Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewangeliczny katolicyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewangeliczny katolicyzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2026

Cnota lojalności | Tolkien po Soborze Watykańskim

W ciągu ostatnich kilku dni doszło do najpoważniejszego od 1988 roku kryzysu w relacjach między Bractwem Kapłańskim św. Piusa X (lefebrystami) a Stolicą Apostolską. 1 lipca 2026 r. w Écône w Szwajcarii Bractwo wyświęciło czterech nowych biskupów bez zgody papieża Leona XIV. Papież jeszcze przed uroczystością skierował do przełożonego Bractwa, ks. Davide Pagliaraniego, apel o odstąpienie od tego kroku, ostrzegając, że byłby to akt poważnie godzący w jedność Kościoła. Ponieważ Bractwo nie zmieniło decyzji, dziś Watykan ogłosił dekret stwierdzający, że konsekracje miały charakter schizmatycki. Biskupi udzielający święceń oraz nowo wyświęceni biskupi zaciągnęli ekskomunikę latae sententiae (następującą z mocy samego prawa). Stolica Piotrowa podkreśla, że konsekracje biskupów bez mandatu papieskiego są ciężkim naruszeniem prawa kanonicznego, duchowni Bractwa pozostają poza pełną jednością z Kościołem, jednocześnie Stolica Apostolska deklaruje gotowość do dalszego dialogu i powrotu do pełnej komunii. 

Przy okazji tego wpisu przypominam, że w swojej encyklice Magnifica humanitas w rozdziale 213 Papież Leon cytuje Tolkiena (słowa Gandalfa z książki Władca Pierścieni)!

Wiem, że wśród czytelników mojego bloga mam osoby, które uczestniczą w Mszach św. w kaplicach lefebrystów. Warto wiedzieć, jakie skutki niesie dla zwykłych wiernych ekskomunika ogłoszona 2 lipca b.r. Według opublikowanej przez Stolicę Apostolską noty wyjaśniającej konsekwencje dla wiernych są znacznie dalej idące niż po wydarzeniach z 1988 r. Najważniejsze skutki są następujące: (1) Uczestnictwo we Mszy św. – Msze odprawiane przez księży Bractwa są uznawane za ważne, ale sprawowane niegodziwie (czyli wbrew prawu kościelnemu). Sam udział we Mszy nie powoduje automatycznie ekskomuniki wiernego; (2) Spowiedź – zgodnie z nową notą Dykasterii ds. Nauki Wiary, rozgrzeszenia udzielane przez księży Bractwa są nieważne. Oznacza to, że osoba spowiadająca się wyłącznie u lefebrysty nie otrzymuje ważnego sakramentalnego rozgrzeszenia; (3) Małżeństwa – małżeństwa, przy których asystują księża Bractwa bez odpowiedniego upoważnienia Kościoła, są według noty nieważne; (4) Przynależność do Bractwa – osoby, które formalnie przystąpią do Bractwa i świadomie utożsamiają się z jego schizmą, mogą same popaść w bardzo poważne konsekwencje kanoniczne, włącznie z ekskomuniką. Samo okazjonalne uczestnictwo we Mszy nie jest z tym tożsame.

W praktyce oznacza to, że katolik pozostający w jedności z Kościołem powinien uczestniczyć we Mszy w parafii lub innym kościele pozostającym w pełnej komunii z papieżem; korzystać ze spowiedzi u kapłanów mających władzę do jej sprawowania; zawierać małżeństwo zgodnie z przepisami Kościoła katolickiego

Czasem osoby popierające lefebrystów powołują się na autorytet J.R.R. Tolkiena, który, jak wiemy z jego biografii, sprzeciwiał się zmianom soborowym w Kościele i z niechęcią patrzył na zmiany liturgiczne. Warto jednak pamiętać, że choć Profesor przeżył tylko cztery lata w nowych kościelnych uwarunkowaniach, pozostał do końca wierny Ojcu Świętemu i Kościołowi. Pisze o tym ciekawie Holly Ordway w książce Wiara Tolkiena, w rozdziale "Cnota lojalności" (Wydawnictwo Esprit, s. 432, 434):

Ilustracje z książki Wiara Tolkiena (widać wnętrze kościoła Bożego Ciała, gdzie Tolkien służył jako lektor w Mszach Novus Ordo)

 

Gdy Tolkien był już na emeryturze, jednym z kościołów w Headington, do których uczęszczał, był kościół Bożego Ciała, w którym służył do mszy jako akolita i - co zaskakujące - jako lektor. Akolita asystuje księdzu podczas odprawiania Mszy Świętej; lektor, stojąc przy ambonie w prezbiterium, czyta wiernym lekcje z Pisma Świętego. Tolkien od chłopięctwa służył jako akolita, ale nie jako lektor, ponieważ do 1964 roku, kiedy do Mszy Świętej wprowadzono język ojczysty, lekcje z Pisma Świętego mogły być czytane wyłącznie przez księdza, diakona lub subdiakona. Osoba świecka czytająca lekcje z Pisma Świętego była swoistym novum, które wiązało się ponadto bezpośrednio z przejściem z języka łacińskiego na angielski. Nie wiemy, jak często Tolkien służył w tym charakterze w kościele Bożego Ciała, ale fakt, że w ogóle to robił, jest bardzo istotny dla oceny jego wyważonej reakcji na zmianę liturgii.

Być może był to rozmyślny akt posłuszeństwa bądź pokory. Być może jego postępowanie należy odczytać jako oznakę, że pomimo bólu przeżywanego z powodu usunięcia łaciny z liturgii pogodził się z koniecznością czytania Pisma Świętego w języku angielskim w tej nowej epoce, w której łacina nie była już nauczana jako drugi język w szkołach, jak to było przez wiele stuleci [...].

W tym okresie - w 1972 roku - Novus Ordo wszedł w życie. Tolkien mógł wykorzystać swój wiek i chroniczne problemy zdrowotne jako wymówkę, by przestać chodzić do kościoła, ale tego nie zrobił. Bez względu na to, co myślał o liturgii, w każdą niedzielę uczestniczył we Mszy Świętej. 

Pomimo całego rozczarowania spowodowanego zmianami wprowadzonymi w Kościele za jego życia, nigdy nie rozważał opuszczenia Łodzi Piotrowej i wycofania się w sferę prywatnej duchowości. „Nie ma dokąd pójść!" - wykrzyknął w liście do swojego syna Michaela, powtarzając niejako słowa św. Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego" (J 6, 68). Wzburzone wody są nieodłącznym elementem podróży morskich i tylko szczur lądowy uznałby je za nie do zaakceptowania. Tolkien - w tym okresie już dość posunięty w latach marynarz - zaakceptował je, zachowując wierność Kościołowi, do którego należał od ósmego roku życia: „Myślę, że zostało nam tylko modlić się za Kościół, za Chrystusowego wikariusza i za nas samych, a tymczasem praktykować cnotę lojalności, która dopiero wtedy staje się cnotą, kiedy człowiek znajduje się pod presją, by ją porzucić".

Holly Ordway podsumowuje:

Doświadczenia Tolkiena z Novus Ordo u św. Antoniego nie oznaczały jedynie ćwiczenia się w uciążliwym obowiązku, ale stanowiły część jego nieustająco gorliwego życia duchowego. Jego biograf Humphrey Carpenter podsumowuje to w ten sposób: „Nawet jednak podczas angielskiej mszy w surowym współczesnym kościele w Headington, do którego chodził, będąc na emeryturze, gdzie czasami irytował go dziecięcy chór i płacz niemowląt, gdy przyjmował komunię, doznawał głębokiej duchowej radości, stanu zadowolenia, którego nie mógł osiągnąć w żaden inny sposób".

Warto wiedzieć, że uczestnictwo w Mszy trydenckiej (Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego lub tradycyjnej liturgii łacińskiej) samo w sobie nie oznacza wejścia w schizmę. Kluczowe jest to, kto ją celebruje i czy pozostaje w pełnej komunii z papieżem. Można bezpiecznie uczestniczyć w Mszach sprawowanych przez kapłanów i wspólnoty pozostające w jedności z Kościołem, takie jak:

  • Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra – zgromadzenie założone za zgodą Stolicy Apostolskiej po wydarzeniach z 1988 r., celebrujące wyłącznie tradycyjną liturgię.
  • Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana – również w pełnej komunii z papieżem i odprawiający liturgię według ksiąg z 1962 r.
  • Instytut Dobrego Pasterza – wspólnota erygowana przez Stolicę Apostolską.
  • Diecezjalnych księży, którzy mają zgodę swojego biskupa na celebrację tradycyjnej liturgii.

wtorek, 24 marca 2026

Nieoczekiwany bohater Tolkiena: Król Ryszard Lwie Serce

Ryszard Lwie Serce, malował N.C. Wyeth

Na Dzień Czytania Tolkiena, który na apel Tolkien Society ma w roku 2026 temat "Nieoczekiwany bohater" (ang. Unlikely Hero) przedstawiam swoją amatorską próbę przełożenia na polski wielkiego poematu młodego J.R.R. Tolkiena o krucjacie Ryszarda Lwie Serce. Przedstawiam fragmenty.

FRAGMENT EPOSU
(1911-14) 

Pierwsza strona jedynego tekstu tego poematu, rękopisu liczącego osiem stron na ośmiu kartach, zawiera trzy frazy, które można uznać za jego tytuł lub, w połączeniu, tytuł i podtytuł (lub podtytuły): Fragment eposu, oraz Pod Jerozolimą Ryszard kończy mowę. Żaden z nich nie jest w sposób oczywisty wcześniejszy od drugiego. „Ryszard” to oczywiście król Anglii Ryszard I (żyjący w latach 1157–1199), znany powszechnie jako Ryszard Lwie Serce (Coeur de Lion), przywódca Trzeciej Krucjaty (1189–1192).

Tak więc tymi słowy pospieszeni, ponagleni ku ramionom Krzyża, 
jeźdźcy królestw zachodnich królów 
w ponuro skrzących się zbrojach, pośród godeł dawnych rodów, 
które nie licząc się ze stratą, posłały najradośniejszy kwiat swego wieńca 
na pole walki, rozpostarli płonącą mistyczną purpurą świętą pochodnię uświęconej wojny, 
święty, umiłowany symbol, żywe Drzewo Śmierci i Życia.

A wysoko pośród tego wielkiego mrowia wybijał się ten, 
który najszlachetniej nosił Ów Znak, król najbardziej królewski, 
wojownik z Północy o złotych lokach, uwięzionych pod błyszczącym hełmem, 
okalającym jego twarz, zahartowaną przez niespokojne spojrzenie troski.
Jednak w oczach jego błyszczy ten straszliwy, bitewny blask, 
którym jego północni ojcowie pierwotnie oznaczyli w zimniejszych krainach 
plon zebrany przez Tyra z krwawym kikutem; 
podczas gdy u jego boku wisi olbrzymi, trzykrotnie kuty, szybki miecz,
skrwawiona żagiew bitew, Zmora Piekła i przerażenie Zła, 
pierwej niesiony, by uderzyć w odrażającego niszczyciela tej mrocznej krainy, 
Gada Chciwości, powoli wpełzającego w szczelinę lodowatego szlamu;
on nigdy nie zawiedzie, aż do ostatecznego uderzenia, które uciszy walczących pod Krzyżem, 
w tym zewnętrznym ognistym kręgu, oraz wodza wszystkich ogromnych hord wasalów Piekła.

[...]

Patrz! Oto cała horda i armie z pustkowia bezkresnego, żądza nienawiści, 
wrogowie Chrystusa i chrześcijaństwa, w płonącym szaleństwie ryczeli na przeciw, 
ku Lwiemu Sercu 

[...] 

I niejednego rycerza spotkała klęska pod ciosami grozy, 
a żywa purpura bojowego męczeństwa zrosiła jego oblicze, 
zniszczoną wojną purpurę śmierci jego Pana, który przelał swą Krew 
w tym samym świętym, tak często pogwałconym domu.

[...]

Teraz byli rozbici, jakby pożarci przez żarłoczne wiry paszcz Oceanu,
w tym gwałtownym porywie grozy, a niewielu rycerzy w szatach z krzyżem przyległo
do Ryszarda o lwim sercu; jednak przez jakiś czas bili i pędzili
i rzucali na spalenie obrzydliwe owoce kłamstw Mahmuda,
aż na chorej ziemi, rozrzucone na ohydnych stosach, leżały
wszystkie te misternie wykonane szable i zbroje Arabii.

piątek, 30 stycznia 2026

Ta, która nie odeszła z Omelas


Bardzo mnie zasmuciła książka Ursuli K. Le Guin wydana niedawno w Polsce (Rzeźbię w słowach, Prószyński, tłum. T. Wilusz), gdzie chyba już w czwartym eseju ("Jak to kiedyś było") pisze ona, że nie byłoby jej literatury, gdyby nie zdecydowała się w młodości na... aborcję. Le Guin wręcz w swoich wystąpieniach "chwaliła się" przeprowadzeniem aborcji. I tu od razu przypomina mi się nagradzane opowiadanie Le Guin Ci, którzy odchodzą z Omelas, gdzie istnienie i dobrobyt pewnego kraju opiera się na cierpieniu uwięzionego dziecka.

A może jej wybitna literatura wyrasta z poaborcyjnego, nieuświadomionego cierpienia?

"Narrator opisuje Omelas jako idealną, utopijną krainę, której obywatele są inteligentni, wyrafinowani i kulturalni. Nie ma tam żołnierzy, królów, kapłanów ani niewolników. Miejsce to jest porównywane do cudownej krainy z bajki. Ale, by Omelas mogło działać w ten sposób i zachować swój stan, jedno dziecko musi pozostać nieszczęśliwe, trzymane w brudzie, ciemności i nędzy. Obywatele Omelas w pewnym wieku dowiadują się prawdy, która ich szokuje. Niektórzy zostają, nieliczni odchodzą".

[A przy okazji, zajmuję się też genealogią Ursuli K. Le Guin, zarówno rodem Kroeberów, jak i rodu jej mamy, rodziny Kracaw; obie rodziny przybyły do Ameryki z Niemiec, związane były z duchowieństwem luterańskim (Ursula wśród przodków miała wielu pastorów, nie zaś rabinów, jak myślą niektórzy). Czyste niemieckie pochodzenie. Nazwisko Kracaw nie pochodzi od naszego Krakowa, a raczej od nazwy miejscowej na terenach niemieckojęzycznych — jest i było tam wiele miejscowości o nazwie Krakaw, Krakau, np. w Prusach. Rodzice Ursuli Le Guin i ona sama przyjęli i rozwijali idee antropologa żydowskiego pochodzenia, Franza Boasa: kulturalny relatywizm oraz historyczny partykularyzm. Świetnie genezę i opis tych idei boasowskich opisał "wyklęty" prof. K. MacDonald w Kulturze krytyki (Wydawnictwo Aletheia 2019). Czytajcie Kulturę krytyki, bo to jedna z najlepszych książek. Pomaga zrozumieć dzisiejszy świat!] 

niedziela, 25 stycznia 2026

Wyznanie religijne dziadków Tolkienów i Suffieldów

"Ja jednak wyszedłem z Egiptu i modlę się do Boga, by moje ziarno tam nie powróciło. Byłem świadkiem (na wpół świadomie) heroicznych cierpień i przedwczesnej śmierci — w skrajnym ubóstwie — mojej matki, która przyprowadziła mnie do Kościoła, oraz spotkałem się z niezwykłą życzliwością Francisa Morgana. Ale od samego początku zakochałem się w Przenajświętszym Sakramencie [...]"
 
J.R.R. Tolkien w liście nr 250 (1963 r.) 

Czas wreszcie tę sprawę rozjaśnić i prosto opowiedzieć, bo w oficjalnych biografiach mamy tu pomieszanie z poplątaniem. J.R.R. Tolkien i jego brat Hilary zostali przyjęci do Kościoła rzymsko-katolickiego wraz z ich mamą Mabel Tolkien w roku 1900. W jednym z wcześniejszych wpisów [tutaj] podałem, że wiosną roku 1900 Mabel Tolkien i jej siostra, May Incledon, rozpoczęły swoje nauki i przygotowania do wstąpienia do Kościoła rzymsko-katolickiego. Ten ruch oddalił wkrótce Mabel i jej synów od rodziny i spowodował wiele cierpień, gdy Tolkienowie oraz Suffieldowie zaprzestali wspierać ją finansowo i uczuciowo. Oto list, który May wysłała do Mabel:

»Drogie moje Kochanie!

Spróbowałam odmówić moje modlitwy i dotarło do mnie z całkowitą pewnością, że muszę poddać się temu, co może przyjść i czuję pewność, że mamy rację to robiąc... Och, Kotku, moje serce jest jak wielka kapusta – Twoje też? Ale mój umysł jest czysty jak kryształ i szczęśliwy, bo odczuwa pewność

Siostry zostały przyjęte do Kościoła katolickiego w czerwcu 1900, choć mąż May stanowczo zakazał jej chodzenia na msze. May znalazła potem pociechę w spirytualizmie. Co stałoby się z katolicyzmem małego J.R.R. Tolkiena, gdyby żył jego tata?

Ale do jakich odmian chrześcijaństwa należały rodziny Tolkienów i Suffieldów? W oficjalnych biografiach podaje się, że Tolkienowie byli baptystami, zaś Suffieldowie metodystami i unitarianami. Okazuje się, że było zupełnie inaczej. 

Prześledziłem wpisy w księgach parafialnych dziadków J.R.R. Tolkiena. Wynik tych badań opisywałem już wcześniej na blogu, ale teraz mogę to w jednym zwartym tekście potwierdzić.

Grandparents: John Benjamin & Mary Jane Tolkien
John & Emily Jane Suffield 

[1] Tolkienowie z Birmingham nie mieli nic wspólnego z baptystami. Należeli oni do ewangelikalnej wspólnoty zwanej po angielsku Independants albo Independents (chyba można ich nazywać po polsku independystami/kongregacjonalistami [tutaj]), która wywodziła się z kalwinistycznego metodyzmu związanego z tzw. Countess of Huntingdon's Connexion [tutaj]. Do tego wyznania należał już prapradziadek Profesora Tolkiena, John Benjamin Tolkien I, urodzony w Gdańsku w 1752 (w rodzinie luterańsko-pietystycznej), a zmarły w Londynie z 1819. Generalnie grupa ta chrzciła dzieci (wszyscy przodkowie Arthura byli ochrzczeni w dzieciństwie), czyli nie nazywałbym ich baptystami, którzy chrzczą dorosłych (już prędzej pedobaptystami, bo ten termin się tam pojawia). Wyznawali oni Konfesję Westminsterską. Tolkienowie w Birmingham chodzili do independenckiej kaplicy Union Chapel, a związani też byli z Ebenezer Chapel. Mary Jane Stowe, babcia Profesora, urodziła się w czerwcu 1833 i ochrzczono ją w Ebenezer Chapel w październiku 1833. Dodajmy do tego, że u Tolkienów independyzm łączył się też z aktywnością w angielskim wolnomularstwie [tutaj]. Z dokumentów z Bloemfontein wynika zaś, że Arthur R. Tolkien był zaś zaliczony w poczet anglikanów. Dlatego J.R.R. Tolkien miał chrzest anglikański w katedrze św. Andrzeja w Bloemfontein (Wolne Państwo Orania, dziś RPA).

Union Chapel, Handsworth, Birmingham

Jedna z ksiąg parafialnych independystów z Birmingham

[2] Za to Suffieldowie byli baptystami partykularnymi (ang. Particular Baptists). Baptyści partykularni to XVII-wieczny angielski ruch separatystyczny, znany jako pierwotni baptyści reformowani, którzy przyjęli chrzest wiary (kredobaptyzm), jednocześnie trzymając się teologii kalwińskiej. Definiuje ich wiara w „szczególne odkupienie” (lub ograniczone zadośćuczynienie), co oznacza, że Chrystus umarł tylko za wybranych. Generalnie wyznają oni Drugie Londyńskie Wyznanie Wiary z 1689 roku. W Birmingham rodzina Suffieldów chodziła do kaplicy takich właśnie partykularnych baptystów przy Cannon Street. Nie umiem znaleźć potwierdzenia informacji Carpentera, że John Suffield wychował się jako metodysta, a potem przeszedł na unitarianizm (związany z brakiem wiary w Trójcę Świętą). Ale Mabel została ochrzczona w Kościele anglikańskim w wieku 21 lat w 1891 w Bloemfontein (jednym z jej rodziców chrzestnych był jej narzeczony, Arthur R. Tolkien).

Meeting House baptystów partykularnych (m.in. Suffieldów)

Na dole ojciec Mabel Tolkien ochrzczony w 1833 w zborze baptystów
(Źródło: Ancestry.com)

Czyli gdy urodził się J.R.R. Tolkien, jego rodzice byli anglikanami z korzeniami nonkonformistycznymi (czyli dysydenckimi, bo tak anglikanie nazywali zbiorowo nieanglikańskie wyznania protestanckie). Wbrew temu, co piszą biografie, Edith Mary Bratt, przyszła żona J.R.R. Tolkiena była ochrzczona w Kościele metodystycznym, ale około 1909 być może przeszła na anglikanizm. Warto też wiedzieć, że dziś potomkowie Christophera Tolkiena (który opuścił Kościół Katolicki około 1964 roku) są bliżsi judaizmowi reformowanemu ich matek niż katolicyzmowi słynnego Dziadka/Pradziadka.  


In English:

[1] The Tolkiens from Birmingham had nothing to do with Baptists. They belonged to an evangelical community known in English as Independents, which originated from Calvinistic Methodism associated with the so-called Countess of Huntingdon's Connexion. Professor Tolkien's great-great-grandfather, John Benjamin Tolkien I, was already a member of this denomination. He was born in Gdańsk in 1752 (into a Lutheran-Pietist family) and died in London in 1819. Generally, this group baptized children (all of Arthur's ancestors were baptized in childhood), so I wouldn't call them Baptists who baptize adults (more likely Paedobaptists, as that term appears there). They followed the Westminster Confession. The Tolkiens in Birmingham attended the independent Union Chapel and were also associated with Ebenezer Chapel. Mary Jane Stowe, who belonged to Ebenezer Chapel, was born in June 1833 and baptized in that community in October 1833. Furthermore, for the Tolkiens, independence was also linked to activity in English Freemasonry. Documents from Bloemfontein indicate that Arthur R. Tolkien was counted among the Anglicans. Therefore, J.R.R. Tolkien was baptized as an Anglican at St. Andrew's Cathedral in Bloemfontein (Orange Free State, today South Africa).
 

[2] The Suffields, on the other hand, were Particular Baptists. Particular Baptists are a 17th-century English separatist movement, known as the Original Reformed Baptists, who accepted the baptism of faith (credobaptism) while adhering to Calvinist theology. They are defined by their belief in "particular redemption" (or limited atonement), meaning that Christ died only for the elect. They generally adhere to the Second London Confession of Faith of 1689. In Birmingham, the Suffield family attended the chapel of these particular Baptists on Cannon Street. I cannot find the confirmation of H. Carpenter's claims that "John Suffield had been brought up at a Methodist school, and was now a Unitarian". However, Mabel was baptized into the Church of England at the age of 21 in 1891 in Bloemfontein (one of her godparents was her fiancé, Arthur R. Tolkien).

So, when J.R.R. Tolkien was born, Tolkien, his parents were Anglicans with nonconformist roots (or dissidents, as Anglicans collectively referred to non-Anglican Protestant denominations). Contrary to what biographies write, Edith Mary Bratt, the future wife of J.R.R. Tolkien, was baptized in the Methodist Church. It's also worth noting that today, the descendants of Christopher Tolkien (who left the Catholic Church around 1964) are closer to the Reformed Judaism of their mothers than to the Catholicism of their famous grandfather/great-grandfather. 
 

 

czwartek, 22 stycznia 2026

Scull i Hammond o "Wierze Tolkiena" H. Ordway

 

Książkę Holly Ordway Wiara Tolkiena kupicie 
w księgarni Wydawnictwa Esprit (tutaj)
  

Holly Ordway, Wiara Tolkiena. Biografia duchowa — recenzja z blogu Ch. Scull i W. Hammonda, najwybitniejszych dziś badaczy życia i twórczości J.R.R. Tolkiena. Czyli ważna rezenzja!

"Ważnym aspektem życia Tolkiena, któremu zbyt mało uwagi poświęcają biografie, jest jego wiara. W 1892 roku został ochrzczony w kościele anglikańskim; jego matka, pierwotnie unitariańska, przeszła na anglikanizm zaledwie rok wcześniej, wkrótce po ślubie z Arthurem Tolkienem. Mabel i jej dwaj synowie pozostali w Kościele Anglii do końca 1899 lub początku 1900 roku, kiedy to owdowiała, żyjąc w trudnych warunkach i najwyraźniej niezadowolona z anglikańskiej nauki religii dostępnej w pobliżu, zaczęła zgłębiać katolicyzm. Wiosną 1900 roku podjęła naukę w Kościele rzymskokatolickim i – nawracając się po raz drugi – została formalnie przyjęta do wspólnoty katolickiej w czerwcu tego samego roku. Sam Tolkien przyjął bierzmowanie w Boże Narodzenie 1903 roku, mając prawie dwanaście lat, i pozostał gorliwym katolikiem do końca życia.

Większości tych faktów można dowiedzieć się z biografii Carpentera, i niewiele więcej. Dlaczego? Sam Carpenter nie był katolikiem, a wręcz nie był wierzący w momencie pisania swojej książki, choć jego ojciec był anglikańskim biskupem Oksfordu. Mógł czuć się niekompetentny do zajmowania się katolicyzmem Tolkiena; bardziej prawdopodobne jest, że kwestie wiary zostały pominięte z tego samego powodu, dla którego długiej karierze akademickiej Tolkiena nie poświęcono należnego jej miejsca – by zachować nieco krótką i ogólną biografię (jej pierwsze wydanie liczy zaledwie około trzystu stron). Kiedy w 2014 roku ukazała się książka Raymonda Edwardsa Tolkien, z zadowoleniem odkryliśmy, że biograf w końcu poświęcił rozdział „Tolkienowi katolikowi”, choć był to jedynie dodatek. Teraz widzimy, że jest on skromny, liczy zaledwie dziewięć stron i koncentruje się głównie na wpływie religii Tolkiena na jego twórczość; w rzeczywistości sami zajmowaliśmy się tym tematem szerzej w haśle „Religia” w The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.

Książka Holly Ordway Wiara Tolkiena. Biografia duchowa (Word on Fire Academic, 2023) pokazuje, jak wiele jeszcze warto wiedzieć o Tolkienie jako katoliku i chrześcijaninie. Ponieważ sama Ordway przeszła z anglikanizmu na katolicyzm, wnosi do swojej książki osobiste współodczuwanie z Tolkienem. Mieszkała również przez pewien czas w Anglii i uczęszczała do niektórych z tych samych kościołów, do których uczęszczał Tolkien. Jednak to jej dociekliwość, głębia i zakres badań najbardziej rekomendują jej pracę jako niezbędną pozycję w badaniach nad Tolkienem.

Jak pisze we wstępie, „do tej pory nie powstało żadne pełne opracowanie biograficzne, które szczegółowo przedstawiałoby wiarę Tolkiena. W rezultacie zbyt łatwo było po prostu przeoczyć znaczenie jego życia religijnego, pozwolić, by nieprzeanalizowane założenia historyczne lub kulturowe wpływały na nasz pogląd na nie lub postrzegać je jako czysto prywatny wyraz jego osobowości” (s. 4–5). Wiara Tolkiena, jak Ordway jasno zaznacza, nie jest „pełnym opracowaniem biograficznym” Tolkiena ani analizą jego pism, lecz raczej relacją z rozwoju religijności w jego życiu, z rodziną, przyjaciółmi i wydarzeniami, które w razie potrzeby były w nim uwzględniane. Rozwój ten, jak zauważa Ordway, był „ciągłym procesem wzrostu i dojrzewania”, który autorka śledzi mniej więcej chronologicznie. 

Wiara Tolkiena jest zatem uzupełnieniem ogólnej biografii Tolkiena, takiej jak Carpentera czy Edwardsa, wypełniając luki, o których istnieniu entuzjaści Tolkiena mogli nie wiedzieć. My sami, nie będąc ani katolikami, ani praktykującymi chrześcijanami, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wiele jeszcze pozostało do poznania o Tolkienie i jego religii. Byliśmy zainteresowani, na przykład, czego mogliśmy nigdy nie rozważyć, faktem, że Tolkien nie został przyjęty do Kościoła automatycznie wraz z nawróceniem matki, ponieważ w wieku ośmiu lat osiągnął „wiek rozumu”. Dlatego też zostanie katolikiem, a następnie wytrwanie w Kościele było zawsze jego własną decyzją. Niestety, wciąż nie wiemy, a być może nigdy się też nie dowiemy, o ile nie poznamy prywatnych dokumentów rodzinnych, jakie myśli żywiła Mabel Tolkien, rozważając przejście na katolicyzm. Musiała o tym opowiedzieć przynajmniej siostrze, ponieważ sama May Incledon została katoliczką, choć tylko na krótko, powracając do Kościoła anglikańskiego na polecenie męża.

Wiara Tolkiena to obszerny tom, liczący prawie pięćset stron, bez żadnych zbędnych informacji. Chociaż zgłębianie przez Ordwaya życia religijnego Tolkiena jest od czasu do czasu przerywane lekcjami historii – na przykład o stosunku do katolików w angielskim społeczeństwie i prawie, a także o powstaniu Oratorium w Birmingham – są one trafne i zajmujące. Szczególnie pomocne są wyjaśnienia liturgii, praktyk i modlitw katolickich; na przykład na jednej stronie Ordway omawia (w formie notatek) logikę Niepokalanego Poczęcia i dogmat o Wniebowzięciu Maryi. Dodatek zawiera istotne teksty w języku łacińskim i angielskim, a glosariusz definiuje ważne terminy, od rozgrzeszenia po kult maryjny.

Wydawca Wiary Tolkiena uprzejmie przesłał nam egzemplarz recenzencki tuż po publikacji. Niestety, nasza praca nad Tolkien’s Collected Poems i innymi kwestiami, opóźniła wydanie naszej opinii na temat książki aż do teraz. Wydaje się niesprawiedliwe, że chociaż mogliśmy odwołać się do Ordway podczas kończenia pracy nad Poems, nie mogła ona zapoznać się z nimi przed wydaniem swojej książki, aby móc odwołać się do pełnych tekstów „Magna Dei Gloria” i „Consolatrix Afflictorum (Stella Vespertina)", a nie tylko do ich tytułów. Nie mamy wątpliwości, że Wiara Tolkiena nadal będzie dla nas użyteczna i cieszymy się, że Ben Reinhard niedawno zacytował ją w książce „The High Hallow: Tolkien’s Liturgical Imagination” (Emmaus Road Publishing, 2025), choć być może byliśmy pierwsi, którzy zrobili to w Poems".

sobota, 3 stycznia 2026

Frankfurter Allgemeine Zeitung
na wojnie kulturowej z "alt-tolkienistami"

Artykuł w dzisiejszym FAZ

W roku 2023 historyk i konserwatywny publicysta z Belgii (ale bardzo mocno związany z Polską), prof. David Engels (patrz jego biogram) namówił mnie i kilku innych miłośników Tolkiena do napisania wspólnie zbioru esejów pod tytułem Aurë entuluva z podtytułem: Dzień, który nadejdzie ponownie: J.R.R. Tolkien w 50. rocznicę swojej śmierci. Możecie tę książkę kupić na Amazonie (choć uwaga — książka jest po niemiecku, mam tam swój artykuł w tym języku, dzięki tłumaczeniu Davida Engelsa, a piszę w nim o tym, co znacie z bloga: o lewicowym i woke'owym "zakręceniu" głównych towarzystw tolkienowskich w Brytanii, USA i Niemczech). Oto nasza książka (na Amazonie ma maksymalną 5-gwiazdkową rekomendację):

[kup książkę]

Dziś największy niemiecki dziennik, manifestacja liberalnych elit, czyli Frankfurter Allgemeine Zeitung zrobił nam niespodziewany prezent z okazji urodzin J.R.R. Tolkiena. Markus Steinmayr, wykładowca literaturoznawstwo na Uniwersytecie Duisburg-Essen, opublikował tam duży artykuł, którego tytuł w polskim tłumaczeniu to: Tolkien z perspektywy Nowej Prawicy. Fascynacja fantazją jako fanatyzm [link] W tekście zrobiono darmową reklamę naszej książce (ja się cieszę, choć niejeden "miłośnik" mojej działalności tolkienowskiej powie: "nareszcie dokopali tym katolom"). Czytamy tam (moje tłumaczenie z niemieckiego):

Tolkien jako literatura oporu przeciwko modernizacji

Od pewnego czasu coraz częściej podejmowane są próby instrumentalnego włączenia tolkienowskiego eposu fantasy do prawicowego kanonu. Jak pokazuje Erika Thomalla w swoim artykule „Nowa Prawicowa Polityka Literacka” (opublikowanym w 2024 roku w Niemieckim Kwartalniku Studiów Literackich i Historii Intelektualnej, nr 98), formaty takie jak „Kontruniwersytet” prowadzony przez Volkera Zierkego postrzegają siebie jako formę rozpowszechniania literatury Nowej Prawicy. Wiąże się to z „zawłaszczaniem tego, co popularne” przez Nową Prawicę i ustanawianiem nowych sposobów czytania. Dla Zierkego Władca Pierścieni Tolkiena to epos na czas kryzysu naszej cywilizacji: wyraża on sceptycyzm wobec postępu, krytykę nowoczesności i modernizacji, a zwłaszcza jej związek z naturą, co ułatwia czytelnikom żyjącym w „podobnie mrocznych czasach” co bohaterowie eposu Tolkiena „ponowne nawiązanie kontaktu” z historią ocalenia Śródziemia.

W 2023 roku, z okazji pięćdziesiątej rocznicy śmierci Tolkiena, wydawnictwo Renovamen wydało antologię Aurë entuluva. David Engels w eseju „Życie ze Śródziemiem – rozwój przez Tolkiena” pisze, że Tolkien jest „rodzajem literatury oporu” wobec tempa modernizacji i postępu, rodzajem buntu w całkowicie zsekularyzowanym świecie nowoczesności. 

Tutaj autor FAZ najwyraźniej nawiązuje do mojego eseju: 

Krytykowana jest tam obecna „manipulacja Tolkienem”, która „wydaje się ograniczać do coraz bardziej absurdalnych pytań, takich jak niebinarna relacja między Samem a Frodem, rzekoma ksenofobia Tolkiena, „ateizm” Władcy Pierścieni czy konieczność feministycznej interpretacji Silmarillionu". Argumentuje się, że Tolkien przeciwstawił całkowicie zeświecczonemu światu ponowne zaczarowanie poprzez religię, mit, mitologię i związek z naturą. Zgodnie z nurtem skrajnie prawicowej lektury, popularna fantastyka jest w stanie zaoferować kontrnarrację wobec wiary w postęp, nieodłącznie związanej z kapitalistyczną nowoczesnością, narrację polegającą na powrocie do dawnych mitów i mitologii. To ponowne zaczarowanie świata jest, co najmniej, źródłem popularności literatury fantasy.

Autor chciał przerazić, ale z mojej perspektywy zrobił nam reklamę. Cały artykuł jest bardzo ciekawy. Autor nas krytykuje, ale tak naprawdę wysyła w świat to, o co chodzi na przykład mnie w mojej publicystyce. Podam niżej najciekawsze fragmenty:

 

TOLKIEN Z NOWEJ PRAWICOWEJ PERSPEKTYWY

Fascynacja fantazją jako fanatyzm

Markus Steinmayr 

Hegemonia kulturowa potrzebuje przyziemnych bohaterów: Jak Władca Pierścieni Tolkiena stał się idealną książką dla Nowej Prawicy

 

Włoska premier Georgia Meloni nazwała festiwal polityczny imieniem Atreyu, postaci z powieści Michaela Endego Niekończąca się opowieść z 1979 roku. Władca Pierścieni J.R.R. Tolkiena to kultowy klasyk dla prawicowej populistki: w swojej autobiografii „I Am Georgia – My Roots, My Ideas” Meloni wymienia hobbita Samwise'a Gamgee, zwanego Samem, jako swoją „ulubioną postać”. Twierdzi, że jest on gotów stanąć w obronie wyższej sprawy, ostatecznej bitwy dobra ze złem i ocalenia pierwotnego Shire. Sam, jak twierdzi, to ktoś, kto „wyzwany przez los, wypełnia swój obowiązek, nieustraszony, zdeterminowany, gotowy narazić się na niebezpieczeństwo, by ratować innych”. Zatem w świecie Meloni wciąż istnieją bohaterowie.

Literaturoznawca Moritz Baßler stwierdza, że ​​„z epickiego punktu widzenia żyjemy w epoce fantasy”. Ale żyjemy w epoce fantasy nie tylko epicko, ale i politycznie. Entuzjazm Meloni dla Tolkiena i Endego ma również korzenie polityczne. Jeśli kształtowanie i zmienianie teraźniejszości jest zadaniem polityki, a przedstawianie i inscenizacja teraźniejszości jest zadaniem literatury, to popularność fantasy w sferze politycznej może leżeć właśnie w jej eksploracji skrzyżowania wyimaginowanych sfer polityki i literatury. Nic dziwnego, że często chwytliwa i prosta „nieodłączna logika” świata fantasy jest instrumentalizowana politycznie. Jest ona odczytywana w sposób wybitnie polityczny: hobbici głosowaliby na AfD, Fratelli d'Italia, Rassemblement National, a nawet na Nigela Farage'a – les Hobbits d’abord! [Naprzód, hobbici!] Uczyńmy Shire znów wielkim! Odzyskajmy kontrolę nad Shire! Tylko hobbici mogą nas uratować!

 

Strategia walki o uczelnie i kulturę

Ta polityczna lektura koncentruje się na dalszej popularyzacji tego, co już jest popularne – na przykład Władcy Pierścieni Tolkiena. Reprezentuje literacko-polityczny program ruchów i partii dążących do innego rodzaju popularności, innej hegemonii kulturowej. Zatem popularyzacja tego, co już jest popularne, jest istotnym elementem metapolityki skoncentrowanej na literaturze i kanonie, która poprzez tworzenie wspólnot czytelniczych i trendów literackich dąży do zmiany i przekształcenia kulturowych i hegemonicznych podstaw dyskursu politycznego. „Odzyskanie uniwersytetu” – napisał Martin Sellner w 2016 roku w skrajnie prawicowym biuletynie Sezession pod tytułem „Zdrada intelektualistów i kontruniwersytet” – „jest synonimem odzyskania humanistyki”. Humanistyka i jej kanony są wyobrażane jako dyscypliny generujące narracje, którymi należy się zająć. Jak zauważa Sellner w książce AfD vs. Activism? – 3 Principles for Cooperation (opublikowanej w 2022 r.), „walka o uniwersytety i umysły każdego pokolenia decyduje o hegemonii nad prawdziwym ośrodkiem władzy w społeczeństwie”.

Ale czym właściwie jest literatura fantasy? Fantasy opisuje niemożliwe zaświaty. W tych zaświatach rzeczy takie jak magiczne miecze czy pierścienie, mówiące i walczące drzewa, orki i smoki odgrywają role, których nie mogą odegrać w realnym świecie, ponieważ nie istnieją. Opowieść fantasy nie wymaga bezpośredniego odniesienia do realnego świata. Według badacza fantasy Helmuta W. Pescha, fantasy czerpie swoją „legitymizację” z faktu, że nie przedstawia alternatywnej rzeczywistości, która byłaby w jakiś sposób prawdopodobna, lecz jest czystą „fikcją”. Nieprzypadkowo Moritz Baßler uważa literaturę fantasy za kwintesencję tego, co nazywa realizmem popularnym. W swojej bestsellerowej książce teoretycznej Realizm popularny – o międzynarodowym stylu współczesnego opowiadania argumentuje, że jeśli „nasz świat nie jest w pełni opisany”, to uzasadnione może być „wynalezienie takiego, który jest”.

 

Idealnymi książkami dla Nowej Prawicy są te, które opowiadają o światach alternatywnych.


To jest zadanie literatury fantasy: stworzyć kompletny, narracyjny i, że tak powiem, zrozumiały świat, który właśnie ze względu na te cechy stanowi antytezę świata rzeczywistego. Złożoność rzeczywistości prowadzi do jasnej struktury świata narracyjnego, takiego, jaki znajdujemy w fantasy. Te cechy stawiają świat narracyjny w powszechnym kontraście do nieopowiedzianego świata, w którym żyjemy. Chodzi zatem o kontrobraz.

Narracyjny świat fantasy, by posłużyć się esejem Tolkiena O baśniach, jest zawsze „światem wtórnym”, który jednak ze względu na swój sposób funkcjonowania i inherentny realizm można powiązać ze „światem pierwotnym” – oczywiście w formie fikcji. Shire Hobbitów, jego krajobrazy, jego prowincje noszą ślad minionej Anglii, jaką znamy z powieści Jane Austen i George'a Eliota. Ta Anglia, o której czytelnicy wiedzą, że bezpowrotnie przeminęła, z kolei stawia Shire w topologicznym kontraście z cywilizacją technologiczną widzianą w Mordorze Saurona i Isengardzie Sarumana. Tę różnicę można oczywiście interpretować również politycznie. I to właśnie ta interpretacja polityczna motywuje prawicowych populistów do angażowania się w Śródziemie, jego mieszkańców, ludy i historię. Następnie uwaga przenosi się na podstawy polityki (nie polityki): rozróżnienie Carla Schmitta między przyjaciółmi a wrogami, które jest rozróżnieniem między dobrem a złem; stosunek do tradycji, który różni się od stosunku żądnej postępu technologicznej nowoczesności, która nigdy nie patrzy wstecz, a jedynie w przyszłość. Chodzi o imperatyw ratowania świata, czy też wyimaginowanej sielanki, przed nowoczesnością. (...)

 

Opowieść o ewolucji społeczeństwa


Zło we Władcy Pierścieni Tolkiena to imperium dążące do poszerzenia swoich granic. Sauron i jego słudzy, tacy jak Saruman, nieustannie próbują przesuwać granice swojego imperium i podbijać nowe regiony. W końcu Sauron wysyła swoich jeźdźców, Nazgûle, jako zwiadowców do Shire. W dziele Tolkiena zło jest przedstawiane przede wszystkim jako podbijająca cywilizacja, która zatruwa wszystkie żywe istoty, wycina lasy i poddaje Shire ciągłej industrializacji. W trzecim tomie eposu Tolkiena, w Powrocie Króla, Drużyna powraca do Shire, które stało się dla nich obce. Wkraczają do odmienionego i uprzemysłowionego Shire. Mieszkańcy podporządkowują się temu cywilizacyjnemu nakazowi: „Nieustannie hałasują, wypuszczając dym i parę, i nawet nocą w Hobbitonie nie dają spokoju. I celowo wpuszczają nieczystości do wód”.
 

Po powrocie hobbici wkraczają do świata, który Ludwig Klages po raz pierwszy opisał z perspektywy ekokrytycznej w swoim dziele z 1913 roku pt. Człowiek i Ziemia. Dzieło to traktuje o wpływie postępu cywilizacyjnego na przyrodę i ludzkość. Hobbici są, niczym figury z tekstu Klagesa, sentymentalnymi postaciami w industrialnej nowoczesności. W wersji Tolkiena jawią się jednak jako konserwatyści z Shire'u, odporni na transformację. Hobbici, jak stwierdzono w etnologicznym prologu do Władcy Pierścieni, trzymają się na uboczu, mało podróżują, są zadowoleni i oszczędni oraz nie zwracają uwagi na inne ludy Śródziemia. Kontrastują organiczną i zrównoważoną naturą swojej społeczności z cywilizacją elfów i krasnoludów i muszą zapobiec całkowitemu zniszczeniu kulturowemu, które zagraża Śródziemiu ze wschodu.

Już w 1795 roku Schiller w swoim eseju Poezja naiwna i sentymentalna zróżnicował nowoczesny obraz natury. Natura jest w niej z jednej strony metaforą stanu sprzed wszelkiej cywilizacji. To postrzeganie granicy między naturą a cywilizacją kształtuje nasze postrzeganie natury, ponieważ zawsze rezonuje z wyobrażonym obrazem świata żywych istot, nietkniętego przez jakąkolwiek ingerencję człowieka. Ludzkie zainteresowanie naturą ma zawsze charakter sentymentalny. „Bolesna tęsknota” za nią, jak to ujmuje Schiller, wyobraża jedność ludzkości z naturą, która bezpowrotnie zanika w rzeczywistości społeczeństwa mieszczańskiego: „Dopóki byliśmy jedynie dziećmi natury, byliśmy szczęśliwi i doskonali; staliśmy się wolni i utraciliśmy jedno i drugie. Z tego wynika dwojakie i bardzo nierówne pragnienie natury: tęsknota za jej szczęśliwością, tęsknota za jej doskonałością”. 

 

Tolkienowski lament nad niszczeniem drzew


Już na początku Klages stwierdza: „Nawet ci, którzy wciąż nie zdają sobie sprawy ze straszliwych konsekwencji, jakie przyniosła naczelna zasada postępu”, będą musieli się zatrzymać, obserwując „upadek naszych uroczych ptaków śpiewających, ptaków wędrownych, przyspieszający z roku na rok”. „Naczelna zasada postępu” prowadzi do „upadku” ptaków wędrownych. Klages używa „postępu” zarówno jako terminu opisowego, jak i normatywnego. To podwójne znaczenie pozwala Klagesowi wyobrazić sobie „upadek” ptaków wędrownych jako stratę; jego wywód toczy się opisowo, ponieważ krajobrazy, w których liczba ptaków maleje, można opisać jedynie jako krajobrazy prawdziwie współczesne, naznaczone i ukształtowane przez interwencję człowieka.

Skarga Klage nabiera tu wymiaru normatywnego, ponieważ przejście od krajobrazu kulturowego do krajobrazu przemysłowego początku XX wieku nie jest opisywane jako transformacja tego krajobrazu. Transformacja przynosi jedynie straty, a nie postęp. To właśnie doświadczenie industrializacji przysparza powracającym hobbitom „najbardziej ponurych godzin ich życia”. „Wielki komin”, czytamy w rozdziale „Oczyszczanie Shire”, „wznosił się przed nimi wysoko; a gdy zbliżali się do starej wioski patrząc na rzędy brzydkich, nowych domów po obu stronach”, ujrzeli „nowy młyn w całej jego ponurej ohydzie: wielki ceglany budynek, rozpostarty nad strumieniem, zanieczyszczanym parującymi i cuchnącymi odpływami”. Czym ptaki są dla Klagesa, tym drzewa są dla Tolkiena. Bowiem „największe straty i szkody”, jakich doznało Shire, „dotyczyły drzew”. Zostały one ścięte w trakcie prób industrializacji tej krainy.

 

Retoryka polityczna w literaturze

Eko-narracja używana przez prawicowy populizm do komunikacji politycznej to opowieść o apokalipsie, ostatecznym kryzysie naszej cywilizacji, która bezwzględnie powinna zostać uratowana. Zbliżająca się apokalipsa zwiastuje katastrofę, która z pewnością nastąpi, a która we Władcy Pierścieni Tolkiena została ledwo zażegnana. Obietnicą zbawienia, którą oferują prawicowi populiści, jest przywrócenie pierwotnej natury polityki, tej, która została wypaczona lub skażona przez nowoczesność, postęp, industrializację i migrację. Shire służy jako model dla tego wyimaginowanego świata neoprawicowej polityki. Proza Tolkiena, która przedstawia powrót do pierwotnej natury Shire jako odejście w inną, nową erę, pod wieloma względami przypomina polityczną retorykę popularnych prawicowych populistów.
 

 

Co czytają nasi politycy?

Björn Höcke pisze podobnie: „Jeśli wszystko inne zawiedzie, wycofamy się do naszych wiejskich azylów, niczym dzielni i radośni Galowie z dawnych czasów. My, Niemcy – przynajmniej ci, którzy wciąż chcą być Niemcami – będziemy wtedy tylko jednym plemieniem wśród innych. Jednakże re-trybalizacja w toku wielokulturowej transformacji stanie się siatką bezpieczeństwa i nowym jądrem narodu. I pewnego dnia ta siatka bezpieczeństwa może stać się punktem wyjścia, z którego rozpocznie się rekonkwista”. Wezwanie do wycofania się w przestrzeń poza nowoczesnym społeczeństwem, odrodzenie politycznej retoryki społeczeństw łowców-zbieraczy, a nawet utrwalanie hobbickiego oczyszczania Śródziemia ze wszystkiego, co obce, to narracje skrajnej prawicy, wykorzystywane przez popularyzację Tolkiena. Skrajnie prawicowa interpretacja jego fantastyki oferuje obietnicę odzyskania ojczyzny, która została utracona pod auspicjami współczesności. To nic innego jak polityczna fantazja bez politycznej wyobraźni.

 

środa, 24 grudnia 2025

Rok 2025, annus mirabilis!

Autor? Zapewne AI. Ad maiorem Dei gloriam!
.

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia i wielu Łask w Nowym Roku!

Piszę tę kronikarską notkę z wdzięcznością. To był naprawdę przełomowy, ważny, piękny rok. Spełniły się w nim między innymi dwa moje marzenia z dzieciństwa: zobaczyć moai na Wyspie Wielkanocnej oraz zobaczyć zorzę polarną na Dalekiej Północy.

Oto co udało mi się z tego roku zapamiętać:

  • Najlepsze wyjazdy: Wyspa Wielkanocna + Atacama + Chan Chan; pielgrzymka w Nadrenii, Norwegia, kilka cudownych Andaluzji i jeszcze genialna wycieczka do Turcji!

  • Dwa razy wakacje: piękne lato w dobrym towarzystwie Estrelinhi na Wyspie Rugii oraz zimowe ferie w Tromsø (najlepsi z najlepszych, czyli Wataha, a do tego zorze, wieloryby, renifery i dobre jadło)

  • Wydano mi dwa moje tłumaczenia: Utraconą drogę (HŚ V; wydano ją wprawdzie w 2024, ale nacieszyłem się tą książką w 2025) oraz Dwóch małych dzikusów; brałem udział w tłumaczeniu Zdrady Isengardu (HŚ VII)

  • W kinach pod koniec roku pojawił się film Dziki Kawulskiego, gdzie są przełożone przeze mnie na niezwykły język dialogi, a moje nazwisko można zobaczyć na końcu, na "liście płac"

  • Zostałem w grudniu 2025 członkiem duszpasterskiej rady parafialnej, powstał mój biogram na Wikipedii, trzeci rok prowadziłem edukacyjny program tolkienowski w szkole Kuźnica na katowickim Burowcu 

  • Dwukrotnie mogłem przejść przez Święte Wrota w Stolicy Świętego Piotra, bo to rok jubileuszowy. A to przypomniało mi o moim pięknym rzymskim ślubie w grudniu 1999 roku, gdy z lubą przekraczaliśmy Święte Wrota za pontyfikatu św. Jana Pawła II. Wspomnienie ślubu, wspomnienie rozwodu... Takie jest moje życie.

  • Otrzymałem w prezencie archiwum prac Toma Lobacka i archiwum genealogiczne Charlaine Tolkien!

  • Wygraliśmy wybory prezydenckie! Prezydent Karol Nawrocki jest the best! Zaangażowałem się w jego kampanię w mediach społecznościowych

  • Zrobiłem pełne sekwencjonowanie Y-DNA rodu ojcowskiego mojej śląskiej matczynej rodziny i dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy w moich badaniach genealogicznych Derdzińskich oraz Wolfów

  • Książki roku 2025: Wiara Tolkiena, Egipcjanin Sinuhe, Boże władztwo, The Tower and the Ruin Drouta, seria o detektywie Cormoranie Strike’u

  • Muzyka roku 2025: koncerty w NOSPR, Wardruna z Bartkiem, muzyka z Wiedźmina z Tomkiem

  • Filmy roku 2025: Przesilenie zimowe, Land, F1, Sen o pociągach, Nosferatu, Dom pełen dynamitu, Ścieżki życia (szczególnie polecam!)
     
  • Seriale: Dojrzewanie, Babilon Berlin, Shogun, Chłopiec pochłania wszechświat, Bestia we mnie

wtorek, 22 lipca 2025

Roztropność ewangeliczna

Pan Jezus mówi: Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! (Mt 10,16)

Ewangelia Pana Jezusa stawia przed nami najwyższe i najpiękniejsze zadania miłości. Rady ewangeliczne to zadanie każdego ucznia Chrystusa. Tak, będę rozliczony z tego, czy nakarmiłem głodnego, pomogłem bezdomnemu, dałem siebie potrzebującemu.

Zaś państwu ("cesarzowi") mamy zostawić to, co należy do państwa ("cesarza"). Po pierwsze nie da się od państwa wymagać na przykład zadań z "Kazania na górze" (bo inaczej napadnięte musiałoby się od razu poddać i wszystko oddać najeźdźcy, a swoich obywateli skazać na tułaczkę — gdzie najeźdźca porwie i zabije). Państwo, nawet takie, które zamieszkują chrześcijanie, nie jest zobowiązane działać ku swojej destrukcji (czyli na przykład "oddać życie za nieprzyjaciół"). Ja jako mieszkaniec społeczności nie mogę narażać innych członków społeczności na niebezpieczeństwa, bo chcę sobie pochlebić, pomagając potencjalnie niebezpiecznym obcym. Mam być mądry, zapobiegliwy, rozważny! Siebie mogę narażać, ale już nie wolno mi narażać swojej rodziny albo sąsiadów (tych najbliższych bliźnich). Porządek miłosierdzia!

No i państwu nie można narzucać radykalnych rozwiązań ewangelicznych, bo w państwie mieszkają ludzie, którzy nie chcą żyć według Ewangelii*.

___________________ 

* Inną jednak rzeczą jest na przykład dążenie prawne do wspomagania małżeństwa mężczyzny i kobiety oraz pomoc najbardziej bezbronnym (na przykład nienarodzonym ludziom). To są zadania ewangeliczne, ale też po prostu z natury dobre. Prawo naturalne musi być fundamentem systemu prawnego.

O poradach ewangelicznych: http://tolkniety.blogspot.com/2014/01/to-co-najwazniejsze.html

O prawie naturalnym: http://tolkniety.blogspot.com/2022/06/jeszcze-o-swietych-poganach.html

czwartek, 8 maja 2025

Conclave

Duchu Święty, czekamy! Modlę się o dobrego Piotra Naszych Czasów +

 
Dodane po wyborze Papieża:
 
Tuż po wyborze naszego nowego Papieża Leona XIV Carl F. Hostetter, wybitny znawca Tolkiena, napisał:
«Imię naszego nowego papieża, Leon XIV, jest oczywiście ukłonem w stronę wielkiego Leona XIII, który miał głęboki, choć pośredni wpływ na J.R.R. Tolkiena, częściowo poprzez Birmingham Oratory, a najbardziej głęboki i codzienny poprzez napomnienie papieża Leona XIII do codziennej Komunii. Miejmy nadzieję, że Leon XIV przyczyni się do chwały tego imienia!»
Papież Leon XIII

Leon to oczywiście łac. Leo, "Lew". Od razu pomyślałem o Lwie Aslanie (samo asłan to w językach turkskich "lew").
 
Zawołaniem biskupim Leona XIV są słowa In Illo uno unum – słowa św. Augustyna z Objaśnień do Psalmu 127, podkreślające, że „chociaż my, chrześcijanie, jesteśmy liczni, w Chrystusie stanowimy jedno”.

I jeszcze ten smaczek, że nazwisko Papieża Roberta Prevosta pochodzi przez francuski od łacińskiego praepositus, "przełożony". W Kościele rzymskokatolickim przewodniczący kapituły kanoników, czyli kapituły katedralnej lub kolegiackiej, oraz w Zgromadzeniu Księży Kanoników Regularnych Laterańskich – często w randze prałata lub infułata to właśnie prepozyt. Polskie proboszcz wywodzi się od niemieckiego Probst, a to również od łac. praepositus. Niech żyje nam nowy Proboszcz Świata!
 
Zakończę cytatem z Listów Tolkiena:
«Mnie samego przekonuje prymat Piotrowy, a i rozejrzenie się po świecie nie pozostawia wiele wątpliwości, który z Kościołów (jeśli chrześcijaństwo jest prawdziwe) to Kościół Prawdziwy, umierająca, lecz żywa, przekupna, lecz święta, samoreformująca się i powtórnie powstająca świątynia Ducha. Dla mnie jednak ten Kościół, którego uznaną głową na ziemi jest papież, ma najwyższą zasługę w tym, że zawsze bronił (i wciąż to robi) Przenajświętszego Sakramentu, oddaje mu wielką cześć i umieścił Go (co wyraźnie było intencją Chrystusa) na głównym miejscu» [J.R.R. Tolkien, list nr 250]
 
Jedne z pierwszych słów nowego Papieża


poniedziałek, 27 stycznia 2025

Mniej znana książka Tolkiena

Pauline Baynes - ilustracja do Ostatniej pieśni Bilba

Za życia Profesora wydano tylko cztery książki opowiadające o Śródziemiu: Hobbita, Władcę Pierścieni, Przygody Toma Bombadila i zbiór pieśni z nutami (na fortepian i z akordami na gitarę - choć kompozytor pisał, że idealne byłoby wykonanie tych utworów na harfie) i komentarzem mitologiczno-lingwistycznym pt. The Road Goes Ever On (wydany najpierw w USA w 1967, a w 1968 w Zjednoczonym Królestwie). W Polsce znamy powszechnie tylko pierwsze trzy książki. Niestety żadne wydawnictwo nie zdecydowało się na publikację A droga biegnie w przód. O samej książce pisałem już tutaj.

Dziś chcę przypomnieć polskim Tolkienistom, że wstęp oraz tekst mitologiczno-lingwistycznego komentarza z tej książki opublikowaliśmy lata temu w Simbelmynë nr 8. Ten numer jest dostępny w naszych archiwach internetowych. Poniżej podajemy link do wersji w PDF, gdzie na stronach 21-34 znajdziecie polski przekład tych istotnych części książki. Jest to moje tłumaczenie. Jest tam też rys biograficzny Donalda Swanna, który skomponował muzykę do wierszy Tolkiena.

J.R.R. Tolkien, A droga biegnie w przód (w Simbelmynë nr 8)

Co ciekawego możemy przeczytać w tej książce Tolkiena o elfach, ich kulturze i językach? Nadspodziewanie wiele! Mamy wiele ciekawych informacji o Galadrieli i Celebornie:

Zapytanie: Sí man i yulma nin enquantuva? oraz ostatnie słowa jej pieśni (tom I, str. 489): "Cóż to za statek będzie, by mnie z powrotem zabrać mógł przez Morze tak rozległe?" świadczą o szczególnej pozycji Galadrieli. Galadriel była ostatnią z rodu książąt i ich książęcych małżonek, którzy poprowadzili zbuntowanych Noldorów na wygnanie do Śródziemia. Po obaleniu Morgotha w końcu Pierwszej Ery jej powrót do Valinoru obłożono zakazem, a sama Galadriel dumnie odrzuciła samą nawet chęć powrotu. Wraz ze swym mężem Celebornem (który był jednym z Sindarów) przekroczyła góry Eredluin i udała się do Eregionu. Niestety, Elfowie Wysokiego Rodu nie potrafią przemóc ani tęsknoty za Morzem, ani nieprzepartej chęci przemierzenia go, tak by znaleźć się ponownie w krainie utraconego szczęścia. Teraz Galadriel uginała się pod ciężarem tego pragnienia. Wkrótce jednak, po upadku Saurona, w nagrodę za wszystko czego dokonała przeciwko niemu, a przede wszystkim za to, że odrzuciła Pierścień, gdy ten znalazł się w jej mocy, zakaz został odsunięty i Galadriel powróciła za Morze – tak jak to opowiedziano pod koniec Władcy Pierścieni.

Końcowe wersy pieśni Galadrieli wyrażają życzenie (czy też nadzieję), że choć sama Galadriel nie może odpłynąć, to niech choć Frodowi zostanie to dane. Nā-i > nai ‘niech się stanie’ wyraża raczej życzenie niż nadzieję. Lepiej przetłumaczyć to jako ‘niech tak się stanie (że odnajdziesz go)’ niż jako ‘być może’.

Z dalszej części komentarza do pieśni Namárië i A Elbereth Gilthoniel dowiemy się na przykład o podobieństwach mitologii Tolkiena do mitologii greckiej:

miruvóre.     Zgodnie z przekazami Eldarów, słowo to pochodzić ma od Valarów; w ich języku określano tak napój rozlewany podczas świątecznych uczt w Valinorze. Sposób wytwarzania tego napoju jak i dokładne znaczenie jego nazwy nie były do końca znane. Wierzyli jednak Eldarowie, że przygotowuje się go z nektaru nieśmiertelnych kwiatów, które rosną w ogrodach Yavanny. [Dla porównania wspomnijmy νέκταρ bogów olimpijskich. Skojarzenie tego słowa z "miodem" zawdzięczamy głównie współczesnym botanikom (choć Eurypides użył sformułowania νέκταρ μελισσαν ‘boski napój pszczół’ jako poetycką parafrazę "miodu"). Przypuszczalna etymologia słowa νέκταρ to 'pogromca śmierci'. Patrz ἀμβροσία ‘nieśmiertelność’ – jako pożywienie bogów.]

Dalej czytamy na przykład o siedzibach elfów i Valarów:

Calaciryo.     Dopełniacz od nazwy Cala-cirya ‘świetlista-przełęcz’ – jest to olbrzymi wąwóz w górach Valinoru, przez który rozlewał się pośród wybrzeży Valinoru, na wschód od Gór, blask Błogosławionego Królestwa bijący od Dwóch Drzew. Tam pierwotnie mieszkała większość Eldarów. Eldarowie zamieszkiwali również wyspę Eressëa ‘samotną’, która leży niedaleko od wybrzeża. Jest jeszcze nazwa Kalakiryan(de) – to część kraju Eldamar (Domu Elfów) u wejścia do wąwozu i w tych okolicach, gdzie blask był najjaśniejszy a ziemia najpiękniejsza. 

Valimar     (także Valmar). Właściwe miasto Valarów, nieopodal wzgórza, na którym stały Dwa Drzewa. Jednak tutaj użyto tej nazwy dla określenia całej krainy Valarów (znaczy ona tyle, co ‘siedziba Valarów’), którą zazwyczaj nazywano Valinor, Valinóre

Przy analizie hymnu A Elbereth Gilthoniel dowiadujemy się więcej szczegółów na temat "kultu" Vardy pośród elfów w Śródziemiu. Jest mowa o elfich pielgrzymkach, o etniczności mieszkańców Rivendell, o anielskiej mocy królewskiej małżonki Manwego itd.:

Język tej pieśni to sindarin, ale w odmianie, której używali Elfowie Wysokiego Rodu (stanowiącey większość mieszkańców Rivendell), naznaczony w odświętnym stylu i w poezji wpływami języka quenejskiego – pierwotnej i właściwej im mowy. Przykładami tych wpływów są tutaj: menel ‘firmament, niebiosa, obszar gwiezdny’; palan- ‘w dal’, a właściwie ‘na zewnątrz, daleko i szeroko’; le, grzecznościowa forma drugiej osoby w liczbie pojedynczej. Tłumaczenie kompletne, respektujące pełne znaczenie poszczególnych wyrazów i wszystkie związane z nimi skojarzenia, byłoby znacznie obszerniejsze. Na przykład silivren przywodzi na myśl Elfowi silmarile i sprawia, że mógłby on sobie wyobrazić gwiazdy jako ciała krystaliczne, z których wnętrza promienieje blask tajemnej mocy [w przypisie do tego fragmentu czytamy zaś: Zarówno silivren jak i silma-ril zawierają nazwę Silma, którą Fëanor nadał krystalicznej substancji, którą wymyślił i którą on tylko potrafił wytwarzać]. Również Fanuilos jest imieniem pełnym ukrytych znaczeń.

Bardzo lubię poniższy fragment. Ukazuje on elfów ze Środziemia jak pobożnych katolików naszego świata; u elfów są hymny do Elbereth i pielgrzymki do Wieżowych Wzórz, a u katolików hymny maryjne i pielgrzymki do Lourdes. Tolkien wyraża też żal, że wielu czytelników i recenzentów nie widzi tych jawnych nawiązań do religii we Władcy Pierścieni:

Jako "boską" czy raczej "anielską" osobę możemy Vardę/Elbereth opisać jako "z niebios spoglądającą w dal" (jak w wezwaniu Sama); dlatego użyto tu imiesłowu współczesnego. Zazwyczaj wyobrażano sobie Vardę i opisywano ją, jak stoi na wysokościach spoglądając w stronę Śródziemia, jak jej oczy przenikają cienie i jak nasłuchuje wołania o pomoc elfów (i ludzi), którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie lub pogrążeni są w smutku. Frodo (tom I, str. 287) i Sam wzywają Elbereth w momentach szczególnego zagrożenia. Elfowie wyśpiewują jej hymny (jakże często pomija się te i inne nawiązania do religii we Władcy Pierścieni).

O elfach z Rivendell możemy powiedzieć, że tęsknie "spoglądają w dal". Tymczasem w hymnie użyto formy palandíriel (imiesłów uprzedni) ‘wpatrzywszy się’ [ang. having gazed afar – przyp. tłum.]. W ten sposób nawiązano do palantíra ze Wzgórz Wieżowych ("Kamienia Elendila"); patrz przypis 2 w Dodatku A, tom III, str. 406. Ten tylko spośród palantíri nastawiono tak, że spoglądać mógł jedynie na zachód, poza Morze. Po upadku Elendila Elfowie Wysokiego Rodu wzięli go z powrotem pod swoją pieczę i nigdy już ludzie nie mogli użyć tego Kamienia, nie zdołano go również uszkodzić.

Elfowie Wysokiego Rodu (ci, którzy nie zamieszkiwali w Przystaniach ani w ich okolicy) co pewien czas wędrowali ku Wzgórzom Wieżowym by spojrzeć na Eressëę (Wyspę Elfów) i na Wybrzeża Valinoru, w pobliżu których leży ta wyspa. Hymn w tomie I na stronie 315, śpiewają elfowie, którzy wrócili już z takiej pielgrzymki.

Niewątpliwie Gildor i jego towarzysze (tom I, rozdział 3), którzy najprawdopodobniej wędrowali na wschód, byli takimi właśnie elfami – żyjącymi w samym Rivendell lub w jego pobliżu, a teraz powracającymi ze Wzgórz Wieżowych po odwiedzeniu palantíra. Podczas takich wizyt elfom dane było niekiedy otrzymać wizję, wyraźną choć odległą, samej Elbereth – majestatycznej postaci w blasku świetlistej bieli, która stoi na górze Oiolosse (sind. Uilos). Dlatego też zwracano się do niej tytułując ją Fanuilos.

Spośród wielu ciekawych mitologiczno-lingwistycznych fragmentów chcę jeszcze przytoczyć ten, który wyjaśnia naturę "ciała" Valarów i mówi o elfach i ludziach jako Dzieciach Bożych (więcej na ten temat przeczytacie też w przetłumaczonej przeze mnie Naturze Śródziemia wydawnictwa Zysk i Ska:

Fanuilos.     Jest to tytuł Elbereth (patrz wyżej), tłumaczony zazwyczaj jako "Śnieżnobiała" (tom II, str. 115) – co nie oddaje właściwego sensu. Fana- to element elficki, przede wszystkim znaczący tyle, co ‘zasłona’. Formy sindarińskiej fân, fan- używano dla opisu chmur unoszących się niczym woal po niebie, przysłaniających słońce lub księżyc albo spoczywających na wzgórzach. 

Tymczasem w języku quenya słowo fana nabrało szczególnego znaczenia. Z racji bliskich kontaktów Elfów Wysokiego Rodu z Valarami termin ten zastosowano dla opisu "zasłon", "ciał", w których Valarowie ukazywali się oczom istot fizycznych. Valarowie sami wcielili się w te ciała. Zazwyczaj przyjmowali kształty ciał elfów (i ludzi). Przybrali te postaci gdy, po swych demiurgicznych pracach, przybyli do Ardy, "Królestwa" i w niej zamieszkali. Uczynili tak z wielkiego pragnienia i miłości do Dzieci Bożych (Erusén), dla których mieli przygotować „królestwo”. Przyszłe postacie elfów i ludzi zostały objawione Valarom, choć ci nie mieli udziału ich w obmyślaniu i stwarzaniu, ani nie znali dokładnego czasu ich pojawienia się na Ziemi. W takich fanar ukazywali się później elfom, a prezentowali się jako osoby o majestatycznej (choć nie gigantycznej) postawie, okryci w szaty wyrażające ich indywidualną naturę i funkcję w świecie. A zatem w języku quenya fana oznaczało promienistą i majestatyczną postać jednego z wielkich Valarów. W sindarinie, szczególnie tym używanym przez Elfów Wysokiego Rodu, nadano identyczny sens słowu fân (fan-) ‘chmura’. Fan-uilos zatem oznaczało ‘świetlistą (anielską) postać, wiecznie białą (jak śnieg)’.

Możemy też dzięki tej książce zrozumieć każde słowo elfickich hymnów. Oto przykład (przedruk z naszego czasopisma Simbelmyne):

Są tam też przykłady pięknej kaligrafii tengwarowej samego Profesora Tolkiena (jak na okładce omawianej książki):

A na zakończenie mojego wpisu zapraszam was na elfią pielgrzymkę do Białych Wież na Emyn Beraid (a przy okazji polecam kanał Places of Middle-earth):