poniedziałek, 16 lutego 2026

Tom Bombadil in unpublished letters

Tom Bombadil by Borja Pindado

I've been asked to quote from unpublished letters from my collection that mention Tom Bombadil.  Here are the excerpts.

[And by the way thank you to my Patrons. You can always support my research and my art at PayPalMe. This is my Tolkien Ancestry Fund. Hearty hennaid!]

____________________________________ 

(1) From a letter written to Przemysław Mroczkowski by J.R.R. Tolkien on 20-26 January 1964. A private letter about domestical problems. Also some thoughts on the nature of Tolkien’s opus and Tom Bombadil’s nature:

I am grateful for what you say of my opus, and I think you are right: this simultaneity of different planes of reality touching one another and so affecting others, but tangentially, was part of the not so much intended, but deeply felt idea that I had. In the case of the Elves this is explicit (I 93-94). Beyond that too I feel that no construction of the human mind, whether in imagination or the highest philosophy, can contain within its own ‘englobement’ all that there is, or even reduce all that the constructor knows to part of his construction. There is always something left over that demands a different or larger construction to ‘explain’ it or relate it to the rest. It is like a ‘play’, in which, hardly obvious enough perhaps to disturb attention or create the spell for a spectator, there are noises that do not belong, chinks in the scenery that let out a gleam which is not pertinent. They can only be explained, or related to the ‘play’ by reference to a different world and plane; that of the author and producer and his servants: stage-hands and lighting-experts. 

   This is why I left Tom Bombadil in and did not ‘tinker’ with him though much tempted to do so in the ‘Council of Elrond’, to bring him into the historical pattern. 
   I have received a number of queries (puzzled or actually querulous) about him. The truth is that, as far as I was concerned, he just walked in, at the necessary point, and behaved as he would. But he does not belong to [the] main pattern – even if, since he co-existed, he affects it – and it would involve a larger and different ‘history’ to account for him. He was wholly unaffected by the Ring, and could juggle with it contemptuously — though he did not like it. He was therefore wholly outside the closed circle of power and domination and hostilities in which all the other creatures are enmeshed. He could have been ‘called to order’ by cutting out or altering the passage on I 144; but I could not do that. I know he behaved like that, and to deny it, for the sake of consistency, would be wrong, and the ‘consistency’ less real than the mystery. I hope I do not bore you. When another talks of his work, when indeed anyone applies the clumsy instrument of analysis and ‘explanation’ in words to any literary work, large or small, it must always sound as if the ‘critic’ thinks the thing far better and more important than it is — or than he probably thinks that is when not on his critical ‘high horse’.
(2) From a letter written to Tom Loback by Christopher Tolkien on 1 June 1986:

I do not think that one should seek to make too precise and comprehensive structure from my father's works. My "History of Middle-earth" has as a main purpose to set out that history as above all a growth and evolution, changing profoundly in its bearings as the years passed. Thus also Tom Bombadil was certainly not one of the wizards, nor (I think) does it really help to classify him as a Maia. My father said as much as can be said on the subject in one of his letters (Letters of J.R.R.Tolkien no.153, September 1954). (...)

Po polsku:

(1) Z listu napisanego przez J.R.R. Tolkiena do Przemysława Mroczkowskiego w dniach 20–26 stycznia 1964 roku. Prywatny list o problemach rodzinnych. A także kilka refleksji na temat natury dzieła Tolkiena i natury Toma Bombadila: 

Jestem wdzięczny za to, co mówisz o moim dziele i myślę, że masz rację: ta jednoczesność różnych płaszczyzn rzeczywistości, stykających się ze sobą i w ten sposób oddziałujących na inne, ale pośrednio, była częścią nie tyle zamierzonej, co głęboko odczuwanej idei, którą miałem. W przypadku elfów jest to wyraźne (I 93-94). Poza tym czuję również, że żadna konstrukcja ludzkiego umysłu, czy to w wyobraźni, czy w najwyższej filozofii, nie może zawrzeć w swoim własnym „pochłanianiu” wszystkiego, co istnieje, ani nawet sprowadzić wszystkiego, co konstruktor wie, do części swojej konstrukcji. Zawsze pozostaje coś, co wymaga innej lub większej konstrukcji, aby to „wyjaśnić” lub powiązać z resztą. To jak „sztuka”, w której - być może nie na tyle wyraźnie, by zakłócić uwagę lub stworzyć urok dla widza - są dźwięki, które nie pasują, szczeliny w scenografii, które uwalniają nieistotny blask. Można je wyjaśnić lub powiązać z „sztuką” jedynie poprzez odniesienie do innego świata i płaszczyzny; autora, producenta i jego pracowników: techników scenicznych i ekspertów od oświetlenia. 
   Dlatego zostawiłem Toma Bombadila i nie „majstrowałem” przy nim, choć bardzo kusiło mnie, by to zrobić w „Naradzie u Elronda”, aby wprowadzić go w historyczny schemat. 
   Otrzymałem wiele pytań (zdziwionych, a wręcz pełnych pretensji) na jego temat. Prawda jest taka, że ​​moim zdaniem po prostu wszedł, w odpowiednim momencie, i zachowywał się tak, jak chciał. Ale nie należy on do głównego schematu – nawet jeśli, skoro współistniał, ma na niego wpływ – i wymagałoby to szerszej i innej „historii”, aby go uwzględnić. Pierścień nie miał na niego żadnego wpływu i Tom mógł nim żonglować z lekceważeniem – choć go nie lubił. Znajdował się zatem całkowicie poza zamkniętym kręgiem władzy, dominacji i wrogości, w który uwikłane są wszystkie inne stworzenia. Można by go „przywołać do porządku”, wycinając lub zmieniając fragment w punkcie I 144; ale ja nie mogłem tego zrobić. Wiem, że tak się zachowywał, a zaprzeczanie temu dla zachowania spójności byłoby błędem, a „spójność” jest mniej realna niż tajemnica. Mam nadzieję, że Cię nie zanudzam. Kiedy ktoś mówi o swojej twórczości, kiedy ktokolwiek stosuje nieporęczne narzędzie analizy i „wyjaśnienia” słowami do jakiegokolwiek dzieła literackiego, dużego czy małego, zawsze musi to brzmieć tak, jakby „krytyk” uważał rzecz za o wiele lepszą i ważniejszą, niż jest w rzeczywistości – lub niż prawdopodobnie uważa, gdy nie siedzi na swoim „wysokim koniu” krytyki.

(2) Z listu napisanego przez Christophera Tolkiena do artysty Toma Lobacka dnia 1 czerwca 1986 r.:

Nie sądzę, aby należało tworzyć zbyt precyzyjne i wyczerpujące struktury na podstawie dzieł mojego ojca. Głównym celem mojej Historii Śródziemia jest przedstawienie tej historii przede wszystkim jako rozwoju i ewolucji, która z biegiem lat ulegała głębokim zmianom. Zatem Tom Bombadil z pewnością nie był jednym z Czarodziejów, ani też (jak sądzę) nie ma sensu klasyfikować go jako Majara. Mój ojciec napisał na ten temat tyle, ile się dało, w jednym ze swoich listów (Listy J.R.R. Tolkiena nr 153, wrzesień 1954) [...].

niedziela, 8 lutego 2026

Polscy Tolkienowie!

Syn Profesora Tolkiena, Michael, w 1963 roku pisał w liście, który opublikowałem w ubiegłym roku (zobacz koniecznie tutaj):

W Anglii nie ma zbyt wielu Tolkienów, wszyscy są dość blisko spokrewnieni i mogą powiązać swoje pochodzenie ze wspólnym przodkiem. Mój znajomy z czasów wojny, oficer wywiadu, natknął się w Polsce na hrabiego Tolkieńskiego, którego rodzina mieszkała tam od czasów rewolucji francuskiej – a sam Tolkieński był dobroczyńcą pobliskiego miasta, którego główna ulica nosiła jego imię. Nie udało mi się jednak prześledzić tego fascynującego wydarzenia w historii Tolkienów.

Hrabia Tolkieński to zapewne nieprawdziwa informacja (ale tutaj apel do moich drogich Czytelników, bo może ktoś się jednak na niego natknął, albo wie o jakimś mieście z ulicą Tolkieńskiego?). Natknąłem się jednak na prawdziwych polskich Tolkienów. Spójrzcie na to zdjęcie (za którego przysłanie dziękuję mojemu koledze Konstantynowi, którego relację z Natangii i miejsc, w których żyli przodkowie Profesora, znajdziecie tutaj): 

Cmentarz w polskiej wsi Indura koło Grodna (dziś Białoruś)

Oto pan Mieczysław Tolkien z polskiej, katolickiej wsi Indura na dzisiejszej Białorusi, blisko Grodna (mam więcej zdjęć z tego cmentarza i najczęściej to nazwisko zapisuje się Tołkin). Indura, Indura — gdzie o niej czytaliśmy? Jest już Indura na moim blogu (ten blog staje się powoli księgą powiązanych ze sobą różnorakich wątków). Z Indurą wiążą się losy zaginionego (ale wciąż żyjącego w genach wielu z nas, w tym mnie i... angielskich Tolkienów) ludu Jaćwięgów (czytaj tutaj). Księgi parafialne z Indury i okolic pokazują wśród tamtejszych Polaków rodzinę, która swoje nazwisko zapisywała: Tołkin, Tołkiń, Tołkień. 

Tołkinowie z dzisiejszej Białorusi na Genetece

I od razu przypomina nam się postać artysty rzeźbiarza z Gdańska, zmarłego już niestety Wiktora Tołkina (oto jego biogram na Wikipedii). 

Wiktor Tołkin (1922-2013)

Tutaj Wiktor Tołkin na stronie genealogicznej Wielcy.pl:

Wiktor Tołkin pochodził od Tołkinów herbu Ostoja, którzy mieli swój maleńki majątek w kolonii Tołkacze niedaleko Sokółki. Z Indury do Tołkaczy jest w linii prostej tylko 25 kilometrów. Udało mi się zrekonstruować dzieje przodków Wiktora Tołkina na podstawie zapisów metrykalnych, takich jak ten:


Źródło: Geneteka

_____________________________________________________________

TOŁKIN (zawołanie Ostoja)

Kolonia Tołkacze Małe na Uroczysku na skraju Puszczy Knyszyńskiej, u stóp wzgórza morenowego, niedaleko Sokółki (być może nazwa kolonii Tołkacze pochodzi od nazwiska Tołkin i tematu nazwiska na tołk- "rozum, sens; tłumaczenie". Samo nazwisko > tołkin, przym. "ten, który odznacza się rozumem, umiejętnością wyjaśniania, tłumaczenia"). 
 
Spotykamy tam na przełomie XVIII i XIX w. kolonistę Jakuba Tołkina (1761-1834), syna Jana (Pawła?) Tołkina, z żoną Magdaleną z domu Sobolewską. Z aktu pogrzebu owego Jakuba Tołkina z 1834 dowiadujemy się, że był szlachetnie urodzony, że był wojskowym ("był niegdyś w wojsku polskim i miał oddział), że był kolonistą. Na płycie nagrobnej czytamy, że był "setnikiem Wojsk byłej Rzeczypospolitej Polskiej"). Był synem Jana (Pawła?) Tołkina. Ich dzieci to: Franciszek, Dominik (który zginął w powstaniu styczniowym i pochowany jest w zbiorowej mogile w Lesie Gródzkim: "Dominik Tołkin, oficer, dowódca oddziału w partii Duchyńskiego i Wróblewskiego, poległ pod Łukawicą, wg innych poległ pod Sokołowem w Podlaskiem 17 września 1863 r."), Onufry, Rafał, Franciszka i Anastazja. Mieszkali w wymienionym wyżej dworze w Uroczysku Małych Tołkaczach. Dziś nie ma tam już żadnego domu. 
Onufry Tołkin (1810-1886), syn Jakuba, z żoną Ludwiką z domu Chodakiewicz miał syna Leona Tołkina (a także Konstantego, Kazimierę, Gabrielę, Paulinę, Apolonię i Annę).
|
Leon Tołkin (1848-1928) z żoną Malwiną z domu Pilcicką miał syna Dominika Tołkina (a także Zofię, Scholastykę, Antoninę, Józefa i Karolinę).
|
Dominik Tołkin (1891-1973) z żoną Marią z domu Fogielewicz mieli tylko jedno dziecko, syna Wiktora Tołkina (ur. 1922), tego właśnie znanego artystę rzeźbiarza z Gdańska. 
|
Wiktor "Ostoja" Tołkin, uczestnik Powstania Warszawskiego ma skromną mogiłę w Gdańsku.
_____________________________________________________________ 

Z ksiąg parafialnych z okolic Sokółki i Indury wynika, że być może tylko potomkowie Jakuba Tołkina z Tołkaczy byli szlachtą (czy jest możliwe, że herb Ostoja i tytuł szlachecki zyskali dzięki służbie Rzeczypospolitej w XVIII w.?).

Chętnie nawiązałbym kontakt z żyjącymi potomkami tego rodu. Ciekawie byłoby przeprowadzić testy DNA, bo kto wie, kto wie, może jednak będzie jakiś genetyczny związek z Tolkienami z Anglii, a to dlatego, że Tolkienowie z Anglii, jak wiemy dzięki moim badaniom Tolkien Ancestry pochodzą od Prusów, a być może wcześniej od Jaćwięgów z okolic późniejszego Grodna? Badania genetyczne Tolkienów opisałem najdokładniej tutajtutaj i tutaj

Herb Ostoja ma pewne wątki wspólne (sam układ z figurami ustawionymi naprzeciwko siebie na czerwonym polu) z herbem rycerskich Tolkienów z Prus (herb Luzjański):

Herb Ostoja

Herb Tolk I inaczej Luzjański

Jeżeli jakimś cudem Tolkienowie z Prus i Tołkinowie z ziemi grodzieńskiej mieli ze sobą coś wspólnego, to być może ich pierwotny herb z Prus (Luzjański) został zapamiętany w XIX w. jako Ostoja przez pewne odległe podobieństwo (widoczne na przykład na małej, pozbawionej barw pieczęci). 
 
I bardzo ważne: wieś Tołkiny koło Kętrzyna w dawnych Prusach nie ma nic wspólnego z tym nazwiskiem (o tej wsi przeczytaj tutaj). Forma Tołkiny to chrzest powojenny, w czasach dawniejszych nigdy ta wieś się nie nazywała Tołkiny. Nosiła od samego początku nazwę Tolksdorf i była w rękach rodu Tolk von Markelingerode (z tym herbem, który widzimy u góry jako Luzjański), który w XV wieku nazywano Tolkyn, l.mn. Tolkynen (stąd małomądra informacja w wielu opracowaniach na temat Tolksdorfu, dzisiejszych Tołkin, że przed 1945 wieś nazywała się "Tolkynen").

piątek, 30 stycznia 2026

Ta, która nie odeszła z Omelas


Bardzo mnie zasmuciła książka Ursuli K. Le Guin wydana niedawno w Polsce (Rzeźbię w słowach, Prószyński, tłum. T. Wilusz), gdzie chyba już w czwartym eseju ("Jak to kiedyś było") pisze ona, że nie byłoby jej literatury, gdyby nie zdecydowała się w młodości na... aborcję. Le Guin wręcz w swoich wystąpieniach "chwaliła się" przeprowadzeniem aborcji. I tu od razu przypomina mi się nagradzane opowiadanie Le Guin Ci, którzy odchodzą z Omelas, gdzie istnienie i dobrobyt pewnego kraju opiera się na cierpieniu uwięzionego dziecka.

A może jej wybitna literatura wyrasta z poaborcyjnego, nieuświadomionego cierpienia?

"Narrator opisuje Omelas jako idealną, utopijną krainę, której obywatele są inteligentni, wyrafinowani i kulturalni. Nie ma tam żołnierzy, królów, kapłanów ani niewolników. Miejsce to jest porównywane do cudownej krainy z bajki. Ale, by Omelas mogło działać w ten sposób i zachować swój stan, jedno dziecko musi pozostać nieszczęśliwe, trzymane w brudzie, ciemności i nędzy. Obywatele Omelas w pewnym wieku dowiadują się prawdy, która ich szokuje. Niektórzy zostają, nieliczni odchodzą".

[A przy okazji, zajmuję się też genealogią Ursuli K. Le Guin, zarówno rodem Kroeberów, jak i rodu jej mamy, rodziny Kracaw; obie rodziny przybyły do Ameryki z Niemiec, związane były z duchowieństwem luterańskim (Ursula wśród przodków miała wielu pastorów, nie zaś rabinów, jak myślą niektórzy). Czyste niemieckie pochodzenie. Nazwisko Kracaw nie pochodzi od naszego Krakowa, a raczej od nazwy miejscowej na terenach niemieckojęzycznych — jest i było tam wiele miejscowości o nazwie Krakaw, Krakau, np. w Prusach. Rodzice Ursuli Le Guin i ona sama przyjęli i rozwijali idee antropologa żydowskiego pochodzenia, Franza Boasa: kulturalny relatywizm oraz historyczny partykularyzm. Świetnie genezę i opis tych idei boasowskich opisał "wyklęty" prof. K. MacDonald w Kulturze krytyki (Wydawnictwo Aletheia 2019). Czytajcie Kulturę krytyki, bo to jedna z najlepszych książek. Pomaga zrozumieć dzisiejszy świat!] 

niedziela, 25 stycznia 2026

Wyznanie religijne dziadków Tolkienów i Suffieldów

"Ja jednak wyszedłem z Egiptu i modlę się do Boga, by moje ziarno tam nie powróciło. Byłem świadkiem (na wpół świadomie) heroicznych cierpień i przedwczesnej śmierci — w skrajnym ubóstwie — mojej matki, która przyprowadziła mnie do Kościoła, oraz spotkałem się z niezwykłą życzliwością Francisa Morgana. Ale od samego początku zakochałem się w Przenajświętszym Sakramencie [...]"
 
J.R.R. Tolkien w liście nr 250 (1963 r.) 

Czas wreszcie tę sprawę rozjaśnić i prosto opowiedzieć, bo w oficjalnych biografiach mamy tu pomieszanie z poplątaniem. J.R.R. Tolkien i jego brat Hilary zostali przyjęci do Kościoła rzymsko-katolickiego wraz z ich mamą Mabel Tolkien w roku 1900. W jednym z wcześniejszych wpisów [tutaj] podałem, że wiosną roku 1900 Mabel Tolkien i jej siostra, May Incledon, rozpoczęły swoje nauki i przygotowania do wstąpienia do Kościoła rzymsko-katolickiego. Ten ruch oddalił wkrótce Mabel i jej synów od rodziny i spowodował wiele cierpień, gdy Tolkienowie oraz Suffieldowie zaprzestali wspierać ją finansowo i uczuciowo. Oto list, który May wysłała do Mabel:

»Drogie moje Kochanie!

Spróbowałam odmówić moje modlitwy i dotarło do mnie z całkowitą pewnością, że muszę poddać się temu, co może przyjść i czuję pewność, że mamy rację to robiąc... Och, Kotku, moje serce jest jak wielka kapusta – Twoje też? Ale mój umysł jest czysty jak kryształ i szczęśliwy, bo odczuwa pewność

Siostry zostały przyjęte do Kościoła katolickiego w czerwcu 1900, choć mąż May stanowczo zakazał jej chodzenia na msze. May znalazła potem pociechę w spirytualizmie. Co stałoby się z katolicyzmem małego J.R.R. Tolkiena, gdyby żył jego tata?

Ale do jakich odmian chrześcijaństwa należały rodziny Tolkienów i Suffieldów? W oficjalnych biografiach podaje się, że Tolkienowie byli baptystami, zaś Suffieldowie metodystami i unitarianami. Okazuje się, że było zupełnie inaczej. 

Prześledziłem wpisy w księgach parafialnych dziadków J.R.R. Tolkiena. Wynik tych badań opisywałem już wcześniej na blogu, ale teraz mogę to w jednym zwartym tekście potwierdzić.

Grandparents: John Benjamin & Mary Jane Tolkien
John & Emily Jane Suffield 

[1] Tolkienowie z Birmingham nie mieli nic wspólnego z baptystami. Należeli oni do ewangelikalnej wspólnoty zwanej po angielsku Independants albo Independents (chyba można ich nazywać po polsku independystami/kongregacjonalistami [tutaj]), która wywodziła się z kalwinistycznego metodyzmu związanego z tzw. Countess of Huntingdon's Connexion [tutaj]. Do tego wyznania należał już prapradziadek Profesora Tolkiena, John Benjamin Tolkien I, urodzony w Gdańsku w 1752 (w rodzinie luterańsko-pietystycznej), a zmarły w Londynie z 1819. Generalnie grupa ta chrzciła dzieci (wszyscy przodkowie Arthura byli ochrzczeni w dzieciństwie), czyli nie nazywałbym ich baptystami, którzy chrzczą dorosłych (już prędzej pedobaptystami, bo ten termin się tam pojawia). Wyznawali oni Konfesję Westminsterską. Tolkienowie w Birmingham chodzili do independenckiej kaplicy Union Chapel, a związani też byli z Ebenezer Chapel. Mary Jane Stowe, babcia Profesora, urodziła się w czerwcu 1833 i ochrzczono ją w Ebenezer Chapel w październiku 1833. Dodajmy do tego, że u Tolkienów independyzm łączył się też z aktywnością w angielskim wolnomularstwie [tutaj]. Z dokumentów z Bloemfontein wynika zaś, że Arthur R. Tolkien był zaś zaliczony w poczet anglikanów. Dlatego J.R.R. Tolkien miał chrzest anglikański w katedrze św. Andrzeja w Bloemfontein (Wolne Państwo Orania, dziś RPA).

Union Chapel, Handsworth, Birmingham

Jedna z ksiąg parafialnych independystów z Birmingham

[2] Za to Suffieldowie byli baptystami partykularnymi (ang. Particular Baptists). Baptyści partykularni to XVII-wieczny angielski ruch separatystyczny, znany jako pierwotni baptyści reformowani, którzy przyjęli chrzest wiary (kredobaptyzm), jednocześnie trzymając się teologii kalwińskiej. Definiuje ich wiara w „szczególne odkupienie” (lub ograniczone zadośćuczynienie), co oznacza, że Chrystus umarł tylko za wybranych. Generalnie wyznają oni Drugie Londyńskie Wyznanie Wiary z 1689 roku. W Birmingham rodzina Suffieldów chodziła do kaplicy takich właśnie partykularnych baptystów przy Cannon Street. Nie umiem znaleźć potwierdzenia informacji Carpentera, że John Suffield wychował się jako metodysta, a potem przeszedł na unitarianizm (związany z brakiem wiary w Trójcę Świętą). Ale Mabel została ochrzczona w Kościele anglikańskim w wieku 21 lat w 1891 w Bloemfontein (jednym z jej rodziców chrzestnych był jej narzeczony, Arthur R. Tolkien).

Meeting House baptystów partykularnych (m.in. Suffieldów)

Na dole ojciec Mabel Tolkien ochrzczony w 1833 w zborze baptystów
(Źródło: Ancestry.com)

Czyli gdy urodził się J.R.R. Tolkien, jego rodzice byli anglikanami z korzeniami nonkonformistycznymi (czyli dysydenckimi, bo tak anglikanie nazywali zbiorowo nieanglikańskie wyznania protestanckie). Wbrew temu, co piszą biografie, Edith Mary Bratt, przyszła żona J.R.R. Tolkiena była ochrzczona w Kościele metodystycznym, ale około 1909 być może przeszła na anglikanizm. Warto też wiedzieć, że dziś potomkowie Christophera Tolkiena (który opuścił Kościół Katolicki około 1964 roku) są bliżsi judaizmowi reformowanemu ich matek niż katolicyzmowi słynnego Dziadka/Pradziadka.  


In English:

[1] The Tolkiens from Birmingham had nothing to do with Baptists. They belonged to an evangelical community known in English as Independents, which originated from Calvinistic Methodism associated with the so-called Countess of Huntingdon's Connexion. Professor Tolkien's great-great-grandfather, John Benjamin Tolkien I, was already a member of this denomination. He was born in Gdańsk in 1752 (into a Lutheran-Pietist family) and died in London in 1819. Generally, this group baptized children (all of Arthur's ancestors were baptized in childhood), so I wouldn't call them Baptists who baptize adults (more likely Paedobaptists, as that term appears there). They followed the Westminster Confession. The Tolkiens in Birmingham attended the independent Union Chapel and were also associated with Ebenezer Chapel. Mary Jane Stowe, who belonged to Ebenezer Chapel, was born in June 1833 and baptized in that community in October 1833. Furthermore, for the Tolkiens, independence was also linked to activity in English Freemasonry. Documents from Bloemfontein indicate that Arthur R. Tolkien was counted among the Anglicans. Therefore, J.R.R. Tolkien was baptized as an Anglican at St. Andrew's Cathedral in Bloemfontein (Orange Free State, today South Africa).
 

[2] The Suffields, on the other hand, were Particular Baptists. Particular Baptists are a 17th-century English separatist movement, known as the Original Reformed Baptists, who accepted the baptism of faith (credobaptism) while adhering to Calvinist theology. They are defined by their belief in "particular redemption" (or limited atonement), meaning that Christ died only for the elect. They generally adhere to the Second London Confession of Faith of 1689. In Birmingham, the Suffield family attended the chapel of these particular Baptists on Cannon Street. I cannot find the confirmation of H. Carpenter's claims that "John Suffield had been brought up at a Methodist school, and was now a Unitarian". However, Mabel was baptized into the Church of England at the age of 21 in 1891 in Bloemfontein (one of her godparents was her fiancé, Arthur R. Tolkien).

So, when J.R.R. Tolkien was born, Tolkien, his parents were Anglicans with nonconformist roots (or dissidents, as Anglicans collectively referred to non-Anglican Protestant denominations). Contrary to what biographies write, Edith Mary Bratt, the future wife of J.R.R. Tolkien, was baptized in the Methodist Church. It's also worth noting that today, the descendants of Christopher Tolkien (who left the Catholic Church around 1964) are closer to the Reformed Judaism of their mothers than to the Catholicism of their famous grandfather/great-grandfather. 
 

 

czwartek, 22 stycznia 2026

Scull i Hammond o "Wierze Tolkiena" H. Ordway

 

Książkę Holly Ordway Wiara Tolkiena kupicie 
w księgarni Wydawnictwa Esprit (tutaj)
  

Holly Ordway, Wiara Tolkiena. Biografia duchowa — recenzja z blogu Ch. Scull i W. Hammonda, najwybitniejszych dziś badaczy życia i twórczości J.R.R. Tolkiena. Czyli ważna rezenzja!

"Ważnym aspektem życia Tolkiena, któremu zbyt mało uwagi poświęcają biografie, jest jego wiara. W 1892 roku został ochrzczony w kościele anglikańskim; jego matka, pierwotnie unitariańska, przeszła na anglikanizm zaledwie rok wcześniej, wkrótce po ślubie z Arthurem Tolkienem. Mabel i jej dwaj synowie pozostali w Kościele Anglii do końca 1899 lub początku 1900 roku, kiedy to owdowiała, żyjąc w trudnych warunkach i najwyraźniej niezadowolona z anglikańskiej nauki religii dostępnej w pobliżu, zaczęła zgłębiać katolicyzm. Wiosną 1900 roku podjęła naukę w Kościele rzymskokatolickim i – nawracając się po raz drugi – została formalnie przyjęta do wspólnoty katolickiej w czerwcu tego samego roku. Sam Tolkien przyjął bierzmowanie w Boże Narodzenie 1903 roku, mając prawie dwanaście lat, i pozostał gorliwym katolikiem do końca życia.

Większości tych faktów można dowiedzieć się z biografii Carpentera, i niewiele więcej. Dlaczego? Sam Carpenter nie był katolikiem, a wręcz nie był wierzący w momencie pisania swojej książki, choć jego ojciec był anglikańskim biskupem Oksfordu. Mógł czuć się niekompetentny do zajmowania się katolicyzmem Tolkiena; bardziej prawdopodobne jest, że kwestie wiary zostały pominięte z tego samego powodu, dla którego długiej karierze akademickiej Tolkiena nie poświęcono należnego jej miejsca – by zachować nieco krótką i ogólną biografię (jej pierwsze wydanie liczy zaledwie około trzystu stron). Kiedy w 2014 roku ukazała się książka Raymonda Edwardsa Tolkien, z zadowoleniem odkryliśmy, że biograf w końcu poświęcił rozdział „Tolkienowi katolikowi”, choć był to jedynie dodatek. Teraz widzimy, że jest on skromny, liczy zaledwie dziewięć stron i koncentruje się głównie na wpływie religii Tolkiena na jego twórczość; w rzeczywistości sami zajmowaliśmy się tym tematem szerzej w haśle „Religia” w The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.

Książka Holly Ordway Wiara Tolkiena. Biografia duchowa (Word on Fire Academic, 2023) pokazuje, jak wiele jeszcze warto wiedzieć o Tolkienie jako katoliku i chrześcijaninie. Ponieważ sama Ordway przeszła z anglikanizmu na katolicyzm, wnosi do swojej książki osobiste współodczuwanie z Tolkienem. Mieszkała również przez pewien czas w Anglii i uczęszczała do niektórych z tych samych kościołów, do których uczęszczał Tolkien. Jednak to jej dociekliwość, głębia i zakres badań najbardziej rekomendują jej pracę jako niezbędną pozycję w badaniach nad Tolkienem.

Jak pisze we wstępie, „do tej pory nie powstało żadne pełne opracowanie biograficzne, które szczegółowo przedstawiałoby wiarę Tolkiena. W rezultacie zbyt łatwo było po prostu przeoczyć znaczenie jego życia religijnego, pozwolić, by nieprzeanalizowane założenia historyczne lub kulturowe wpływały na nasz pogląd na nie lub postrzegać je jako czysto prywatny wyraz jego osobowości” (s. 4–5). Wiara Tolkiena, jak Ordway jasno zaznacza, nie jest „pełnym opracowaniem biograficznym” Tolkiena ani analizą jego pism, lecz raczej relacją z rozwoju religijności w jego życiu, z rodziną, przyjaciółmi i wydarzeniami, które w razie potrzeby były w nim uwzględniane. Rozwój ten, jak zauważa Ordway, był „ciągłym procesem wzrostu i dojrzewania”, który autorka śledzi mniej więcej chronologicznie. 

Wiara Tolkiena jest zatem uzupełnieniem ogólnej biografii Tolkiena, takiej jak Carpentera czy Edwardsa, wypełniając luki, o których istnieniu entuzjaści Tolkiena mogli nie wiedzieć. My sami, nie będąc ani katolikami, ani praktykującymi chrześcijanami, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wiele jeszcze pozostało do poznania o Tolkienie i jego religii. Byliśmy zainteresowani, na przykład, czego mogliśmy nigdy nie rozważyć, faktem, że Tolkien nie został przyjęty do Kościoła automatycznie wraz z nawróceniem matki, ponieważ w wieku ośmiu lat osiągnął „wiek rozumu”. Dlatego też zostanie katolikiem, a następnie wytrwanie w Kościele było zawsze jego własną decyzją. Niestety, wciąż nie wiemy, a być może nigdy się też nie dowiemy, o ile nie poznamy prywatnych dokumentów rodzinnych, jakie myśli żywiła Mabel Tolkien, rozważając przejście na katolicyzm. Musiała o tym opowiedzieć przynajmniej siostrze, ponieważ sama May Incledon została katoliczką, choć tylko na krótko, powracając do Kościoła anglikańskiego na polecenie męża.

Wiara Tolkiena to obszerny tom, liczący prawie pięćset stron, bez żadnych zbędnych informacji. Chociaż zgłębianie przez Ordwaya życia religijnego Tolkiena jest od czasu do czasu przerywane lekcjami historii – na przykład o stosunku do katolików w angielskim społeczeństwie i prawie, a także o powstaniu Oratorium w Birmingham – są one trafne i zajmujące. Szczególnie pomocne są wyjaśnienia liturgii, praktyk i modlitw katolickich; na przykład na jednej stronie Ordway omawia (w formie notatek) logikę Niepokalanego Poczęcia i dogmat o Wniebowzięciu Maryi. Dodatek zawiera istotne teksty w języku łacińskim i angielskim, a glosariusz definiuje ważne terminy, od rozgrzeszenia po kult maryjny.

Wydawca Wiary Tolkiena uprzejmie przesłał nam egzemplarz recenzencki tuż po publikacji. Niestety, nasza praca nad Tolkien’s Collected Poems i innymi kwestiami, opóźniła wydanie naszej opinii na temat książki aż do teraz. Wydaje się niesprawiedliwe, że chociaż mogliśmy odwołać się do Ordway podczas kończenia pracy nad Poems, nie mogła ona zapoznać się z nimi przed wydaniem swojej książki, aby móc odwołać się do pełnych tekstów „Magna Dei Gloria” i „Consolatrix Afflictorum (Stella Vespertina)", a nie tylko do ich tytułów. Nie mamy wątpliwości, że Wiara Tolkiena nadal będzie dla nas użyteczna i cieszymy się, że Ben Reinhard niedawno zacytował ją w książce „The High Hallow: Tolkien’s Liturgical Imagination” (Emmaus Road Publishing, 2025), choć być może byliśmy pierwsi, którzy zrobili to w Poems".

niedziela, 18 stycznia 2026

Konserwatyzm to również ochrona przyrody!

Tak, swego czasu trafiłem do idyllicznego Shire

 Pokażę Wam, jak budować konserwatywny przekaz patriotyczno-ekologiczny  Zielona narracja to wielka szansa dla przesłania konserwatywnego. Odbierzmy dobre pojmowanie ochrony przyrody ruchom lewicowym! Bo dziś jest niestety tak, że wielu konserwatystom ekologia kojarzy się z "lewactwem". 

Jak napisał jeden z moich kolegów na FB, "ochrona przyrody jest czymś naturalnym, mądrym i dobrym. Natomiast "ekologizm" stał się fanatyczną pseudo-religią, która zamiast racjonalizować korzystanie z zasobów staje się motorem dla konsumpcji eko-produktów. Dobrze sobie przypomnieć, że można być jednocześnie za ochroną przyrody i przeciw ekofanatyzmowi".

Wystarczy też po prostu poczytać Tolkiena, żeby przekonać się, że konserwatyzm, katolicyzm, patriotyzm może (a wręcz powinien) iść w parze z ochroną naszej przyrody. 

 Ochrona ojczyzny jako ziemi

  • Przyroda = dziedzictwo narodowe, nie towar globalnych korporacji
  • Krajobraz, lasy, rzeki jako element tożsamości narodowej
  • „Bronimy ziemi przodków przed degradacją”


Lokalizm zamiast globalizmu

  • Krótkie łańcuchy dostaw
  • Lokalne rolnictwo, żywność regionalna
  • Krytyka transportu międzykontynentalnego jako ekologicznie destrukcyjnego
  • „Produkujemy i jemy u siebie”


Suwerenność energetyczna

  • Niezależność od importu surowców
  • Własne źródła energii (różnie rozumiane: atom, węgiel, OZE narodowe)
  • Ekologia jako bezpieczeństwo państwa
  • „Silne państwo to państwo samowystarczalne”


Antykonsumpcjonizm

  • Krytyka kultury jednorazowości
  • Trwałość, naprawa, umiarkowanie
  • Odrzucenie „liberalnego hedonizmu” jako antyekologicznego
  • „Mniej, ale solidnie”


Ochrona wsi i tradycyjnego krajobrazu

  • Sprzeciw wobec betonowania i chaotycznej urbanizacji
  • Obrona rolników przed agro-korporacjami
  • Zachowanie tradycyjnych form gospodarowania


Porządek i dyscyplina ekologiczna

  • Surowe kary za niszczenie środowiska
  • Państwo jako strażnik natury
  • Ekologia = obowiązek obywatelski, nie styl życia elit
  • „Prawo i odpowiedzialność wobec ziemi”


Ekologia międzypokoleniowa

  • Odpowiedzialność wobec przyszłych pokoleń
  • Naród jako ciągłość biologiczna i kulturowa
  • Sprzeciw wobec krótkoterminowego zysku


Ekologia życia rodzinnego i ciała

  • Ciało ludzkie jako ekosystem, którego nie należy „chemicznie regulować”
  • Rodzina jako naturalne środowisko życia, analogiczne do środowiska przyrodniczego
  • Krytyka farmakologicznej kontroli płodności jako:
  • ingerencji w naturalne procesy biologiczne,
  • uzależnienia zdrowia od przemysłu farmaceutycznego,
  • zerwania związku między płciowością, odpowiedzialnością i ciągłością pokoleń
  • „Ekologia zaczyna się od własnego ciała”
  • „Nie zatruwamy rzek — nie zatruwamy organizmu”
  • „Rodzina to środowisko naturalne człowieka”
  • afirmacja naturalnych metod regulacji poczęć,
  • podkreślenie samokontroli, odpowiedzialności i długofalowego myślenia,
  • połączenie ekologii biologicznej z ładem moralnym i międzypokoleniowym.

_____________________

Wspólny mianownik tej narracji

  • ekologia bez liberalnego kosmopolityzmu,
  • natura jako wspólnota, nie rynek,
  • państwo narodowe jako podmiot ochrony środowiska

Czyste niebo nad moim mieszkaniem w czas obostrzeń pandemicznych
(zero samolotów, prawie zerowy ruch samochodowy, płuca pełne czystego powietrza w wielkim mieście)

 

 

piątek, 16 stycznia 2026

Dzienniki islandzko-tolkienowskie (Islandia 2007)

W 2007 roku byłem na Wyspach Owczych i na Islandii. W czasie 17-dniowej podróży prowadziłem zapiski. Oto mój dziennik z wyjazdu na Wyspę Ognia i Lodu śladami św. Brendana. Islandia oczyma Tolkienisty. 

Galadhorn przy wodospadzie Gullfoss (Islandia)



Piątek 22.06.07 i sobota 23.06.07

Jest godzina 19.20 czasu pokładowego. Słoneczny wieczór na północy Półwyspu Jutlandzkiego w porcie Hanstholm. Ruszamy w atlantycki rejs już za około pół godziny. Mamy za sobą ponad dobę podróży przez Śląsk, Niemcy i Danię. Rozpoczęliśmy naszą pielgrzymkę w Katowicach wczoraj o 16.30.

piątek, 9 stycznia 2026

Tolkien: "Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi"

Źródło: Elendilion

J.R.R. Tolkien był z serca przeciwnikiem lewicy, socjalizmu, komunizmu. Wcześniej wspierał Generała Franco przeciw czerwonemu terrorowi w Hiszpanii (czytaj tutaj), krytykował własny rząd za konszachty ze Stalinem, obawiał się wzrostu znaczenia komunistów w powojennej Wielkiej Brytanii. Także lewacki ruch studencki końca lat 70. XX wieku drażnił go politycznie, ale Profesor miał także do niego uraz osobisty. Wiedział, że w paradoksalny sposób jego Władca Pierścieni stał się dla kontestatorów dawnego świata swoistą "Biblią". Bardzo go to z jednej strony dziwiło, z drugiej denerwowało (polecam tekst "Hobbici czy hipisi" z 1971 r.). Było to zaiste paradoksem: pan w średnim wieku pisze swój konserwatywny epos, a w pewnym momencie dziennikarze łączą te książki głównie z hipisami, demonstrującą młodzieżą, narkotykami, psychodelią itd.

Ta tradycja zawłaszczenia Tolkiena przez lewicujących kontestatorów i twórców społeczeństwa alternatywnego jest obecna i dziś. Spór odżywa w związku z ruchem woke ("przebudzonych/świadomych") i woke'owymi interpretacjami Tolkiena (serial Amazona, konferencja Tolkien Society o genderowej i woke'owej interpretacji Tolkiena itp.). 

Dlatego warto przypomnieć słowa J.R.R. Tolkiena z jego listu z 1970 roku, gdy opisuje demonstrujących studentów w Nottingham (niektórzy mieli nawet "tolkienowskie" transparenty):

«[...] Sam tego nie widziałem, ale powiedziano mi później [...], że niektórzy ze studentów mieli transparenty z napisem WIWAT TOLKIEN. Obawiam się, że ani nie sprawia mi to przyjemności, ani nie zmniejsza mojej irytacji. Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi. A gdyby można stwierdzić to nie jest jasne że osoby trzymające te transparenty stanowiły grupę opozycjonistów wyrażających przeprosiny, to nie życzę sobie być odróżniany krzywdząco od innych. Bardziej inteligentne odczytanie moich książek pozwoliłoby zrozumieć, że czułbym się bardziej uhonorowany ich milczeniem i całkowitym odcięciem się od tych chuliganów. [...]» [Listy, nr 315a]

Co łączy tamtych studentów z dzisiejszymi aktywistami woke? Pozornie są to różne zjawiska. Ruch studencki 1968 roku atakował system, zaś ruch woke zarządza systemem. Doszło też ewolucyjnie do zmiany: od dążenia do indywidualnej wolności w dążenie do kolektywnego uznania.

Rok 1968 to marksizm kulturowy, psychoanaliza, egzystencjalizm (np. Herbert Marcuse).

Woke to poststrukturalizm, teoria władzy i dyskursu (np. Michel Foucault).

Jak doszło do tego, że potomkowie ruchu studenckiego 1968 roku są dziś często aktywistami woke? Otóż każda rewolucja, która przeżyje swoje dzieciństwo i zwycięży (a rewolucja 1968 roku zwyciężyła w naszym świecie), rodzi nowych strażników — nie dlatego, że zdradzili ideały, lecz dlatego, że chcą je ocalić.

Dzisiejsze woke (z którym ja się na przykład spotkałem w strukturach zachodnich towarzystw skupiających fanów... Tolkiena) przypomina pod wieloma względami hunwejbinów, rewolucję kulturalną w Chinach. Oba zjawiska łączy poczucie wyższości wobec "nieobudzonych", przekonanie, że problem ludzkości tkwi w świadomości i języku, a nie tylko w czynach. Dlatego na przykład dziś w Polsce obserwujemy walkę o język (narzucanie przez system, przez dziennikarzy liberalnych itd. nietradycyjnych feminatywów, zwrotów "neutralnych" płciowo, dziwnych zaimków itd.).

Ruch woke przypomina rewolucję kulturalną nie tym, co robi, lecz jak myśli. Łączy je wspólny schemat: świat jest podzielony moralnie, podejrzliwość zastąpiła dialog, czystość ideologiczna jest ważniejsza niż pluralizm (stąd "cancel culture" i "gatekeeping"), ważna jest permanentna mobilizacja, ciągłe, trwałe "przebudzenie" (bycie "woke").

Rewolucja kulturalna była brutalnym totalitaryzmem, zaś woke jest miękką rewolucją moralną, ale oba zjawiska łączy przekonanie, że zbawienie społeczeństwa wymaga nieustannego „oczyszczania ludzi”.

Nieustanne "oczyszczanie ludzi" oraz używanie do tego aparatu i autorytetu władzy (w gazetach, na uczelniach, w stowarzyszeniach czy w państwach przejętych przez takich aktywistów) to coś zgoła ANTYTOLKIENOWSKIEGO. Warto o tym pamiętać, gdy lubimy hobbitów i Aragorna, a jednocześnie obserwujemy współczesne "wojny kulturowe" i przemoc rewolucji kulturalnej XXI wieku.

[Więcej o prawicowych poglądach rodziny Tolkienów tutaj]

czwartek, 8 stycznia 2026

Zapraszam do posłuchania

Miałem ostatnio wielką przyjemność brać udział w kilku podcastach, czyli odbyłem kilka niezmiernie dla mnie ciekawych rozmów. Dziękuję za wszystkie zaproszenia. 

Najpierw coś bardzo świeżego, nagranego wczoraj. Oto p. Daniel Chmarzyński, który zajmuje się szeroko pojętą kulturą i religioznawstwem, rozmawiał ze mną na Forum Inspiracji Kulturalnych (niżej YouTube, ale jest też na Spotify oraz RRS). Chyba mogę polecić ten podcast ludziom ciekawym wszystkiego:

Druga rozmowa, z której jestem zadowolony, to świetne spotkanie nad kartami Władcy Pierścieni z Kasią i Maćkiem z Podcastu Roku 2025, czyli Podcastu pod Zielonym Smokiem. Tym razem rozmawiam o Naradzie u Elronda z moją koleżanką tłumaczką i członkinią Parmadilich, Agnieszką "Evermind" Sylwanowicz. Bardzo Wam tę rozmowę polecam:

 

Na koniec odwiedziny u mojego dobrego kolegi, Miłosza Lodowskiego w jego Chłodnym okiem. Rozmawiamy o tolkienistyce we współczesnej polityce. I mam nadzieję, że i tu jest ciekawie (przepraszamy za problemy techniczne na początku... Sauron działa). Zapraszam:




wtorek, 6 stycznia 2026

Strzeż się współczesnego pogaństwa!

 


Obraz nosi tytuł Dziki łów (lub Dziki gon, niem. Die Wilde Jagd), namalowany w 1889 roku przez niemieckiego malarza symbolistę Franza von Stucka. Przedstawia germańskiego boga Wotana (Odyna) na koniu, prowadzącego upiorny orszak zmarłych przez niebo.

Dzieło inspirowane jest starożytnym mitem ludowym o Dzikim Gonie, rozpowszechnionym w północnej, zachodniej i środkowej Europie. 

Obraz zyskał niesławę ze względu na uderzające podobieństwo centralnej postaci do Adolfa Hitlera, który urodził się w tym samym roku, co powstanie obrazu (1889). Hitler był wielkim wielbicielem twórczości Stucka, a istnieje legenda, że kupił ten obraz i powiesił go w swoim monachijskim mieszkaniu. Spekulowano, że Hitler mógł wzorować swój charakterystyczny wygląd (w tym fryzurę i wąsy) na wizerunku Wotana z tego obrazu.

Uważaj na neopogaństwo w XXI w., sto lat po narodzinach nazizmu! Carl Jung uważał, że niemiecki bóg Wotan, bóg wiatru i burzy, odrodził się w psychice Niemców w XX wieku, co przyczyniło się do duchowej katastrofy i wzrostu nazizmu, działając jako archetypiczna siła porywająca zbiorową nieświadomość. Jung, w swoim eseju Wotan, interpretował wzlot Hitlera i ideologii narodowosocjalistycznej nie tylko jako czynniki ekonomiczne, ale jako manifestację tego starożytnego, nieokiełznanego archetypu, który opanował duszę narodu w czasach kryzysu, przynosząc chaos, pasję i iluzję, co Jung opisywał jako "przebudzenie Wotana".

Ze smutkiem patrzę, jak Wotan zaraża umysły na Zachodzie. Mam wgląd w profile angielskich czy skandynawskich neopogan. Akcja rodzi reakcję. Masowa imigracja i lewacka inżynieria społeczna odrodzi — na zasadzie wahadła — narodowy socjalizm. A to samo dzieje się też u wielu naszych "rodzimowieców". O ślepej uliczce neopogaństwa pisałem kiedyś tutaj:

Maciej Strutyński, Neopogaństwo