sobota, 2 stycznia 2016

Monoteizm na celu...

Vidal w Stworzeniu świata dyskretnie zwalcza monoteizm. Ustawia go sobie jednak jako łatwego przeciwnika. W książce monoteizm reprezentowany jest przez wczesny zaratustrianizm (mazdaizm) wyznawany z początku gorliwie, potem mniej przez narratora, Cyrusa Spitamę. W jednym miejscu mówi się, że wyznawanie jedynego, wszechmocnego Boga musi za sobą pociągnąć wszelkie zło i zbrodnię. W zasadzie tylko konfucjanizm Mistrza K'unga broni się przed większą krytyką. Jednak Vidal ustawił sobie łatwego przeciwnika.

Epoka Osiowa, w której umieszcza akcję powieści, to też czas wielkich proroków Izraela - Izajasza, Eliasza i innych. Ciekawe, że w świecie Cyrusa Spitamy nie dochodzą oni w ogóle do głosu. Szczerze mówiąc właśnie tego się spodziewałem w tej książce. Może coś na ten temat znajduje się w czterech fragmentach, które w I wydaniu (na którym oparte jest wydanie polskie) zostały usunięte przez wydawcę (a zostały opublikowane przez Vidala w wydaniach z XXI w.)? 

Jedyny monoteizm w książce to wiara Zaratustry. Wielkie pytania metafizyczne i etyczne, w tym pytanie o źródła zła, nie znajdują u wyznawcy Ahura Mazdy tej odpowiedzi, którą być może umiałby wskazać Eliasz albo inni wielki prorok Jahwe... Jak dyskutować z buddyzmem albo taoizmem, gdy główny bohater wyznaje wiarę w Boga-Który-Został-Stworzony, w boga, który nie jest transcendentny wobec stworzonej rzeczywistości? 

Ale dla Gore Vidala żydowska religia tego czasu jest być może nic nie znacząca, a może wręcz godna pogardy...


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza