wtorek, 23 lutego 2016

8/2016 Korneliusz Tacyt, Germania

Germania (łac. De origine et situ Germanorum, dosłownie O pochodzeniu i kraju Germanów) – napisana przez Publiusza Korneliusza Tacyta około roku 98, jest etnograficznym dziełem o plemionach germańskich poza granicami Cesarstwa Rzymskiego.

Dzieło zachowało się tylko w jednym egzemplarzu znalezionym w opactwie Hersfeld w Niemczech – wówczas na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego, i przeniesione zostało do Włoch w roku 1455, gdzie Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II), po raz pierwszy zbadał je i zanalizował, wzbudzając zainteresowanie pośród niemieckich humanistów, takich jak Konrad Celtis, Johannes Aventinus czy Ulrich von Hutten . Po studiach i debatach pismo to zostało uznane za autentyczne źródło obrazu starożytnej Germanii. Od momentu odkrycia dzieło o kulturze dawnych ludów germańskich jest intensywnie wykorzystywane – szczególnie w zakresie niemieckiej historii, archeologii, filologii, studiów etnologicznych, w mniejszym stopniu także w krajach skandynawskich [źródło: Wikipedia, hasło Germania (Tacyt)].

Udało mi się znaleźć bardzo dobre tłumaczenie Germanii na język polski. Jego źródłem jest to wydanie: Publiusz Korneliusz Tacyt, Germania [w:] P. Cornelius Tacitus, Germania, tłum. T. Płóciennik, wstęp, komentarz J. Kolendo, Poznań 2008, s. 62-97.  


A swoją drogą dziwię się, że nikt jeszcze nie nakręcił filmu, który byłby ilustracją dla tekstu Germanii. Nawet w Niemczech lat 30. nie zrealizowano takiego projektu. Wyobrażam to sobie jak obrazy kręcone w naturalnych krajobrazach opisanych przez Tacyta z wykorzystaniem naszej wiedzy historycznej i archeologicznej. Może jest to jakiś pomysł dla grup rekonstrukcji historycznej?


Całe dzieło jest godne szczegółowego przeczytania. Ale na pewno dla polskiego czytelnika najważniejsze będą te opisy Tacyta, które dotyczą ziem dzisiejszej Polski. Oto szczególny fragment, który świadczy o tym, że tu - na południu Polski - jesteśmy spadkobiercami Lugiów, a na Górnym Śląsku żyjemy na miejscu dawnych Hariów...
"Rozdziela bowiem i przecina Swebię nieprzerwane pasmo górskie [Rudawy-Sudety-Karpaty Zachodnie], za którym [czyli na dzisiejszych Łużycach, Śląsku i Zachodniej Małopolsce] żyją liczne ludy. Z nich najszerzej rozciąga się związek Lugiów [ger. 'zaprzysiężeni], podzielony na liczne plemiona. Wystarczy wymienić najważniejsze: Hariowie, Helwekonowie, Manimowie, Helizjowie, Nahanarwalowie. U Nahanarwalów zobaczyć można gaj [przypuszczalnie w puszczy na Górze Ślęży/Siling], miejsce starożytnego kultu, któremu przewodzi kapłan w kobiecym stroju; mówią, że bogami są tam -tłumacząc na pojęcia rzymskie - Kastor i Polluks. Taki jest ich charakter, nazywają się Alci [ger. 'uświęceni']. Nie ma tam ani posągów, ani śladu obcego ceremoniału - czczą ich jednak jako braci i jako młodzieńców. Dalej [Najpewniej na Górnym Śląsku i w Zachodniej Małopolsce] Hariowie [ger. 'wojownicy'], straszniejsi niż to wynika z ich sił, którymi przewyższają wymienione wyżej ludy; dają oni upust wrodzonej dzikości, wspomagając ją pewnymi zabiegami i dogodnym czasem. Czernią tarcze, malują ciała, do bitwy wybierają ciemne noce i samym widokiem tak złowróżbnego wojska sieją postrach wśród wrogów, z których żaden nie wytrzymuje nieznanego i zgoła piekielnego widoku. We wszystkich bowiem bitwach pierwsze ulegają oczy."
W mojej koncepcji (o której piszę i tu, i szczególnie na drugim blogu Aldrajch) nazwy germańskich plemion na ziemiach dzisiejszej Polski to nazwy germańskich rodów, sojuszy i związków religijnych. A pod tym podziałem ukrywa się substrat ludności autochtonicznej, być może indoeuropejskich, przedsłowiańskich Wenetów (Słowianie żyli już zapewne między Bugiem a Naddnieprzem).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza