sobota, 20 sierpnia 2016

27/52: Scott Carney, Śmierć na Diamentowej Górze. Amerykańska droga do oświecenia

Dobra książka dla mnie i dla każdego, kto zafascynował się w jakimś momencie swojego życia religiami i filozofiami Wschodu. Możliwe, że po lekturze tego reportażu nasze spojrzenie na wschodnią medytację i na różne formy buddyzmu - szczególnie buddyzmu tybetańskiego - nie będzie już takie, jak przedtem. U mnie na pewno jeszcze mniej entuzjastyczne. Scott Carney dokonuje rekonstrukcji zdarzeń, które w 2012 roku doprowadziły do śmierci Iana Thorsona. Dla mnie 2012 był rokiem, w którym mocno przeżywałem moje spotkanie z Tybetem i z sentymentem wspominałem swoje wizyty w buddyjskich klasztorach w tej okupowanej przez Chiny krainie. I dopiero co wróciłem z Arizony. Byłem w lipcu tego roku dość blisko miejsc, gdzie toczy się akcja Śmierci na Diamentowej Górze.

Książka wpadła w moje ręce przed wyjazdem do Norwegii i właściwie każdą wolną chwilę w pierwszych dniach mojej arktycznej podróży poświęcałem pochłanianiu jej treści. Poszedłem za tropem wcześniejszych wspaniałych lektur "Serii Amerykańskiej" Wydawnictwa Czarne - książki o scjentologach (Wrighta) oraz książki o mormonach (Krakauera). Wszystkie serdecznie polecam!

Carney mocno uderza w powierzchowną, związaną z Erą Wodnika i fascynacjami Orientem, fascynację religiami Azji, w traktowanie tych obcych tradycji jak klocków LEGO, z których można budować dowolne konstrukcje, które dodadzą naszemu życiu większego znaczenia i głębi. Opisuje, jak niebezpieczna potrafi być medytacja, droga tantry; jak zachłanni i zakłamani bywają amerykańscy i europejscy lamowie, jak bardzo wiele spraw skupia się tam wokół panowania nad ludźmi i wiąże się z chucią i lubieżnością samozwańczych guru. Na okładce widzimy amerykańskiego lamę Michaela Roacha, a obok niego jego seksualną partnerkę, Christie McNally. Roach jest wciąż postacią ważną w amerykańskim buddyzmie - McNally od 2012 r. ukrywa się. Oboje odegrali bardzo ważną rolę w życiu i śmierci Iana Thorsona.

Dobrze poznać tę historię...

Dodaję też film, który najpierw może zdziwić. Ale spokojnie, siostra Michaela Pawlik to bardzo mądra osoba. Warto jej posłuchać:


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza