piątek, 30 stycznia 2026

Ta, która nie odeszła z Omelas


Bardzo mnie zasmuciła książka Ursuli K. Le Guin wydana niedawno w Polsce (Rzeźbię w słowach, Prószyński, tłum. T. Wilusz), gdzie chyba już w czwartym eseju ("Jak to kiedyś było") pisze ona, że nie byłoby jej literatury, gdyby nie zdecydowała się w młodości na... aborcję. Le Guin wręcz w swoich wystąpieniach "chwaliła się" przeprowadzeniem aborcji. I tu od razu przypomina mi się nagradzane opowiadanie Le Guin Ci, którzy odchodzą z Omelas, gdzie istnienie i dobrobyt pewnego kraju opiera się na cierpieniu uwięzionego dziecka.

A może jej wybitna literatura wyrasta z poaborcyjnego, nieuświadomionego cierpienia?

"Narrator opisuje Omelas jako idealną, utopijną krainę, której obywatele są inteligentni, wyrafinowani i kulturalni. Nie ma tam żołnierzy, królów, kapłanów ani niewolników. Miejsce to jest porównywane do cudownej krainy z bajki. Ale, by Omelas mogło działać w ten sposób i zachować swój stan, jedno dziecko musi pozostać nieszczęśliwe, trzymane w brudzie, ciemności i nędzy. Obywatele Omelas w pewnym wieku dowiadują się prawdy, która ich szokuje. Niektórzy zostają, nieliczni odchodzą".

[A przy okazji, zajmuję się też genealogią Ursuli K. Le Guin, zarówno rodem Kroeberów, jak i rodu jej mamy, rodziny Kracaw; obie rodziny przybyły do Ameryki z Niemiec, związane były z duchowieństwem luterańskim (Ursula wśród przodków miała wielu pastorów, nie zaś rabinów, jak myślą niektórzy). Czyste niemieckie pochodzenie. Nazwisko Kracaw nie pochodzi od naszego Krakowa, a raczej od nazwy miejscowej na terenach niemieckojęzycznych — jest i było tam wiele miejscowości o nazwie Krakaw, Krakau, np. w Prusach. Rodzice Ursuli Le Guin i ona sama przyjęli i rozwijali idee antropologa żydowskiego pochodzenia, Franza Boasa: kulturalny relatywizm oraz historyczny partykularyzm. Świetnie genezę i opis tych idei boasowskich opisał "wyklęty" prof. K. MacDonald w Kulturze krytyki (Wydawnictwo Aletheia 2019). Czytajcie Kulturę krytyki, bo to jedna z najlepszych książek. Pomaga zrozumieć dzisiejszy świat!] 

niedziela, 25 stycznia 2026

Wyznanie religijne dziadków Tolkienów i Suffieldów

"Ja jednak wyszedłem z Egiptu i modlę się do Boga, by moje ziarno tam nie powróciło. Byłem świadkiem (na wpół świadomie) heroicznych cierpień i przedwczesnej śmierci — w skrajnym ubóstwie — mojej matki, która przyprowadziła mnie do Kościoła, oraz spotkałem się z niezwykłą życzliwością Francisa Morgana. Ale od samego początku zakochałem się w Przenajświętszym Sakramencie [...]"
 
J.R.R. Tolkien w liście nr 250 (1963 r.) 

Czas wreszcie tę sprawę rozjaśnić i prosto opowiedzieć, bo w oficjalnych biografiach mamy tu pomieszanie z poplątaniem. J.R.R. Tolkien i jego brat Hilary zostali przyjęci do Kościoła rzymsko-katolickiego wraz z ich mamą Mabel Tolkien w roku 1900. W jednym z wcześniejszych wpisów [tutaj] podałem, że wiosną roku 1900 Mabel Tolkien i jej siostra, May Incledon, rozpoczęły swoje nauki i przygotowania do wstąpienia do Kościoła rzymsko-katolickiego. Ten ruch oddalił wkrótce Mabel i jej synów od rodziny i spowodował wiele cierpień, gdy Tolkienowie oraz Suffieldowie zaprzestali wspierać ją finansowo i uczuciowo. Oto list, który May wysłała do Mabel:

»Drogie moje Kochanie!

Spróbowałam odmówić moje modlitwy i dotarło do mnie z całkowitą pewnością, że muszę poddać się temu, co może przyjść i czuję pewność, że mamy rację to robiąc... Och, Kotku, moje serce jest jak wielka kapusta – Twoje też? Ale mój umysł jest czysty jak kryształ i szczęśliwy, bo odczuwa pewność

Siostry zostały przyjęte do Kościoła katolickiego w czerwcu 1900, choć mąż May stanowczo zakazał jej chodzenia na msze. May znalazła potem pociechę w spirytualizmie. Co stałoby się z katolicyzmem małego J.R.R. Tolkiena, gdyby żył jego tata?

Ale do jakich odmian chrześcijaństwa należały rodziny Tolkienów i Suffieldów? W oficjalnych biografiach podaje się, że Tolkienowie byli baptystami, zaś Suffieldowie metodystami i unitarianami. Okazuje się, że było zupełnie inaczej. 

Prześledziłem wpisy w księgach parafialnych dziadków J.R.R. Tolkiena. Wynik tych badań opisywałem już wcześniej na blogu, ale teraz mogę to w jednym zwartym tekście potwierdzić.

Grandparents: John Benjamin & Mary Jane Tolkien
John & Emily Jane Suffield 

[1] Tolkienowie z Birmingham nie mieli nic wspólnego z baptystami. Należeli oni do ewangelikalnej wspólnoty zwanej po angielsku Independants albo Independents (chyba można ich nazywać po polsku independystami/kongregacjonalistami [tutaj]), która wywodziła się z kalwinistycznego metodyzmu związanego z tzw. Countess of Huntingdon's Connexion [tutaj]. Do tego wyznania należał już prapradziadek Profesora Tolkiena, John Benjamin Tolkien I, urodzony w Gdańsku w 1752 (w rodzinie luterańsko-pietystycznej), a zmarły w Londynie z 1819. Generalnie grupa ta chrzciła dzieci (wszyscy przodkowie Arthura byli ochrzczeni w dzieciństwie), czyli nie nazywałbym ich baptystami, którzy chrzczą dorosłych (już prędzej pedobaptystami, bo ten termin się tam pojawia). Wyznawali oni Konfesję Westminsterską. Tolkienowie w Birmingham chodzili do independenckiej kaplicy Union Chapel, a związani też byli z Ebenezer Chapel. Mary Jane Stowe, babcia Profesora, urodziła się w czerwcu 1833 i ochrzczono ją w Ebenezer Chapel w październiku 1833. Dodajmy do tego, że u Tolkienów independyzm łączył się też z aktywnością w angielskim wolnomularstwie [tutaj]. Z dokumentów z Bloemfontein wynika zaś, że Arthur R. Tolkien był zaś zaliczony w poczet anglikanów. Dlatego J.R.R. Tolkien miał chrzest anglikański w katedrze św. Andrzeja w Bloemfontein (Wolne Państwo Orania, dziś RPA).

Union Chapel, Handsworth, Birmingham

Jedna z ksiąg parafialnych independystów z Birmingham

[2] Za to Suffieldowie byli baptystami partykularnymi (ang. Particular Baptists). Baptyści partykularni to XVII-wieczny angielski ruch separatystyczny, znany jako pierwotni baptyści reformowani, którzy przyjęli chrzest wiary (kredobaptyzm), jednocześnie trzymając się teologii kalwińskiej. Definiuje ich wiara w „szczególne odkupienie” (lub ograniczone zadośćuczynienie), co oznacza, że Chrystus umarł tylko za wybranych. Generalnie wyznają oni Drugie Londyńskie Wyznanie Wiary z 1689 roku. W Birmingham rodzina Suffieldów chodziła do kaplicy takich właśnie partykularnych baptystów przy Cannon Street. Nie umiem znaleźć potwierdzenia informacji Carpentera, że John Suffield wychował się jako metodysta, a potem przeszedł na unitarianizm (związany z brakiem wiary w Trójcę Świętą). Ale Mabel została ochrzczona w Kościele anglikańskim w wieku 21 lat w 1891 w Bloemfontein (jednym z jej rodziców chrzestnych był jej narzeczony, Arthur R. Tolkien).

Meeting House baptystów partykularnych (m.in. Suffieldów)

Na dole ojciec Mabel Tolkien ochrzczony w 1833 w zborze baptystów
(Źródło: Ancestry.com)

Czyli gdy urodził się J.R.R. Tolkien, jego rodzice byli anglikanami z korzeniami nonkonformistycznymi (czyli dysydenckimi, bo tak anglikanie nazywali zbiorowo nieanglikańskie wyznania protestanckie). Wbrew temu, co piszą biografie, Edith Mary Bratt, przyszła żona J.R.R. Tolkiena była ochrzczona w Kościele metodystycznym, ale około 1909 być może przeszła na anglikanizm. Warto też wiedzieć, że dziś potomkowie Christophera Tolkiena (który opuścił Kościół Katolicki około 1964 roku) są bliżsi judaizmowi reformowanemu ich matek niż katolicyzmowi słynnego Dziadka/Pradziadka.  


In English:

[1] The Tolkiens from Birmingham had nothing to do with Baptists. They belonged to an evangelical community known in English as Independents, which originated from Calvinistic Methodism associated with the so-called Countess of Huntingdon's Connexion. Professor Tolkien's great-great-grandfather, John Benjamin Tolkien I, was already a member of this denomination. He was born in Gdańsk in 1752 (into a Lutheran-Pietist family) and died in London in 1819. Generally, this group baptized children (all of Arthur's ancestors were baptized in childhood), so I wouldn't call them Baptists who baptize adults (more likely Paedobaptists, as that term appears there). They followed the Westminster Confession. The Tolkiens in Birmingham attended the independent Union Chapel and were also associated with Ebenezer Chapel. Mary Jane Stowe, who belonged to Ebenezer Chapel, was born in June 1833 and baptized in that community in October 1833. Furthermore, for the Tolkiens, independence was also linked to activity in English Freemasonry. Documents from Bloemfontein indicate that Arthur R. Tolkien was counted among the Anglicans. Therefore, J.R.R. Tolkien was baptized as an Anglican at St. Andrew's Cathedral in Bloemfontein (Orange Free State, today South Africa).
 

[2] The Suffields, on the other hand, were Particular Baptists. Particular Baptists are a 17th-century English separatist movement, known as the Original Reformed Baptists, who accepted the baptism of faith (credobaptism) while adhering to Calvinist theology. They are defined by their belief in "particular redemption" (or limited atonement), meaning that Christ died only for the elect. They generally adhere to the Second London Confession of Faith of 1689. In Birmingham, the Suffield family attended the chapel of these particular Baptists on Cannon Street. I cannot find the confirmation of H. Carpenter's claims that "John Suffield had been brought up at a Methodist school, and was now a Unitarian". However, Mabel was baptized into the Church of England at the age of 21 in 1891 in Bloemfontein (one of her godparents was her fiancé, Arthur R. Tolkien).

So, when J.R.R. Tolkien was born, Tolkien, his parents were Anglicans with nonconformist roots (or dissidents, as Anglicans collectively referred to non-Anglican Protestant denominations). Contrary to what biographies write, Edith Mary Bratt, the future wife of J.R.R. Tolkien, was baptized in the Methodist Church. It's also worth noting that today, the descendants of Christopher Tolkien (who left the Catholic Church around 1964) are closer to the Reformed Judaism of their mothers than to the Catholicism of their famous grandfather/great-grandfather. 
 

 

czwartek, 22 stycznia 2026

Scull i Hammond o "Wierze Tolkiena" H. Ordway

 

Książkę Holly Ordway Wiara Tolkiena kupicie 
w księgarni Wydawnictwa Esprit (tutaj)
  

Holly Ordway, Wiara Tolkiena. Biografia duchowa — recenzja z blogu Ch. Scull i W. Hammonda, najwybitniejszych dziś badaczy życia i twórczości J.R.R. Tolkiena. Czyli ważna rezenzja!

"Ważnym aspektem życia Tolkiena, któremu zbyt mało uwagi poświęcają biografie, jest jego wiara. W 1892 roku został ochrzczony w kościele anglikańskim; jego matka, pierwotnie unitariańska, przeszła na anglikanizm zaledwie rok wcześniej, wkrótce po ślubie z Arthurem Tolkienem. Mabel i jej dwaj synowie pozostali w Kościele Anglii do końca 1899 lub początku 1900 roku, kiedy to owdowiała, żyjąc w trudnych warunkach i najwyraźniej niezadowolona z anglikańskiej nauki religii dostępnej w pobliżu, zaczęła zgłębiać katolicyzm. Wiosną 1900 roku podjęła naukę w Kościele rzymskokatolickim i – nawracając się po raz drugi – została formalnie przyjęta do wspólnoty katolickiej w czerwcu tego samego roku. Sam Tolkien przyjął bierzmowanie w Boże Narodzenie 1903 roku, mając prawie dwanaście lat, i pozostał gorliwym katolikiem do końca życia.

Większości tych faktów można dowiedzieć się z biografii Carpentera, i niewiele więcej. Dlaczego? Sam Carpenter nie był katolikiem, a wręcz nie był wierzący w momencie pisania swojej książki, choć jego ojciec był anglikańskim biskupem Oksfordu. Mógł czuć się niekompetentny do zajmowania się katolicyzmem Tolkiena; bardziej prawdopodobne jest, że kwestie wiary zostały pominięte z tego samego powodu, dla którego długiej karierze akademickiej Tolkiena nie poświęcono należnego jej miejsca – by zachować nieco krótką i ogólną biografię (jej pierwsze wydanie liczy zaledwie około trzystu stron). Kiedy w 2014 roku ukazała się książka Raymonda Edwardsa Tolkien, z zadowoleniem odkryliśmy, że biograf w końcu poświęcił rozdział „Tolkienowi katolikowi”, choć był to jedynie dodatek. Teraz widzimy, że jest on skromny, liczy zaledwie dziewięć stron i koncentruje się głównie na wpływie religii Tolkiena na jego twórczość; w rzeczywistości sami zajmowaliśmy się tym tematem szerzej w haśle „Religia” w The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.

Książka Holly Ordway Wiara Tolkiena. Biografia duchowa (Word on Fire Academic, 2023) pokazuje, jak wiele jeszcze warto wiedzieć o Tolkienie jako katoliku i chrześcijaninie. Ponieważ sama Ordway przeszła z anglikanizmu na katolicyzm, wnosi do swojej książki osobiste współodczuwanie z Tolkienem. Mieszkała również przez pewien czas w Anglii i uczęszczała do niektórych z tych samych kościołów, do których uczęszczał Tolkien. Jednak to jej dociekliwość, głębia i zakres badań najbardziej rekomendują jej pracę jako niezbędną pozycję w badaniach nad Tolkienem.

Jak pisze we wstępie, „do tej pory nie powstało żadne pełne opracowanie biograficzne, które szczegółowo przedstawiałoby wiarę Tolkiena. W rezultacie zbyt łatwo było po prostu przeoczyć znaczenie jego życia religijnego, pozwolić, by nieprzeanalizowane założenia historyczne lub kulturowe wpływały na nasz pogląd na nie lub postrzegać je jako czysto prywatny wyraz jego osobowości” (s. 4–5). Wiara Tolkiena, jak Ordway jasno zaznacza, nie jest „pełnym opracowaniem biograficznym” Tolkiena ani analizą jego pism, lecz raczej relacją z rozwoju religijności w jego życiu, z rodziną, przyjaciółmi i wydarzeniami, które w razie potrzeby były w nim uwzględniane. Rozwój ten, jak zauważa Ordway, był „ciągłym procesem wzrostu i dojrzewania”, który autorka śledzi mniej więcej chronologicznie. 

Wiara Tolkiena jest zatem uzupełnieniem ogólnej biografii Tolkiena, takiej jak Carpentera czy Edwardsa, wypełniając luki, o których istnieniu entuzjaści Tolkiena mogli nie wiedzieć. My sami, nie będąc ani katolikami, ani praktykującymi chrześcijanami, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wiele jeszcze pozostało do poznania o Tolkienie i jego religii. Byliśmy zainteresowani, na przykład, czego mogliśmy nigdy nie rozważyć, faktem, że Tolkien nie został przyjęty do Kościoła automatycznie wraz z nawróceniem matki, ponieważ w wieku ośmiu lat osiągnął „wiek rozumu”. Dlatego też zostanie katolikiem, a następnie wytrwanie w Kościele było zawsze jego własną decyzją. Niestety, wciąż nie wiemy, a być może nigdy się też nie dowiemy, o ile nie poznamy prywatnych dokumentów rodzinnych, jakie myśli żywiła Mabel Tolkien, rozważając przejście na katolicyzm. Musiała o tym opowiedzieć przynajmniej siostrze, ponieważ sama May Incledon została katoliczką, choć tylko na krótko, powracając do Kościoła anglikańskiego na polecenie męża.

Wiara Tolkiena to obszerny tom, liczący prawie pięćset stron, bez żadnych zbędnych informacji. Chociaż zgłębianie przez Ordwaya życia religijnego Tolkiena jest od czasu do czasu przerywane lekcjami historii – na przykład o stosunku do katolików w angielskim społeczeństwie i prawie, a także o powstaniu Oratorium w Birmingham – są one trafne i zajmujące. Szczególnie pomocne są wyjaśnienia liturgii, praktyk i modlitw katolickich; na przykład na jednej stronie Ordway omawia (w formie notatek) logikę Niepokalanego Poczęcia i dogmat o Wniebowzięciu Maryi. Dodatek zawiera istotne teksty w języku łacińskim i angielskim, a glosariusz definiuje ważne terminy, od rozgrzeszenia po kult maryjny.

Wydawca Wiary Tolkiena uprzejmie przesłał nam egzemplarz recenzencki tuż po publikacji. Niestety, nasza praca nad Tolkien’s Collected Poems i innymi kwestiami, opóźniła wydanie naszej opinii na temat książki aż do teraz. Wydaje się niesprawiedliwe, że chociaż mogliśmy odwołać się do Ordway podczas kończenia pracy nad Poems, nie mogła ona zapoznać się z nimi przed wydaniem swojej książki, aby móc odwołać się do pełnych tekstów „Magna Dei Gloria” i „Consolatrix Afflictorum (Stella Vespertina)", a nie tylko do ich tytułów. Nie mamy wątpliwości, że Wiara Tolkiena nadal będzie dla nas użyteczna i cieszymy się, że Ben Reinhard niedawno zacytował ją w książce „The High Hallow: Tolkien’s Liturgical Imagination” (Emmaus Road Publishing, 2025), choć być może byliśmy pierwsi, którzy zrobili to w Poems".

niedziela, 18 stycznia 2026

Konserwatyzm to również ochrona przyrody!

Tak, swego czasu trafiłem do idyllicznego Shire

 Pokażę Wam, jak budować konserwatywny przekaz patriotyczno-ekologiczny  Zielona narracja to wielka szansa dla przesłania konserwatywnego. Odbierzmy dobre pojmowanie ochrony przyrody ruchom lewicowym! Bo dziś jest niestety tak, że wielu konserwatystom ekologia kojarzy się z "lewactwem". 

Jak napisał jeden z moich kolegów na FB, "ochrona przyrody jest czymś naturalnym, mądrym i dobrym. Natomiast "ekologizm" stał się fanatyczną pseudo-religią, która zamiast racjonalizować korzystanie z zasobów staje się motorem dla konsumpcji eko-produktów. Dobrze sobie przypomnieć, że można być jednocześnie za ochroną przyrody i przeciw ekofanatyzmowi".

Wystarczy też po prostu poczytać Tolkiena, żeby przekonać się, że konserwatyzm, katolicyzm, patriotyzm może (a wręcz powinien) iść w parze z ochroną naszej przyrody. 

 Ochrona ojczyzny jako ziemi

  • Przyroda = dziedzictwo narodowe, nie towar globalnych korporacji
  • Krajobraz, lasy, rzeki jako element tożsamości narodowej
  • „Bronimy ziemi przodków przed degradacją”


Lokalizm zamiast globalizmu

  • Krótkie łańcuchy dostaw
  • Lokalne rolnictwo, żywność regionalna
  • Krytyka transportu międzykontynentalnego jako ekologicznie destrukcyjnego
  • „Produkujemy i jemy u siebie”


Suwerenność energetyczna

  • Niezależność od importu surowców
  • Własne źródła energii (różnie rozumiane: atom, węgiel, OZE narodowe)
  • Ekologia jako bezpieczeństwo państwa
  • „Silne państwo to państwo samowystarczalne”


Antykonsumpcjonizm

  • Krytyka kultury jednorazowości
  • Trwałość, naprawa, umiarkowanie
  • Odrzucenie „liberalnego hedonizmu” jako antyekologicznego
  • „Mniej, ale solidnie”


Ochrona wsi i tradycyjnego krajobrazu

  • Sprzeciw wobec betonowania i chaotycznej urbanizacji
  • Obrona rolników przed agro-korporacjami
  • Zachowanie tradycyjnych form gospodarowania


Porządek i dyscyplina ekologiczna

  • Surowe kary za niszczenie środowiska
  • Państwo jako strażnik natury
  • Ekologia = obowiązek obywatelski, nie styl życia elit
  • „Prawo i odpowiedzialność wobec ziemi”


Ekologia międzypokoleniowa

  • Odpowiedzialność wobec przyszłych pokoleń
  • Naród jako ciągłość biologiczna i kulturowa
  • Sprzeciw wobec krótkoterminowego zysku


Ekologia życia rodzinnego i ciała

  • Ciało ludzkie jako ekosystem, którego nie należy „chemicznie regulować”
  • Rodzina jako naturalne środowisko życia, analogiczne do środowiska przyrodniczego
  • Krytyka farmakologicznej kontroli płodności jako:
  • ingerencji w naturalne procesy biologiczne,
  • uzależnienia zdrowia od przemysłu farmaceutycznego,
  • zerwania związku między płciowością, odpowiedzialnością i ciągłością pokoleń
  • „Ekologia zaczyna się od własnego ciała”
  • „Nie zatruwamy rzek — nie zatruwamy organizmu”
  • „Rodzina to środowisko naturalne człowieka”
  • afirmacja naturalnych metod regulacji poczęć,
  • podkreślenie samokontroli, odpowiedzialności i długofalowego myślenia,
  • połączenie ekologii biologicznej z ładem moralnym i międzypokoleniowym.

_____________________

Wspólny mianownik tej narracji

  • ekologia bez liberalnego kosmopolityzmu,
  • natura jako wspólnota, nie rynek,
  • państwo narodowe jako podmiot ochrony środowiska

Czyste niebo nad moim mieszkaniem w czas obostrzeń pandemicznych
(zero samolotów, prawie zerowy ruch samochodowy, płuca pełne czystego powietrza w wielkim mieście)

 

 

piątek, 16 stycznia 2026

Dzienniki islandzko-tolkienowskie (Islandia 2007)

W 2007 roku byłem na Wyspach Owczych i na Islandii. W czasie 17-dniowej podróży prowadziłem zapiski. Oto mój dziennik z wyjazdu na Wyspę Ognia i Lodu śladami św. Brendana. Islandia oczyma Tolkienisty. 

Galadhorn przy wodospadzie Gullfoss (Islandia)



Piątek 22.06.07 i sobota 23.06.07

Jest godzina 19.20 czasu pokładowego. Słoneczny wieczór na północy Półwyspu Jutlandzkiego w porcie Hanstholm. Ruszamy w atlantycki rejs już za około pół godziny. Mamy za sobą ponad dobę podróży przez Śląsk, Niemcy i Danię. Rozpoczęliśmy naszą pielgrzymkę w Katowicach wczoraj o 16.30.

piątek, 9 stycznia 2026

Tolkien: "Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi"

Źródło: Elendilion

J.R.R. Tolkien był z serca przeciwnikiem lewicy, socjalizmu, komunizmu. Wcześniej wspierał Generała Franco przeciw czerwonemu terrorowi w Hiszpanii (czytaj tutaj), krytykował własny rząd za konszachty ze Stalinem, obawiał się wzrostu znaczenia komunistów w powojennej Wielkiej Brytanii. Także lewacki ruch studencki końca lat 70. XX wieku drażnił go politycznie, ale Profesor miał także do niego uraz osobisty. Wiedział, że w paradoksalny sposób jego Władca Pierścieni stał się dla kontestatorów dawnego świata swoistą "Biblią". Bardzo go to z jednej strony dziwiło, z drugiej denerwowało (polecam tekst "Hobbici czy hipisi" z 1971 r.). Było to zaiste paradoksem: pan w średnim wieku pisze swój konserwatywny epos, a w pewnym momencie dziennikarze łączą te książki głównie z hipisami, demonstrującą młodzieżą, narkotykami, psychodelią itd.

Ta tradycja zawłaszczenia Tolkiena przez lewicujących kontestatorów i twórców społeczeństwa alternatywnego jest obecna i dziś. Spór odżywa w związku z ruchem woke ("przebudzonych/świadomych") i woke'owymi interpretacjami Tolkiena (serial Amazona, konferencja Tolkien Society o genderowej i woke'owej interpretacji Tolkiena itp.). 

Dlatego warto przypomnieć słowa J.R.R. Tolkiena z jego listu z 1970 roku, gdy opisuje demonstrujących studentów w Nottingham (niektórzy mieli nawet "tolkienowskie" transparenty):

«[...] Sam tego nie widziałem, ale powiedziano mi później [...], że niektórzy ze studentów mieli transparenty z napisem WIWAT TOLKIEN. Obawiam się, że ani nie sprawia mi to przyjemności, ani nie zmniejsza mojej irytacji. Nie życzę sobie być czytanym, lubianym ani nawet znanym przez takich ludzi. A gdyby można stwierdzić to nie jest jasne że osoby trzymające te transparenty stanowiły grupę opozycjonistów wyrażających przeprosiny, to nie życzę sobie być odróżniany krzywdząco od innych. Bardziej inteligentne odczytanie moich książek pozwoliłoby zrozumieć, że czułbym się bardziej uhonorowany ich milczeniem i całkowitym odcięciem się od tych chuliganów. [...]» [Listy, nr 315a]

Co łączy tamtych studentów z dzisiejszymi aktywistami woke? Pozornie są to różne zjawiska. Ruch studencki 1968 roku atakował system, zaś ruch woke zarządza systemem. Doszło też ewolucyjnie do zmiany: od dążenia do indywidualnej wolności w dążenie do kolektywnego uznania.

Rok 1968 to marksizm kulturowy, psychoanaliza, egzystencjalizm (np. Herbert Marcuse).

Woke to poststrukturalizm, teoria władzy i dyskursu (np. Michel Foucault).

Jak doszło do tego, że potomkowie ruchu studenckiego 1968 roku są dziś często aktywistami woke? Otóż każda rewolucja, która przeżyje swoje dzieciństwo i zwycięży (a rewolucja 1968 roku zwyciężyła w naszym świecie), rodzi nowych strażników — nie dlatego, że zdradzili ideały, lecz dlatego, że chcą je ocalić.

Dzisiejsze woke (z którym ja się na przykład spotkałem w strukturach zachodnich towarzystw skupiających fanów... Tolkiena) przypomina pod wieloma względami hunwejbinów, rewolucję kulturalną w Chinach. Oba zjawiska łączy poczucie wyższości wobec "nieobudzonych", przekonanie, że problem ludzkości tkwi w świadomości i języku, a nie tylko w czynach. Dlatego na przykład dziś w Polsce obserwujemy walkę o język (narzucanie przez system, przez dziennikarzy liberalnych itd. nietradycyjnych feminatywów, zwrotów "neutralnych" płciowo, dziwnych zaimków itd.).

Ruch woke przypomina rewolucję kulturalną nie tym, co robi, lecz jak myśli. Łączy je wspólny schemat: świat jest podzielony moralnie, podejrzliwość zastąpiła dialog, czystość ideologiczna jest ważniejsza niż pluralizm (stąd "cancel culture" i "gatekeeping"), ważna jest permanentna mobilizacja, ciągłe, trwałe "przebudzenie" (bycie "woke").

Rewolucja kulturalna była brutalnym totalitaryzmem, zaś woke jest miękką rewolucją moralną, ale oba zjawiska łączy przekonanie, że zbawienie społeczeństwa wymaga nieustannego „oczyszczania ludzi”.

Nieustanne "oczyszczanie ludzi" oraz używanie do tego aparatu i autorytetu władzy (w gazetach, na uczelniach, w stowarzyszeniach czy w państwach przejętych przez takich aktywistów) to coś zgoła ANTYTOLKIENOWSKIEGO. Warto o tym pamiętać, gdy lubimy hobbitów i Aragorna, a jednocześnie obserwujemy współczesne "wojny kulturowe" i przemoc rewolucji kulturalnej XXI wieku.

[Więcej o prawicowych poglądach rodziny Tolkienów tutaj]

czwartek, 8 stycznia 2026

Zapraszam do posłuchania

Miałem ostatnio wielką przyjemność brać udział w kilku podcastach, czyli odbyłem kilka niezmiernie dla mnie ciekawych rozmów. Dziękuję za wszystkie zaproszenia. 

Najpierw coś bardzo świeżego, nagranego wczoraj. Oto p. Daniel Chmarzyński, który zajmuje się szeroko pojętą kulturą i religioznawstwem, rozmawiał ze mną na Forum Inspiracji Kulturalnych (niżej YouTube, ale jest też na Spotify oraz RRS). Chyba mogę polecić ten podcast ludziom ciekawym wszystkiego:

Druga rozmowa, z której jestem zadowolony, to świetne spotkanie nad kartami Władcy Pierścieni z Kasią i Maćkiem z Podcastu Roku 2025, czyli Podcastu pod Zielonym Smokiem. Tym razem rozmawiam o Naradzie u Elronda z moją koleżanką tłumaczką i członkinią Parmadilich, Agnieszką "Evermind" Sylwanowicz. Bardzo Wam tę rozmowę polecam:

 

Na koniec odwiedziny u mojego dobrego kolegi, Miłosza Lodowskiego w jego Chłodnym okiem. Rozmawiamy o tolkienistyce we współczesnej polityce. I mam nadzieję, że i tu jest ciekawie (przepraszamy za problemy techniczne na początku... Sauron działa). Zapraszam:




wtorek, 6 stycznia 2026

Strzeż się współczesnego pogaństwa!

 


Obraz nosi tytuł Dziki łów (lub Dziki gon, niem. Die Wilde Jagd), namalowany w 1889 roku przez niemieckiego malarza symbolistę Franza von Stucka. Przedstawia germańskiego boga Wotana (Odyna) na koniu, prowadzącego upiorny orszak zmarłych przez niebo.

Dzieło inspirowane jest starożytnym mitem ludowym o Dzikim Gonie, rozpowszechnionym w północnej, zachodniej i środkowej Europie. 

Obraz zyskał niesławę ze względu na uderzające podobieństwo centralnej postaci do Adolfa Hitlera, który urodził się w tym samym roku, co powstanie obrazu (1889). Hitler był wielkim wielbicielem twórczości Stucka, a istnieje legenda, że kupił ten obraz i powiesił go w swoim monachijskim mieszkaniu. Spekulowano, że Hitler mógł wzorować swój charakterystyczny wygląd (w tym fryzurę i wąsy) na wizerunku Wotana z tego obrazu.

Uważaj na neopogaństwo w XXI w., sto lat po narodzinach nazizmu! Carl Jung uważał, że niemiecki bóg Wotan, bóg wiatru i burzy, odrodził się w psychice Niemców w XX wieku, co przyczyniło się do duchowej katastrofy i wzrostu nazizmu, działając jako archetypiczna siła porywająca zbiorową nieświadomość. Jung, w swoim eseju Wotan, interpretował wzlot Hitlera i ideologii narodowosocjalistycznej nie tylko jako czynniki ekonomiczne, ale jako manifestację tego starożytnego, nieokiełznanego archetypu, który opanował duszę narodu w czasach kryzysu, przynosząc chaos, pasję i iluzję, co Jung opisywał jako "przebudzenie Wotana".

Ze smutkiem patrzę, jak Wotan zaraża umysły na Zachodzie. Mam wgląd w profile angielskich czy skandynawskich neopogan. Akcja rodzi reakcję. Masowa imigracja i lewacka inżynieria społeczna odrodzi — na zasadzie wahadła — narodowy socjalizm. A to samo dzieje się też u wielu naszych "rodzimowieców". O ślepej uliczce neopogaństwa pisałem kiedyś tutaj:

Maciej Strutyński, Neopogaństwo

 

niedziela, 4 stycznia 2026

Reportaż z ojczyzny pierwszych Tolkienów (Obwód Królewiecki)

Relacja mojego przyjaciela, Konstantyna Pirożkowa z jego letniej wyprawy do Obwodu Królewieckiego śladami rodu Tolkiena (tłumaczenie z rosyjskiego; źródło, gdzie znajdziecie jeszcze więcej zdjęć Konstantyna). Jest też relacja z podobnej trasy mojego kolegi, Tomasza Gromadki w "Nowym Państwie" (zobacz tutaj) oraz relacja fotograficzna Nikołaja Kożanowa (zobacz tutaj).

 
Przez Natangię

Wyprawa inspirowana twórczością Tolkiena odbyła się 13 sierpnia 2025 roku w rejonie Bagrationowskim [dawniej Preussisch Eylau, pol. Iława Pruska], położonym na południu obwodu królewieckiego, na terenach średniowiecznej Natangii. Dwie z tych miejscowości, dawne wsie Tollkeim (obecnie na obrzeżach Bieriezówki) i Globuhnen (obecnie w pobliżu wsi Medowaja), to obecnie zalesione pustkowia, więc musieliśmy wziąć taksówkę w Królewcu, płacąc za godzinę. Trasa biegła z Królewca do Miedowoje, następnie do wsi Sławskoje, stamtąd do centrum rejonowego Bagrationowsk, następnie do Bieriezówki, a następnie przez kolejne centrum rejonowe, Prawdinsk (Friedland), z powrotem do Królewca.

Prywatne muzeum „Bursztynowy Zamek” we wsi Jantarnyj (Palmnicken). Część wystawy poświęconej średniowieczu mieści się w podziemiach dawnego zamku Palmnicken (ok. XIV wieku).

Przypomnijmy, że według badań Ryszarda Derdzińskiego, prawdopodobni przodkowie słynnego pisarza mieszkali w XIV i XV wieku we wsi Tollkeim. W 1583 roku, według zachowanych dokumentów, Jacob Tolkien nabył gospodarstwo w pruskiej wsi Globuhnen i od 1601 roku do początku XVIII wieku wraz ze swoimi potomkami pełnił funkcję chełmińskiego sołtysa. W drugiej dekadzie XVII wieku jeden z synów Jacoba, Friedrich Tolkien, przeniósł się do pobliskiej stolicy Natangii, Krzyżborka (niem. Kreuzburg], gdzie jego potomkowie pracowali jako piekarze, szewcy i żołnierze w miejscowym garnizonie. W XVIII wieku dwóch wnuków jednego z Tolkienów z Krzyżborka, Christiana, przeniosło się z Gdańska do Londynu.

Fragment wystawy w Muzeum Historii Regionalnej w Iławie Pruskiej.

Pierwszy rosyjskojęzyczny tekst o przodkach Tolkiena mieszkających w tym regionie pojawił się najprawdopodobniej w styczniu 2019 roku w „Tolkien Readings” („Zegar na kominek”). W październiku 2018 roku Derdzński uzupełnił swój wpis blogowy o wsi Globuhnen zdjęciami wykonanymi przez lokalnego eksperta Nikołaja Kożanowa, z którym skontaktowałem się przed wyjazdem. Zauważył, że wycieczka była dość nietypowa, ale wybrana pora roku była najgorsza: latem wszystko jest zielone i nie widać fundamentów domów Kreuzburga ani nie można spacerować wzdłuż rzeki. Pruska wieś Globuhnen może być trudno dostępna, ale nawet latem to tylko zielona plama na zielonym tle. Zalecał zwiedzanie takich miejsc w „sezonie pustym” od listopada do kwietnia, kiedy cały krajobraz jest widoczny, wszystko jest rozpoznawalne i można odtworzyć przeszłość.

Fragment wystawy w Muzeum Zamku Bursztynowego we wsi Jantarnyj. Cegły z zamku Kreuzburg

Globuhnen udało mi się zlokalizować dzięki mapom dostępnym online: współczesna droga biegła śladem niemieckiej drogi, która kiedyś przechodziła przez tę wieś (nie przez pobliską pruską twierdzę) i skręcała tam w charakterystyczny sposób. Warto dodać, że czasami nawet bruk na drogach i ulicach małych miasteczek był pozostałością po Niemcach, jak twierdzą taksówkarze. Jednak w ostatnich latach w regionie rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę prace drogowe, a turyści zauważają, że drogi są w dobrym stanie w porównaniu z innymi regionami kraju. Zjazd przy dawnym Globuhnen, podobnie jak reszta drogi, był wyasfaltowany. W pobliżu znajdowało się wysypisko starych mebli i innych odpadów. 

Miejsce, gdzie znajdowała się wieś Globuhnen, na południe od Miedowoje

Zjazd z drogi na zdjęciu i na mapach. 

Z krzyżborskiego kościoła przodków J.R.R. Tolkiena, we współczesnej wsi Sławskoje pozostały jedynie XIV-wieczne ruiny. Na przestrzeni wieków kościół był wielokrotnie przebudowywany, a jego dzwonnica pochodzi z XVI lub XVIII wieku. Mówi się, że dzwonnicą stała się wieża bramy miejskiej, uzupełniona ośmiokątną nadbudówką. W 2007 roku budynek został uznany za regionalne dziedzictwo kulturowe, a w 2010 roku, podobnie jak zdecydowana większość innych obiektów sakralnych, został przekazany Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Ruiny kościoła w stolicy Natangii, Krzyżborku (dziś wieś Sławskoje)

Konstantyn przy kościele pierwszych Tolkienów
„W rogu wieży znajduje się jeden stosunkowo nowy obiekt – prawosławny krzyż – symbol nowych właścicieli rozpadających się ruin” – napisała w 2016 roku dziennikarka Alena Petrauskaite dla gazety Nowy Kaliningrad. „Ale teren wokół samego pomnika jest stosunkowo czysty, co jest niewątpliwym osiągnięciem w porównaniu z innymi miejscami w regionie”.

Wnętrze dzwonnicy w Krzyżborku

Widzieliśmy tę samą scenę w 2025 roku – nie zauważyłem żadnych zmian w porównaniu ze zdjęciami innych osób z poprzednich lat: najwyraźniej miejscowi przestali rozkradać budynki cegła po cegle. Kościół otoczony jest ogrodzonymi terenami mieszkalnymi, ale ślepa droga prowadząca do niego jest bezpłatna. W tych okolicach zasięg internetu jest słaby, więc taksówkarz początkowo się zgubił, zabierając nas na ulicę Jenina, i dopiero tam dowiózł nas tam, gdzie mieliśmy jechać. Drugim miejscem, które planowaliśmy odwiedzić w Sławsku, były ruiny zamku Kreuzburg, zaznaczone na mapie w lesie niedaleko cmentarza – i mieliśmy pojechać dokładnie tam, gdzie taksówkarz nas omyłkowo zawiózł. Tam spotkaliśmy mieszkankę, która powiedziała, że ​​w lesie nic nie ma, tylko wąwóz, a ruiny znajdują się tylko w pobliżu kościoła. Według niej turyści czasami trafiają tu przez pomyłkę i odchodzą, niczego nie widząc. Przypomnę, co powiedziano mi wcześniej: teren zamku był „zakopany w zaroślach”. Kiedy wspomnieliśmy, że byliśmy już przy kościele, zasugerowała, żebyśmy poszli zobaczyć kolejny zabytek – niemiecki pomnik – ale odmówiliśmy. Wydaje mi się, że był to pomnik z lat 20. XX wieku, upamiętniający poległych w I wojnie światowej, przedstawiający niemieckiego żołnierza. Kiedyś stał w pobliżu kościoła, ale został zwalony podczas II wojny światowej. Następnie, ponieważ nie był pilnowany, trafił w ręce miejscowego mieszkańca. W każdym razie nie po to tam przyjechaliśmy.

Pomnik we wsi Sławskoje na wystawie fotograficznej w Kaliningradzkim Obwodowym Muzeum Sztuk Pięknych

Z dawnego Krzyżborka udaliśmy się do centrum obwodu Bagrationowsk, gdzie chcieliśmy zobaczyć krzyżacki zamek Preussisch Eylau i lokalne muzeum historyczne. Najlepiej zachowaną częścią zamku jest vorburg (przedzamcze), który kilkakrotnie zmieniał właścicieli, zanim rozpoczęła się obecna rekonstrukcja. Podeszliśmy do zamkniętej, zakratowanej bramy, gdzie pracownicy poinformowali nas, że bilety są dostępne w kasie w kawiarni na świeżym powietrzu na parkingu (około stu metrów od bramy). W tym samym okienku sprzedawano również lokalne pamiątki. Kupiliśmy kilka pocztówek ze zdjęciami vorburgu z różnych pór roku, ale jeśli chodzi o dostęp do zamku, kasjerka powiedziała nam, że jest on otwarty tylko dwa razy dziennie na wycieczki, pierwsza zaczyna się o 13:00. Było około 10:00 rano i nie mogliśmy czekać do 13:00, a ona odmówiła ustąpienia, pozwalając nam na szybkie zwiedzenie.

Budynek gospodarczy vorburgu
Wystawa poświęcona historii twierdzy

Ale kiedy zapytałem, dlaczego postanowili zbudować wioskę hobbitów na terenie zamku, odpowiedziała, że ​​przodkowie Tolkiena mieszkali tutaj, w Natangii, i to oni inspirowali go podczas tworzenia postaci hobbitów. To ciekawe, jak tworzą się legendy, aby przyciągnąć turystów; oczywiście Tolkien nie wiedział o swoich pruskich przodkach. Wiemy o tym dopiero od kilku lat – ale plotki, jak się wydaje, już się rozeszły.

I nagle odezwał się do nas mężczyzna siedzący samotnie przy jednym ze stolików. Powiedzieliśmy mu, skąd jesteśmy, a on przedstawił się jako Władysław, właściciel zamku, i uprzejmie zaproponował, że oprowadzi nas osobiście. Kasjer wydawał się nim onieśmielony, ale robotnicy posłuchali. I tak znaleźliśmy się w budowanej wiosce hobbitów.

Okazało się, że właściciel zamku Preussisch Eylau oczekiwał urzędników z Ministerstwa Kultury (Ministerstwa Kultury i Turystyki Obwodu Kaliningradzkiego?) i miał około pół godziny do ich przyjazdu – mógł więc poświęcić nam trochę czasu, a może nawet przećwiczyć przemówienie dla znamienitych gości.

Droga do pensjonatów w „Wiosce Sierżanta Kolczuszka”

Zamek ten został zbudowany stosunkowo późno, aby zabezpieczyć drogę między dwoma innymi (w tym Kreuzburgiem), przez co nie miał bogatej historii wojskowej. Dlatego, aby przyciągnąć turystów (i zapewnić im powrót, aby wycieczki do Bagrationowska mogły się powtarzać), wybrano koncepcję starej, dobrej baśni: w szczególności stworzono postać rycerza, jeża Kolczuszka. Odbudowano dach oficyny vorburga – tej, która najlepiej się zachowała, choć spłonęła za czasów jednego z poprzednich właścicieli. Najwięcej pracy pozostało przy odbudowie głównej części zamku – hochburga – z której pozostały jedynie fundamenty. Z bagien powstaje staw. Inną część terenu zamkowego przeznaczono na wioskę hobbitów, która zgodnie z planem ma symbolizować spokojne życie mieszkańców wioski.



Domy w „Wiosce Hobbitów”

Te domy to nie tylko scenografia, ale pensjonaty, w których można zamieszkać. Według Władysława, projekt ten jest wyjątkowy i wyróżnia się spośród innych wiosek hobbitów budowanych w różnych zakątkach świata (zwłaszcza w Armenii [sic!]). Na metalową konstrukcję wylano ziemię, a następnie zasadzono na niej trawę. Jednak po pewnym czasie ziemia w niektórych miejscach się osunęła, a chwasty zniszczyły roślinność. Jednak trudności zostały pokonane, a prace trwają. Pokazano nam nawet wstępne wnętrze jednego z domów (po poproszeniu o niefotografowanie). Okrągłe drzwi, nieco niższe od ludzkiego wzrostu (jak Gandalf odwiedzający Bilba!), były zamknięte na klucz; klamka nie znajdowała się pośrodku, ale wygodniej po prawej stronie, bliżej zamka. Za drzwiami znajdował się przytulny korytarz z jedną sypialnią z łóżkami po obu stronach. Nawet bez dodatkowych mebli w stylu hobbickim, wszystko wyglądało pięknie.


Domy w „Wiosce Hobbitów”

Pełne otwarcie planowane jest dopiero w drugiej połowie 2026 roku. Jeśli dobrze rozumiem, chodzi o to, aby przyciągnąć turystów nie tylko historią samego Preussisch Eylau, ale także innymi pobliskimi miejscami i ruinami zamków, takimi jak Kreuzburg. Zakładam, że właściciel uznał, że hobbici są dla turystów bardziej interesujący niż bitwa pod Preussisch Eylau (którą również opisał) i że ten temat przyciągnie stałych bywalców.


Fragment wystawy w Muzeum Historii Regionalnej Bagrationowsk

Po zwiedzeniu muzeum regionalnego udaliśmy się do dawnej wsi Tollkeim. Do samego miejsca nie prowadziła żadna droga, a spacer tam, aby zobaczyć tę samą roślinność, co wszędzie indziej, był bezcelowy. Dlatego po prostu fotografowaliśmy krajobraz w kierunku Tollkeim z dwóch najbliższych dróg – południowej (ulica Polewaja we wsi Berezovka) i wschodniej.

Mapy i widoki okolicy, na której znajdowała się wieś Tollkeim, 
niedaleko współczesnej wsi Bieriezowka 
 

Jeśli chodzi o lokalne muzea w obwodzie kaliningradzkim, prywatny „Zamek Bursztynowy” w nadmorskiej miejscowości Jantarnyj (Palmnicken) okazał się najlepszym przykładem interesującego nas okresu. Zawierał dość szczegółowy opis zamków regionu, w tym zamku Kreuzburg, a nawet eksponował pochodzące z niego cegły. W obwodzie kaliningradzkim znajduje się co najmniej kilkanaście zamków rycerskich, różniących się jedynie stanem zachowania (raczej słabym), więc aby przyciągnąć zwiedzających do któregokolwiek z nich, trzeba się postarać, żeby się wyróżnić.


Fragment wystawy w muzeum „Zamek Bursztynowy” w Jantarnym

Opowiem Wam również o innej „podróży po Natangii” – nie dosłownej, a raczej, że tak powiem, wykładowej. Wieczorem 14 sierpnia uczestniczyliśmy w wykładzie w obwodowej bibliotece naukowej, który również poruszał temat rodziny Tolkienów. W zaproszeniu na wykład prelegenta, Konstantyna Pirożkowa, „tłumacza i badacza biografii Tolkiena”, napisano: „W swoim wystąpieniu skupi się on również na obwodzie kaliningradzkim, ponieważ w ostatnich latach stało się wiadome, że Prusy Wschodnie są kolebką rodziny Tolkienów” (źródło).

Wykład w Królewieckiej Obwodowej Bibliotece Naukowej.

Tolkien (i szerzej kultura angielska) to tradycyjny temat dla biblioteki. Dosłownie tego samego dnia w południe Dziecięcy Klub Książki gościł wykład dr Marii Mielichowej „Opowieści z Narnii: Podróż przez granice wyobraźni i moralności”. 28 sierpnia Aleksandra Kosinska, doktor filozofii i adiunkt na Bałtyckim Uniwersytecie Federalnym im. Immanuela Kanta, wygłosi wykład pt. „O przyjaźni: od Arystotelesa do Tolkiena”. 18 sierpnia wygłosiła tam również wykład na temat „Tradycji Johna Miltona w twórczości Lewisa i Tolkiena”. Tej zimy biblioteka zorganizowała wystawę zatytułowaną „Rosja zna różnych J.R.R. Tolkienów”, humorystycznie nawiązującą do różnych tłumaczeń Władcy Pierścieni. Dla wyjaśnienia, na wystawie zaprezentowano tłumaczenia identycznych fragmentów powieści, a także „karty z informacjami osobistymi o bohaterach eposu fantasy, świadczące o niewyczerpanej wyobraźni czołowych filologów rosyjskich w zakresie przekładu nazwisk, pseudonimów i nazw geograficznych na język rosyjski”. 

Na sierpniowy wykład „Tłumaczenia Profesora Tolkiena” pracownicy biblioteki zaprojektowali specjalny plakat i wystawili książki (i biografie) Tolkiena ze zbiorów biblioteki. Wśród nich znalazły się nie tylko wydania rosyjskojęzyczne, ale także wydania oryginalne, a także egzemplarze Hobbita w języku polskim i esperanto. To ostatnie wydanie ukazało się w Królewcu w 2005 roku. W wykładzie wzięło udział około trzydziestu osób, w tym królewieccy tłumacze poezji Tolkiena – Ilja Worobjow i Anastazja Kabajewa; jeden z czytelników przyniósł nawet swój egzemplarz Natury Śródziemia po autograf. Artystka Waleria Wyprin, jedna z organizatorek corocznego kaliningradzkiego „Tolkien Fest”, podarowała trzy piękne, ręcznie robione pocztówki przedstawiające norki hobbitów.
 
Jeden z wyżej wymienionych tłumaczy wziął również udział w bardziej kameralnym spotkaniu z mieszkańcami Kaliningradu następnego wieczoru w "Tawernie Elfów". Czytaliśmy tłumaczenia wierszy Tolkiena i delektowaliśmy się pysznym jedzeniem i napojami o baśniowych nazwach: wystrój tawerny jest raczej fantasy, a nie konkretnie elfami Tolkiena. Jednak jeden z pracowników, zakręcony muzyk Arsenij Arszyak, ze spiczastymi sztucznymi uszami, wyglądał bardzo podobnie do hobbita, a inny pracownik kawiarni namalował w prezencie portret Froda. (Otrzymaliśmy również kilka wielokolorowych kostek ręcznie robionego mydła w kształcie liści). Ogólnie rzecz biorąc, tak nam się podobało, że ostatniego wieczoru, w niedzielę, spontanicznie postanowiliśmy pójść tam ponownie – i znów byliśmy zadowoleni. 
 
Spośród innych miast obwodu królewieckiego, które odwiedziłem, chciałbym wymienić Swietłogorsk (Rauschen). Tam, nad brzegiem jeziora Tichoje, w altanie na ławce, w 2019 roku zainstalowano jedną z rzeźb Wasilija Filszyna, „Dziewczynka czytająca bajkę”. Jeśli się dobrze przyjrzeć, w otwartej książce dostrzeżecie wyblakłe słowa: „Czarodziej nigdy się nie spóźnia i nigdy nie przychodzi za wcześnie. Zawsze przybywa na czas”. Pod nimi widnieje podpis: „J.R.R. Tolkien”. 
 

Autor tekstu: Konstantyn Priożkow
Tłumaczył z rosyjskiego Galadhorn

sobota, 3 stycznia 2026

Frankfurter Allgemeine Zeitung
na wojnie kulturowej z "alt-tolkienistami"

Artykuł w dzisiejszym FAZ

W roku 2023 historyk i konserwatywny publicysta z Belgii (ale bardzo mocno związany z Polską), prof. David Engels (patrz jego biogram) namówił mnie i kilku innych miłośników Tolkiena do napisania wspólnie zbioru esejów pod tytułem Aurë entuluva z podtytułem: Dzień, który nadejdzie ponownie: J.R.R. Tolkien w 50. rocznicę swojej śmierci. Możecie tę książkę kupić na Amazonie (choć uwaga — książka jest po niemiecku, mam tam swój artykuł w tym języku, dzięki tłumaczeniu Davida Engelsa, a piszę w nim o tym, co znacie z bloga: o lewicowym i woke'owym "zakręceniu" głównych towarzystw tolkienowskich w Brytanii, USA i Niemczech). Oto nasza książka (na Amazonie ma maksymalną 5-gwiazdkową rekomendację):

[kup książkę]

Dziś największy niemiecki dziennik, manifestacja liberalnych elit, czyli Frankfurter Allgemeine Zeitung zrobił nam niespodziewany prezent z okazji urodzin J.R.R. Tolkiena. Markus Steinmayr, wykładowca literaturoznawstwo na Uniwersytecie Duisburg-Essen, opublikował tam duży artykuł, którego tytuł w polskim tłumaczeniu to: Tolkien z perspektywy Nowej Prawicy. Fascynacja fantazją jako fanatyzm [link] W tekście zrobiono darmową reklamę naszej książce (ja się cieszę, choć niejeden "miłośnik" mojej działalności tolkienowskiej powie: "nareszcie dokopali tym katolom"). Czytamy tam (moje tłumaczenie z niemieckiego):

Tolkien jako literatura oporu przeciwko modernizacji

Od pewnego czasu coraz częściej podejmowane są próby instrumentalnego włączenia tolkienowskiego eposu fantasy do prawicowego kanonu. Jak pokazuje Erika Thomalla w swoim artykule „Nowa Prawicowa Polityka Literacka” (opublikowanym w 2024 roku w Niemieckim Kwartalniku Studiów Literackich i Historii Intelektualnej, nr 98), formaty takie jak „Kontruniwersytet” prowadzony przez Volkera Zierkego postrzegają siebie jako formę rozpowszechniania literatury Nowej Prawicy. Wiąże się to z „zawłaszczaniem tego, co popularne” przez Nową Prawicę i ustanawianiem nowych sposobów czytania. Dla Zierkego Władca Pierścieni Tolkiena to epos na czas kryzysu naszej cywilizacji: wyraża on sceptycyzm wobec postępu, krytykę nowoczesności i modernizacji, a zwłaszcza jej związek z naturą, co ułatwia czytelnikom żyjącym w „podobnie mrocznych czasach” co bohaterowie eposu Tolkiena „ponowne nawiązanie kontaktu” z historią ocalenia Śródziemia.

W 2023 roku, z okazji pięćdziesiątej rocznicy śmierci Tolkiena, wydawnictwo Renovamen wydało antologię Aurë entuluva. David Engels w eseju „Życie ze Śródziemiem – rozwój przez Tolkiena” pisze, że Tolkien jest „rodzajem literatury oporu” wobec tempa modernizacji i postępu, rodzajem buntu w całkowicie zsekularyzowanym świecie nowoczesności. 

Tutaj autor FAZ najwyraźniej nawiązuje do mojego eseju: 

Krytykowana jest tam obecna „manipulacja Tolkienem”, która „wydaje się ograniczać do coraz bardziej absurdalnych pytań, takich jak niebinarna relacja między Samem a Frodem, rzekoma ksenofobia Tolkiena, „ateizm” Władcy Pierścieni czy konieczność feministycznej interpretacji Silmarillionu". Argumentuje się, że Tolkien przeciwstawił całkowicie zeświecczonemu światu ponowne zaczarowanie poprzez religię, mit, mitologię i związek z naturą. Zgodnie z nurtem skrajnie prawicowej lektury, popularna fantastyka jest w stanie zaoferować kontrnarrację wobec wiary w postęp, nieodłącznie związanej z kapitalistyczną nowoczesnością, narrację polegającą na powrocie do dawnych mitów i mitologii. To ponowne zaczarowanie świata jest, co najmniej, źródłem popularności literatury fantasy.

Autor chciał przerazić, ale z mojej perspektywy zrobił nam reklamę. Cały artykuł jest bardzo ciekawy. Autor nas krytykuje, ale tak naprawdę wysyła w świat to, o co chodzi na przykład mnie w mojej publicystyce. Podam niżej najciekawsze fragmenty:

 

TOLKIEN Z NOWEJ PRAWICOWEJ PERSPEKTYWY

Fascynacja fantazją jako fanatyzm

Markus Steinmayr 

Hegemonia kulturowa potrzebuje przyziemnych bohaterów: Jak Władca Pierścieni Tolkiena stał się idealną książką dla Nowej Prawicy

 

Włoska premier Georgia Meloni nazwała festiwal polityczny imieniem Atreyu, postaci z powieści Michaela Endego Niekończąca się opowieść z 1979 roku. Władca Pierścieni J.R.R. Tolkiena to kultowy klasyk dla prawicowej populistki: w swojej autobiografii „I Am Georgia – My Roots, My Ideas” Meloni wymienia hobbita Samwise'a Gamgee, zwanego Samem, jako swoją „ulubioną postać”. Twierdzi, że jest on gotów stanąć w obronie wyższej sprawy, ostatecznej bitwy dobra ze złem i ocalenia pierwotnego Shire. Sam, jak twierdzi, to ktoś, kto „wyzwany przez los, wypełnia swój obowiązek, nieustraszony, zdeterminowany, gotowy narazić się na niebezpieczeństwo, by ratować innych”. Zatem w świecie Meloni wciąż istnieją bohaterowie.

Literaturoznawca Moritz Baßler stwierdza, że ​​„z epickiego punktu widzenia żyjemy w epoce fantasy”. Ale żyjemy w epoce fantasy nie tylko epicko, ale i politycznie. Entuzjazm Meloni dla Tolkiena i Endego ma również korzenie polityczne. Jeśli kształtowanie i zmienianie teraźniejszości jest zadaniem polityki, a przedstawianie i inscenizacja teraźniejszości jest zadaniem literatury, to popularność fantasy w sferze politycznej może leżeć właśnie w jej eksploracji skrzyżowania wyimaginowanych sfer polityki i literatury. Nic dziwnego, że często chwytliwa i prosta „nieodłączna logika” świata fantasy jest instrumentalizowana politycznie. Jest ona odczytywana w sposób wybitnie polityczny: hobbici głosowaliby na AfD, Fratelli d'Italia, Rassemblement National, a nawet na Nigela Farage'a – les Hobbits d’abord! [Naprzód, hobbici!] Uczyńmy Shire znów wielkim! Odzyskajmy kontrolę nad Shire! Tylko hobbici mogą nas uratować!

 

Strategia walki o uczelnie i kulturę

Ta polityczna lektura koncentruje się na dalszej popularyzacji tego, co już jest popularne – na przykład Władcy Pierścieni Tolkiena. Reprezentuje literacko-polityczny program ruchów i partii dążących do innego rodzaju popularności, innej hegemonii kulturowej. Zatem popularyzacja tego, co już jest popularne, jest istotnym elementem metapolityki skoncentrowanej na literaturze i kanonie, która poprzez tworzenie wspólnot czytelniczych i trendów literackich dąży do zmiany i przekształcenia kulturowych i hegemonicznych podstaw dyskursu politycznego. „Odzyskanie uniwersytetu” – napisał Martin Sellner w 2016 roku w skrajnie prawicowym biuletynie Sezession pod tytułem „Zdrada intelektualistów i kontruniwersytet” – „jest synonimem odzyskania humanistyki”. Humanistyka i jej kanony są wyobrażane jako dyscypliny generujące narracje, którymi należy się zająć. Jak zauważa Sellner w książce AfD vs. Activism? – 3 Principles for Cooperation (opublikowanej w 2022 r.), „walka o uniwersytety i umysły każdego pokolenia decyduje o hegemonii nad prawdziwym ośrodkiem władzy w społeczeństwie”.

Ale czym właściwie jest literatura fantasy? Fantasy opisuje niemożliwe zaświaty. W tych zaświatach rzeczy takie jak magiczne miecze czy pierścienie, mówiące i walczące drzewa, orki i smoki odgrywają role, których nie mogą odegrać w realnym świecie, ponieważ nie istnieją. Opowieść fantasy nie wymaga bezpośredniego odniesienia do realnego świata. Według badacza fantasy Helmuta W. Pescha, fantasy czerpie swoją „legitymizację” z faktu, że nie przedstawia alternatywnej rzeczywistości, która byłaby w jakiś sposób prawdopodobna, lecz jest czystą „fikcją”. Nieprzypadkowo Moritz Baßler uważa literaturę fantasy za kwintesencję tego, co nazywa realizmem popularnym. W swojej bestsellerowej książce teoretycznej Realizm popularny – o międzynarodowym stylu współczesnego opowiadania argumentuje, że jeśli „nasz świat nie jest w pełni opisany”, to uzasadnione może być „wynalezienie takiego, który jest”.

 

Idealnymi książkami dla Nowej Prawicy są te, które opowiadają o światach alternatywnych.


To jest zadanie literatury fantasy: stworzyć kompletny, narracyjny i, że tak powiem, zrozumiały świat, który właśnie ze względu na te cechy stanowi antytezę świata rzeczywistego. Złożoność rzeczywistości prowadzi do jasnej struktury świata narracyjnego, takiego, jaki znajdujemy w fantasy. Te cechy stawiają świat narracyjny w powszechnym kontraście do nieopowiedzianego świata, w którym żyjemy. Chodzi zatem o kontrobraz.

Narracyjny świat fantasy, by posłużyć się esejem Tolkiena O baśniach, jest zawsze „światem wtórnym”, który jednak ze względu na swój sposób funkcjonowania i inherentny realizm można powiązać ze „światem pierwotnym” – oczywiście w formie fikcji. Shire Hobbitów, jego krajobrazy, jego prowincje noszą ślad minionej Anglii, jaką znamy z powieści Jane Austen i George'a Eliota. Ta Anglia, o której czytelnicy wiedzą, że bezpowrotnie przeminęła, z kolei stawia Shire w topologicznym kontraście z cywilizacją technologiczną widzianą w Mordorze Saurona i Isengardzie Sarumana. Tę różnicę można oczywiście interpretować również politycznie. I to właśnie ta interpretacja polityczna motywuje prawicowych populistów do angażowania się w Śródziemie, jego mieszkańców, ludy i historię. Następnie uwaga przenosi się na podstawy polityki (nie polityki): rozróżnienie Carla Schmitta między przyjaciółmi a wrogami, które jest rozróżnieniem między dobrem a złem; stosunek do tradycji, który różni się od stosunku żądnej postępu technologicznej nowoczesności, która nigdy nie patrzy wstecz, a jedynie w przyszłość. Chodzi o imperatyw ratowania świata, czy też wyimaginowanej sielanki, przed nowoczesnością. (...)

 

Opowieść o ewolucji społeczeństwa


Zło we Władcy Pierścieni Tolkiena to imperium dążące do poszerzenia swoich granic. Sauron i jego słudzy, tacy jak Saruman, nieustannie próbują przesuwać granice swojego imperium i podbijać nowe regiony. W końcu Sauron wysyła swoich jeźdźców, Nazgûle, jako zwiadowców do Shire. W dziele Tolkiena zło jest przedstawiane przede wszystkim jako podbijająca cywilizacja, która zatruwa wszystkie żywe istoty, wycina lasy i poddaje Shire ciągłej industrializacji. W trzecim tomie eposu Tolkiena, w Powrocie Króla, Drużyna powraca do Shire, które stało się dla nich obce. Wkraczają do odmienionego i uprzemysłowionego Shire. Mieszkańcy podporządkowują się temu cywilizacyjnemu nakazowi: „Nieustannie hałasują, wypuszczając dym i parę, i nawet nocą w Hobbitonie nie dają spokoju. I celowo wpuszczają nieczystości do wód”.
 

Po powrocie hobbici wkraczają do świata, który Ludwig Klages po raz pierwszy opisał z perspektywy ekokrytycznej w swoim dziele z 1913 roku pt. Człowiek i Ziemia. Dzieło to traktuje o wpływie postępu cywilizacyjnego na przyrodę i ludzkość. Hobbici są, niczym figury z tekstu Klagesa, sentymentalnymi postaciami w industrialnej nowoczesności. W wersji Tolkiena jawią się jednak jako konserwatyści z Shire'u, odporni na transformację. Hobbici, jak stwierdzono w etnologicznym prologu do Władcy Pierścieni, trzymają się na uboczu, mało podróżują, są zadowoleni i oszczędni oraz nie zwracają uwagi na inne ludy Śródziemia. Kontrastują organiczną i zrównoważoną naturą swojej społeczności z cywilizacją elfów i krasnoludów i muszą zapobiec całkowitemu zniszczeniu kulturowemu, które zagraża Śródziemiu ze wschodu.

Już w 1795 roku Schiller w swoim eseju Poezja naiwna i sentymentalna zróżnicował nowoczesny obraz natury. Natura jest w niej z jednej strony metaforą stanu sprzed wszelkiej cywilizacji. To postrzeganie granicy między naturą a cywilizacją kształtuje nasze postrzeganie natury, ponieważ zawsze rezonuje z wyobrażonym obrazem świata żywych istot, nietkniętego przez jakąkolwiek ingerencję człowieka. Ludzkie zainteresowanie naturą ma zawsze charakter sentymentalny. „Bolesna tęsknota” za nią, jak to ujmuje Schiller, wyobraża jedność ludzkości z naturą, która bezpowrotnie zanika w rzeczywistości społeczeństwa mieszczańskiego: „Dopóki byliśmy jedynie dziećmi natury, byliśmy szczęśliwi i doskonali; staliśmy się wolni i utraciliśmy jedno i drugie. Z tego wynika dwojakie i bardzo nierówne pragnienie natury: tęsknota za jej szczęśliwością, tęsknota za jej doskonałością”. 

 

Tolkienowski lament nad niszczeniem drzew


Już na początku Klages stwierdza: „Nawet ci, którzy wciąż nie zdają sobie sprawy ze straszliwych konsekwencji, jakie przyniosła naczelna zasada postępu”, będą musieli się zatrzymać, obserwując „upadek naszych uroczych ptaków śpiewających, ptaków wędrownych, przyspieszający z roku na rok”. „Naczelna zasada postępu” prowadzi do „upadku” ptaków wędrownych. Klages używa „postępu” zarówno jako terminu opisowego, jak i normatywnego. To podwójne znaczenie pozwala Klagesowi wyobrazić sobie „upadek” ptaków wędrownych jako stratę; jego wywód toczy się opisowo, ponieważ krajobrazy, w których liczba ptaków maleje, można opisać jedynie jako krajobrazy prawdziwie współczesne, naznaczone i ukształtowane przez interwencję człowieka.

Skarga Klage nabiera tu wymiaru normatywnego, ponieważ przejście od krajobrazu kulturowego do krajobrazu przemysłowego początku XX wieku nie jest opisywane jako transformacja tego krajobrazu. Transformacja przynosi jedynie straty, a nie postęp. To właśnie doświadczenie industrializacji przysparza powracającym hobbitom „najbardziej ponurych godzin ich życia”. „Wielki komin”, czytamy w rozdziale „Oczyszczanie Shire”, „wznosił się przed nimi wysoko; a gdy zbliżali się do starej wioski patrząc na rzędy brzydkich, nowych domów po obu stronach”, ujrzeli „nowy młyn w całej jego ponurej ohydzie: wielki ceglany budynek, rozpostarty nad strumieniem, zanieczyszczanym parującymi i cuchnącymi odpływami”. Czym ptaki są dla Klagesa, tym drzewa są dla Tolkiena. Bowiem „największe straty i szkody”, jakich doznało Shire, „dotyczyły drzew”. Zostały one ścięte w trakcie prób industrializacji tej krainy.

 

Retoryka polityczna w literaturze

Eko-narracja używana przez prawicowy populizm do komunikacji politycznej to opowieść o apokalipsie, ostatecznym kryzysie naszej cywilizacji, która bezwzględnie powinna zostać uratowana. Zbliżająca się apokalipsa zwiastuje katastrofę, która z pewnością nastąpi, a która we Władcy Pierścieni Tolkiena została ledwo zażegnana. Obietnicą zbawienia, którą oferują prawicowi populiści, jest przywrócenie pierwotnej natury polityki, tej, która została wypaczona lub skażona przez nowoczesność, postęp, industrializację i migrację. Shire służy jako model dla tego wyimaginowanego świata neoprawicowej polityki. Proza Tolkiena, która przedstawia powrót do pierwotnej natury Shire jako odejście w inną, nową erę, pod wieloma względami przypomina polityczną retorykę popularnych prawicowych populistów.
 

 

Co czytają nasi politycy?

Björn Höcke pisze podobnie: „Jeśli wszystko inne zawiedzie, wycofamy się do naszych wiejskich azylów, niczym dzielni i radośni Galowie z dawnych czasów. My, Niemcy – przynajmniej ci, którzy wciąż chcą być Niemcami – będziemy wtedy tylko jednym plemieniem wśród innych. Jednakże re-trybalizacja w toku wielokulturowej transformacji stanie się siatką bezpieczeństwa i nowym jądrem narodu. I pewnego dnia ta siatka bezpieczeństwa może stać się punktem wyjścia, z którego rozpocznie się rekonkwista”. Wezwanie do wycofania się w przestrzeń poza nowoczesnym społeczeństwem, odrodzenie politycznej retoryki społeczeństw łowców-zbieraczy, a nawet utrwalanie hobbickiego oczyszczania Śródziemia ze wszystkiego, co obce, to narracje skrajnej prawicy, wykorzystywane przez popularyzację Tolkiena. Skrajnie prawicowa interpretacja jego fantastyki oferuje obietnicę odzyskania ojczyzny, która została utracona pod auspicjami współczesności. To nic innego jak polityczna fantazja bez politycznej wyobraźni.