środa, 30 sierpnia 2017

Płyta nagrobna Michaela Tolkiena (1708–1795)
W herbie sześcioramienna gwiazda!

Jest, znalazłem ją! Mam mojego "Świętego Grala"! 

Matthaus Deisch, Kościół św. Katarzyny
Spotkali się dwaj gdańscy pasjonaci i od razu są efekty! Pisałem Wam już, że dzięki pomocy pana dr. hab. Adama Szarszewskiego z Gdańska, dotarło do mnie dziś wiele upragnionych ilustracji i opisów z trudno dostępnych książek. Pan Adam, wielki znawca dziejów i kultury Gdańska, a przy tym osoba, która ma dostęp do cennych źródeł, podzielił się ze mną dzisiaj spisem wszystkich płyt nagrobnych z kościoła św. Katarzyny, gdzie pochowani są: Michael Tolkien, jego żona Eufrozyna, ich córka Constantia Dorothea, a także czworo dzieci Constantii (ten spis znajduje się w pracy W. Drosta pt. Sankt Katharinen in Danzig, Verlag Stuttgart, Kohlhammer 1958, str. 164-177). Ja sam w zamian podzieliłem się z nim odkrytym przeze mnie dokumentem pn. "Steinbuch" (piszę o nim tutaj).

W Steinbuchu sprawdziłem, że Michael Tolkien, pochowany pod płytą nagrobną nr 37, nie był tam pochowany samotnie. Praktyka starych kościołów. Pan Szarszewski tak mi to opisał:
Co do przypadkowości pod kamieniem nagrobnym - nie w tamtych czasach. Bardzo pilnowano praw własności. To się kupowało i sprzedawało. Można sobie wyobrazić, że grób Tolkienów został sprzedany z jakiś względów panu X. Czasem pan X dopisywał siebie na starym kamieniu poprzedniej rodziny, wtedy są to bardzo cenne informacje, bo podaje dwóch właścicieli, starego i nowego. Ale często po prostu wyrzucał stary kamień i wkładał nowy ze swoimi danymi. Jest jeszcze inna możliwość innego nazwiska. Ktoś, kto kupował grób, czynił to vor sich und seine Erben czyli dla siebie i swych spadkobierców. Więc jeśli ktoś należał do rodziny (choć nazwisko było inne), to leżał w grobowcu rodzinnym, firmowanym tylko jednym nazwiskiem – pierwszego nieboszczyka. Wątpliwości wyjaśniały księgi pogrzebowe. Proszę też pamiętać, że zazwyczaj nieboszczycy z ksiąg kończyli nie pod swoją płytą w kościele, a w ossuarium, to pewno Pan wie. Struktura grobu w kościele była zazwyczaj taka, że pod płytą było zejście do komory grobowej, w której w niszach leżeli nieboszczycy, celem rozkładu. Jak ktoś umarł, wyjmowano najlepiej zgniłego i jego trumnę, a w to miejsce wkładano świeżego. Kości poprzednika do ossuarium, a trumna grabarzowi na opał do pieca na zimę (przywilej grabarza). W XIX wieku z uwagi na coraz lepszą świadomość epidemiologiczną zakazano grzebania w kościołach i pojawiły się cmentarze na obrzeżach miast, jak dziś. Tak więc stan grobów św. Katarzyny i innych kościołów Gdańska jest "zamrożony" na początek XIX wieku, kiedy Prusacy wydali stosowny zakaz. I jeszcze jedno: w 1945 kościoły były rabowane przez Armię Czerwoną, wyjmowano trumny, leżące dotąd spokojnie od czasu zakazu Prusaków i bezczelnie obdzierano z kosztowności. "Zawałka" sklepień tu i ówdzie też  swoje robiła.
W wyniku swoich badań (na podstawie danych ze Steinbucha) ustaliłem, że pod płytami Tolkienów panował całkiem spory "tłok":

Płyta nr 37:
Jantzen Daniel, Benjamin i in.
Nagelin Philip & Constantia
pani Scherer i jej dzieci
Voltz
oraz Michael Tolkien  

Płyta nr 48:
pani Diedrich,
Jantzen 
von Gehemen

oraz Euphrosyna Tolkien 

Płyta nr 84:
Bucher
Johann Conrad i in.
Bernhardt
Mallkiers
Daniel, jego żona i 4 dzieci
Rohn Daniel Elias i 2 dzieci
Constantia Dorothea Uebelin, z domu Tolkien i jej 4 dzieci

I szczęśliwie w czasach, gdy Drost pisał swoją książkę, dało się jeszcze zidentyfikować płytę nagrobną nr 37 (liczę wręcz na to, że ona wciąż tam jest, choć numer płyty się chyba zatarł...). Opisana jest ona na str. 171 tak:
91. Szary kamień (wys. 2 m, szer. 1,46 m). DANIEL JANTZEN VOR SICH UND SEINE ERBEN. Pośrodku płyty tarcza z herbem: wyprostowany lew skierowany w prawo, w klejnocie hełm z sześcioramienną gwiazdą i z wyrastającymi z niego trzema kwiatami. Poniżej napis: ANNO 1730. No. 37
Sprawdziłem już, że rodzina Jantzenów była menonickiego pochodzenia, a sam kościół św. Katarzyny to ten luterański kościół w Gdańsku, gdzie menonici musieli rejestrować narodziny, śluby i śmierć, które dokonały się w ich społeczności. Moja hipoteza robocza jest taka, że Michael Tolkien nie miał żadnej rodziny w Gdańsku. Przybył do miasta z Prus Wschodnich (np. z Heiligenbeil/Świętej Siekierki) jako czeladnik. Po 6-letniej nauce i wykazaniu się majstersztykiem, został gdańskim obywatelem i mistrzem kuśnierskim, a ożenił się z menonitką, Euphrosyną Matthießen. Rodzina Matthießenów była być może spokrewniona z Jantzenami, a gdy Michael Tolkien umarł w 1795, pochowano go w nobliwym rodzinnym grobowcu nr 37 – z herbem Jantzenów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz