Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inklingowska filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inklingowska filozofia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2026

Fandom: jakobini ścinają głowy jakobinów!

»Mówi się, że bogowie najpierw przyprawiają o szaleństwo tych, których chcą zniszczyć. Uzbrojony „pacyfizm”, niszczenie pojazdów niewinnych obywateli [...]. Wykładowcy wykrzykujący, za wysokim stołem, „Faszysta!” na kolegów, którzy łagodnym głosem ośmielają się z nimi nie zgadzać. Co za zgniliznę i smród zostawia liberalizm pozbawiony religii!«

J.R.R. Tolkien w liście 194a (z 1956 r.) 

 
Przed laty, gdy wpierw poznawałem działalność zachodniego fandomu, a potem zapisałem się do towarzystw tolkienowskich w UK i USA, były to wspaniałe organizacje dla każdego, społeczności normalnych ludzi zakochanych w literaturze Tolkiena. Daleko od polityki, daleko od skrajności, daleko od aktywistycznego wzmożenia - przestrzeń wolności dla ludzi z różnych nisz i środowisk, miłośników Śródziemia o różnych talentach. Wtedy nie podejrzewałem, jak to wszystko się kiedyś zmieni...

Jeden z najbardziej zaangażowanych numerów "Amon Hen", organu TS

Owoc pracy wybitnych umysłów

Działo się, działo (czytaj na przykład tutaj), ale dziś, rewolucja zaczyna zjadać własne dzieci. Najpierw wycięli fandomowych konserwatystów, kancelingowa gilotyna ścinała głowę za głową (poleciała wtedy i moja w Tolkien Society), Ministerstwo Prawdy nie nadążało z cenzurowaniem podległych sobie grup w mediach społeczenościowych, a po śmierci Christophera Tolkiena fandomowi hunwejbini na Zachodzie rozszaleli się promując poprzez Tolkiena (a faktycznie wbrew Tolkienowi) przeróżne queery, feminizmy, inkluzywności, nowomowę i rozmaite inne wynalazki współczesnego sarumanizmu.

Troski ostateczne dzisiejszego fandomu
(źródło: "New York Times")

Zaczęło się też śledzenie w liberalno-lewicowych mediach nas - zwykłych parafialnych chrześcijan w zachodnim fandomie - jako złowieszczych przedstawicieli "alt-right", "nowej prawicy", "fanatyków religijnych". Jak pamiętacie, rok 2026 w naszym światku zaczął się od niezwykłego tekstu (patrz tutaj) we wpływowym Frankfurter Allgemeine Zeitung o książce, w której miałem swój udział, o "alt-prawicowym zawłaszczaniu tego, co popularne", o rzekomej "manipulacji Tolkienem" w obronie tradycyjnych wartości... Tamten artykuł i wiele innych to owoce tego polowania.

Być tak opisanym to chluba. Artykuł zawiesiłem na swojej ścianie chwały

Ale teraz rewolucja, jak to rewolucja, wkroczyła na nowy poziom. Oto najwięksi, najbardziej wzmożeni fandomowi aktywiści lewicowi zaczęli szukać "elementów wywrotowych" oraz "rewizjonistów i mącicieli" w swoim własnym gronie!

Spójrzmy na ostatnią drakę w Tolkien Society. Jest oto zaangażowana politycznie pani profesor Robin A. Reid, autorka Culture Warrior: The Alt-Right's Crusade against the Tolkien Society's 2021 Summer Seminar on "Tolkien and Diversity" (zobacz tutaj). Reid jest członkiem rady programowej czasopisma Mallorn, wydawanego co roku przez Tolkien Society (jakież to było kiedyś wspaniałe czasopismo - kiedyś...). Dziś zastanawia się, czy nie odejść z TS. W Amon Hen pojawił się artykuł, który nie przypadł do gustu aktywistom, artykuł, w którym autor zastanawia się nad szansami i zagrożeniami AI dla tolkienistyki*. Wzmożenie osiągnęło poziom krytyczny. Aktywiści chcą usunąć ten artykuł i obrzucić autora anatemą. Sama Reid grozi odejściem z TS. Jak to uzasadnia? 

 

Oto jest słowa z Substacka (zobacz jej wpis):

To, w jaki sposób Amon Hen i rada zarządzająca Towarzystwa Tolkienowskiego odniosą się tej kwestii, będzie kolejnym czynnikiem, o którym będę pamiętać, rozważając, czy odnowić moje członkostwo w Towarzystwie (w ostatnich latach pojawiło się kilka problemów, które mnie niepokoją, choć te wcześniejsze nie są związane ze sztuczną inteligencją; moje obawy dotyczą raczej pewnych działań, które mogą odzwierciedlać wycofanie się Towarzystwa z angażowania się w trudną pracę na rzecz równości, różnorodności i integracji). 

Czyli jej zdaniem TS w ostatnim czasie walczy za mało. Ono wręcz "wycofało się z zaangażowania w pracę na rzecz równości, różnorodności i integracji". Czas na popcorn i trzeba będzie poobserwować, co z tego wyniknie...

A o tym, jak peron odjechał lewicowym aktywistom "tolkienowskim" w anglosaskim świecie, przekonać się można, zaglądając choćby na podcast Queer Lodgings (tutaj; nazwa nawiązuje do jednego z rozdziałów Hobbita). 

Dbajmy o nasz fandom w Polsce. Oby sarumanizm (który i u nas objawia czasem się tu i tam) nie pokonał w nas hobbickich wartości.

Logo podcastu Queer Lodgings
 

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś wszystko wróci do normy, szaleństwa ustaną, a rewolucjoniści odczepią się od Tolkiena i dadzą spokój fandomowi. Bo Tolkien jest dla nich tylko dodatkiem. Tak naprawdę chodzi o rewolucję - tak odległą od świata wartości J.R.R. Tolkiena. "Niech żyją Hobbici!" Obyśmy przetrwali rządy Sarumanów i oby wiosna zakwitła znowu w koronach drzew...

____________________

* Nie jestem wielkim entuzjastą AI. Widzę więcej zagrożeń niż szans. Ale jestem też zwolennikiem dyskusji oraz wolności słowa. 

wtorek, 1 września 2026

Gandalf der Berggeist?


Tolkien na kopercie, w której przechowywana była taka pocztówka z grafiką Josepha Madlenera (pt. Der Berggeist - patrz wyżej) napisał: "Początek Gandalfa" (ang. "Origin of Gandalf"). Poszukuję oryginalnej pocztówki od lat (bywa na eBayu bardzo droga), to tę ze zdjęcia kupiłem na stoisku Podcastu Pod Zielonym Smokiem na Tolkonie w Chorzowie. To reprodukcja, którą sobie odpowiednio przyciąłem i "postarzyłem" (cały Galadhorn!). 

Choć pocztówka pochodzi z czasów po wymyśleniu Gandalfa dla Hobbita (lata 20. i 30. XX w.), to jednak:

(1) Prawie na pewno była inspiracją dla Tolkiena do narysowania Gandalfa przed Bag End w latach 30. (dodajmy, że jest to Gandalf brodaty ale bezwąsy, podobnie jak Duch Gór na pocztówce i podobnie jak opis Gandalfa w znanym tekście w Naturze Śródziemia, gdzie Profesor wspomina swoją ulubioną pocztówkę). Więcej o takim Gandalfie w moim wpisie dotyczącym jego bezwąsowości (idea, którą od lat próbuję rozpropagować w fandomie).

Zbliżenie na twarze Ducha Gór i Gandalfa ze szkicu obrazka spod Bag End

Dla sceptyków ważny cytat z Natury Śródziemia (s. 258-259):

"Gdybym wiedział, że Pauline Baynes zamierza namalować portret Gandalfa, mógłbym pokazać jej szkic, który zrobiłem dawno temu, pokazujący mniej więcej, jak czarodziej idzie ścieżką w stronę norki Bilba w swoim („zmaltretowanym”) niebieskim kapeluszu. Albo, jeszcze lepiej, obrazek, który w dużej mierze wpłynął na moją wizję jego postaci. To pocztówka nabyta przed laty — prawdopodobnie w Szwajcarii. Jest to jedna z serii sześciu pocztówek zatytułowanych Gestalten aus Märchen und Sage ["Postacie z opowieści i legend"], na których zaprezentowano twórczość niemieckiego artysty J. Madlenera. Niestety! Kupiłem tylko jedną, zatytułowaną Der Berggeist [dosłownie „Duch Gór”]. Na skale pod sosną siedzi drobny, ale krzepki starzec w okrągłym kapeluszu z szerokim rondem oraz w długim płaszczu i rozmawia z białym jelonkiem, który łasi się do jego wzniesionych dłoni. Starzec ma pełen humoru, a jednocześnie współczujący wyraz twarzy — jego uśmiechnięte usta są widoczne, bo ma białą brodę, ale pozbawiony jest zarostu nad górną wargą. Sceneria to leśna polana (rosną tam sosna, jodła i brzoza), płynący obok strumyk i przebłyskujące w oddali skaliste górskie wieżyce. Sowa i cztery inne, mniejsze ptaki przypatrują się temu z gałęzi drzew. „Berggeist” ma zielony kapelusz i szkarłatny płaszcz, niebieskie pończochy i lekkie buty. Zmieniłem kolory kapelusza i płaszcza, by pasowały do Gandalfa, wędrowca wśród dziczy, ale nie mam wątpliwości, że swobodnie w domu mógł nosić takie jasnoniebieskie pończochy i buty".

(2)  Pocztówka pokazuje postać z niemieckiego folkloru, z górskiej demonologii ludowej. Tolkien w młodości mógł przywieźć podobną pocztówkę ze Szwajcarii ale ta mogła zaginąć (wiemy o postaci Berggeista, Ducha Gór, który występuje w aplejskich legendach i podaniach). Po latach mógł dostać od kogoś wizerunek narysowany przez Madlenera i wspomnienie inspiracji mogło odżyć. Być może ktoś w latach 30. wysłał mu tę pocztówkę i napisał: "Panie Profesorze, od razu ten Duch Gór skojarzył mi się z Gandalfem".

(3) Nie da się też wykluczyć (a niektórzy próbują to wykluczyć), że J. Madlener namalował tu dolnośląskiego Rübezahla z Riesengebirge (czyli "Liczyrzepę" z Karkonoszy; imię "Liczyrzepa" to kalka oryginalnej nazwy niemieckiej - kalka ta powstała pod koniec XIX w., ale stała się popularna na "Ziemiach Odzyskanych" po 1945 r.), a nie postać z innych niemieckich gór (Alp albo np. Gór Harzu). 
Rübezahl to inaczej Berggeist "Duch Gór" (w legendach ten "demon" obraża się, gdy się go nazywa Rübezahlem - preferuje określenia typu "Król Gór", "Duch Gór" itp.). 

Rübezahl to postać jedyna w swoim rodzaju - związana tylko z Sudetami. Lata temu pisałem o skojarzeniu Gandalfa z Rübezahlem wspólnie z Arkiem Kubalą w piśmie Sudety. Choć w kolekcji obrazków namalowanych przez Madlenera jest też inna pocztówka pt. Rübezahl ze złowrogim obliczem Liczyrzepy (patrz niżej), to jednak Madlener mógł też namalować dobre oblicze tego ducha gór (jak na załączonym obrazku). Wydawca pocztówek dla rozróżnienia jedną wersję tej postaci mógł nazwać Rübezahl, a drugą Der Berggeist. W Deutsche Mythologie Jacoba Grimma (którą świetnie znał Tolkien) opisuje się w zasadzie tylko jednego Berggeista — Rübezahla (Liczyrzepę) z Sudetów.

Konkluzja dla "rewizjonistów", którzy odbierają znaczenie pocztówce Der Berggeist:  

Trudno dowieść, że (1) pocztówka nie wpłynęła na wizerunek Gandalfa, gdy Tolkien tworzył grafiki do Hobbita i trudno dowieść (2) że Berggeist Madlenera to nie jest "nasz" Rübezahl z Karkonoszy.

Co o tym sądzicie?

Pocztówka J. Madlenera z Rübezahlem

 _______________________

The same in Common Speech:

On a postcard with a painting by Joseph Madlener (titled "Der Berggeist"), Tolkien wrote: "Origin of Gandalf." I've been looking for an original postcard for years (it can be very expensive on eBay), but I bought the one in the photo at the Pod Zielonym Smokiem Podcast booth at Tolkon in Chorzów. It's a reproduction, which I cropped and "aged" accordingly. The whole Galadhorn!

Although the postcard dates from after the writing of "The Hobbit" (1920s and 1930s), it:

(1) It almost certainly inspired Tolkien to draw Gandalf in front of Bag End in the 1930s (let's add that this is a bearded but mustacheless Gandalf, like the Mountain Spirit on the postcard and like the description of Gandalf in a famous text in "The Nature of Middle-earth", where the Professor mentions his favorite postcard). More on this Gandalf in my post about his moustachelessness (an idea I've been trying to promote in the fandom for years).

[Close-up of the faces of the Mountain Spirit and Gandalf from the Bag End sketch.]

(2) It depicts a figure from German mountain folklore. In his youth, Tolkien may have brought a similar postcard from Switzerland, but it has since been lost. Years later, someone sent him an image drawn by Madlener, and the memory of the inspiration may have resurfaced. Perhaps someone in the 1930s sent him this postcard and wrote: "Professor, this Mountain Spirit immediately reminded me of Gandalf."

(3) It cannot be ruled out that J. Madlener painted here the Lower Silesian Rübezahl from the Riesengebirge (i.e., the "Liczyrzepa" from the Karkonosze Mountains), and not a figure from other German mountains (the Alps or, for example, the Harz Mountains).

Rübezahl is a unique character—associated only with the Sudetes. Years ago, I wrote about Gandalf's association with Rübezahl, together with Arek Kubala, in the magazine "Sudety" (2003). Although Madlener's collection of paintings also includes another postcard titled "Rübezahl" with the sinister visage of Rübezahl, Madlener could also have painted the benevolent face of this mountain spirit (as in the attached image). To distinguish between them, the publisher of the postcards could have named one version of this character "Rübezahl" and the other "Der Berggeist". In Jacob Grimm's "Deutsche Mythologie" (which Tolkien was well acquainted with), only one Berggeist is described—Rübezahl (Rübezahl) from the Sudetes (Karkonosze). 

Conclusion for "revisionists" who deny the meaning of the Der Berggeist postcard:

It's difficult to prove that (1) the postcard didn't influence the image of Gandalf when Tolkien created the graphics for "The Hobbit", and it's difficult to prove (2) that Madlener's Berggeist isn't "our" Rübezahl from the Karkonosze Mountains.

What do you think?  

sobota, 22 sierpnia 2026

Tolkien a kwestia rozwodów

Tolkien o nieszczęściu rozwodów i właściwej dla całej ludzkości moralności:
»W każdym razie każdy widzi, że olbrzymie rozprzestrzenienie i ułatwienie „rozwodu” w naszych czasach, w porównaniu (powiedzmy) z czasami Trollope’a, przyniosło wielkie społeczne szkody. To śliskie zbocze [...]: para może się bowiem obecnie rozwieść, przeżyć interludium z innymi partnerami i ponownie się pobrać. Powstaje, powstała sytuacja, w której zwykli, nienastawieni filozoficznie i niereligijni ludzie nie tylko nie są prawnie powstrzymywani przed niestałością, ale przez prawo i społeczny obyczaj są do niej zachęcani. Nie muszę chyba dodawać, że w ten sposób mamy do czynienia z sytuacją, w której nieznośnie trudno jest wychować chrześcijańskiego młodzieńca w chrześcijańskiej moralności seksualnej (która ex hypothesi [łac. „z założenia”] jest właściwą moralnością dla wszystkich i która zostanie zaprzepaszczona, lecz której zachowanie zależy od chrześcijańskiej młodzieży)«.

List nr 49 (J.R.R. Tolkien do C.S. Lewisa)
 
Profesora Tolkiena i jego żonę przybił rozpad małżeństwa ich syna, Christophera i synowej Faith Tolkien. Tym bardziej, że ten rozwód wiązał się też z odejściem ukochanego syna od Kościoła ("A shadow, only guessed by us, has been falling on my son Christopher and his wife for some time, and soon after Christmas disaster came on them and us. His wife walked out, and left him. I do not understand the matter fully, and anyway, you would not wish me to discuss it."; więcej na ten temat we wpisie o listach Tolkiena do prof. Mroczkowskiego). O problemach małżeńskich traktują u Tolkiena co najmniej dwie opowieści z tradycji Silmarillionu: losy Eöla i Ar-Feiniel oraz opowieść o Aldarionie i Erendis (w Niedokończonych opowieściach).
 
Moje własne doświadczenie rozwodu opisałem tutaj. 

Grafika: Tom Loback, "Eol and Ar-Feiniel"

czwartek, 11 czerwca 2026

Tolkien Pilgrims | Polish fans in England and Wales

Our Day 7. St Edward's church in Stow-on-the-Wold

Our next Tolkien Expedition to Great Britain took place from May 9th to 17th, 2026. This time, nearly 50 people from all over Poland participated, from children to seniors, all ages of the Free Peoples of Middle-earth. We visited places connected with the life and works of J.R.R. Tolkien in England and Wales. It was one of our most successful expeditions. The program can be found here.

I also provide an English translation of our report (= "translation into Westron"). This type of coach expedition is something unique in global fandom, isn't it? More photos from each day can be found under the hashtag #WyprawaTolkienowska2026. Daily reports from Radio Wnet, hosted by our wonderful Editor Konrad Mędrzecki, can be found on our podcast Tolkieniada! More photos can be found in Polish version of this report on Elendilion (here).
_________________________ 


Day 1. First, an early departure from Katowice, then a journey through Wrocław – we're gathering our dear Tolkienists, fans of the Professor and the British Isles from all over Poland on the coach. Our Elendilion mascot, Alqua the Swan, is with us. Then a drive through part of Germany, a visit to Johann Sebastian Bach’s grave and the Tolkien family legend in Leipzig, delicacies (including the wonderful Gose beer and Saxon potato soup), and the Monument to the Battle of the Nations. And we slept comfortably in a hotel in Gelsenkirchen.

Day 2. Today, through Germany, the Netherlands, Belgium, and France, we traveled “Even Further Than North.” On the coach, to while away the time, we watched the famous French comedy about Chtimi, about Picardy culture. Then, a quick and efficient passport control, and we took the ferry from Calais to Dover. The beautiful White Cliffs! Then, quickly, we reached Hever Castle, the residence of Anne Boleyn. We made it, we made it! The castle and its beautiful gardens are ours! In the evening, we arrive at our hotel near London. And since it's Sunday, our dear Fathers, Father Anicet and Father Paweł, are preparing a beautiful Liturgy for those who wish to participate.

Day 3. Today, Oxford, on the 100th anniversary of J.R.R. Tolkien and C.S. Lewis's acquaintance! (Yes, it was May 11, 1926, at Merton College!) Visiting the graves of the Two Friends and laying beautiful flowers. Holy Trinity Church with the Narnia Stained Glass Window and St. Gregory's Church with Tolkien's bench, because he attended Mass there with his family for over 20 years. Then the colleges: a walk through Christ Church and past Merton College. A visit to the Botanical Gardens (and the wonderful TOLKIEN PINUS NIGRA!), a detailed visit to Magdalen College with its Addison's Walk, where you can convert to faith in the One God (yes!). A stroll through the wonderful streets of Oxford, followed by a three-hour visit to bookstores, museums, churches, and food on our own. The weather was kind to us despite the gloomy forecast (due to Galadhorn's "Sunshine Song" in various versions). A very successful day!

Day 4. Utúlie'n aurë! Today, Birmingham and the surrounding area. Tolkien's ancestors and his childhood, as well as the beauty of the Arts & Crafts. First, our archaeological and conservation mission at the Key Hill Nonconformist Cemetery. We found the grave of J.R.R. Tolkien's grandparents and the symbolic grave of his father, Arthur Reuel. We also had to clear the grave so that others could read the name TOLKIEN. Not only that, but we also happened upon the set of the BBC series Silent Witness. Then Edgbaston and the Birmingham Oratory, with its shrine to the Church Father, St. John Henry Newman, and the tomb of Tolkien’s spiritual father, Father Francis Morgan. There, we experienced our beautiful Mass in Latin and listened to the Holy Scriptures in Greek. We also saw The Two Towers! And then Sarehole Mill and the increasingly run-down districts of Birmingham. Moseley is becoming increasingly filthy, stinking, and poor. Finally, we went to the wonderful Wightwick Manor in Wolverhampton and, on the 198th birthday of Gabriel Dante Rosetti, viewed his collection of Pre-Raphaelite paintings. Wightwick is one of the most beautiful Arts & Crafts manors! A wonderful day, and the weather is perfect. Tomorrow we head to Wales.

Day 5. Today's destination is Wales, or rather Cymru. Dragons, Venedotia, memories of the Druids, and English castles in Wales. First, the town on Angelsey Island with the longest name: Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch. Then, the seaside Beaumaris in the sunlight. Then, the Prince of Wales's castle in Caernarfon, and time for a little something in the pubs and taverns. Finally, Conwy, with its castle and the smallest house in Great Britain, in the glow of the "golden hour." The end crowns the work—our lovely hotel in seaside Rhyl and a wonderful sunset! We also had a Sindarin lesson (enjoy the lessons at the Niezapominka website!) and Welsh. Cymru is byth!

Day 6.
Today, mountains, forests, lakes, wildernesses, and enchanted corners of Wales. Lake Bala (Llyn Tegid), then the Victorian town of Betws-y-Coed, and for dessert, a ride on the extraordinary, inventive cable car to the highest mountain in Wales, Snowdon (Welsh: Yr Wyddfa), at 1085 meters above sea level. We had lunch at Wetherspoons in Bangor. The Sindarin lesson was also a success.

Day 7. The Shire, Bree, the Barrows! The incredible land of sheep in the wooded hills that is the Cotswolds. Visits to the Prancing Pony Inn in Bree (The Bell in Moreton-in-Marsh) and the Gate of Moria (in Stow-on-the-Wold), then to the Barrows and Weathertop (White Horse Hill). Part of the group made it all the way to Wayland's Forge! Bright sky, the smell of grass, larks overhead. The day began with a big shopping spree at the supermarket and ended with a hotel with boxed meals in Greater London. Tomorrow is our last day in the Kingdom. Apparently, there are big demonstrations coming up in London.

Day 8. Unfortunately, this was our last day on Albion Island. In the morning, we set off for Windsor, and immediately upon arrival, bought tickets, then set off to visit the residence of King Charles III. The weather continued to be kind to us! We saw Queen Mary's Dolls' House, the Royal Apartments, the beautiful St. George's Chapel, and the Changing of the Guard. We also enjoyed views of the Thames Valley and Eton School. After a rest in Windsor, we set off for the Dover ferry at noon. We were accepted for the cruise three hours earlier. This meant there would be time for Sunday Mass (if interested) and to visit French restaurants.

Day 9. We set off after a delicious breakfast in France (the comfortable and welcoming Campanile Hotel in Douai; they easily made a conference room available for Sunday Mass on Saturday evening). Stops every four hours, stories from various Tolkienists about our Polish Tolkien Society - Parmadili, about the entire fandom in Poland, the history of Tolkienists in Krakow, the concept of órë in Tolkien's writing, etc., and a few films along the way. And so, around 9:15 PM, we arrived in Wrocław, and around 11:15 PM in Katowice. Time for farewells, hugs, smiles, and tears.

Day 3. and our group at Tolkien's grave (Wolvercote, Oxford)

But let's not worry, because next year we'll be joining #TolkienExpedition2027 in England and Cornwall!

Thank you to this year's wonderful Free Peoples of Middle-earth Fellowship! It was wonderful! This was another very successful Tolkien Trip. Thank you to our priests for their spiritual guidance!

We also wholeheartedly thank the Abraksas Travel Agency, Karolina and Oliwia, and drivers Łukasz and Kamil from Gregor Trans for the impeccable preparation and execution of our trip.

wtorek, 9 czerwca 2026

Tolkien, śmierć i poezja

 

»Kiedyś zapytałem przed katedrą w Lichfield przyjaciela mojej młodości — dawno temu umarł na zgorzel gazową (niech Bóg da mu wieczny odpoczynek: wciąż go opłakuję) — „Dlaczego ta chmura jest taka piękna?”. Odpowiedział: „Bo zacząłeś pisać poezje, Johnie Ronaldzie”. Mylił się. Powodem była bliskość Śmierci, a wszystko było nieznośnie piękne, utracone, zanim zostało uchwycone. Dlatego zacząłem pisać poezje«.

J.R.R. Tolkien: fragment listu nr 43 oraz jego grafika nieba nad Kerry w Irlandii


środa, 3 czerwca 2026

Sprucified Tolkien

"What! A furrier, a man that calls rabbits conies...",
"Hobbit", Chapter 7

The totem tree of #TolkienAncestry research should be the spruce. Why? Because the word spruce comes from the Polish z Prus ('from Prussia'). 
 
Spruce comes from Polish z Prus "from Prussia". Tolkiens come from Prussia too. Gdańsk (German Danzig, earlier Dantzig) lay in Prussia as well—in former West Prussia. Today I want to show you how by accident (accident? – Nothing in Middle-earth happens by accident!) the Tolkien family in Gdańsk is connected with leather and fur, with trees, and with etymology of the Polish loanword spruce. Remember that both Michael Tolkien from Gdańsk and Daniel Gottlieb Tolkien from London were furriers!


spruce (adj.) "neat, smart in dress and appearance, dapper, brisk," 1580s, from spruce leather (mid-15c.; see spruce  [n.]), a type of leather imported from Prussia in the 1400s and 1500s which was used in England to make a popular style of jerkin that was considered smart-looking.
  
spruce (n.) 1660s, "evergreen tree, fir," from spruse (adj.) "made of spruce wood" (early 15c.), literally "from Prussia," from Spruce, Sprws (late 14c.), unexplained* alterations of Pruce "Prussia," from an Old French form of Prussia. Spruce seems to have been a generic term for commodities brought to England by Hanseatic merchants (especially beer, boards and wooden chests, and leather), and the tree thus was believed to be particular to Prussia, which for a time was figurative in England as a land of luxuries. Compare spruce (adj.). As a distinct species of evergreen tree from 1731. Nearly all pines have long, soft needles growing in groups of two (Scotch) to five (white); spruce and fir needles grow singly. Spruce needles are squarish and sharp; fir needles are short and flat. Cones of the fir stand upright; cones of a spruce hang before falling.

spruce (v.) "to make trim or neat," 1590s, from spruce (adj.). Related: Spruced; sprucing.
 
sprucify (v.) 1610s, from spruce (adj.) + -ify. Related: Sprucified.
___________________________
 
* Spruce comes from Polish z Prus "from Prussia"!

wtorek, 24 marca 2026

Nieoczekiwany bohater Tolkiena: Król Ryszard Lwie Serce

Ryszard Lwie Serce, malował N.C. Wyeth

Na Dzień Czytania Tolkiena, który na apel Tolkien Society ma w roku 2026 temat "Nieoczekiwany bohater" (ang. Unlikely Hero) przedstawiam swoją amatorską próbę przełożenia na polski wielkiego poematu młodego J.R.R. Tolkiena o krucjacie Ryszarda Lwie Serce. Przedstawiam fragmenty.

FRAGMENT EPOSU
(1911-14) 

Pierwsza strona jedynego tekstu tego poematu, rękopisu liczącego osiem stron na ośmiu kartach, zawiera trzy frazy, które można uznać za jego tytuł lub, w połączeniu, tytuł i podtytuł (lub podtytuły): Fragment eposu, oraz Pod Jerozolimą Ryszard kończy mowę. Żaden z nich nie jest w sposób oczywisty wcześniejszy od drugiego. „Ryszard” to oczywiście król Anglii Ryszard I (żyjący w latach 1157–1199), znany powszechnie jako Ryszard Lwie Serce (Coeur de Lion), przywódca Trzeciej Krucjaty (1189–1192).

Tak więc tymi słowy pospieszeni, ponagleni ku ramionom Krzyża, 
jeźdźcy królestw zachodnich królów 
w ponuro skrzących się zbrojach, pośród godeł dawnych rodów, 
które nie licząc się ze stratą, posłały najradośniejszy kwiat swego wieńca 
na pole walki, rozpostarli płonącą mistyczną purpurą świętą pochodnię uświęconej wojny, 
święty, umiłowany symbol, żywe Drzewo Śmierci i Życia.

A wysoko pośród tego wielkiego mrowia wybijał się ten, 
który najszlachetniej nosił Ów Znak, król najbardziej królewski, 
wojownik z Północy o złotych lokach, uwięzionych pod błyszczącym hełmem, 
okalającym jego twarz, zahartowaną przez niespokojne spojrzenie troski.
Jednak w oczach jego błyszczy ten straszliwy, bitewny blask, 
którym jego północni ojcowie pierwotnie oznaczyli w zimniejszych krainach 
plon zebrany przez Tyra z krwawym kikutem; 
podczas gdy u jego boku wisi olbrzymi, trzykrotnie kuty, szybki miecz,
skrwawiona żagiew bitew, Zmora Piekła i przerażenie Zła, 
pierwej niesiony, by uderzyć w odrażającego niszczyciela tej mrocznej krainy, 
Gada Chciwości, powoli wpełzającego w szczelinę lodowatego szlamu;
on nigdy nie zawiedzie, aż do ostatecznego uderzenia, które uciszy walczących pod Krzyżem, 
w tym zewnętrznym ognistym kręgu, oraz wodza wszystkich ogromnych hord wasalów Piekła.

[...]

Patrz! Oto cała horda i armie z pustkowia bezkresnego, żądza nienawiści, 
wrogowie Chrystusa i chrześcijaństwa, w płonącym szaleństwie ryczeli na przeciw, 
ku Lwiemu Sercu 

[...] 

I niejednego rycerza spotkała klęska pod ciosami grozy, 
a żywa purpura bojowego męczeństwa zrosiła jego oblicze, 
zniszczoną wojną purpurę śmierci jego Pana, który przelał swą Krew 
w tym samym świętym, tak często pogwałconym domu.

[...]

Teraz byli rozbici, jakby pożarci przez żarłoczne wiry paszcz Oceanu,
w tym gwałtownym porywie grozy, a niewielu rycerzy w szatach z krzyżem przyległo
do Ryszarda o lwim sercu; jednak przez jakiś czas bili i pędzili
i rzucali na spalenie obrzydliwe owoce kłamstw Mahmuda,
aż na chorej ziemi, rozrzucone na ohydnych stosach, leżały
wszystkie te misternie wykonane szable i zbroje Arabii.

piątek, 6 marca 2026

Rohirrimowie we wrześniu 1939 roku


Okazuje się, że motyw Rohirrimów pojawił się w wyobraźni Profesora Tolkiena we wrześniu 1939 roku, gdy w prasie brytyjskiej 🇬🇧 pisano o dzielnej i straceńczej polskiej kawalerii. Znał z prasy motyw polskich jeźdźców atakujących niemieckie czołgi (niezależnie, czy była to prawda, czy nie). Mówi o tym w swoim wykładzie John Garth.

Czyli Roirrimowie to w pewnym sensie Polacy 🇵🇱 ✨☝️


 

poniedziałek, 16 lutego 2026

Tom Bombadil in unpublished letters

Tom Bombadil by Borja Pindado

I've been asked to quote from unpublished letters from my collection that mention Tom Bombadil.  Here are the excerpts.

[And by the way thank you to my Patrons. You can always support my research and my art at PayPalMe. This is my Tolkien Ancestry Fund. Hearty hennaid!]

____________________________________ 

(1) From a letter written to Przemysław Mroczkowski by J.R.R. Tolkien on 20-26 January 1964. A private letter about domestical problems. Also some thoughts on the nature of Tolkien’s opus and Tom Bombadil’s nature:

I am grateful for what you say of my opus, and I think you are right: this simultaneity of different planes of reality touching one another and so affecting others, but tangentially, was part of the not so much intended, but deeply felt idea that I had. In the case of the Elves this is explicit (I 93-94). Beyond that too I feel that no construction of the human mind, whether in imagination or the highest philosophy, can contain within its own ‘englobement’ all that there is, or even reduce all that the constructor knows to part of his construction. There is always something left over that demands a different or larger construction to ‘explain’ it or relate it to the rest. It is like a ‘play’, in which, hardly obvious enough perhaps to disturb attention or create the spell for a spectator, there are noises that do not belong, chinks in the scenery that let out a gleam which is not pertinent. They can only be explained, or related to the ‘play’ by reference to a different world and plane; that of the author and producer and his servants: stage-hands and lighting-experts. 

   This is why I left Tom Bombadil in and did not ‘tinker’ with him though much tempted to do so in the ‘Council of Elrond’, to bring him into the historical pattern. 
   I have received a number of queries (puzzled or actually querulous) about him. The truth is that, as far as I was concerned, he just walked in, at the necessary point, and behaved as he would. But he does not belong to [the] main pattern – even if, since he co-existed, he affects it – and it would involve a larger and different ‘history’ to account for him. He was wholly unaffected by the Ring, and could juggle with it contemptuously — though he did not like it. He was therefore wholly outside the closed circle of power and domination and hostilities in which all the other creatures are enmeshed. He could have been ‘called to order’ by cutting out or altering the passage on I 144; but I could not do that. I know he behaved like that, and to deny it, for the sake of consistency, would be wrong, and the ‘consistency’ less real than the mystery. I hope I do not bore you. When another talks of his work, when indeed anyone applies the clumsy instrument of analysis and ‘explanation’ in words to any literary work, large or small, it must always sound as if the ‘critic’ thinks the thing far better and more important than it is — or than he probably thinks that is when not on his critical ‘high horse’.
(2) From a letter written to Tom Loback by Christopher Tolkien on 1 June 1986:

I do not think that one should seek to make too precise and comprehensive structure from my father's works. My "History of Middle-earth" has as a main purpose to set out that history as above all a growth and evolution, changing profoundly in its bearings as the years passed. Thus also Tom Bombadil was certainly not one of the wizards, nor (I think) does it really help to classify him as a Maia. My father said as much as can be said on the subject in one of his letters (Letters of J.R.R.Tolkien no.153, September 1954). (...)

Po polsku:

(1) Z listu napisanego przez J.R.R. Tolkiena do Przemysława Mroczkowskiego w dniach 20–26 stycznia 1964 roku. Prywatny list o problemach rodzinnych. A także kilka refleksji na temat natury dzieła Tolkiena i natury Toma Bombadila: 

Jestem wdzięczny za to, co mówisz o moim dziele i myślę, że masz rację: ta jednoczesność różnych płaszczyzn rzeczywistości, stykających się ze sobą i w ten sposób oddziałujących na inne, ale pośrednio, była częścią nie tyle zamierzonej, co głęboko odczuwanej idei, którą miałem. W przypadku elfów jest to wyraźne (I 93-94). Poza tym czuję również, że żadna konstrukcja ludzkiego umysłu, czy to w wyobraźni, czy w najwyższej filozofii, nie może zawrzeć w swoim własnym „pochłanianiu” wszystkiego, co istnieje, ani nawet sprowadzić wszystkiego, co konstruktor wie, do części swojej konstrukcji. Zawsze pozostaje coś, co wymaga innej lub większej konstrukcji, aby to „wyjaśnić” lub powiązać z resztą. To jak „sztuka”, w której - być może nie na tyle wyraźnie, by zakłócić uwagę lub stworzyć urok dla widza - są dźwięki, które nie pasują, szczeliny w scenografii, które uwalniają nieistotny blask. Można je wyjaśnić lub powiązać z „sztuką” jedynie poprzez odniesienie do innego świata i płaszczyzny; autora, producenta i jego pracowników: techników scenicznych i ekspertów od oświetlenia. 
   Dlatego zostawiłem Toma Bombadila i nie „majstrowałem” przy nim, choć bardzo kusiło mnie, by to zrobić w „Naradzie u Elronda”, aby wprowadzić go w historyczny schemat. 
   Otrzymałem wiele pytań (zdziwionych, a wręcz pełnych pretensji) na jego temat. Prawda jest taka, że ​​moim zdaniem po prostu wszedł, w odpowiednim momencie, i zachowywał się tak, jak chciał. Ale nie należy on do głównego schematu – nawet jeśli, skoro współistniał, ma na niego wpływ – i wymagałoby to szerszej i innej „historii”, aby go uwzględnić. Pierścień nie miał na niego żadnego wpływu i Tom mógł nim żonglować z lekceważeniem – choć go nie lubił. Znajdował się zatem całkowicie poza zamkniętym kręgiem władzy, dominacji i wrogości, w który uwikłane są wszystkie inne stworzenia. Można by go „przywołać do porządku”, wycinając lub zmieniając fragment w punkcie I 144; ale ja nie mogłem tego zrobić. Wiem, że tak się zachowywał, a zaprzeczanie temu dla zachowania spójności byłoby błędem, a „spójność” jest mniej realna niż tajemnica. Mam nadzieję, że Cię nie zanudzam. Kiedy ktoś mówi o swojej twórczości, kiedy ktokolwiek stosuje nieporęczne narzędzie analizy i „wyjaśnienia” słowami do jakiegokolwiek dzieła literackiego, dużego czy małego, zawsze musi to brzmieć tak, jakby „krytyk” uważał rzecz za o wiele lepszą i ważniejszą, niż jest w rzeczywistości – lub niż prawdopodobnie uważa, gdy nie siedzi na swoim „wysokim koniu” krytyki.

(2) Z listu napisanego przez Christophera Tolkiena do artysty Toma Lobacka dnia 1 czerwca 1986 r.:

Nie sądzę, aby należało tworzyć zbyt precyzyjne i wyczerpujące struktury na podstawie dzieł mojego ojca. Głównym celem mojej Historii Śródziemia jest przedstawienie tej historii przede wszystkim jako rozwoju i ewolucji, która z biegiem lat ulegała głębokim zmianom. Zatem Tom Bombadil z pewnością nie był jednym z Czarodziejów, ani też (jak sądzę) nie ma sensu klasyfikować go jako Majara. Mój ojciec napisał na ten temat tyle, ile się dało, w jednym ze swoich listów (Listy J.R.R. Tolkiena nr 153, wrzesień 1954) [...].

czwartek, 22 stycznia 2026

Scull i Hammond o "Wierze Tolkiena" H. Ordway

 

Książkę Holly Ordway Wiara Tolkiena kupicie 
w księgarni Wydawnictwa Esprit (tutaj)
  

Holly Ordway, Wiara Tolkiena. Biografia duchowa — recenzja z blogu Ch. Scull i W. Hammonda, najwybitniejszych dziś badaczy życia i twórczości J.R.R. Tolkiena. Czyli ważna rezenzja!

"Ważnym aspektem życia Tolkiena, któremu zbyt mało uwagi poświęcają biografie, jest jego wiara. W 1892 roku został ochrzczony w kościele anglikańskim; jego matka, pierwotnie unitariańska, przeszła na anglikanizm zaledwie rok wcześniej, wkrótce po ślubie z Arthurem Tolkienem. Mabel i jej dwaj synowie pozostali w Kościele Anglii do końca 1899 lub początku 1900 roku, kiedy to owdowiała, żyjąc w trudnych warunkach i najwyraźniej niezadowolona z anglikańskiej nauki religii dostępnej w pobliżu, zaczęła zgłębiać katolicyzm. Wiosną 1900 roku podjęła naukę w Kościele rzymskokatolickim i – nawracając się po raz drugi – została formalnie przyjęta do wspólnoty katolickiej w czerwcu tego samego roku. Sam Tolkien przyjął bierzmowanie w Boże Narodzenie 1903 roku, mając prawie dwanaście lat, i pozostał gorliwym katolikiem do końca życia.

Większości tych faktów można dowiedzieć się z biografii Carpentera, i niewiele więcej. Dlaczego? Sam Carpenter nie był katolikiem, a wręcz nie był wierzący w momencie pisania swojej książki, choć jego ojciec był anglikańskim biskupem Oksfordu. Mógł czuć się niekompetentny do zajmowania się katolicyzmem Tolkiena; bardziej prawdopodobne jest, że kwestie wiary zostały pominięte z tego samego powodu, dla którego długiej karierze akademickiej Tolkiena nie poświęcono należnego jej miejsca – by zachować nieco krótką i ogólną biografię (jej pierwsze wydanie liczy zaledwie około trzystu stron). Kiedy w 2014 roku ukazała się książka Raymonda Edwardsa Tolkien, z zadowoleniem odkryliśmy, że biograf w końcu poświęcił rozdział „Tolkienowi katolikowi”, choć był to jedynie dodatek. Teraz widzimy, że jest on skromny, liczy zaledwie dziewięć stron i koncentruje się głównie na wpływie religii Tolkiena na jego twórczość; w rzeczywistości sami zajmowaliśmy się tym tematem szerzej w haśle „Religia” w The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.

Książka Holly Ordway Wiara Tolkiena. Biografia duchowa (Word on Fire Academic, 2023) pokazuje, jak wiele jeszcze warto wiedzieć o Tolkienie jako katoliku i chrześcijaninie. Ponieważ sama Ordway przeszła z anglikanizmu na katolicyzm, wnosi do swojej książki osobiste współodczuwanie z Tolkienem. Mieszkała również przez pewien czas w Anglii i uczęszczała do niektórych z tych samych kościołów, do których uczęszczał Tolkien. Jednak to jej dociekliwość, głębia i zakres badań najbardziej rekomendują jej pracę jako niezbędną pozycję w badaniach nad Tolkienem.

Jak pisze we wstępie, „do tej pory nie powstało żadne pełne opracowanie biograficzne, które szczegółowo przedstawiałoby wiarę Tolkiena. W rezultacie zbyt łatwo było po prostu przeoczyć znaczenie jego życia religijnego, pozwolić, by nieprzeanalizowane założenia historyczne lub kulturowe wpływały na nasz pogląd na nie lub postrzegać je jako czysto prywatny wyraz jego osobowości” (s. 4–5). Wiara Tolkiena, jak Ordway jasno zaznacza, nie jest „pełnym opracowaniem biograficznym” Tolkiena ani analizą jego pism, lecz raczej relacją z rozwoju religijności w jego życiu, z rodziną, przyjaciółmi i wydarzeniami, które w razie potrzeby były w nim uwzględniane. Rozwój ten, jak zauważa Ordway, był „ciągłym procesem wzrostu i dojrzewania”, który autorka śledzi mniej więcej chronologicznie. 

Wiara Tolkiena jest zatem uzupełnieniem ogólnej biografii Tolkiena, takiej jak Carpentera czy Edwardsa, wypełniając luki, o których istnieniu entuzjaści Tolkiena mogli nie wiedzieć. My sami, nie będąc ani katolikami, ani praktykującymi chrześcijanami, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wiele jeszcze pozostało do poznania o Tolkienie i jego religii. Byliśmy zainteresowani, na przykład, czego mogliśmy nigdy nie rozważyć, faktem, że Tolkien nie został przyjęty do Kościoła automatycznie wraz z nawróceniem matki, ponieważ w wieku ośmiu lat osiągnął „wiek rozumu”. Dlatego też zostanie katolikiem, a następnie wytrwanie w Kościele było zawsze jego własną decyzją. Niestety, wciąż nie wiemy, a być może nigdy się też nie dowiemy, o ile nie poznamy prywatnych dokumentów rodzinnych, jakie myśli żywiła Mabel Tolkien, rozważając przejście na katolicyzm. Musiała o tym opowiedzieć przynajmniej siostrze, ponieważ sama May Incledon została katoliczką, choć tylko na krótko, powracając do Kościoła anglikańskiego na polecenie męża.

Wiara Tolkiena to obszerny tom, liczący prawie pięćset stron, bez żadnych zbędnych informacji. Chociaż zgłębianie przez Ordwaya życia religijnego Tolkiena jest od czasu do czasu przerywane lekcjami historii – na przykład o stosunku do katolików w angielskim społeczeństwie i prawie, a także o powstaniu Oratorium w Birmingham – są one trafne i zajmujące. Szczególnie pomocne są wyjaśnienia liturgii, praktyk i modlitw katolickich; na przykład na jednej stronie Ordway omawia (w formie notatek) logikę Niepokalanego Poczęcia i dogmat o Wniebowzięciu Maryi. Dodatek zawiera istotne teksty w języku łacińskim i angielskim, a glosariusz definiuje ważne terminy, od rozgrzeszenia po kult maryjny.

Wydawca Wiary Tolkiena uprzejmie przesłał nam egzemplarz recenzencki tuż po publikacji. Niestety, nasza praca nad Tolkien’s Collected Poems i innymi kwestiami, opóźniła wydanie naszej opinii na temat książki aż do teraz. Wydaje się niesprawiedliwe, że chociaż mogliśmy odwołać się do Ordway podczas kończenia pracy nad Poems, nie mogła ona zapoznać się z nimi przed wydaniem swojej książki, aby móc odwołać się do pełnych tekstów „Magna Dei Gloria” i „Consolatrix Afflictorum (Stella Vespertina)", a nie tylko do ich tytułów. Nie mamy wątpliwości, że Wiara Tolkiena nadal będzie dla nas użyteczna i cieszymy się, że Ben Reinhard niedawno zacytował ją w książce „The High Hallow: Tolkien’s Liturgical Imagination” (Emmaus Road Publishing, 2025), choć być może byliśmy pierwsi, którzy zrobili to w Poems".

niedziela, 18 stycznia 2026

Konserwatyzm to również ochrona przyrody!

Tak, swego czasu trafiłem do idyllicznego Shire

 Pokażę Wam, jak budować konserwatywny przekaz patriotyczno-ekologiczny  Zielona narracja to wielka szansa dla przesłania konserwatywnego. Odbierzmy dobre pojmowanie ochrony przyrody ruchom lewicowym! Bo dziś jest niestety tak, że wielu konserwatystom ekologia kojarzy się z "lewactwem". 

Jak napisał jeden z moich kolegów na FB, "ochrona przyrody jest czymś naturalnym, mądrym i dobrym. Natomiast "ekologizm" stał się fanatyczną pseudo-religią, która zamiast racjonalizować korzystanie z zasobów staje się motorem dla konsumpcji eko-produktów. Dobrze sobie przypomnieć, że można być jednocześnie za ochroną przyrody i przeciw ekofanatyzmowi".

Wystarczy też po prostu poczytać Tolkiena, żeby przekonać się, że konserwatyzm, katolicyzm, patriotyzm może (a wręcz powinien) iść w parze z ochroną naszej przyrody. 

 Ochrona ojczyzny jako ziemi

  • Przyroda = dziedzictwo narodowe, nie towar globalnych korporacji
  • Krajobraz, lasy, rzeki jako element tożsamości narodowej
  • „Bronimy ziemi przodków przed degradacją”


Lokalizm zamiast globalizmu

  • Krótkie łańcuchy dostaw
  • Lokalne rolnictwo, żywność regionalna
  • Krytyka transportu międzykontynentalnego jako ekologicznie destrukcyjnego
  • „Produkujemy i jemy u siebie”


Suwerenność energetyczna

  • Niezależność od importu surowców
  • Własne źródła energii (różnie rozumiane: atom, węgiel, OZE narodowe)
  • Ekologia jako bezpieczeństwo państwa
  • „Silne państwo to państwo samowystarczalne”


Antykonsumpcjonizm

  • Krytyka kultury jednorazowości
  • Trwałość, naprawa, umiarkowanie
  • Odrzucenie „liberalnego hedonizmu” jako antyekologicznego
  • „Mniej, ale solidnie”


Ochrona wsi i tradycyjnego krajobrazu

  • Sprzeciw wobec betonowania i chaotycznej urbanizacji
  • Obrona rolników przed agro-korporacjami
  • Zachowanie tradycyjnych form gospodarowania


Porządek i dyscyplina ekologiczna

  • Surowe kary za niszczenie środowiska
  • Państwo jako strażnik natury
  • Ekologia = obowiązek obywatelski, nie styl życia elit
  • „Prawo i odpowiedzialność wobec ziemi”


Ekologia międzypokoleniowa

  • Odpowiedzialność wobec przyszłych pokoleń
  • Naród jako ciągłość biologiczna i kulturowa
  • Sprzeciw wobec krótkoterminowego zysku


Ekologia życia rodzinnego i ciała

  • Ciało ludzkie jako ekosystem, którego nie należy „chemicznie regulować”
  • Rodzina jako naturalne środowisko życia, analogiczne do środowiska przyrodniczego
  • Krytyka farmakologicznej kontroli płodności jako:
  • ingerencji w naturalne procesy biologiczne,
  • uzależnienia zdrowia od przemysłu farmaceutycznego,
  • zerwania związku między płciowością, odpowiedzialnością i ciągłością pokoleń
  • „Ekologia zaczyna się od własnego ciała”
  • „Nie zatruwamy rzek — nie zatruwamy organizmu”
  • „Rodzina to środowisko naturalne człowieka”
  • afirmacja naturalnych metod regulacji poczęć,
  • podkreślenie samokontroli, odpowiedzialności i długofalowego myślenia,
  • połączenie ekologii biologicznej z ładem moralnym i międzypokoleniowym.

_____________________

Wspólny mianownik tej narracji

  • ekologia bez liberalnego kosmopolityzmu,
  • natura jako wspólnota, nie rynek,
  • państwo narodowe jako podmiot ochrony środowiska

Czyste niebo nad moim mieszkaniem w czas obostrzeń pandemicznych
(zero samolotów, prawie zerowy ruch samochodowy, płuca pełne czystego powietrza w wielkim mieście)

 

 

piątek, 9 stycznia 2026

Tolkien: "Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi"

Źródło: Elendilion

J.R.R. Tolkien był z serca przeciwnikiem lewicy, socjalizmu, komunizmu. Wcześniej wspierał Generała Franco przeciw czerwonemu terrorowi w Hiszpanii (czytaj tutaj), krytykował własny rząd za konszachty ze Stalinem, obawiał się wzrostu znaczenia komunistów w powojennej Wielkiej Brytanii. Także lewacki ruch studencki końca lat 70. XX wieku drażnił go politycznie, ale Profesor miał także do niego uraz osobisty. Wiedział, że w paradoksalny sposób jego Władca Pierścieni stał się dla kontestatorów dawnego świata swoistą "Biblią". Bardzo go to z jednej strony dziwiło, z drugiej denerwowało (polecam tekst "Hobbici czy hipisi" z 1971 r.). Było to zaiste paradoksem: pan w średnim wieku pisze swój konserwatywny epos, a w pewnym momencie dziennikarze łączą te książki głównie z hipisami, demonstrującą młodzieżą, narkotykami, psychodelią itd.

Ta tradycja zawłaszczenia Tolkiena przez lewicujących kontestatorów i twórców społeczeństwa alternatywnego jest obecna i dziś. Spór odżywa w związku z ruchem woke ("przebudzonych/świadomych") i woke'owymi interpretacjami Tolkiena (serial Amazona, konferencja Tolkien Society o genderowej i woke'owej interpretacji Tolkiena itp.). 

Dlatego warto przypomnieć słowa J.R.R. Tolkiena z jego listu z 1970 roku, gdy opisuje demonstrujących studentów w Nottingham (niektórzy mieli nawet "tolkienowskie" transparenty):

«[...] Sam tego nie widziałem, ale powiedziano mi później [...], że niektórzy ze studentów mieli transparenty z napisem WIWAT TOLKIEN. Obawiam się, że ani nie sprawia mi to przyjemności, ani nie zmniejsza mojej irytacji. Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi. A gdyby można stwierdzić to nie jest jasne że osoby trzymające te transparenty stanowiły grupę opozycjonistów wyrażających przeprosiny, to nie życzę sobie być odróżniany krzywdząco od innych. Bardziej inteligentne odczytanie moich książek pozwoliłoby zrozumieć, że czułbym się bardziej uhonorowany ich milczeniem i całkowitym odcięciem się od tych chuliganów. [...]» [Listy, nr 315a]

Co łączy tamtych studentów z dzisiejszymi aktywistami woke? Pozornie są to różne zjawiska. Ruch studencki 1968 roku atakował system, zaś ruch woke zarządza systemem. Doszło też ewolucyjnie do zmiany: od dążenia do indywidualnej wolności w dążenie do kolektywnego uznania.

Rok 1968 to marksizm kulturowy, psychoanaliza, egzystencjalizm (np. Herbert Marcuse).

Woke to poststrukturalizm, teoria władzy i dyskursu (np. Michel Foucault).

Jak doszło do tego, że potomkowie ruchu studenckiego 1968 roku są dziś często aktywistami woke? Otóż każda rewolucja, która przeżyje swoje dzieciństwo i zwycięży (a rewolucja 1968 roku zwyciężyła w naszym świecie), rodzi nowych strażników — nie dlatego, że zdradzili ideały, lecz dlatego, że chcą je ocalić.

Dzisiejsze woke (z którym ja się na przykład spotkałem w strukturach zachodnich towarzystw skupiających fanów... Tolkiena) przypomina pod wieloma względami hunwejbinów, rewolucję kulturalną w Chinach. Oba zjawiska łączy poczucie wyższości wobec "nieobudzonych", przekonanie, że problem ludzkości tkwi w świadomości i języku, a nie tylko w czynach. Dlatego na przykład dziś w Polsce obserwujemy walkę o język (narzucanie przez system, przez dziennikarzy liberalnych itd. nietradycyjnych feminatywów, zwrotów "neutralnych" płciowo, dziwnych zaimków itd.).

Ruch woke przypomina rewolucję kulturalną nie tym, co robi, lecz jak myśli. Łączy je wspólny schemat: świat jest podzielony moralnie, podejrzliwość zastąpiła dialog, czystość ideologiczna jest ważniejsza niż pluralizm (stąd "cancel culture" i "gatekeeping"), ważna jest permanentna mobilizacja, ciągłe, trwałe "przebudzenie" (bycie "woke").

Rewolucja kulturalna była brutalnym totalitaryzmem, zaś woke jest miękką rewolucją moralną, ale oba zjawiska łączy przekonanie, że zbawienie społeczeństwa wymaga nieustannego „oczyszczania ludzi”.

Nieustanne "oczyszczanie ludzi" oraz używanie do tego aparatu i autorytetu władzy (w gazetach, na uczelniach, w stowarzyszeniach czy w państwach przejętych przez takich aktywistów) to coś zgoła ANTYTOLKIENOWSKIEGO. Warto o tym pamiętać, gdy lubimy hobbitów i Aragorna, a jednocześnie obserwujemy współczesne "wojny kulturowe" i przemoc rewolucji kulturalnej XXI wieku.

[Więcej o prawicowych poglądach rodziny Tolkienów tutaj]

czwartek, 8 stycznia 2026

Zapraszam do posłuchania

Miałem ostatnio wielką przyjemność brać udział w kilku podcastach, czyli odbyłem kilka niezmiernie dla mnie ciekawych rozmów. Dziękuję za wszystkie zaproszenia. 

Najpierw coś bardzo świeżego, nagranego wczoraj. Oto p. Daniel Chmarzyński, który zajmuje się szeroko pojętą kulturą i religioznawstwem, rozmawiał ze mną na Forum Inspiracji Kulturalnych (niżej YouTube, ale jest też na Spotify oraz RRS). Chyba mogę polecić ten podcast ludziom ciekawym wszystkiego:

Druga rozmowa, z której jestem zadowolony, to świetne spotkanie nad kartami Władcy Pierścieni z Kasią i Maćkiem z Podcastu Roku 2025, czyli Podcastu pod Zielonym Smokiem. Tym razem rozmawiam o Naradzie u Elronda z moją koleżanką tłumaczką i członkinią Parmadilich, Agnieszką "Evermind" Sylwanowicz. Bardzo Wam tę rozmowę polecam:

 

Na koniec odwiedziny u mojego dobrego kolegi, Miłosza Lodowskiego w jego Chłodnym okiem. Rozmawiamy o tolkienistyce we współczesnej polityce. I mam nadzieję, że i tu jest ciekawie (przepraszamy za problemy techniczne na początku... Sauron działa). Zapraszam:




wtorek, 6 stycznia 2026

Strzeż się współczesnego pogaństwa!

 


Obraz nosi tytuł Dziki łów (lub Dziki gon, niem. Die Wilde Jagd), namalowany w 1889 roku przez niemieckiego malarza symbolistę Franza von Stucka. Przedstawia germańskiego boga Wotana (Odyna) na koniu, prowadzącego upiorny orszak zmarłych przez niebo.

Dzieło inspirowane jest starożytnym mitem ludowym o Dzikim Gonie, rozpowszechnionym w północnej, zachodniej i środkowej Europie. 

Obraz zyskał niesławę ze względu na uderzające podobieństwo centralnej postaci do Adolfa Hitlera, który urodził się w tym samym roku, co powstanie obrazu (1889). Hitler był wielkim wielbicielem twórczości Stucka, a istnieje legenda, że kupił ten obraz i powiesił go w swoim monachijskim mieszkaniu. Spekulowano, że Hitler mógł wzorować swój charakterystyczny wygląd (w tym fryzurę i wąsy) na wizerunku Wotana z tego obrazu.

Uważaj na neopogaństwo w XXI w., sto lat po narodzinach nazizmu! Carl Jung uważał, że niemiecki bóg Wotan, bóg wiatru i burzy, odrodził się w psychice Niemców w XX wieku, co przyczyniło się do duchowej katastrofy i wzrostu nazizmu, działając jako archetypiczna siła porywająca zbiorową nieświadomość. Jung, w swoim eseju Wotan, interpretował wzlot Hitlera i ideologii narodowosocjalistycznej nie tylko jako czynniki ekonomiczne, ale jako manifestację tego starożytnego, nieokiełznanego archetypu, który opanował duszę narodu w czasach kryzysu, przynosząc chaos, pasję i iluzję, co Jung opisywał jako "przebudzenie Wotana".

Ze smutkiem patrzę, jak Wotan zaraża umysły na Zachodzie. Mam wgląd w profile angielskich czy skandynawskich neopogan. Akcja rodzi reakcję. Masowa imigracja i lewacka inżynieria społeczna odrodzi — na zasadzie wahadła — narodowy socjalizm. A to samo dzieje się też u wielu naszych "rodzimowieców". O ślepej uliczce neopogaństwa pisałem kiedyś tutaj:

Maciej Strutyński, Neopogaństwo

 

sobota, 3 stycznia 2026

Frankfurter Allgemeine Zeitung
na wojnie kulturowej z "alt-tolkienistami"

Artykuł w dzisiejszym FAZ

W roku 2023 historyk i konserwatywny publicysta z Belgii (ale bardzo mocno związany z Polską), prof. David Engels (patrz jego biogram) namówił mnie i kilku innych miłośników Tolkiena do napisania wspólnie zbioru esejów pod tytułem Aurë entuluva z podtytułem: Dzień, który nadejdzie ponownie: J.R.R. Tolkien w 50. rocznicę swojej śmierci. Możecie tę książkę kupić na Amazonie (choć uwaga — książka jest po niemiecku, mam tam swój artykuł w tym języku, dzięki tłumaczeniu Davida Engelsa, a piszę w nim o tym, co znacie z bloga: o lewicowym i woke'owym "zakręceniu" głównych towarzystw tolkienowskich w Brytanii, USA i Niemczech). Oto nasza książka (na Amazonie ma maksymalną 5-gwiazdkową rekomendację):

[kup książkę]

Dziś największy niemiecki dziennik, manifestacja liberalnych elit, czyli Frankfurter Allgemeine Zeitung zrobił nam niespodziewany prezent z okazji urodzin J.R.R. Tolkiena. Markus Steinmayr, wykładowca literaturoznawstwo na Uniwersytecie Duisburg-Essen, opublikował tam duży artykuł, którego tytuł w polskim tłumaczeniu to: Tolkien z perspektywy Nowej Prawicy. Fascynacja fantazją jako fanatyzm [link] W tekście zrobiono darmową reklamę naszej książce (ja się cieszę, choć niejeden "miłośnik" mojej działalności tolkienowskiej powie: "nareszcie dokopali tym katolom"). Czytamy tam (moje tłumaczenie z niemieckiego):

Tolkien jako literatura oporu przeciwko modernizacji

Od pewnego czasu coraz częściej podejmowane są próby instrumentalnego włączenia tolkienowskiego eposu fantasy do prawicowego kanonu. Jak pokazuje Erika Thomalla w swoim artykule „Nowa Prawicowa Polityka Literacka” (opublikowanym w 2024 roku w Niemieckim Kwartalniku Studiów Literackich i Historii Intelektualnej, nr 98), formaty takie jak „Kontruniwersytet” prowadzony przez Volkera Zierkego postrzegają siebie jako formę rozpowszechniania literatury Nowej Prawicy. Wiąże się to z „zawłaszczaniem tego, co popularne” przez Nową Prawicę i ustanawianiem nowych sposobów czytania. Dla Zierkego Władca Pierścieni Tolkiena to epos na czas kryzysu naszej cywilizacji: wyraża on sceptycyzm wobec postępu, krytykę nowoczesności i modernizacji, a zwłaszcza jej związek z naturą, co ułatwia czytelnikom żyjącym w „podobnie mrocznych czasach” co bohaterowie eposu Tolkiena „ponowne nawiązanie kontaktu” z historią ocalenia Śródziemia.

W 2023 roku, z okazji pięćdziesiątej rocznicy śmierci Tolkiena, wydawnictwo Renovamen wydało antologię Aurë entuluva. David Engels w eseju „Życie ze Śródziemiem – rozwój przez Tolkiena” pisze, że Tolkien jest „rodzajem literatury oporu” wobec tempa modernizacji i postępu, rodzajem buntu w całkowicie zsekularyzowanym świecie nowoczesności. 

Tutaj autor FAZ najwyraźniej nawiązuje do mojego eseju: 

Krytykowana jest tam obecna „manipulacja Tolkienem”, która „wydaje się ograniczać do coraz bardziej absurdalnych pytań, takich jak niebinarna relacja między Samem a Frodem, rzekoma ksenofobia Tolkiena, „ateizm” Władcy Pierścieni czy konieczność feministycznej interpretacji Silmarillionu". Argumentuje się, że Tolkien przeciwstawił całkowicie zeświecczonemu światu ponowne zaczarowanie poprzez religię, mit, mitologię i związek z naturą. Zgodnie z nurtem skrajnie prawicowej lektury, popularna fantastyka jest w stanie zaoferować kontrnarrację wobec wiary w postęp, nieodłącznie związanej z kapitalistyczną nowoczesnością, narrację polegającą na powrocie do dawnych mitów i mitologii. To ponowne zaczarowanie świata jest, co najmniej, źródłem popularności literatury fantasy.

Autor chciał przerazić, ale z mojej perspektywy zrobił nam reklamę. Cały artykuł jest bardzo ciekawy. Autor nas krytykuje, ale tak naprawdę wysyła w świat to, o co chodzi na przykład mnie w mojej publicystyce. Podam niżej najciekawsze fragmenty:

 

TOLKIEN Z NOWEJ PRAWICOWEJ PERSPEKTYWY

Fascynacja fantazją jako fanatyzm

Markus Steinmayr 

Hegemonia kulturowa potrzebuje przyziemnych bohaterów: Jak Władca Pierścieni Tolkiena stał się idealną książką dla Nowej Prawicy

 

Włoska premier Georgia Meloni nazwała festiwal polityczny imieniem Atreyu, postaci z powieści Michaela Endego Niekończąca się opowieść z 1979 roku. Władca Pierścieni J.R.R. Tolkiena to kultowy klasyk dla prawicowej populistki: w swojej autobiografii „I Am Georgia – My Roots, My Ideas” Meloni wymienia hobbita Samwise'a Gamgee, zwanego Samem, jako swoją „ulubioną postać”. Twierdzi, że jest on gotów stanąć w obronie wyższej sprawy, ostatecznej bitwy dobra ze złem i ocalenia pierwotnego Shire. Sam, jak twierdzi, to ktoś, kto „wyzwany przez los, wypełnia swój obowiązek, nieustraszony, zdeterminowany, gotowy narazić się na niebezpieczeństwo, by ratować innych”. Zatem w świecie Meloni wciąż istnieją bohaterowie.

Literaturoznawca Moritz Baßler stwierdza, że ​​„z epickiego punktu widzenia żyjemy w epoce fantasy”. Ale żyjemy w epoce fantasy nie tylko epicko, ale i politycznie. Entuzjazm Meloni dla Tolkiena i Endego ma również korzenie polityczne. Jeśli kształtowanie i zmienianie teraźniejszości jest zadaniem polityki, a przedstawianie i inscenizacja teraźniejszości jest zadaniem literatury, to popularność fantasy w sferze politycznej może leżeć właśnie w jej eksploracji skrzyżowania wyimaginowanych sfer polityki i literatury. Nic dziwnego, że często chwytliwa i prosta „nieodłączna logika” świata fantasy jest instrumentalizowana politycznie. Jest ona odczytywana w sposób wybitnie polityczny: hobbici głosowaliby na AfD, Fratelli d'Italia, Rassemblement National, a nawet na Nigela Farage'a – les Hobbits d’abord! [Naprzód, hobbici!] Uczyńmy Shire znów wielkim! Odzyskajmy kontrolę nad Shire! Tylko hobbici mogą nas uratować!

 

Strategia walki o uczelnie i kulturę

Ta polityczna lektura koncentruje się na dalszej popularyzacji tego, co już jest popularne – na przykład Władcy Pierścieni Tolkiena. Reprezentuje literacko-polityczny program ruchów i partii dążących do innego rodzaju popularności, innej hegemonii kulturowej. Zatem popularyzacja tego, co już jest popularne, jest istotnym elementem metapolityki skoncentrowanej na literaturze i kanonie, która poprzez tworzenie wspólnot czytelniczych i trendów literackich dąży do zmiany i przekształcenia kulturowych i hegemonicznych podstaw dyskursu politycznego. „Odzyskanie uniwersytetu” – napisał Martin Sellner w 2016 roku w skrajnie prawicowym biuletynie Sezession pod tytułem „Zdrada intelektualistów i kontruniwersytet” – „jest synonimem odzyskania humanistyki”. Humanistyka i jej kanony są wyobrażane jako dyscypliny generujące narracje, którymi należy się zająć. Jak zauważa Sellner w książce AfD vs. Activism? – 3 Principles for Cooperation (opublikowanej w 2022 r.), „walka o uniwersytety i umysły każdego pokolenia decyduje o hegemonii nad prawdziwym ośrodkiem władzy w społeczeństwie”.

Ale czym właściwie jest literatura fantasy? Fantasy opisuje niemożliwe zaświaty. W tych zaświatach rzeczy takie jak magiczne miecze czy pierścienie, mówiące i walczące drzewa, orki i smoki odgrywają role, których nie mogą odegrać w realnym świecie, ponieważ nie istnieją. Opowieść fantasy nie wymaga bezpośredniego odniesienia do realnego świata. Według badacza fantasy Helmuta W. Pescha, fantasy czerpie swoją „legitymizację” z faktu, że nie przedstawia alternatywnej rzeczywistości, która byłaby w jakiś sposób prawdopodobna, lecz jest czystą „fikcją”. Nieprzypadkowo Moritz Baßler uważa literaturę fantasy za kwintesencję tego, co nazywa realizmem popularnym. W swojej bestsellerowej książce teoretycznej Realizm popularny – o międzynarodowym stylu współczesnego opowiadania argumentuje, że jeśli „nasz świat nie jest w pełni opisany”, to uzasadnione może być „wynalezienie takiego, który jest”.

 

Idealnymi książkami dla Nowej Prawicy są te, które opowiadają o światach alternatywnych.


To jest zadanie literatury fantasy: stworzyć kompletny, narracyjny i, że tak powiem, zrozumiały świat, który właśnie ze względu na te cechy stanowi antytezę świata rzeczywistego. Złożoność rzeczywistości prowadzi do jasnej struktury świata narracyjnego, takiego, jaki znajdujemy w fantasy. Te cechy stawiają świat narracyjny w powszechnym kontraście do nieopowiedzianego świata, w którym żyjemy. Chodzi zatem o kontrobraz.

Narracyjny świat fantasy, by posłużyć się esejem Tolkiena O baśniach, jest zawsze „światem wtórnym”, który jednak ze względu na swój sposób funkcjonowania i inherentny realizm można powiązać ze „światem pierwotnym” – oczywiście w formie fikcji. Shire Hobbitów, jego krajobrazy, jego prowincje noszą ślad minionej Anglii, jaką znamy z powieści Jane Austen i George'a Eliota. Ta Anglia, o której czytelnicy wiedzą, że bezpowrotnie przeminęła, z kolei stawia Shire w topologicznym kontraście z cywilizacją technologiczną widzianą w Mordorze Saurona i Isengardzie Sarumana. Tę różnicę można oczywiście interpretować również politycznie. I to właśnie ta interpretacja polityczna motywuje prawicowych populistów do angażowania się w Śródziemie, jego mieszkańców, ludy i historię. Następnie uwaga przenosi się na podstawy polityki (nie polityki): rozróżnienie Carla Schmitta między przyjaciółmi a wrogami, które jest rozróżnieniem między dobrem a złem; stosunek do tradycji, który różni się od stosunku żądnej postępu technologicznej nowoczesności, która nigdy nie patrzy wstecz, a jedynie w przyszłość. Chodzi o imperatyw ratowania świata, czy też wyimaginowanej sielanki, przed nowoczesnością. (...)

 

Opowieść o ewolucji społeczeństwa


Zło we Władcy Pierścieni Tolkiena to imperium dążące do poszerzenia swoich granic. Sauron i jego słudzy, tacy jak Saruman, nieustannie próbują przesuwać granice swojego imperium i podbijać nowe regiony. W końcu Sauron wysyła swoich jeźdźców, Nazgûle, jako zwiadowców do Shire. W dziele Tolkiena zło jest przedstawiane przede wszystkim jako podbijająca cywilizacja, która zatruwa wszystkie żywe istoty, wycina lasy i poddaje Shire ciągłej industrializacji. W trzecim tomie eposu Tolkiena, w Powrocie Króla, Drużyna powraca do Shire, które stało się dla nich obce. Wkraczają do odmienionego i uprzemysłowionego Shire. Mieszkańcy podporządkowują się temu cywilizacyjnemu nakazowi: „Nieustannie hałasują, wypuszczając dym i parę, i nawet nocą w Hobbitonie nie dają spokoju. I celowo wpuszczają nieczystości do wód”.
 

Po powrocie hobbici wkraczają do świata, który Ludwig Klages po raz pierwszy opisał z perspektywy ekokrytycznej w swoim dziele z 1913 roku pt. Człowiek i Ziemia. Dzieło to traktuje o wpływie postępu cywilizacyjnego na przyrodę i ludzkość. Hobbici są, niczym figury z tekstu Klagesa, sentymentalnymi postaciami w industrialnej nowoczesności. W wersji Tolkiena jawią się jednak jako konserwatyści z Shire'u, odporni na transformację. Hobbici, jak stwierdzono w etnologicznym prologu do Władcy Pierścieni, trzymają się na uboczu, mało podróżują, są zadowoleni i oszczędni oraz nie zwracają uwagi na inne ludy Śródziemia. Kontrastują organiczną i zrównoważoną naturą swojej społeczności z cywilizacją elfów i krasnoludów i muszą zapobiec całkowitemu zniszczeniu kulturowemu, które zagraża Śródziemiu ze wschodu.

Już w 1795 roku Schiller w swoim eseju Poezja naiwna i sentymentalna zróżnicował nowoczesny obraz natury. Natura jest w niej z jednej strony metaforą stanu sprzed wszelkiej cywilizacji. To postrzeganie granicy między naturą a cywilizacją kształtuje nasze postrzeganie natury, ponieważ zawsze rezonuje z wyobrażonym obrazem świata żywych istot, nietkniętego przez jakąkolwiek ingerencję człowieka. Ludzkie zainteresowanie naturą ma zawsze charakter sentymentalny. „Bolesna tęsknota” za nią, jak to ujmuje Schiller, wyobraża jedność ludzkości z naturą, która bezpowrotnie zanika w rzeczywistości społeczeństwa mieszczańskiego: „Dopóki byliśmy jedynie dziećmi natury, byliśmy szczęśliwi i doskonali; staliśmy się wolni i utraciliśmy jedno i drugie. Z tego wynika dwojakie i bardzo nierówne pragnienie natury: tęsknota za jej szczęśliwością, tęsknota za jej doskonałością”. 

 

Tolkienowski lament nad niszczeniem drzew


Już na początku Klages stwierdza: „Nawet ci, którzy wciąż nie zdają sobie sprawy ze straszliwych konsekwencji, jakie przyniosła naczelna zasada postępu”, będą musieli się zatrzymać, obserwując „upadek naszych uroczych ptaków śpiewających, ptaków wędrownych, przyspieszający z roku na rok”. „Naczelna zasada postępu” prowadzi do „upadku” ptaków wędrownych. Klages używa „postępu” zarówno jako terminu opisowego, jak i normatywnego. To podwójne znaczenie pozwala Klagesowi wyobrazić sobie „upadek” ptaków wędrownych jako stratę; jego wywód toczy się opisowo, ponieważ krajobrazy, w których liczba ptaków maleje, można opisać jedynie jako krajobrazy prawdziwie współczesne, naznaczone i ukształtowane przez interwencję człowieka.

Skarga Klage nabiera tu wymiaru normatywnego, ponieważ przejście od krajobrazu kulturowego do krajobrazu przemysłowego początku XX wieku nie jest opisywane jako transformacja tego krajobrazu. Transformacja przynosi jedynie straty, a nie postęp. To właśnie doświadczenie industrializacji przysparza powracającym hobbitom „najbardziej ponurych godzin ich życia”. „Wielki komin”, czytamy w rozdziale „Oczyszczanie Shire”, „wznosił się przed nimi wysoko; a gdy zbliżali się do starej wioski patrząc na rzędy brzydkich, nowych domów po obu stronach”, ujrzeli „nowy młyn w całej jego ponurej ohydzie: wielki ceglany budynek, rozpostarty nad strumieniem, zanieczyszczanym parującymi i cuchnącymi odpływami”. Czym ptaki są dla Klagesa, tym drzewa są dla Tolkiena. Bowiem „największe straty i szkody”, jakich doznało Shire, „dotyczyły drzew”. Zostały one ścięte w trakcie prób industrializacji tej krainy.

 

Retoryka polityczna w literaturze

Eko-narracja używana przez prawicowy populizm do komunikacji politycznej to opowieść o apokalipsie, ostatecznym kryzysie naszej cywilizacji, która bezwzględnie powinna zostać uratowana. Zbliżająca się apokalipsa zwiastuje katastrofę, która z pewnością nastąpi, a która we Władcy Pierścieni Tolkiena została ledwo zażegnana. Obietnicą zbawienia, którą oferują prawicowi populiści, jest przywrócenie pierwotnej natury polityki, tej, która została wypaczona lub skażona przez nowoczesność, postęp, industrializację i migrację. Shire służy jako model dla tego wyimaginowanego świata neoprawicowej polityki. Proza Tolkiena, która przedstawia powrót do pierwotnej natury Shire jako odejście w inną, nową erę, pod wieloma względami przypomina polityczną retorykę popularnych prawicowych populistów.
 

 

Co czytają nasi politycy?

Björn Höcke pisze podobnie: „Jeśli wszystko inne zawiedzie, wycofamy się do naszych wiejskich azylów, niczym dzielni i radośni Galowie z dawnych czasów. My, Niemcy – przynajmniej ci, którzy wciąż chcą być Niemcami – będziemy wtedy tylko jednym plemieniem wśród innych. Jednakże re-trybalizacja w toku wielokulturowej transformacji stanie się siatką bezpieczeństwa i nowym jądrem narodu. I pewnego dnia ta siatka bezpieczeństwa może stać się punktem wyjścia, z którego rozpocznie się rekonkwista”. Wezwanie do wycofania się w przestrzeń poza nowoczesnym społeczeństwem, odrodzenie politycznej retoryki społeczeństw łowców-zbieraczy, a nawet utrwalanie hobbickiego oczyszczania Śródziemia ze wszystkiego, co obce, to narracje skrajnej prawicy, wykorzystywane przez popularyzację Tolkiena. Skrajnie prawicowa interpretacja jego fantastyki oferuje obietnicę odzyskania ojczyzny, która została utracona pod auspicjami współczesności. To nic innego jak polityczna fantazja bez politycznej wyobraźni.