niedziela, 5 kwietnia 2020

Hans Tolkeyn von Klau­­ßitten (1469-1480)

[Jeżeli chcesz wesprzeć #TolkienAncestry zajrzyj na https://patronite.pl/galadhorn/ - albo popatrz tu po prawej, gdzie znajdziesz namiar na Fundusz Tolkien Ancestry :: If you want to support the #TolkienAncestry see https://patronite.pl/galadhorn/ or here to the right, the Tolkien Ancestry Fund 💖]

Klaussitten znajdowało się zaledwie 7 km od Globuhnen.
Czy Tolkeyn z Klaussitten w XV wieku to przodek Tolkienów z Globuhnen w XVI w.?
Berlin odwiedziłem jeszcze przed pandemią. Dzień moich urodzin, luty, a ja pędzę autostradą do berlińskiej dzielnicy Dahlem. Mijam z uśmiechem znaną mi już ulicę Alboinstra­ße (ostatnio o longobardzkim Alboinie, czyli ­Ælfwine, 'Przyjacielu Elfów' pisałem tutaj) i docieram do Tajnego Archiwum Państwowego Dziedzictwa Pruskiego (GStA PK). Tam już sami znajomi, wchodzę do czytelni, czekają na mnie opasłe tomiska z XVI i XVII wieku. I odnajduję to, czego tak bardzo poszukiwałem...  

Bohater mojego wpisu, wolny Prus o imieniu Hans Tolkeyn (Tolkien), 1469
Źródło: GStA PK, XX. HA, Ostpr. Fol. Nr 116, k. 459

Zacznijmy chronologicznie. Oto dokument o sygnaturze XX. HA, Ostpr. Fol. Nr 116, karta 459 (nie szukałem w stogu siana; bazuję na ustaleniach Guddata i tłumaczeniu tych ustaleń przez mojego Dobrodzieja, prof. Adama Szarszewskiego), w którym występuje wolny Prus, Hans Tolkeyn z Klaussitten (dobra te znajdują się zaledwie 7 km od Globuhnen, gdzie przodkowie J. R. R. Tolkiena dowodnie żyli od początku XVI wieku - zobacz tutaj), który sam wykupił w 1469 r. zastaw swojej własności, w zamian za co otrzymał od Zakonu (od komtura Flacha von Schwarzenberg) większą posiadłość niż wcześniej. Guddat pisze, że w 1480 r. uzyskał od Zakonu nawet czynsz (Zinshaken) od jednej ze wsi, dzięki czemu do swych 10 włók i 15 mórg pozyskał jeszcze następne 2 włóki, a ponadto prawo odbierania przez 16 lat czynszu od jednego mieszkającego tam włościanina Christopha. Tolkeyn może być więc uznany za właściciela gruntów na prawie pruskim. Nie otrzymał jednak przez pewien czas prawa do szarwarku od owego Christopha (szarwark: przymusowe świadczenie nakładane na ludność wiejską w postaci robót publicznych, głównie na rzecz budowy i utrzymania dróg, mostów, wałów przeciwpowodziowych i urządzeń wodnych). Z drugiej strony, wyraźne zaznaczenie, że prawa tego nie otrzymał, sugeruje, że kiedyś może mu ono zostać przyznane.

Sztandar z czerwonym wilkiem, czyli znak
Komturii Bałgijskiej w bitwie pod Grunwaldem
(z dzieła Długosza Banderia Prutenorum)
Inny autor, Guttzeit w pracy na temat zmian własnościowych w powiecie świętosiekierskim (Kr. Heiligenbeil), czyli w Grundbesitzverschiebungen im Kreise Heiligenbeil,  pisze na str. 77, że w latach wojny trzynastoletniej z Polską (1454-1466) i po niej oprócz transferów ziemi dla najemników i innych pełniących służbę wojenną, Zakon Krzyżacki nagradzał, rekompensował straty itd. wielu mieszkańców, zwłaszcza wolnych i chłopów, w zamian za ich lojalność i służbę.

Komtur bałgijski oraz wielki szatny zakonu w latach 1458-1481, Siegfried Flach von Schwarzenberg nadał wolnemu Prusowi, Hansowi Tolkeyn w roku 1469 dwa łany (Hufen) i pół włóki (Haken) na prawie pruskim w Klaußitten z 30 markami wergeldu i ze zwykłymi powinnościami, ponieważ ten uwolnił się i oswobodził od Wolfa, na którego Zakon zastawił te dobra. Po śmierci jego i jego dzieci jego żona Anna nie powinna być wypchnięta z posiadłości. Jeśli ktoś to zrobi, powinien zapłacić 40 marek. Oto jak wyglądają te zapisy w oryginale (transkrypcja moja, mocno się napracowałem):

GStA PK, XX. HA, Ostpr. Fol. Nr 116, k. 459r

Tekst przepisany z dawnego przywileju ok. 1538-1542:
Jacoff und Jorge von Clausitten
[der freyen handtvest
]

Wir bruder Seyfriedt Vlach von Schwarzenberge,
Oberster Trappier und Comptur zur Balge,
des wilens der brudere, des Hospitalis Sancte
Marie, des Teutchen Hause von Je[rusa]lem, Thun
kundt, und bekennen ofentlichen mit diesem
unserm ofenen brieffen, vor allen und jglichen
die zu sehenn horen oder lesen, das wir von
verhencknisse, des gar erwirdigen herren,
Heinrich Reuss von Plawen, unsers
Hochmeisters, Ouch mit Rathe willen wissen
und volworth unsers anders eltesten bruder
zur Balge. Lebenn (?) verleyhen und verschreiben
unsern getrawen Hans Tolkeyn Jn unnd
seinen rechten erben, und nachkomlingen,
und eines solchen willen, das her sich
selber gefreyet und geloset hat, von Wolffe
deme en denne unser ander vorsagt und
vorpfandt hatte von seinen dinst. So begnadigen
wir Jm und seine rechten erben und nach
komlingen, mit Zwehn huben vnd einen
halbenn hakenn zu Clawsitten gelegenn
an acker wiesen, weiden, welden, puschen,
bruchern und streuchern im gebiete Balge
und Cammerampt Pellen gelegen, bynen
solchen greniczen vnd Rynnen, also sie von
alders her, von gestes anders brudernn
sein beweiset, frey erblich und ewiglich
zu preuschenn rechte zubesizen. Ouch
vir sonderlichen gnaden so geben von
In auch dreyssigk gutte margk wendet
wergeldes. Ouch so begnadigen wir
Jn aw her Todes halben abeginge vnd
seine kinder auch verstorben. Das seine
eheliche hausfrawe Anna mehr aus dem
guttern soll gestossen werden, bey Jrem
lebenn, wolde sie aber Jmande aus den
guttern habenn, der soll Jr geben vierzigk
geringe margk. Vmb welcher unser be-
gnadunge willen, soll her seine rechtenn
erbenn und nachkomlingen, vns und unerm
andenn vorpflichte sein zuthuende, einen
redelichen und tuchtigen dienst, mit hengst
und harnisch nach dieses landes gewohnen
zu allen geschreyen, hefarten, landeswonenn
und reisenn, Neues Hausen zubauen (...)
GStA PK, XX. HA, Ostpr. Fol. Nr 116, k. 459v

Rok 1469, gdy zaczynają się nasze zapisy to czas tuż po zakończeniu wojny trzynastoletniej (stoczona w latach 1454–1466 wojna między władztwem zakonu krzyżackiego a Koroną Królestwa Polskiego, rozpoczęta na skutek poparcia przez Polskę powstania Związku Pruskiego przeciwko zakonowi krzyżackiemu, zakończona zwycięstwem Królestwa Polskiego i II pokojem toruńskim). Z zapisów wynika, że Hans Tolkeyn przysłużył się zakonowi. Z innej historii znamy ród Tolk von Markelingerode (którego nazwisko zapisywano też Tolkin oraz Tolkyn), który jednakże głównie walczył w tej wojnie po stronie polskiej (patrz na przykład postać Petera Tolkyne w moim tekście "gemüt, Lutmod i Tolkyn. Połączenie teorii i coś jeszcze..." albo "Dis ist der Scheppin Buch (Ordensfoliant 86, 1391–1493)"

Kolejny dokument to XX. HA, Ostpr. Fol. 141, fol. 48. Czytamy w nim:
"Im Jahre 1480 verschreibt Flach von Schwarzenberg dem Hans von Klaußitten, der 80 Mark bietet, um das Dorf von Wolf von Nemritten zu lösen, 3 wüste Haken zu Klaußitten. Ihm werden freies Bau- und Brennholz in der Dinge, der Zins des Bauern Christoph auf 16 Jahre verliehen; Christoph soll das Scharwerk aber dem Orden leisten" (przełożę ten tekst niedługo)".
Co do historii samego Klaussitten w parafii Zinten (Cynty), w urzędzie komorniczym Pellen (Piele), na ziemi świętosiekierskiej pewne wskazówki podaje nam G. Blažiene. Historia naszego Klaussitten zapisana jest w następujących dokumentach:


W czasie poprzednich badań udało mi się wyszczególnić ciekawą postać Hansa Tolk, syna rodu von Markelingerode, zwanego w Prusach von Tolk i Tolkin/Tolkyn. Oto jego życie:
Hans Tolk/Powersen ["Hannike Powirsin] (ur. ok. 1385?) syn Bertholda, brat Petera, Paula, Thomasa i Matthiasa (OF 86/18, Lindenau/Breitlinde, 86/29: żona Anna [Preuk?], w 1422 dzieci: Gritta [?], Katherina, Elisabeth, Bertold, Anna, Benygna, Barbara i niemowlę [Erhard?]). W 1464  był adwokatem z Reszla w procesie przeciwko Zakonowi. Jako Hannike Powirsin znajdujemy go wśród rycerzy i knechtów, którzy brali w 1412 udział w wyznaczaniu granicy między państwem zakonnym i Żmudzią. Pan na Powarschen, Libhausen, Rodenau (gdzie panowie Powarschen wyznaczali proboszcza).
Choć zgadza się jego imię, imię żony Anny, to jednak nie zgadza nam się funkcja w wojnie trzynastoletniej. Hans Tolk/Powersen związany był z królem polskim, podczas gdy jego współczesny Hans Tolkeyn z omawianych w tym tekście dokumentów walczył po stronie zakonu (za co otrzymał prawa do majątku Klaussitten). Czy możemy zatem obalić już ostatecznie teorię, że rycerski ród Tolkyn to nie ten sam ród co domniemani XV-wieczni przodkowie Tolkienów, czyli wolni pruscy Tolkeynowie? Potrzeba jeszcze więcej dokumentów. Po pandemii wracam do Berlina!

Inna część mapy Schroettera z Zinten, Pellen,
a także z Hanswalde, gdzie w XVII w. mieszkali chłopi Tolkienowie

W kolejnym odcinku moich badań napiszę Wam o tym, że w XVI wieku przodkowie Profesora nosili nazwisko... Tolckheimer!

Tolkheimer!

Misterium Ofiary
Fragment książki Ch. Williamsa Wojna w niebie


«(...) Głosy były czyste, ale to, co mówiły, było utajnione. Stojąc przy drzwiach, książę, podobnie jak klęcząca przy krześle Barbara, wychwytywali czasem z potoku słów jakiś znajomy zwrot. Introibo, zdawało mu się, że usłyszał, i mógłby przysiąc, że dziecięcy głos odpowiedział: Ad Deum qui laetificat juventutem meam. Ale na próżno wyglądał obrzędu spowiedzi; kiedy spojrzał, kapłan-król stał już na szczycie schodów, przy ołtarzu, chociaż nie widział go wchodzącego po stopniach, a kościół zabrzmiał dźwiękami Christe eleison i ucichł.

Barbara, mniej obznajomiona z kościelnymi rytami, wychwyciła tylko zdanie z kolekty: "dla którego otwarte są wszystkie serca, znane wszystkie pragnienia", a potem uległa radosnemu rozproszeniu na widok statecznych ruchów swojego dziecka, dopóki nagle nie przyciągnęły jej uwagi słowa lektury: "I Bóg rzekł: uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam... na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Sam dźwięk tych słów przychylił ją odrobinę w stronę męża; jej ręka wysunęła się, znalazła jego dłoń i tak spleceni trwali do końca. A głos kapłana-króla kończył czytanie Ewangelii: "Oto wszystko czynię nowe". 

Archidiakon jednak, słysząc wszystkie te słowa, drżał nieco, trwając na klęczkach. Myśli, z którymi przystępował do sprawowania Misteriów, rozwiały się; same Misteria także się rozwiały. Nie odróżniał już słów od działania, przebywał w Bożej obecności, był częścią Aktu, który gdzieś daleko wydobywał się w tych nikłych słowach: "Uczyńmy człowieka..." - stworzenie uniosło się, rozlało, zatoczyło krąg i majestatycznie powróciło - "na Nasz obraz, podobnego Nam" - a wielkie zaimki były dźwiękiem tego powrotu. Wciąż prędzej i prędzej, wszystko przechodziło przez ten wąski kanał, który widział już przedtem i w który teraz sam zdawał się wchodzić, a po drugiej stronie wynurzało się do podobnej, ale innej egzystencji - nadal będąc sobą, a jednak napełnione i zjednoczone niewyobrażalną doskonałością. Światło słońca - samo słońce - wędrowało wzwyż wyprostowanej postaci przed ołtarzem, ciemność i światło przelewały się przez nią pospołu, a wraz z nimi wszystko, co jest. Widział stojącą na samym skraju tego przejścia drobną postać Adriana, a potem sam minął chłopca i zaczął wstępować na ostatni etap Drogi. Wszystko było zasłonięte; głos kapłana-króla był dźwiękiem ruchu stworzenia; archidiakon oczekiwał na mający nastąpić exodus.

Wszystko było zasłonięte, ale nie do tego stopnia, by nie słyszał gdzieś za sobą, w przestrzeni czy doświadczeniu, głosu księcia, który odpowiadał: "Et cum spiritu tuo", albo wołania przed sobą: "W górę serca", a potem znów głosu Barbary, wołającego z nim: "Wznosimy je do Pana", i wśród zamętu pieśni, która wybuchła, głosu Lionela przyłączającego się do odpowiedzi: "Godne to i sprawiedliwe".

- Zaprawdę godne to i sprawiedliwe... - powiedział król-kapłan; troje uczestników obrzędu usłyszało te słowa, a potem nie słyszało już żadnych zrozumiałych słów. Widzieli Adriana, chodzącego tam i z powrotem; widzieli jego poważną, szczęśliwą twarz, kiedy na jakiś gest swojego Pana odwrócił się; widzieli, jak wraca i znów siada na podnóżku klęcznika, jak obejmując kolana, ogląda się na matkę, a potem znowu odwraca się, by obserwować to, co się wokół niego dzieje. Bowiem teraz nieznane dźwięki rozbrzmiewały bez przerwy; wszystkie istoty pojedynczo, chyba że ręce kochanków trwały w ostatecznym uścisku, skupione były na tej nieruchomej Postaci - nieruchomej, bo w Nim wszystkie poruszenia czekały na Jego ruch, aby mogły być uwolnione, a On nadal się nie poruszał. Wszelki dźwięk ucichł; wszystko trwało w napięciu i zawieszeniu istnienia; nigdzie nie było nieczego prócz Niego.

I wtedy On wstał i poruszył rękami. Poruszył nimi jakby w geście błogosławieństwa i złota aureola, która przez ten cały czas otaczała Graala, natychmiast się rozpłynęła i rozszerzyła falą kolorów; i we wszystkich, którzy się temu przyglądali, natychmiast wstąpiło życie, napełniło ich, zatopiło i rozradowało. "Uczyńmy człowieka - śpiewał On - na Nasz obraz, podobnego Nam", a cały wypełniony widzialnymi i niewidzialnymi obecnościami kościół odpowiedział Mu głośno: "Na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę". Wszystko znów zaczęło istnieć. W wielkiej oddali Lionel, Barbara i książę ujrzeli poza Nim, kiedy podniósł Graala ku górze, poruszający się wszechświat pełen gwiazd, a potem jedną przelatującą planetę, a potem pola, domy, tysiące zapamiętanych miejsc, wszystkie w świetle, ciemności i pokoju.

Zdawało się, że celebrans nie podtrzymuje już Graala; boskie kolory, przemieszczające się w tej wizji stworzenia, otuliły go niczym ciasno zawinięta szata. Za Nim kościół znów stał się widoczny i cisza zastąpiła unoszącą się w powietrzu muzykę, która towarzyszyła wizji. Jakby z samego środka ciszy dobiegł ich Jego głos, najwyraźniej wołający kogoś po imieniu. Kapłan nie odwrócił się; nadal stał twarzą do ołtarza, zawołał trzykrotnie i umilkł. Archidiakon wstał nagle ze swojego miejsca, potem statecznie wyszedł na środek kościoła, odwrócił się i stanął twarzą w twarz z trojgiem uczestników obrzędu. Uśmiechnął się do nich i wykonał ręką gest pożegniania; potem odwrócił się i wszedł do prezbiterium. W tej samej chwili Adrian, jakby posłuszny jakiemuś rozkazowi, wstał nieporadnie i zszedł do matki. Spotkali się przy wejściu do prezbiterium; chłopiec zatrzymał się i uniósł głowę; z powagą wymienili pocałunek pokoju. Zanim Adrian dotarł do Barbary, archidiakon zaczął wstępować na stopnie ołtarza i kiedy postawił nogę na pierwszym z nich, łagodnie osunął się na ziemię.

W tej samej chwili ujrzeli zdumieni, że kościół, poza rozciągniętą przed ołtarzem postacią i nimi samymi, zupełnie opustoszał. Słońce świeciło na ołtarzy równie pusty jak posadzka przed nim; bez pożegnania, Graal i jego Pan odeszli (...)»

Całą książkę, Wojna w niebie, jedyne wydane w Polsce dzieło trzeciego ważnego Inklinga, Charlesa Williamsa, kupicie tutaj. Książkę tłumaczyła Magda Sobolewska, a pochodzi ona z Wydawnictwa Esprit (2016).

Inne moje teksty o Charlesie Williamsie:

piątek, 3 kwietnia 2020

Tolkien, Flavia Anderson i Święty Graal

[Jeżeli chcesz wesprzeć #TolkienAncestry zajrzyj na https://patronite.pl/galadhorn/ - albo popatrz tu po prawej, gdzie znajdziesz namiar na Fundusz Tolkien Ancestry :: If you want to support the #TolkienAncestry see https://patronite.pl/galadhorn/ or here to the right, the Tolkien Ancestry Fund 💖]

Święty Graal na XV-wiecznej iluminacji


Jako uzupełnienie tego tekstu polecam Wam mój "Kod Reginalda" z Elendilionu.

Strona tytułowa pracy Lady Flavii Anderson
Flavia Anderson (20 września 1910–4 kwietnia 1998) była córką hrabiów Giffard. Właściwie nazywała się Lady Flavia Joan Lucy Anderson. Była potomkinią wielu szlacheckich rodów z Anglii i Normandii. W linii swojego ojca, Hardinge Giffarda, drugiego hrabiego Halsbury ("2nd Earl of Halsbury"), to bezpośrednia potomkini Wilhelma Zdobywcy i słynnego Wikinga Rollo z Normandii (cały wywód genealogiczny znajdziemy np. w serwisie Geni, życie rodziny opisane w magazynie Esoteric Curiosa). Była pisarką ezoteryczną ("Ezoteryzm, ezoteryka – cecha wierzeń zwanych wiedzą tajemną, hermetyczną lub ezoteryczną i przekazywaną jedynie wybranym osobom w przeciwieństwie do dostępnej dla ogółu wiedzy egzoterycznej; w religioznawstwie tendencja do utajniania części wierzeń danej doktryny lub kultu religijnego przed ogółem" – Wikipedia).

Mały Tony i mała Flavia z dziadkiem
Bratem Flavii był Tony Giffard, a właściwie John Anthony Hardinge Giffard, trzeci hrabia Halsbury ("3rd Earl of Halsbury") FRS (4 czerwca 1908 – 14 stycznia 2000), brytyjski par i naukowiec. Odziedziczył tytuł hrabiowski w 1943. Giffard jako parlamentarzysta oraz naukowiec sprawował mnóstwo funkcji w przeróżnych instytucjach (National Research Development Corporation, Decca Record Company, Decimal Currency i in.). Był też kanclerzem Brunel University. W 1986 złożył w Izbie Lordów "Akt powstrzymujący lokalne władze od promowania homoseksualizmu" ("An act to refrain local authorities from promoting homosexuality").

Dla nas najważniejsze jest jednak to, że hrabia Giffard był... przyjacielem J. R. R. Tolkiena i jednym z niewielu ludzi, którzy przeczytali Silmarillion za życia Tolkiena, w 1957! Oczywiście chodzi o ówczesną formę Silmarillionu, mocno różniącą się od tego, co znamy od roku 1977. O Tonym Giffardzie przeczytacie w Listach pod redakcją Carpentera oraz pracach Hammonda & Scull. Lord Halsbury doradzał Tolkienowi w pracy nad Silmarillionem, dyskutował z nim na przykład postać Galadrieli, patronował wielkiemu wydarzeniu, jakim było odznaczenie Tolkiena przez Królową Elżbietę II, był zapraszany przez Tolkiena na ważne uroczystości rodzinne, a także był obecny na pogrzebie i na spotkaniach upamiętniających Profesora Tolkiena.

O Lady Flavii Anderson przypomniał pewien ciekawy list Tolkiena, który niedawno pojawił się na facebookowej grupie dyskusyjnej Tolkien Society. Mike Roberts, syn A. F. Robertsa, Esq. pokazał nam ostatnio dwa listy, które jego ojciec dostał od Profesora Tolkiena w roku 1956 oraz 1971 (patrz niżej – listów nie znajdziemy w opublikowanym zbiorze):



Choć pierwszy z listów, pięknym charakterem pisma (nawiązującym do minuskuły insularnej z czasów średniowiecza) opisuje tak ciekawie charakter Silmarillionu i wyjaśnia, że nie ma tam właściwie żadnych hobbitów, to najciekawszy wydaje się list drugi. Mamy tam jeden z niewielu przykładów, gdy Profesor Tolkien rekomenduje książkę, która nie pasuje za bardzo ani do wysokich standardów naukowych, którym hołdował, ani do wiary Profesora. 8 stycznia 1971 J. R. R. Tolkien napisał:
Drogi Panie Roberts!
Jak dowiedziałem się od mojej londyńskiej sekretarki, podziękowała ona już Panu za pański list, ale nie mogę się powstrzymać od osobistego podziękowania Panu.

Pańska tak pozytywna ocena mojego "Władcy Pierścieni" sprawia mi wielką przyjemność i jestem bardzo wdzięczny za pańską ofertę pomocy, choć nie mogę z niej skorzystać.

W związku z Pana zainteresowaniem "starą Religią": czy spotkał się już Pan z książką Flavii Anderson pt. "The Ancient Secret"? Jeżeli nie, to na pewno bardzo ona Pana zainteresuje. Jest to moim zdaniem w większości bardzo wartościowa i interesująca książka, choć znajomość lingwistki nie jest najmocniejszą stroną Lady Flavii.

Z poważaniem,

J. R. R. Tolkien

Profesor dodał na oddzielnej kartce, o jaką książkę dokładnie chodziło: The Ancient Secret: In Search of the Holy Grail by Flavia Anderson, pp. 288. London: Victor Gollancz Ltd. 1953, Second Impression 1955. 

O jaką "an old Religion" chodzi Robertsowi i Tolkienowi? W piśmiennictwie wolnomularskim w ten sposób opisywano ezoteryczną tradycję, której spadkobiercami mieliby być różokrzyżowcy i masoni. Nie chodzi po prostu o pogaństwo Brytów i Anglosasów. Tym bardziej nie chodzi o katolicyzm (który też w niektórych pismach nazywany bywał w Anglii "Starą Religią"). Owa "an old Religion" to w pytaniu Robertsa do Tolkiena zapewne właśnie ezoteryczna tradycja Świętego Graala.

W czasopiśmie The Living Church znalazłem ciekawą recenzję książki The Ancient Secret (patrz tutaj). Czytamy tam:

"Dla tych, których interesuje ezoteryczne wyjaśnienie symboliki religijnej, The Ancient Secret ('Pradawna Tajemnica') Flavii Anderson będzie lekturą fascynującą. Według autorki Święty Graal oraz Mojżeszowe Urim z Arki Przymierza to ten sam obiekt. Autorka uważa, że prawdziwa jest legenda, które mówi, że Kielich z Ostatniej Wieczerzy został przewieziony do Brytanii przez św. Józefa z Arymatei i że został zakopany w pobliżu Opactwa w Glastonbury. Poeci XII i XIII wieku skorzystali z tej legendy pisząc swoje relacje o dziejach Króla Artura i połączyli ją (jak mówią o tym dzisiejsze badania) z celtycką tradycją Kotła Natchnienia. Jednak prawdziwy Graal, zgodnie z poglądem wyłożonym w książce, był świętym przedmiotem tajemnej sekty, która nie była ograniczona tylko do terytorium Brytanii, ale miała zasięg uniwersalny. Prawda o Graalu znana była, jak mówi autorka, tylko małej grupie religijnej, a potem stopniowo została zapomniana (...)".
Ciekawą recenzję tej książki znalazłem w French Studies, Volume IX, Issue 3, July 1955, s. 252–253:


Znajomość tej tematyki u Profesora Tolkiena nie może nas dziwić (o zdaniu Tolkiena na temat Bogini Sulis z Bath pisałem kiedyś tutaj). Widać już w jego młodzieńczej The Book of Ishness zafascynowanie tajemniczością i symbolizmem (zobacz tutaj). Tolkien pochodził z rodziny o ezoterycznych zainteresowaniach – jego poprzednikiem w niesieniu tradycji Tolkienów był John Benjamin Tolkien IV, który był wolnomularzem (jak trzej inni przedstawiciele rodziny – patrz tutaj).  Tolkien był Inklingiem i co tydzień wchodził w dyskusje z miłośnikami ezoteryzmu, jak Charles Williams (były mason i mag) czy Owen Barfield (antropozof). Tolkien lubił książkę Charlesa Williamsa, Wojna w niebie, która opowiada o Świętym Graalu w przedwojennej Anglii (przeczytaj o tej książce na moim blogu - tutaj).

Książkę Flavii Anderson mógł otrzymać Tolkien osobiście od jej brata, hrabiego Tony Giffarda. Mógł też Tolkien osobiście poznać autorkę Pradawnej tajemnicy. Profesor nie był tzw. "neopurytaninem", katolikiem od "zagrożeń duchowych", ale jako Inkling z ciekawością badał świat ludzkich mitów i wierzeń z perspektywy katolickiej...

czwartek, 2 kwietnia 2020

J. R. R. Tolkien – "Éarendel" (1914)

[Jeżeli chcesz wesprzeć #TolkienAncestry zajrzyj na https://patronite.pl/galadhorn/ - albo popatrz tu po prawej, gdzie znajdziesz namiar na Fundusz Tolkien Ancestry:: If you want to support the #TolkienAncestry see https://patronite.pl/galadhorn/ or here to the right, the Tolkien Ancestry Fund 💖]

Wiersz, który w 1914 był początkiem tolkienowskiego Śródziemia (dlatego w 2014 obchodziliśmy 100 lat legendarium Tolkiena). Dziś w pięknym przekładzie Michała Błażejewskiego (z jego długiej recenzji Biografii Carpentera, która ukazywała się w odcinkach w Gwaihirzęciu):
Éarendel wzniósł się z głębi Oceanu
    i w mrocznym kręgu ziemi się ukazał;
Przez wrota Nocy niczym jasny promień,
    Ponad obrzeżem rosnącego cienia
Statek wyprawił jak srebrzysty okruch. 
    Od złotych piasków gasnącego Dnia
Odbił i razem z płomienistym tchnieniem
    Opuścił brzegi Zachodniego Świata.
Angielski oryginał brzmi tak:
Éarendel sprang up from the Ocean’s cup This
    In the gloom of the mid-world’s rim;
From the door of Night as a ray of light
    Leapt over the twilight brim,
And launching his bark like a silver spark
    From the golden-fading sand;
Down the sunlit breath of Day’s fiery Death
    He sped from Westerland.
W sindarinie Wenus to Aerennel, a Księżyc w nowiu to Cýron
Żródło: Sky & Telescope

środa, 1 kwietnia 2020

Opowiadam o Tolkienie w "Halo Kultura"!


Spotkało mnie wielkie wyróżnienie! Pan redaktor Józef Szopiński z Polskiego Radia przeprowadził ze mną w ostatni piątek wywiad w ramach audycji HALO KULTURA. Jeżeli masz chwilę czasu, zapraszam Cię do wysłuchania! Napisano o mnie tak miłe słowa:

«Tolkienista Ryszard Derdziński opowiada o poszukiwaniach korzeni prof. Tolkiena. Czy możliwe, że przodkowie Tolkiena mieszkali w okolicach Gdańska? Sprawdzimy też czy Pojezierze Suwalskie mogło być pierwowzorem Shire - rajskiej krainy hobbitów opisanej we "Władcy Pierścieni". Ryszard Derdziński to politolog i tolkienista, który biegle włada językami z mitologii Śródziemia i alfabetem runicznym. Od kilku lat prowadzi genealogiczne śledztwo dotyczące J. R. R Tolkiena. Zbadał już 22 pokolenia rodziny autora "Władcy Pierścieni"»

Dołączyłem do PATRONITE!

 
Oto strona, którą chciałbym Ci dziś polecić 

Moi drodzy Przyjaciele, Znajomi, Rodzino, Sympatycy, Hobbici, Elfy i Krasnoludy i inne Wolne Ludy! Od dziś dołączam do Patronite

Co to jest Patronite? Patronite łączy Autorów z osobami, które chcą wesprzeć ich pasję nie tylko dobrym słowem, ale i finansowo. Patroni wpłacają regularne, comiesięczne kwoty na konto Autorów, a Ci mogą je wykorzystać na potrzeby swojej działalności. Autorzy zyskują możliwość rozwoju, a Patroni – dostęp do wyjątkowych nagród, a także bezcenną świadomość realnego wspierania pasji innych!

Dlaczego dołączyłem? Od lat każdą wolną chwilę przeznaczam na wyjazdy do archiwów, bibliotek, od lat z pasją zbieram i badam źródła, już bardzo długo staram się dzielić z Wami najświeższymi ustaleniami moich genealogicznych śledztw spod znaku #TolkienAncestry i ogólnej tolkienistyki. Czas wkroczyć na kolejny poziom, czyli czas zdobyć fundusze na sfinalizowanie prac: wydanie albumu z pracami graficznymi oraz napisanie i wydanie książki o przodkach Profesora Tolkiena.

Jak pomogą mi Wasze wpłaty? Świat wokół nas bardzo się zmienił. Upada stare, trzeba być otwartym na nowe. Żeby kontynuować moją pracę, przyjmę z wdzięcznością Waszą pomoc finansową. Może dzięki Patronite razem z Wami zrealizuję działania, które nie były wcześniej możliwe? Teraz Wy możecie dodać mi energii do dalszej pracy Tolkienowskiego Indiany Jonesa!

wtorek, 31 marca 2020

Nie zasługuję...

Lektura uzupełniająca:
"Tolkien spod Wawelu..."
(Elendilion)
"Polacy którzy znali Tolkiena: Prof. Mroczkowski" (Elendilion)
"Opowieść o dwóch mediewistach" (Niezapominka)
"Jak to z wydawaniem Tolkiena w PRL-u było" (Elendili)

Pisałem niżej o mojej wizycie u Pań Mroczkowskich. Czy mogę napisać jeszcze trochę więcej?

Z archiwum rodziny Mroczkowskich:
Państwo Mroczkowscy z Córkami

Pani Kasia (dr hab. Katarzyna Mroczkowska-Brand) to młodsza córka Profesora Mroczkowskiego. Poznaliśmy się na Literackim Sopocie latem 2019. Pokazałem Katarzynie Gdańsk dawnych Tolkienów. Prowadzimy cudowną korespondencję! To dla mnie wielkie wyróżnienie. Pani Profesor jest komparatystką, romanistką, hispanistką, wybitną tłumaczką.

Pani Maria (prof. Maria Anuncjata Mroczkowska-Gardziel) jest anglistką. Wspaniała, serdeczna, z dziesiątkami anegdot i historii rodzinnych w zanadrzu.

Otwarto przede mną skarbiec opowieści oraz cudowne albumy rodzinne. Nie umieliśmy skończyć, cieszyliśmy się bardzo tym spotkaniem (ja zrewanżowałem się opowieściami o #TolkienAncestry). Ale największą niespodzianką były trzy niezwykłe sprawy:

- tort urodzinowy z flagą Galadhorna! Ja naprawdę nie zasługuję na takie wyróżnienia. To było niesamowite!


- teczka z listami Tolkiena (piszę o tych listach tutaj)

- cudowne dedykacje w książkach prof. Mroczkowskiego, które ze sobą przywiozłem:


Dziękuję! Eruhantalë!