środa, 7 stycznia 2015

Na Epifanię

»Dzeus, bóg Świetlistego Nieba, jest także Dzeusem-bogiem Nieba Ciemnego; i w tej to roli, jako pan ulewnej burzy, zapładnia swą małżonkę, ziemię-boginię, i staje się Ojcem boskiego Syna, którego kult, razem z rytuałami odrodzenia, z obietnicą nieśmiertelności uczył, że w mistycznej unii ludzie mogą łączyć się ze swoim bogiem, przez co wzbudził w tysiącach serc całego helleńskiego świata tęsknoty, które zaspokoić mogło tylko przyjście samego Chrystusa
Arthur Bernard Cook
[w:] Wiesław Juszczak, Realność bogów, Kraków 2002, str. 36

»I pójdą narody do twojego światła,
królowie do blasku twojego wschodu.
(...) Wszyscy oni przybędą ze Saby,
ofiarują złoto i kadzidło,
nucąc radośnie hymny na cześć Pana (...)«
(Księga Izajasza 60,2; 60,6)

Gdy do Bēṯ Leḥem, Betlejem przybywają zaratustriańscy kapłani-astrologowie Maguš, Magowie, to spotyka się niezaspokojona tęsknota milionów pogańskich serc z proroctwem Izajasza, który zobaczył jak my, goyim, my poganie, my, nie-żydowskie narody niesiemy całe "złoto" naszych kultur i całe "kadzidło" naszej naturalnej religijności Bogu, który jeden raz ogołocił Siebie z nieskończoności, wszechmocy i chwały i stał się Człowiekiem, żeby zbawić wszystkich ludzi i ich utracone, popękane królestwo Wszechświata. 

Czy jesteśmy poganami mesjanistycznymi (czyli nieżydowskimi chrześcijanami), czy po prostu poganami (wyznawcami Odynów, Światowidów czy choćby czcicielami "pieniążków", pracy, obowiązków, Ojczyzn, własnych rodzin... - to też bywają nasze bożki), ruszajmy do Jego światła, zaśpiewajmy hymn na cześć Pana, bo tylko On uleczy nasze najgłębsze tęsknoty. A gdy naprawdę uznamy Go za Pana naszego życia, zaczną się dopiero cuda...

"Adoracja [Jezusa przez] Magów", gobelin Williama Morrisa i Edwarda Burne-Jonesa
w Kolegium Exeter w Oxfordzie


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza