piątek, 9 stycznia 2026

Tolkien: "Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi"

J.R.R. Tolkien był wielkim przeciwnikiem lewicy, socjalizmu, komunizmu. Lewacki ruch studencki końca lat 70. XX wieku drażnił go politycznie, ale Profesor miał także do niego uraz osobisty. Wiedział, że w paradoksalny sposób jego Władca Pierścieni stał się dla kontestatorów dawnego świata swoistą "Biblią". Bardzo go to z jednej strony dziwiło, z drugiej denerwowało (polecam tekst "Hobbici czy hipisi" z 1971 r.). Było to zaiste paradoksem: pan w średnim wieku pisze swój konserwatywny epos, a w pewnym momencie wszyscy łączą te książki tylko i wyłącznie z hipisami, demonstrującą młodzieżą, narkotykami, psychodelią itd.

Ta tradycja zawłaszczenia Tolkiena przez lewicujących kontestatorów i twórców społeczeństwa alternatywnego jest obecna i dziś. Spór odżywa w związku z ruchem woke ("przebudzonych/świadomych") i woke'owymi interpretacjami Tolkiena (serial Amazona, konferencja Tolkien Society o genderowej i woke'owej interpretacji Tolkiena itp.). 

Dlatego warto przypomnieć słowa J.R.R. Tolkiena z jego listu z 1970 roku, gdy opisuje demonstrujących studentów w Nottingham (niektórzy mieli nawet "tolkienowskie" transparenty):

«[...] Sam tego nie widziałem, ale powiedziano mi później [...], że niektórzy ze studentów mieli transparenty z napisem WIWAT TOLKIEN. Obawiam się, że ani nie sprawia mi to przyjemności, ani nie zmniejsza mojej irytacji. Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi. A gdyby można stwierdzić to nie jest jasne że osoby trzymające te transparenty stanowiły grupę opozycjonistów wyrażających przeprosiny, to nie życzę sobie być odróżniany krzywdząco od innych. Bardziej inteligentne odczytanie moich książek pozwoliłoby zrozumieć, że czułbym się bardziej uhonorowany ich milczeniem i całkowitym odcięciem się od tych chuliganów. [...]» [Listy, nr 315a]

Co łączy tamtych studentów z dzisiejszymi aktywistami woke? Pozornie są to różne zjawiska. Ruch studencki 1968 roku atakował system, zaś ruch woke zarządza systemem. Doszło też ewolucyjnie do zmiany: od dążenia do indywidualnej wolności w dążenie do kolektywnego uznania.

Rok 1968 to marksizm kulturowy, psychoanaliza, egzystencjalizm (np. Herbert Marcuse).

Woke to poststrukturalizm, teoria władzy i dyskursu (np. Michel Foucault).

Jak doszło do tego, że potomkowie ruchu studenckiego 1968 roku są dziś często aktywistami woke? Otóż każda rewolucja, która przeżyje swoje dzieciństwo i zwycięży (a rewolucja 1968 roku zwyciężyła w naszym świecie), rodzi nowych strażników — nie dlatego, że zdradzili ideały, lecz dlatego, że chcą je ocalić.

Dzisiejsze woke (z którym ja się na przykład spotkałem w strukturach zachodnich towarzystw skupiających fanów... Tolkiena) przypomina pod wieloma względami hunwejbinów, rewolucję kulturalną w Chinach. Oba zjawiska łączy przekonanie, że problem ludzkości tkwi w świadomości i języku, a nie tylko w czynach. Dlatego na przykład dziś w Polsce obserwujemy walkę o język (narzucanie przez system, przez dziennikarzy liberalnych itd. nietradycyjnych feminatywów, zwrotów "neutralnych" płciowo itd.).

Ruch woke przypomina rewolucję kulturalną nie tym, co robi, lecz jak myśli. Łączy je wspólny schemat

  • świat jest podzielony moralnie,
  • podejrzliwość zastąpiła dialog,
  • czystość ideologiczna jest ważniejsza niż pluralizm (stąd "cancel culture" i "gatekeeping"),
  • ważna jest permanentna mobilizacja, ciągłe, trwałe "przebudzenie" (bycie "woke")

Rewolucja kulturalna była brutalnym totalitaryzmem, zaś woke jest miękką rewolucją moralną, ale oba zjawiska łączy przekonanie, że zbawienie społeczeństwa wymaga nieustannego „oczyszczania ludzi”.

Nieustanne "oczyszczanie ludzi" oraz używanie do tego aparatu i autorytetu władzy (w gazetach, na uczelniach, w stowarzyszeniach czy w państwach przejętych przez takich aktywistów) to coś zgoła ANTYTOLKIENOWSKIEGO. Warto o tym pamiętać, gdy lubimy hobbitów i Aragorna, a jednocześnie obserwujemy współczesne "wojny kulturowe" i przemoc rewolucji kulturalnej XXI wieku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz