unique – thanks to this I could find the links between all main branches of the Tolkien family in Prussia, Poland, Germany, England, Canada and the USA.

Notre Dame de Paris (15-16.04.2019)
ks. Paweł Sobierajski

Mój serdeczny Przyjaciel i duszpasterz, ksiądz Paweł Sobierajski, bardzo przeżył (jak my wszyscy) pożar katedry Notre-Dame w Paryżu. Napisał z tej okazji tę poetycką elegię. Poprosiłem ks. Pawła, żeby zgodził się na publikację jego wiersza na moim blogu. Zgodził się. Przeczytajcie i napiszcie, co o nim myślicie...

Gotycka Pani, przed wieki wzniesiona,
Coś pod paryskim zamieszkała niebem,
o tobie piszę, bądźże pozdrowiona,
Dziś, gdy świat cały opłakuje ciebie.

Kiedyś, gdy żądny przecudownych wrażeń
Stąpałem cicho połacią twej nawy,
Tyś mnie urzekła bogactwem wydarzeń,
Które Ci przeżyć kazał Pan łaskawy.

Ozdobna blaskiem świateł witrażowych
W rozety strojna i dumna wieżami,
Zawsze ciekawa lat dawnych i nowych
Na życia szlaku byłaś z pielgrzymami.

Patrzyłaś, piękna, w toń pobliskiej rzeki,
Widząc w jej nurtach powolny bieg czasu,
Jak dni i nocy przemijają wieki,
Trwałaś wśród nieszczęść wojennych hałasów.

Gdy na twym szczycie wśród dymu tumanów
Zaczęły strzelać płomienie na niebie,
Bezradna wobec pożaru bałwanów
Wierzyłaś w naród, że ocali ciebie.

Przyszli, ruszyli do boju z ochotą,
By skarb odwieczny od śmierci ocalić.
Ciebie, coś bardziej kosztowna niż złoto,
Mieli porzucić, zapomnieć, dać spalić?

Smutna Sekwana w godzinę twej męki,
Tak bardzo chciała ci nieść ocalenie,
Ale zastygła pośród fal udręki,
Modląc się z szumem o twe wybawienie.

Gdzie się pradawne podziały patrony
I ojce, które wznosiły twe progi…
Z rozpaczą niebian opuściwszy trony
Pod Wszechmocnego rzuciły się nogi.

Masz w nich obrońców twej dawnej świetności,
Twego splendoru,  zachwytu, uroku…
Jeszcze powstaniesz w swej okazałości
I wróci do twych świętych murów pokój.

Czemuż cię, pani, dotknęła ta siła,
Która cię miała obrócić w popioły?
Komuś się, biedna, sobą naraziła,
Że cię pochłonąć dziś miały żywioły?

Rzesza skupiona na miasta alei,
Co w niebo śpiewa modlitwę serdeczną,
Czyni to pełna wiary i nadziei,
Że w Bogu znajdzie pomoc ostateczną  

Lud z różańcami stojący dokoła,
Który cię widział jak żagiew płonącą,
Żąda wyjaśnień i „Dlaczego?” – woła
A może lepiej by zapytał: „Po co?”

Czy Ci się spieszyć zachciało w przestworza
Na rezurekcję najbliższą, na Święta?
Czy Cię wołała ta Opatrzność Boża
Co poprzez wieki o Tobie pamięta?

Czyżby niebianom brakło katedralnych
Twych łuków, piękna, blasku i urody,
Że w twoich nawach cudownych, sakralnych
Chcieli urządzić dla Baranka gody?

A może tobie się tłumy znudziły
Co tylko żądne twojego uroku
Idą, niepomne że w tobie Bóg miły,
Ma wielkanocny dla spragnionych pokój…

Gdybyś odeszła z paryskiej Golgoty
I opuściła stoliczne ostępy,
Wiesz, jak by wściekłe zawyły istoty,
Jakie by wówczas szalały zastępy?

Więc nie porzucaj ni ziemi ni słońca
Które cię teraz suszy promieniami…
Mów swym szkieletem – „Mój Bóg nie ma końca!
On świat ocali przed zła pożarami”.

A gdy cię będą podnosić, omdlałą,
Gdy cię wydźwigną z popiołu zwaliska,
Niech się napełnią twe mury tą Chwałą,
Która z Pańskiego Wieczernika tryska.

Teraz, gdy Piotry i Judasze spieszą
Aby się zaprzeć, sprzedać  swego Pana,
Ty jedna wytrwaj razem w wiernych rzeszą,
W rodzinę złącz nas, o niepokonana!

Jeszcze Cię znowu poświęcą ze łzami,
rozświetlą blaskiem, napełnią muzyką
I jako dawniej, ucieszysz się nami
Zjednoczonymi by nie iść donikąd.

Gdy się rozdzwonią na nowo twe dzwony,
Śpiewając Bogu radosne „Hosanna”,
Niechaj ubrana w złote medaliony
Zamieszka w tobie znów Najświętsza Panna.  

Kiedy organów twych popłyną dźwięki
I gdy się wzniosą do nieba, w przestworza,
Niech da ci odczuć łaskawość swej ręki
Pani Paryża, Święta Matka Boża!

Niech cię otoczy płaszczem swej opieki,
boś od stuleci ocalała wiarę…
Niechaj zachowa twe piękno na wieki
I wielką przyjmie twych cierpień ofiarę.

Dziś żal mi ciebie, rozdarta, zraniona…
Aleś ustrzegła Koronę Cierniową!
Więc i ja wierzę, żeś niezwyciężona
Że znowu będziesz opoką duchową.

Wrócę do ciebie i jak pierwej skrycie,
Gdy stanę w sercu twym tuż obok Krzyża,
chcę, jako dawniej poczuć Boże Życie,
Co wciąż króluje na zgliszczach Paryża.

Niech cię na straty nie piszą dzienniki,
które już mówią o nowej twej roli!
Pozostań sobą, jak chcą twe kroniki,
Taką cię chcemy! Pan taką Cię woli!

Niech się więc sprawdzą dumne zapowiedzi,
Że cię odnowić zdołamy w pięć laty.
Dla zjednoczenia stroskanej gawiedzi
Przyjmij jej pomoc, perły i dukaty.

Ale przypomnij, coś zawsze mówiła
Do Europy, Świata, do Paryża!
Tylko ta troska będzie tobie miła,
Która przez ciebie do Boga nas zbliża.

A może trzeba było twojej łuny,
Twego nieszczęścia i twojej gehenny,
By w nas trafiając, sromotne pioruny
Dały zobaczyć nasz padół mizerny.

Co wszystko znaczy i czym ta potęga,
Którą się mieni ludzki rozum snadnie.
Myślał, że sobą Boskich planów sięga.
Im bardziej pyszny, tym szybciej upadnie!

Gdy się już wzniesiesz i otrząśniesz z męki
Co na cię spadła tuż przed paschą Pana,
Łatwiej nam będzie dźwigać te udręki,
Co od upadłych duchów ciążą na nas.

Wiem, że powstaniesz! Twa sława nie minie!
Z Boskiej potęgi tkany twój fundament!
Niechże w nas wiara nigdy nie zaginie,
I trwa w twym ludzie aż na wieki. Amen