piątek, 17 listopada 2017

Tolkien i pojęcie rasy


»(...) Wiele bym dał za machinę czasu. Oczywiście jednak mam umysł taki, jaki mam i pociągają mnie oraz wbijają się w pamięć sprawy o znaczeniu rasowym i językowym. Mimo wszystko mam nadzieję, że kiedyś będziesz mógł (jeśli zechcesz) zagłębić się w tę intrygującą opowieść o pochodzeniu naszego szczególnego narodu. I w gruncie rzeczy nas samych. Wyjąwszy bowiem krew Tolkienów (która już dawno temu musiała się bardzo rozrzedzić), ze stron obojga rodziców pochodzisz z Mercji, z ludu Hwicce (z Wychwood).«
(J.R.R. Tolkien, Listy, nr 95 z 1945) 
Tolkien używa w swoich tekstach i listach określenia "rasa". Myślę, że pisarz widział ludzkość – a w Śródziemiu świat wcielonych istot rozumnych – jak zbiór grup o różnych zdolnościach i cechach wrodzonych. Ci, którzy są lepiej uzdolnieni, mają obowiązek opiekować się tymi mniej uzdolnionymi. W tym świecie istnieją oczywiście rasy, ale złem jest, gdy jedne rasy wywyższają się nad inne (Elfy mają do tego pewną słabość - także upadający Númenorejczycy). Tolkien pokazuje, że można ludzi dzielić na szybszych i wolniejszych, na mądrzejszych i głupszych, a jednocześnie unikać supremacjonizmu i rasizmu.

Spójrzmy też na pozycję Shire w Ponownie Zjednoczonym Królestwie Aragorna. Shire ma szczególny przywilej, pewien pozytywny rodzaj apartheidu – żeby uchronić Hobbitów przed niebezpieczeństwami świata, Duzi Ludzie mają zakaz wchodzenia w jego granice. Nawet sam król spotyka się z hobbitami tylko na moście nad Brandywiną.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza