czwartek, 21 lipca 2016

24/52: Frederico Avanzini, Religie Chin

Moja ulubiona seria wydawnictwa WAM. Na tym blogu opisywałem już książkę o neopoganizmie. Książkę o religiach Chin przeczytałem dość szybko. Ma tylko około 200 stron i jest napisana dość jasnym językiem. Opisuje różne nurty konfucjanizmu i taoizmu. I konfucjanizm, i taoizm starałem się troszkę poznać podczas lektur Le Guin i Gore Vidala (który opisał początki obu religii w swojej powieści Stworzenie świata).

Chiny są dla naszej myśli wielkim wyzwaniem. Przez stulecie odizolowane od świata, dziś są wielkim światowym graczem. I zbliżają się w swojej polityce do Polski (otwarty niedawno na nowo "Jedwabny Szlak" ze swoim puntem początkowym w Polsce - a w związku z tym wizyta przywódcy Chin w Polsce, jego książka promowana na Lotnisku Okęcie itd.).

Dziś chiński komunizm zdaje się czerpać garściami z propaństwowego konfucjanizmu, ale na marginesie zawsze jest anarchiczny, działający nie-działaniem taoizm. Te dwa nurty zdają się trwać w uchwycie, budować dynamiczną równowagę w Chinach. Taoizm jest moją ulubioną chińską religią. Dostrzegam w nim wręcz takie prawie "agnostyczne chrześcijaństwo". I z książki włoskiego profesora dowiedziałem się, że moje intuicje nie są tylko fantazjamatami. Istnieją nurty taoizmu, w których Tao ma pewne cechy Boga. To bardzo ciekawe. 

Polecam tę książkę tym, którzy lubią książki Ursuli Le Guin. Lepiej poznacie filozofię autorki...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza