sobota, 6 lipca 2024

Rozwiązanie zagadki "pisma Prusów"?

[Na podstawie tekstu dr. J Basanavičiusa i K. Bugi, Apie senovės Prūsų raštą ir Videvuto vėliavą ('O pradawnym piśmie pruskim i o sztandarze Widewuta'), Kowno-Wilno 1926.]

Czy dawne relacje o historii Prusów przekazują nam informacje o ich piśmie? Jeżeli naprawdę posiadali pismo, czy był to oryginalny ich twór? A może używali po prostu, jak i Celtowie we wcześniejszych epokach, pisma starożytnych Greków?

Kasjodor (a właściwie Favius Magnus Aurelius Cassiodorus Senator, ok. 485-580) był urzędnikiem, mężem stanu i intelektualistą związanym z dworem Teodoryka Wielkiego. Jedno z jego dzieł, Variae (Variae epistulae), wydane ok. 538, zwiera m.in. redagowaną przez Kasjodora korespondencję władców gockich od Teodoryka Wielkiego po Witigesa (536-540). Variae mają ogromne znaczenie dla studiów nad okresem wędrówek ludów w Europie Środkowej ze wyglądu na zachowany w tym zbiorze list Teodoryka do nadbałtyckich Hestiów (czyli bałtyjskich Estiów), datowany na lata 514/517, a w którym mowa jest o pochodzącym znad Bałtyku bursztynie (Variae V.2). Jeżeli cały przekaz jest wiarygodny, musimy przyjąć, że wśród estyjskich elit byli ludzie, którzy znali łacinę lub grekę i potrafili pisać i czytać. Czyli znali łacinę, a może grekę?

Książeczka Basanowicza i Bugi przekazuje też informacje na temat znalezisk runicznych na Litwie, w Prusach i dawnej Jaćwięży - jeżeli takie znaleziska istotnie były, można je moim zdaniem interpretować jako pozostałość po działalności waręgów, czyli wikingów szwedzkich nad Bałtykiem. Dalej autorzy rozpisują się na temat różnych mniej lub bardziej fantastycznych relacji renesansowych na temat rzekomego starożytnego pisma Litwinów itd. W końcu dochodzą do opisu tego niezwykłego, znanego miłośnikom spraw dawnych Prus, rysunku na podstawie przekazu dominikanina rodem z Tolkmicka, Simona Grunaua ("ich bruder Symon Grunaw von Tolckemitte ein Monch predicatorum"):

Sztandar Widewuta z domniemanym pruskim alfabetem

Grunau w swoje Kronice pruskiej jako pierwszy opisał najdawniejsze dzieje tej ziemi. Historycy podejrzewają, że wiele opowieści Grunaua to wytwór jego wyobraźni, że kierował się on chęcią stworzenia "mitologii dla Prus" (jak wiele wieków później pewien oksfordzki profesor z myślą o Anglii). Sam Grunau zapewniał jednak, że korzystał z istniejących w jego czasach źródeł (np. zaginionej kroniki biskupa Chrystiana). Są jednak bardzo ciekawe prace historyków (jak książka Prusowie-Prūsai Piotra Szczurowskiego), które analizują materiał dostarczony przez Grunaua, używając metodologii naukowej. W podobny sposób potraktowali doniesienia dominikanina uczeni litewscy. 
 
Simon Grunau opisał w swojej pracy sztandar mitycznego władcy pierwszych Prusów, Widewuta (na moim blogu znajdziecie kilka wpisów poświęconych tej postaci), zaś po raz pierwszy narysował ową banderę Kaspar Hennenberger (1525-1600, patrz tutaj). Widzimy na tej grafice (wyżej jedna z wersji tego rysunku) białą flagę. Miała mieć ona wymiary 5 na 3 łokcie (czyli mniej więcej 3 metry na 1,8 metra). Na sztandarze widzimy wizerunki trzech pruskich bogów: Patrimpa, Patolla i Perkuna, zaś wzdłuż krawędzi lewej i górnej znajduje się tajemniczy napis. Tak wygląda on w kronice Grunaua:
 
Z wydania kroniki Grunaua z 1876 r. (Lipsk)
 
Według wizerunku Hennenbergera, opartego na opisie Grunaua pruscy bogowie mają konkretną postać, pewne atrybuty i przyporządkowane sobie kolory. Jest tam bóg świata podziemnego, Peckols (inaczej Patollo*) – starzec z białą brodą i białą chustą na głowie. W środku jest ognistowłosy Perkūnas, bóg nieba, burzy i grzmotów, który jest w średnim wieku. Bóg morza, ziemi i plonów, Patrimpas, był przedstawiany jako młody mężczyzna bez brody, noszący wieniec z kłosów zboża. Pod sztandarem wyobrażono też herb króla Widewuta, gdzie mamy iście tolkienowską postać niedźwiedzia-człowieka, jakby Beorna. Oto mąż z głową niedźwiedzia, która jest pochylona w lewo. Według Grunaua Widewut miał żyć lat 116, a gdy zmarł, jego królestwo zostało podzielone między dwunastu synów. Miał ów król żyć w VI wieku, w czasach Teodoryka, która Ostrogotów (który zmarł w 526 roku).

Basanavičius i Buga zebrali w swoim artykule wszystkie formy tego napisu (od Grunaua, Lucasa Davida, Hennenbergera i in.). Są między nimi małe różnice. Ostatecznie Kazimierz Buga w odrębnym tekście doszedł do konstatacji, że mamy tu tak naprawdę do czynienia z napisem alfabetem... greckim. Że nie jest to zapis "alfabetem Prusów" (sam Grunau w swojej kronice zapewniał, że Prusowie nie posiadali własnego alfabetu). Oto odczytanie napisu ze sztandaru Widewuta u Bugi:

"Trójca głównych (= dostojnych) bogów: Patoldeus, Parkunas, Patrimpas. 1309 [rok]"

Przede wszystkim według Bugi mamy tu do czynienia z bustrofedonem (gr. βουστροφηδόν, boustrophedon, „bruzdy, jakie znaczy pługiem wół” – bous „wół", strophe „bruzda") – sposobem pisania w kolejnych wierszach tekstu na przemian od prawej do lewej, i od lewej do prawej. Litery są greckie i można je odczytać tak:

Δειξαν όραν τραίατξαν· Πατόλδηοξους
Παρκοῦνας, Πατρίμπας, ατ'θ΄ (= 1309).

Po polsku: „Trójca głównych (= dostojnych) bogów: Patoldeus, Parkunas, Patrimpas. 1309 [rok].

Jeżeli Buga ma rację, najbardziej może nas dziwić data 1309 roku. Czy chodzi o 1309 rok po Chr., gdy Krzyżacy ustanowili swoją stolicę w Malborku? Raczej nie, bo przecież sztandar Widewuta ma być bardzo starożytny. Buga domyśla się, że może chodzić o oznaczenie roku 533 po Chr. względem roku attyckiego i ery olimpijskiej, która zaczęła się w 776 roku przed Chr. (776 r. przed Ch. + 1309 lat = 533 r. po Chr.). W 533 roku żył król Widewuto według przekazów Grunaua. Król miał być powołany na władcę Prusów w roku 521, a umrzeć miał w roku 573. Może ów sztandar został wykonany dla jakichś zmagań bitewnych w roku 533?

Istniały jednak od dawien dawna różne inne próby interpretowania zapisu Grunaua jako odrębnego pruskiego alfabetu. Oto przykład z pracy Versuchte Erklärung einer alten Preußischen Aufschrift Johanna Thunmannsa (z 1725 roku, tutaj):


Swoją interpretację przestawił też (nie)sławny Tadeusz Wolański w 1845 roku (Listy o starożytnościach słowiańskich):

Wg tej interpretacji: "Diewai wardą amen. Zraogumi prussoz Zupan Utenes"
(W bogów imię amen. Z ludem pruskim, książę Uten!)

Na podstawie jednej z tych interpretacji stworzono nawet czcionkę "Grunau", której przykład prezentuję poniżej (jeżeli chcecie wiedzieć, co tam napisano, zapraszam tutaj):

______________________________

Przypis *

Jest pewna ważna sprawa, która wiąże trójcę pruskich bogów z okolicami wioski Tollkeim, gdzie narodziło się nazwisko Tolkien! Karczmarze z Tollkeim nazywali się w XVI w. Nagel (w mojej książce, a może i tutaj na blogu pokażę Wam XVI-wieczny przywilej dla karczmarza Nagela z Tollkeim). Simon Grunau w swojej Kronice pruskiej przekazuje, że dawne Romowe - słynne sanktuarium Prusów - znajdowało się blisko Tollkeim, w miejscu, gdzie Krzyżacy zbudowali potem klasztor Trójcy Świętej (miejscowość Patollen, potem Gross i Klein Waldeck). Właścicielem tej ziemi był wtedy nobil Peter Nagel, ostatecznie przełożony klasztoru... Ja to tak tu tylko zostawię, bo jest możliwe, że Tolkienowie z Tollkeim wywodzili się od owych Nagelów.

Z profilu znawcy Prus, Nikołaja Kożanowa
 
Według Grunaua i Hennenbergera (XVI w.) Romowe Rikoyto znajdowało się w Natangii,
blisko Domnau i wioski Tollkeim

Sanktuarium w Romowym według Mateusza Pretoriusa

piątek, 14 czerwca 2024

Michael Tolkien, syn mniej znany

Warren Lewis recalled a gathering with "Tollers [= Tolkien]
very confidential and 'in the know' about the details
of the Communist plot"

(H. Ordway, Tolkien's Modern Reading, p. 18)

Michael Tolkien, drugi syn państwa Tolkienów, jest mniej eksponowany, mniej znamy listów ojca do tego syna, niewiele się pisze o zgodności poglądów Profesora i Michaela. Trudno nawet znaleźć jego zdjęcie! Przyczyna jest dla mnie oczywista - Michael Tolkien miał bardzo katolickie, prawicowe, antymodernistyczne i antykomunistyczne poglądy. Jest refleksem, odzwierciedleniem tej strony Profesora, której dziś nie chce się za bardzo pokazywać dzisiejszemu światu. Czy pamiętamy, że Profesor Tolkien wspierał w czasie wojny domowej w Hiszpanii Generała Franco? (tutaj przeczytasz o tym więcej). Podobne poglądy na ekspansję komunizmu i ateizmu miał Michael...

Michael Tolkien z ojcem - z książki
"Tolkien - Maker of Middle-earth"

Wszystkie jego imiona to Michael Hilary Reuel Tolkien (ur. 22 października 1920 r. - zm. 27 lutego 1984 r.). W domu nazywano go Mick. To dla niego ociec napisał Łazikantego (ang. Roverandom) jako pocieszenie po utracie psa-zabawki. Tom Bombadil to pierwotnie lalka Michaela. Mick miał - podobnie jak ojciec - powtarzający się sen o nadciągającej wielkiej fali (patrz tutaj). Drugi syn, podobnie jak bracia, uczęszczał do Dragon School ("Smoczej Szkoły") w Oksfordzie i do Szkoły Oratorium w Caversham (Berkshire). W 1939 roku zgłosił się na ochotnika do armii, ale oddelegowano go, by ukończył pierwszy rok studiów historycznych w Trinity College w Oksfordzie. Podczas Bitwy o Wielką Brytanię w 1940 r. służył w artylerii przeciwlotniczej w Uxbridge. Za swoje wojenne czyny otrzymał Medal św. Jerzego. Zraniony, poznał Walijkę, pielęgniarkę Joan Griffiths (1916-1982), z którą postanowił wziąć katolicki ślub w 1941 r. Wtedy to ojciec napisał do niego długi list na temat relacji damsko-męskich (mam go na blogu - tutaj). Służył w Armii Brytyjskiej do 1943. Poważnie pokiereszowany przez przeżycia wojenne ukończył jednak studia w 1945 r. Z żoną Joan miał troje dzieci: syna Michaela (z którym koresponduję) oraz córki Joannę i Judith. Po wojnie Michael był nauczycielem w Dragon School, a potem przez dziewięć lat w Szkole Oratorium - uczył angielskiego, historii i kultury klasycznej. Pod koniec kariery wykładowcy nauczał w katolickiej, jezuickiej szkole Stonyhurst College. Przeszedł na emeryturę w 1976 r. 

Joan Tolkien zmarła w 1982 r., a Michael Tolkien w 1984. Pochowani są razem przy klasztorze franciszkańskim św. Dawida w Pentasaph k. Holywell w Walii. Wnukiem Michaela i Joan jest Royd Tolkien (pierwotnie Baker), aktor, który grał w adaptacjach tolkienowskich Petera Jacksona.

Michael bardzo interesował się polityką, był blisko związany z Britons Society, miał własnoręcznie podpisane kopie wydawanych przez nich książek, np. Światową rewolucję iluminatów Nesty Webster. Z korespondencji wynika, że ​miał on być spadkobiercą prawicowej Britons Library. Korespondował także z A.K. Chestertonem wydawcą prawicowego pisma Candour (krąży niepotwierdzona plotka, że czasopismo to subskrybował też sam Profesor Tolkien - zobacz tutaj i tutaj) i założycielem League of Empire Loyalist. Dziś takie poglądy nazywa się alt-right. Ale po co o tym mówić? To niedobra jest.

Angielskie i polskie wydanie książki, którą czytał M. Tolkien

Michael miał bardzo bogatą bibliotekę. Czasem na aukcje trafiają jego książki podpisane w charakterystyczny sposób. Są to często bardzo "prawicowe" dzieła. Michael pisał też krytycznie o brytyjskiej polityce (jego poglądy na temat Partii Pracy są doskonale zbieżne z poglądami ojca - tutaj znajdziecie list M. Tolkiena do Catholic Herald na temat labourzystów; niżej podaję fragmenty tego tekstu).

Ale warto zmienić temat, bo chcę pokazać, jak głęboka wieź łączyła JRRT i MHRT. Michael przekazał nam piękne i mądre słowa na temat swojego ojca. Wspominał na przykład, że jego ojciec »posiadł zdolność, rzadką u ojców obdarzonych szczególnym talentem, a może w ogóle rzadką, łączenia bycia ojcem i bycia przyjacielem.« Tolkien był "jedynym dorosłym", który całkiem na poważnie brał dziecięce komentarze i pytania Michaela.

Daniel Grotta w Tolkienie, twórcy Środziemia (s. 168) podał trafną uwagę Michaela na temat popularności dzieł Profesora:  

"Jednak być może najcelniejsza opinia na temat popularności Władcy Pierścieni pochodzi z ust syna J.R.R. Tolkiena, Michaela, do którego ojciec napisał kiedyś: „Jesteś jednym z niewielu ludzi, którzy naprawdę wiedzą, o czym jest Władca Pierścieni". „Dla mnie przynajmniej — mówi Michael Tolkien — nie ma nic tajemniczego w skali i zasięgu popularności dzieł mojego ojca. Geniusz jego talentu odpowiedział po prostu na wezwanie wszystkich ludzi zmęczonych brzydotą, szybkością, tandetnymi wartościami i oszukanymi filozofiami, jakie podano im zastępstwie piękna, poczucia tajemnicy, ekscytacji, przygody, bohaterstwa i radości, bez których dusza ludzka zaczyna marnieć i obumierać".

Warto przeczytać artykuł Michaela Tolkiena o ojcu (Sunday Telegraph z 1973 r., "J.R.R. Tolkien - mój tato-czarodziej"):

_____________________________

Jako ciekawostkę przełożyłem na polski fragment listu Michaela Tolkiena do pisma Catholic Herald z 1948 roku ("Laburzyści i Rosja"): 

"(...) Europa stoi w obliczu największego zagrożenia od czasu, gdy w 1683 r. ostatnią wielką inwazję turecką zmiażdżyła polska kawaleria Jana Sobieskiego u bram Wiednia. Jednak teraz, w godzinie niebezpieczeństwa prosi się nas, abyśmy pokładali wiarę w zbankrutowaną i oszukańczą filozofię oraz powierzyli swój los bandzie drugorzędnych kandydatów do politycznego chlewa.

Pradawne bastiony chrześcijaństwa są w rękach niewiernych. Opanowali je, bo zadziałało bezsensowne szaleństwo ludzi wyznających tę samą błędną wiarę w „demokrację”, którą dzielą dziś ci, w których teraz mamy pokładać zaufanie.

Zdradzenie Polski, o czym musiał wówczas wiedzieć każdy inteligentny znawca historii Europy, oznaczała po prostu otwarcie śluz dla odwiecznego zagrożenia dla chrześcijaństwa ze Wschodu. Chrześcijaństwo zostało zdradzone od wewnątrz i teraz wzywa się nas, abyśmy zaufali naszym zdrajcom, abyśmy zaufali słabym, egocentrycznym politykom, którzy wydali przepustkę wrogom Krzyża. (...) 

Niemniej jednak to właśnie takimi głupimi obietnicami nasi obecni władcy oszukali zawsze naiwne masy i w ten sposób przejęli władzę. Na ich czele stoi pan, który udzielił błogosławieństwa tym, którzy chcieli ustanowić komunistyczną tyranię w Hiszpanii.

(...) Czy możemy mieć nadzieję na znalezienie nowego Sobieskiego, Karola Młota, Piłsudskiego czy Jana Hunyadego w szeregach strażników naszego czasu lub wiarę polityczną dorównującą wierze naszych wrogów, w zwiotczałej filozofii naszego świata? U dziecka reformacji protestanckiej i rodzica komunizmu?

MICHAEL H. R. TOLKIEN.

Szkoła Oratorium, Woodcote

Ukochany kościół parafialny Tolkiena

Fragment książki Holly Ordway pt. Tolkien's Faith (prosimy Polskie Wydawnictwa o wydanie tej ważnej książki w naszym kraju!). Zdjęcia wykonałem w kwietniu 2024 roku podczas jednej z wizyt w Oksfordzie:

Kościół pt. śś. Grzegorza i Augustyna w Oksfordzie - RD

Jaki kościół można nazwać parafią Profesora? Najdłużej Tolkien związany był z oksfordzkim kościołem pod wezwaniem św. Grzegorza i św. Augustyna. Potocznie nazywa się go kościołem św. Grzegorza lub Gregiem. W latach 1926-1947 rodzina Profesora mieszkała przy Northmoor Road, która to ulica mieści się w granicach parafii. A zatem przez ponad dwadzieścia lat była to parafia Tolkiena, a długi związek jego rodziny z kościołem upamiętnia tablica w przedsionku. To właśnie tę parafię omówimy teraz bardziej szczegółowo.

Tablica pamiątkowa w przedsionku kościoła - RD

Kościół pw. św. Grzegorza i św. Augustyna został zbudowany w 1911 roku w stylu arts and crafts. Jest to prosta konstrukcja bez filarów i witraży; budowla jest niewielka, ma dwa rzędy ławek, nawę środkową i centralnie położone tabernakulum. To właśnie tutaj podczas modlitwy w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu Tolkien przeżył szczególny moment duchowej wizji, o którym rozmawialiśmy w rozdziale 22 [patrz tutaj]. Zwykle siedział w pierwszej ławce po prawej stronie, zwrócony ku ołtarzowi. Duże, malowane figury Maryi trzymającej Dzieciątko Jezus i św. Józefa, przybranego ojca Pana Jezusa, były właściwie jedynymi przykładami sztuki sakralnej w kościele w czasach Tolkiena.

Ołtarz główny i ulubione miejsce Tolkiena (strzałka) - RD

Patronów parafii, św. Grzegorza Wielkiego, papieża oraz św. Augustyna z Canterbury, otaczano w szczególny sposób kultem w dni ich świąt (12 marca i 26 maja). Figura Maryi z Dzieciątkiem na rękach była ozdobiona kwiatami i otrzymywała koronkową mantylę podczas świąt maryjnych oraz w maju, miesiącu maryjnym. W czasach Tolkiena kościół posiadał także pokaźny ołtarz zewnętrzny, postawiony w małej kapliczce z otwartym frontem, aby chronić go przed warunkami atmosferycznymi. Umożliwiało to zgromadzenie większej rzeszy wiernych, na przykład w czerwcu, podczas święta Bożego Ciała (...).

Figura Maryi z Dzieciątkiem ubrana w mantylę - RD

Kiedy rodzina przybyła do parafii św. Grzegorza w 1926 r., proboszczem był tam ks. William Smith, który służył w tym kościele do 1938 r. Jego następcą został ks. Douglas Carter, który rozpoczął swoją posługę w cieniu wojny. Priscilla wspomina że 3 września 1939 r. podczas mszy, na której była z ojcem, nadeszła wiadomość, że Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom. Ksiądz zapraszał każdego, kto chciałby zostać, do wysłuchania wiadomości w jego radiu, ale jej ojciec, „wyraźnie zdenerwowany wojną”, zdecydował żeby natychmiast wrócić do domu.

W przedsionku kościoła - RD

W latach wojny ks. Carter zapewniał opiekę duszpasterską włoskim jeńcom wojennym z rejonu hrabstwa Oksfordu i był pod takim wrażeniem ich pobożności, że ostro skrytykował swoich parafian za brak takiej wiary i oddania. Pozostał u św. Grzegorza do 1950 roku i nawiązał trwałą przyjaźń z Tolkienem; obaj wciąż aktywnie korespondowali aż po rok tuż przed śmiercią Tolkiena. W ostatnim liście dyskutowali na temat entowych żon. Mieli ze sobą wiele wspólnego. Ks. Carter, klasycysta i językoznawca, był, podobnie jak Tolkien, jednym z tłumaczy Biblii Jerozolimskiej. Łączyło ich także zainteresowanie św. Johnem Henrym Newmanem. W 1957 roku Carter był narratorem filmu o Newmanie, do którego scenariusz napisał syn Tolkiena, ks. John. Proboszcz miał wyczucie piękna i sam przygotowywał kompozycje kwiatowe na ołtarz. Doświadczyła go też przewlekła choroba (...).

Carter, nawrócony z anglikanizmu, przejawiał solidarne podejście do swoich byłych współwyznawców; zauważył, że Kościół anglikański „był dla mnie wiele lat temu dobrą macochą i większości tego, w co wierzę jako katolik, nauczyłem się od niego”, a w 1957 r. wygłosił kazanie w Katedrze Westminsterskiej w Londynie w ramach oktawy mszy św. w intencji jedności chrześcijan. Carter zwrócił wtedy uwagę na obecność „obfitych łask” w posłudze anglikańskiej, i zwrócił uwagę, że są to „łaski nieprzymierzone” (to znaczy niezwiązane z żadnym konkretnym sakramentem, być może z wyjątkiem chrztu). Podejście to było w dużej mierze zgodne z podejściem Tolkiena do ekumenizmu - być może obaj wspierali się w takim podejściu (...).

Chcielibyście więcej takich informacji? Książka Holly Ordway jest niesamowicie ciekawa. Czekam aż pojawi się w polskim przekładzie!


sobota, 13 kwietnia 2024

"Tolkien's Faith" & Tolkien Society

Źródło grafiki: Word on Fire

Można się było spodziewać, że obecne władze Tolkien Society nie dopuszczą wśród swoich nominacji do Tolkien Society Awards najlepszej napisanej ostatnio biografii J.R.R. Tolkiena — "Tolkien's Faith" Holly Ordway. Ponieważ książka jest katolicką biografią duchową pisarza, nie przeszła przez sito "politycznej poprawności". Dzisiejsze TS to brutalna polityka "cancel culture" i awangarda "wojny kulturowej". Tolkien byłby bardzo zasmucony tym, co obecnie robi towarzystwo jego imienia.

It could be expected that the current Tolkien Society authorities would not include among their nominations for the Tolkien Society Awards the best recently written biography of J.R.R. Tolkien - "Tolkien's Faith" by Holly Ordway. Because the book is a Catholic spiritual biography of the writer, it did not pass through the sieve of "political correctness". Today's TS is a brutal policy of "cancel culture". Tolkien would be very saddened by what the society bearing his name is currently doing.

Kilka recenzji wspaniałej i bogatej w nowe materiały biograficzne książki Holly Ordway / A few reviews of Holly Ordway's wonderful book, rich in new biographical material:

Notion Club Papers blog

National Review

The Imaginative Conservative

Catholic Herald  

Proszę o więcej linków do ciekawych recenzji! / Provide me with more links to good reviews, please!

sobota, 2 marca 2024

Porada Tolkiena

Tolkien w nowym wydaniu Listów (słowa z nieznanego wcześniej fragmentu listu do syna Christophera - nr 54; cała książka do nabycia tutaj):

«W tej chwili nie mam innej rady, jak tylko, żebyś praktykował swoją religię najlepiej jak potrafisz: korzystaj z każdej okazji, aby przystępować do sakramentów (zwłaszcza do spowiedzi) i modlić się. Módl się idąc piechotą, w samochodzie, w chwilach pustej nudy. Niech nie będzie to tylko modlitwa błagalna. Pamiętaj też o mnie: muszę stawić czoła wielu trudnościom».

[«At the moment, I have no advice to give except to practise your religion as well as you can: taking every opportunity of the sacraments (esp. Confession) and pray. Pray on your feet, in cars, in blank moments of boredom. Not only petitionary prayer. But remember me: I have a good many difficulties to face.»]

wtorek, 27 lutego 2024

Przyjaźń w świecie ogarniętym przez Cień

Elena Kukanowa, "Turin i Beleg"

Philia to po grecku więź przyjacielska

W swojej genialnej książce Cztery miłości C. S. Lewis opisuje miłość w jej czterech formach: przywiązania rodzicielskiego, przyjaźni, miłości erotycznej i miłosierdzia (caritas/agape). Opisując przyjaźń, Lewis opisuje też swoją głęboką przyjaźń, która połączyła go z J.R.R. Tolkienem i Charlesem Williamsem (ukrywają się oni pod enigmatycznymi imionami Ronalda i Karola).

Philia (gr. φιλία) to miłość, która pod względem siły i czasu trwania upodabnia przyjaciół do rodzeństwa. Przyjaźń to silna więź istniejąca między ludźmi podzielającymi wspólne wartości, zainteresowania i podejmującymi wspólne działania. Nie należy jej mylić z koleżeństwem, znajomościami. Lewis natychmiast odróżnia miłość przyjaźni od innych miłości. Opisuje przyjaźń jako „najmniej biologiczną, organiczną, instynktowną, towarzyską i niezbędną… najmniej naturalną z miłości”. Nasz gatunek nie potrzebuje przyjaźni, aby się rozmnażać, ale w świecie klasycznym i średniowiecznym to miłość znajduje się na  wyższym poziomie, ponieważ została wybrana w sposób wolny (nie kierują nią biologia i seksualność).

Lewis wyjaśnia w Czterech miłościach, że prawdziwa przyjaźń, taka jak biblijna przyjaźń Dawida i Jonatana, jest sztuką niemal zagubioną. Autor wyraża silną niechęć do sposobów, w jaki współczesne społeczeństwo lekceważy przyjaźń. Zauważa, że nie pamięta żadnego wiersza, który celebrowałby prawdziwą przyjaźń o takiej sile, jak ta między Dawidem i Jonatanem, Orestesem i Pyladesem, Rolandem i Oliverem, Amisem i Amilesem. Lewis mówi dalej: „Starożytnym przyjaźń wydawała się najszczęśliwszą i najbardziej ludzką ze wszystkich miłości, koroną życia i szkołą cnót. Dla porównania współczesny świat ją ignoruje”.

Przyjaźń dla Lewisa była formą miłości, która zasługuje na głębokie uznanie i szacunek. Jednak według niego niewiele osób we współczesnym społeczeństwie mogło cenić ją tak bardzo, ponieważ tak naprawdę niewielu rzeczywiście doświadczyło prawdziwej przyjaźni.

Niemniej jednak Lewis nie był ślepy na to, co uważał za niebezpieczeństwa związane z przyjaźnią i dla samej przyjaźni.

Lewis pisze: 
W naszych czasach stało się konieczne obalenie teorii, że każda głęboka, poważna przyjaźń jest w gruncie rzeczy homoseksualizmem.

Ważne jest tu owo niebezpieczne określenie w gruncie rzeczy. Twierdzenie, że każda przyjaźń jest świadomie i wyraźnie homoseksualna, byłoby zbyt widocznym fałszem, wobec czego mędrcy uciekają się do mniej drastycznego zarzutu, że jest ona w gruncie rzeczy homoseksualna w jakiś podświadomy, tajemniczy, Pickwickowski sposób. A tego twierdzenia choć nie sposób dowieść, nie sposób również zbić. Fakt, że nie można znaleźć w postępowaniu dwóch przyjaciół żadnych bezwzględnych dowodów homoseksualizmu, bynajmniej nie peszy mędrców. „Właśnie tegośmy się spodziewali” – mówią z powagą. Brak dowodów jest więc traktowany jako dowód; brak dymu dowodzi, że ogień ukryto bardzo starannie. Tak – o ile on w ogóle istnieje. Ale musimy wpierw dowieść, że istnieje. W przeciwnym wypadku rozumujemy jak człowiek, który by powiedział: „Gdyby na tym krześle siedział niewidzialny kot, krzesło wyglądałoby puste; krzesło właśnie wygląda puste, czyli że siedzi na nim niewidzialny kot”.

Pocałunki, łzy, uściski nie są same w sobie dowodem homoseksualizmu. Ten wniosek byłby zresztą zbyt zabawny. Hrothgar ściskający Beowulfa, Johnson ściskający Boswella (notorycznie heteroseksualna para), a u Tacyta wszyscy ci obrośnięci, twardzi centurionowie, obejmujący się nawzajem i w momencie rozwiązania legionu błagający o ostatni pocałunek, mieliby być… pederastami? Jeśli możesz w to uwierzyć, możesz uwierzyć we wszystko. Z punktu widzenia szerokich historycznych perspektyw właśnie nie demonstracyjne odruchy przyjaźni naszych przodków, ale brak takich odruchów w naszym społeczeństwie wymaga specjalnych objaśnień. Nie oni, a my nie dotrzymujemy kroku.

Dziś niewielu uważnie czyta książki. Za to wielu buduje swoje skojarzenia poprzez obraz filmowy. Tak jest z odbiorem Władcy Pierścieni we współczesnym, tak zdezorientowanym świecie... Stąd dziwne memy, komiksy, pornograficzne fanfiki itd.

Tymczasem w biografii Carpentera przeczytamy, że Tolkien w wieku lat 19 nigdy nie słyszał o homoseksualizmie. O tym zjawisku przeczytamy tylko w takich, wiele mówiących, fragmentach Biografii:

Ta skłonność do zwykłego męskiego stroju była być może po części reakcją na zbytnią fircykowatość i sugerowany homoseksualizm „estetów”, którzy pierwszy raz pojawili się w Oksfordzie w czasach Wilde’a i których spadkobierców, ubierających się w pastelowe kolory i przejawiających nieokreśloną delikatność zachowania, można było jeszcze tam spotkać w latach dwudziestych i na początku trzydziestych. Z takim trybem życia Tolkien i większość jego znajomych nie chcieli mieć nic wspólnego i stąd brał się ich niemal przesadny entuzjazm dla tweedowych marynarek, flanelowych spodni, nierzucających się w oczy krawatów, solidnych brązowych butów odpowiednich do spacerów na wsi, burych płaszczy i kapeluszy oraz krótko obciętych włosów. Sposób ubierania się Tolkiena także odzwierciedlał niektóre z wyznawanych przez niego wartości, jego miłość do wszystkiego, co umiarkowane, rozsądne, niekrzykliwe i angielskie.

Carpenter o przyjaźni Tolkiena i Lewisa pisze tak (tam po raz trzeci w jego książce pojawia się słowo homoseksualizm):

Podobne uczucia podzielało wielu ówczesnych mężczyzn, choć może mniej świadomie. Istniały tego precedensy w starożytności; w czasach nam bliższych było to w pewnym stopniu rezultatem pierwszej wojny światowej, w której mężczyźni stracili tylu przyjaciół, że ci, którzy przeżyli, odczuwali potrzebę utrzymywania bliskich kontaktów. Taka przyjaźń była niezwykła, a zarazem naturalna i nieunikniona. Nie miała w sobie nic z homoseksualizmu (Lewis słusznie wyśmiewa to przypuszczenie), jednak nie obejmowała kobiet. Jest to wielka tajemnica życia Tolkiena i jeśli będziemy próbowali ją analizować, niewiele z niej zrozumiemy. Jeśli natomiast sami przeżyliśmy kiedyś taką przyjaźń, to będziemy doskonale wiedzieli, o co w niej chodzi. Jeśli i to nam nie pomoże, znajdziemy jej ślady we Władcy Pierścieni.

Tak - Tolkien wyjaśnia to w słynnym liście 43. (tutaj cytuję go na moim blogu) - przyjaźń między mężczyzną i kobietą jest prawie niemożliwa: zdarza się albo między świętymi (np. między św. Franciszkiem i św. Klarą), albo gdy zakończy się w życiu okres seksualnych zauroczeń i płodzenia dzieci:

W tym upadłym świecie "przyjaźń", która powinna być możliwa między wszystkimi istotami ludzkimi, między mężczyzną i kobietą jest właściwie niemożliwa. Diabeł ma nieograniczoną pomysłowość, a płeć jest jego ulubionym tematem. Równie zręcznie potrafi złapać człowieka poprzez szczodre, romantyczne czy też czułe motywy, jak też podlejsze czy bardziej zwierzęce. Taką "przyjaźń" usiłowano często nawiązać: prawie zawsze zawodzi jedna lub druga strona. Możliwa może być w późniejszym okresie życia, kiedy opada fala seksu.

Powtarzając słowa Lewisa: "Pocałunki, łzy, uściski nie są same w sobie dowodem homoseksualizmu". Jeżeli sami mieliśmy w tym życiu szansę przeżyć prawdziwą przyjaźń (a jest to dziś przywilej niewielu), to będziemy doskonale wiedzieli, na czym polegała przyjaźń Trzech Inklingów i czym są dowody czułości i przyjaźni we Władcy Pierścieni.

A to, co pojawia się w sieci, na seminariach Towarzystw Tolkienowskich, wśród fanów (bo na pewno nie wśród prawdziwych miłośników)? Już sam taki pomysł zasmuca. Frodo i Sam, Aragorn i Glorfindel, Beren i Beleg... Jeżeli ktoś ma tutaj dziwne skojarzenia, powinien pomyśleć, dlaczego w jego życiu brakuje relacji i więzi...

Bardzo ci polecam tę książkę!

środa, 21 lutego 2024

Odkryliśmy nieznany herb patrycjusza gdańskiego!

Tajemniczy herb patrycjuszowski

Przy okazji moich badań genealogii rodu Tolkienów, przez szczęśliwy przypadek, odkryliśmy wspólnie z Krzysztofem Kucharskim (Garnizon Gdańsk) oraz panem Francois R. Velde (na stronach International Heraldry Society) nieznany wcześniej herb rodu gdańskich patrycjuszy. Nie ma tego herbu w oficjalnych publikacjach (np. w książce Herby patrycjatu gdańskiego Mariusza Gizowskiego), a nawet w XIX-wiecznym katalogu Biblioteki Gdańskiej nie znano pochodzenia owego herbu (podano tylko, że ma on zawołanie Aequalis semper). Herb został znaleziony przez Krzysztofa w czasie kwerendy dotyczącej dziejów wojskowości w Gdańsku (przeczytaj o jego okryciu tutaj). Znajdziemy go dziś w zbiorach Biblioteki Gdańskiej PAN jako Bibl. Gd. PAN, MS. 594, czyli "Księgę pamiątkową i rachunkową kasy na wypadek śmierci Artylerii Gdańskiej z lat 1660-1792" i charakteryzuje się tym, że podpisano go zawołaniem Aequalis semper ("Zawsze równi"):

Zapis z katalogu Miejskiej Biblioteki Gdańskiej (źródło)

Jak widać, również w 1892 roku, gdy powstał wymieniony wyżej katalog, nie wiedziano, komu ten herb przyporządkować.

Z pomocą przyszedł mi pan Francois R. Velde. Na forum International Heraldry Society odesłał mnie do herbarza Armorial général Riestapa, gdzie znajdziemy herb rodu van Cromhuysen (w Amsterdamie), czyli Krumhausen (w Gdańsku). Tak jest blazonowana wersja gdańska:

Per pale: 1st, Azure, 3 heads and necks of stag Proper, one on the other; 2nd, Or, to the half eagle Sable, moving of per pale. 

Po polsku: na tarczy dwudzielnej, w polu pierwszym prawym błękitnym 3 jelenie głowy, ułożone w rzędzie pionowym; w polu drugim lewym złotym pół czarnego orła.

I wszystko się pięknie układa. Gdy powstał ten piękny i wartościowy dla moich badań wolumin, burmistrzem Gdańska był Gabriel Krumhausen (zarządzał miastem w latach 1665-85). Oto jego biogram w Gedanopedii - tutaj.

sobota, 17 lutego 2024

Obraz Boga (z nowego wydania listów Tolkiena)

Z listu 97a do Ch. Tolkiena z rozszerzonego wydania Listów J.R.R. Tolkiena (2023). Profesor cytuje taki oto chrześcijański żart: 

Mama widzi, że córeczka coś rysuje:

– Co rysujesz, kochanie – zapytała.
– Rysuję Boga.
– Och, ale nie możesz narysować Boga, kochanie. Nikt nie wie, jak On wygląda.
– Cóż, teraz już będą wiedzieć.
 

Grafika: Gustave Doré, "Boska komedia"

Sygnet Tolkiena jak Pierścień Barahira?

Finrod z jego pierścieniem - grafika Eleny Kukanowej

Przedstawiam swoją fantazyjną hipotezę. Pamiętajmy jednak o bardziej prawdopodobnej i też mojej, wedle której Tolkienowie weszli w posiadanie swojego gryfowego crest ("klejnotu") przez wżenienie się w rodzinę szlacheckich Murrellów (patrz tutaj).

Ale puśćmy wodze fantazji...

"W pewnym domku u stóp wzgórza mieszkał sobie pewien Tolkien. Nie był to biedny, wilgotny domek, zbudowany z drewna i gliny, z półmroku i ubóstwa, ale też nie był to dworek bogacza z drogimi meblami i kosztownymi dekoracjami; był to murowany domek gdańskiego żołnierza, a to oznacza solidność oraz pietystyczną prostotę… Ale kim był ów Tolkien?".

Tak zaczyna się opowiadanie, które tworzę na marginesie moich badań. Jest to opowieść o rodzinie Christiana Tolkiena, gdańskiego artylerzysty z XVIII wieku. Głównym bohaterem jest tam jego młodszy syn, Beniamin, którego nazywają Marchewką. Z wielką fascynacją poznaje on świat sąsiada z Biskupiej Góry, wynalazcy i naukowca, pana Nataniela Wolffa. W opowiadaniu tym wykorzystuję też motyw, który przyszedł mi na myśl, gdy poznałem odcisk sygnetu rodu Tolkienów, którego ostatnim znanym posiadaczem był ojciec Profesora Tolkiena, Arthur. Oto jego odcisk na korespondencji rodzinnej:

Z archiwum rodziny Hilary'ego Tolkiena

Oto, co mi się z tym sygnetem skojarzyło:

"Tam właśnie w 1734 roku na przedpolu Gdańska pan ... herbu Gryf, spieszący z południa, został, z garstką tylko towarzyszy, odcięty od swoich wojsk i otoczony. Zginąłby albo wpadł do niewoli, gdyby w ostatniej chwili nie zjawił się z pomocą kanonier Christian Tolkien z najmężniejszymi swoimi kompanami; otoczyli możnego pana murem i ponosząc ciężkie straty, wyrąbali przed nim drogę ratunku. Tak ... ocalał i wrócił do swojej ojczyzny, lecz poprzysiągł Christianowi i jego potomstwu dozgonną przyjaźń i pomoc w każdej potrzebie, a w zastaw tej obietnicy dał Tolkienowi pierścień ze znakiem półgryfa wychodzącego z korony (...)"
Jest to oczywiście parafraza słów Silmarillionu o Finrodzie Felagundzie i Barahirze, ojcu Berena - moja fantazyjna teoria na temat tego, jak Tolkienowie stali się posiadaczami tego oto sygnetu z półgryfem... Tylko kim mógł być szlachetny pan walczący podczas oblężenia Gdańska w 1734 roku? Może to jakiś dowódca z rodu Małachowskich herbu Gryf, którzy służyli w tym czasie w wojsku saskim? Może był to Hyazinth Malachow von Malachowski (1712-1745) – pułkownik wojsk pruskich w wojnie siedmioletniej, dowódca 3 pułku huzarów? Tylko czy walczył on pod Gdańskiem w 1734? Wtedy, w tej baśniowej prawie rekonstrukcji, Christian Tolkien pomógłby nieprzyjacielowi, bo gdańszczanie walczyli wtedy ze sprzymierzonymi wojskami Rosji i Saksonii.

Fragment "Neues preussisches Adels-Lexicon" Zedlitza-Neukircha (1837)
Mamy tam opis złotego gryfa wychodzącego z korony


Co ciekawe, na Pierścieniu Barahira też była korona: "Pierścień miał kształt dwóch węży o szmaragdowych oczach, jeden pożerający, a drugi podtrzymujący koronę ze złotych kwiatów, symbol Domu Finarfina". Może tutaj Tolkien, który utożsamiał się z Berenem, tworząc motyw Pierścienia Barahira, rozwinął fantazyjnie motyw artefaktu, który był w posiadaniu jego ojca, dziadka, może pradziadka?
 
Pierścień Barahira, który był też w posiadaniu Berena
(rekonstrukcja edengardenjewelry.com)

wtorek, 13 lutego 2024

Christian Tolkien brał udział w obronie Gdańska w 1734!

Ostrzał artyleryjski Gdańska od strony zachodniej.
Fragment mapy przedstawiającej oblężenie miasta w 1734
 
Oto zupełnie nowe odkrycie w genealogii rodu Tolkienów. Tym razem dokonał go Krzysztof Kucharski, kapitan Garnizonu Gdańsk (to grupa rekonstrukcji historycznej, która zajmuje się głównie XVIII wiekiem). Oto, co Garnizon Gdańsk podaje na swojej stronie na Facebooku (tutaj źródło):

"Czasami odkrycia zdarzają się przypadkowo, nawet te bardzo ważne. Przeglądając Sterbkasse artylerii gdańskiej w poszukiwaniu artylerzystów zaciągniętych w 1733 i 1734 roku trafiliśmy na… całkowicie nową informację o praprapradziadku J.R.R. Tolkiena, Christianie Tolkienie! Dzięki odkryciom i wieloletnim badaniom Ryszarda Derdzińskiego do dziś pewnikiem było, że Christian pojawił się w Gdańsku w roku 1740. 

 
Przyjrzyjmy się karcie numer 14 z „Rechnung bey der Artillerie-Sterbkasse 1660-1792”. Pierwsza kolumna to data przyjęcia artylerzysty do kasy, druga imię i nazwisko. Na miejscu dziewiętnastym czytamy, że przyjęto w listopadzie 1733 roku kanoniera Christiana Tolkiena. W notatkach dodano, że w lutym 1746 roku został awansowany na bombardiera. Zaciąg Christiana nastąpił najprawdopodobniej na podstawie decyzji komisarza artylerii Johana Sigismunda Ferbera z dnia 26 października 1733. Komisarz polecił wtedy "zwiększenie i uzupełnienie artylerii o 20 zdolnych ludzi, którzy opanowali sztukę artylerii i są wyznania ewangelickiego i mają być zatrudnienie w służbie miasta z pełna pensją" (recesy Rady Wojennej za lata 1717-1735, strona 133).

Co to dla nas oznacza? Że Christian Tolkien brał udział w obronie Gdańska podczas oblężenia miasta przez Rosjan i Sasów od lutego do lipca 1734 roku! Taka miła niespodzianka na 290 rocznicę tych wydarzeń. Badania trwają."
 
W chwili zaciągnięcia się do gdańskiej artylerii Christian miał zatem 27 lat. Pamiętajmy, że pochodził z Królestwa Prus, gdzie urodził się w Krzyżborku w 1706 roku (tutaj jego biogram). 
 
Ciekawie o oblężeniu Gdańska przez Rosjan w 1734 pisze Gedanopedia (patrz tutaj). 

[Dopisane później:]

Na dalszych kartach tego dokumentu znajdujemy także teścia Christiana Tolkiena, Ephraima Bergholza (wstąpił do Garnizonu w 1715 roku), a także jeszcze raz Christiana Tolkiena (tym razem nie jako "Tolckien", ale jako "Tolkien"):


Wstąpił do Garnizonu Gdańskiego dnia 12 listopada 1733 roku, a zmarł 24 października 1791 roku - tak zakończyła się jego służba dla Gdańska.

Zobaczcie też jak pięknie ozdobiona jest księga Rechnung bey der Artillerie-Sterbkasse 1660-1792 przechowywana w Bibliotece Gdańskiego PAN. Za wszystkie zdjęcia dziękuję mojemu Kapitanowi, Krzysztofowi Kucharskiemu (tak, jestem członkiem tej grupy rekonstrukcyjnej, a obecnie szyje się mój kapelusz!):