wtorek, 9 czerwca 2026

Tolkien, śmierć i poezja

 

»Kiedyś zapytałem przed katedrą w Lichfield przyjaciela mojej młodości — dawno temu umarł na zgorzel gazową (niech Bóg da mu wieczny odpoczynek: wciąż go opłakuję) — „Dlaczego ta chmura jest taka piękna?”. Odpowiedział: „Bo zacząłeś pisać poezje, Johnie Ronaldzie”. Mylił się. Powodem była bliskość Śmierci, a wszystko było nieznośnie piękne, utracone, zanim zostało uchwycone. Dlatego zacząłem pisać poezje«.

J.R.R. Tolkien: fragment listu nr 43 oraz jego grafika nieba nad Kerry w Irlandii


środa, 3 czerwca 2026

Sprucified Tolkien

"What! A furrier, a man that calls rabbits conies...",
"Hobbit", Chapter 7

The totem tree of #TolkienAncestry research should be the spruce. Why? Because the word spruce comes from the Polish z Prus ('from Prussia'). 
 
Spruce comes from Polish z Prus "from Prussia". Tolkiens come from Prussia too. Gdańsk (German Danzig, earlier Dantzig) lay in Prussia as well—in former West Prussia. Today I want to show you how by accident (accident? – Nothing in Middle-earth happens by accident!) the Tolkien family in Gdańsk is connected with leather and fur, with trees, and with etymology of the Polish loanword spruce. Remember that both Michael Tolkien from Gdańsk and Daniel Gottlieb Tolkien from London were furriers!


spruce (adj.) "neat, smart in dress and appearance, dapper, brisk," 1580s, from spruce leather (mid-15c.; see spruce  [n.]), a type of leather imported from Prussia in the 1400s and 1500s which was used in England to make a popular style of jerkin that was considered smart-looking.
  
spruce (n.) 1660s, "evergreen tree, fir," from spruse (adj.) "made of spruce wood" (early 15c.), literally "from Prussia," from Spruce, Sprws (late 14c.), unexplained* alterations of Pruce "Prussia," from an Old French form of Prussia. Spruce seems to have been a generic term for commodities brought to England by Hanseatic merchants (especially beer, boards and wooden chests, and leather), and the tree thus was believed to be particular to Prussia, which for a time was figurative in England as a land of luxuries. Compare spruce (adj.). As a distinct species of evergreen tree from 1731. Nearly all pines have long, soft needles growing in groups of two (Scotch) to five (white); spruce and fir needles grow singly. Spruce needles are squarish and sharp; fir needles are short and flat. Cones of the fir stand upright; cones of a spruce hang before falling.

spruce (v.) "to make trim or neat," 1590s, from spruce (adj.). Related: Spruced; sprucing.
 
sprucify (v.) 1610s, from spruce (adj.) + -ify. Related: Sprucified.
___________________________
 
* Spruce comes from Polish z Prus "from Prussia"!

środa, 8 kwietnia 2026

"Radnym sołtysim w pruskim sądzie jest"

Z moich badań wiecie już, że najdawniejsi znani i pewni przodkowie J.R.R. Tolkiena pełnili funkcję wiejskich sołtysów prawa pruskiego w Natangii, we wsi Globuhnen. Wiecie też, że od lat szukam różnych dokumentów z Natangii, które opisywałyby nie tylko prerogatywy takich sołtysów, ale też odkrywałyby przed nami nomenklaturę takich wiejskich "urzędników". Jak ich nazywano w XV czy XVI wieku? Odpowiedź wcale nie jest łatwa, albowiem terminem sołtys (niem. Schulz) określano w dokumentach przede wszystkim sołtysów prawa chełmińskiego. A prawo pruskie (dotyczące wsi etnicznych Prusów) to coś innego i mniej korzystnego niż prawo chełmińskie (chełmińskie związane było najczęściej ze wsiami etnicznych Niemców w Prusach). Z innych pruskich obszarów wiemy, że często takich pruskich sołtysów nazywano z polska starostami (niem. Starust, Starost) - ale dotyczyło to ziem bliższych obszarom języka polskiego (szczególnie Pomezani). Jak jednak nazywano takich "sołtysów" w Natangii, gdzie żyli przodkowie Tolkiena?

Odpowiedź znalazłem dzięki odkryciu mojego kolegi, dr. Seweryna Szczepańskiego. Chodzi o zapis:

George Rathmann zu Quilitten itzo schultisch im preuschen Gericht ist


Czyli taki sołtys prawa pruskiego nosił tytuł rathmann "radny" (w innych źródłach ratman, rotman). Tutaj był ratmanem we wsi Quilitten. Dodatkowo opisano jego funkcję jako "sołtysowatego (mającego cechy sołtysa) w pruskim sądzie" jako przewodniczącego pruskiej gminy i sądu

Opis całego dokumentu (autorstwa S. Szczepańskiego):

poniedziałek, 30 marca 2026

Tolkiens from Gdańsk in London | New discovery!

Podpis prapradziadka J.R.R. Tolkiena, po którym nasz Profesor nosił imię John

English summary: Our Tolkien Brothers from Gdańsk in London found again! Daniel, ancestor of Charlaine Tolkien and Eric Tolkien; and John Benjamin, ancestor of J.R.R. Tolkien as collectors for Lutheran School in Savoy, London in the beginning of the 19th century. Thank you for this information, Constantin Pirozhkov.

Przyjaciel rodziny Tolkienów, wielebny Carl Steinkopff

Wspaniałe znalezisko mojego kolegi Konstantyna na eBay (tutaj). Kolejny przyczynek do naszej wiedzy o losach pierwszych angielskich Tolkienów, którzy ok. 1770 r. przybyli do Londynu z Gdańska. Oto można na eBayu zakupić niezwykły dokument z XVIII-XIX w. Jest to pięknie oprawiona lista darowizn oraz składek, przekazanych przez życzliwych, znamienitych dobroczyńców na rzecz promowania i utrzymania szkoły przy niemieckim kościele luterańskim przy dawnym pałacu Savoy (Pałacu Sabaudzkim) nad Tamizą w Londynie. O chrztach pierwszych narodzonych w Anglii potomków Daniela Gottlieba Tolkiena (1746 Gdańsk - 1813 Londyn) oraz Johanna Benjamina Tolkiena (1752 Gdańsk - 1819 Londyn) pisałem lata temu tutaj. Pierwsi angielscy Tolkienowie związani byli z kościołem luterańskim w Savoy, zwanym przez londyńskich Niemców Marienkirche, przez całe życie (po śmierci Daniela w tym kościele odprawione było jego nabożeństwo żałobne). Szczególnie Daniel był przyjacielem pastora i przewodniczącego tej kongregacji, znanego wielebnego Carla F.A. Steinkopffa (patrz szczególnie tutaj). Teraz dowiadujemy się też, że obaj gdańscy bracia wspomagali swój niemiecki kościół w Londynie jako jego kolektorzy. Możemy w zasadzie być pewni, że dzieci obu braci chodziły do tej szkoły i tam pobierały swoje pierwsze nauki. Dotyczy to na pewno pradziadka J.R.R. Tolkiena, George'a Tolkiena (czytaj o nim tutaj).

W bardzo ciekawym dokumencie z lat 1810-1811 (na Google Books, tutaj, s. 45) obaj bracia, Daniel i Johann Benjamin Tolkienowie są wymienieni jako dyspozytorzy tej kongregacji oraz osoby podpisujące jej zarządzenia. 

Widok znany Londyńskim Braciom Tolkienom 
— ich kościół luterański nad Tamizą

Oto podpis prapradziadka J.R.R. Tolkiena z 1804 r. w tym dokumencie, który można poznać na eBay: 


Tutaj zaś mamy podpis jego starszego (i bardziej zamożnego) brata Daniela z 1805 r.:

 

Okładka tego niezwykłego dokumentu

wtorek, 24 marca 2026

Nieoczekiwany bohater Tolkiena: Król Ryszard Lwie Serce

Ryszard Lwie Serce, malował N.C. Wyeth

Na Dzień Czytania Tolkiena, który na apel Tolkien Society ma w roku 2026 temat "Nieoczekiwany bohater" (ang. Unlikely Hero) przedstawiam swoją amatorską próbę przełożenia na polski wielkiego poematu młodego J.R.R. Tolkiena o krucjacie Ryszarda Lwie Serce. Przedstawiam fragmenty.

FRAGMENT EPOSU
(1911-14) 

Pierwsza strona jedynego tekstu tego poematu, rękopisu liczącego osiem stron na ośmiu kartach, zawiera trzy frazy, które można uznać za jego tytuł lub, w połączeniu, tytuł i podtytuł (lub podtytuły): Fragment eposu, oraz Pod Jerozolimą Ryszard kończy mowę. Żaden z nich nie jest w sposób oczywisty wcześniejszy od drugiego. „Ryszard” to oczywiście król Anglii Ryszard I (żyjący w latach 1157–1199), znany powszechnie jako Ryszard Lwie Serce (Coeur de Lion), przywódca Trzeciej Krucjaty (1189–1192).

Tak więc tymi słowy pospieszeni, ponagleni ku ramionom Krzyża, 
jeźdźcy królestw zachodnich królów 
w ponuro skrzących się zbrojach, pośród godeł dawnych rodów, 
które nie licząc się ze stratą, posłały najradośniejszy kwiat swego wieńca 
na pole walki, rozpostarli płonącą mistyczną purpurą świętą pochodnię uświęconej wojny, 
święty, umiłowany symbol, żywe Drzewo Śmierci i Życia.

A wysoko pośród tego wielkiego mrowia wybijał się ten, 
który najszlachetniej nosił Ów Znak, król najbardziej królewski, 
wojownik z Północy o złotych lokach, uwięzionych pod błyszczącym hełmem, 
okalającym jego twarz, zahartowaną przez niespokojne spojrzenie troski.
Jednak w oczach jego błyszczy ten straszliwy, bitewny blask, 
którym jego północni ojcowie pierwotnie oznaczyli w zimniejszych krainach 
plon zebrany przez Tyra z krwawym kikutem; 
podczas gdy u jego boku wisi olbrzymi, trzykrotnie kuty, szybki miecz,
skrwawiona żagiew bitew, Zmora Piekła i przerażenie Zła, 
pierwej niesiony, by uderzyć w odrażającego niszczyciela tej mrocznej krainy, 
Gada Chciwości, powoli wpełzającego w szczelinę lodowatego szlamu;
on nigdy nie zawiedzie, aż do ostatecznego uderzenia, które uciszy walczących pod Krzyżem, 
w tym zewnętrznym ognistym kręgu, oraz wodza wszystkich ogromnych hord wasalów Piekła.

[...]

Patrz! Oto cała horda i armie z pustkowia bezkresnego, żądza nienawiści, 
wrogowie Chrystusa i chrześcijaństwa, w płonącym szaleństwie ryczeli na przeciw, 
ku Lwiemu Sercu 

[...] 

I niejednego rycerza spotkała klęska pod ciosami grozy, 
a żywa purpura bojowego męczeństwa zrosiła jego oblicze, 
zniszczoną wojną purpurę śmierci jego Pana, który przelał swą Krew 
w tym samym świętym, tak często pogwałconym domu.

[...]

Teraz byli rozbici, jakby pożarci przez żarłoczne wiry paszcz Oceanu,
w tym gwałtownym porywie grozy, a niewielu rycerzy w szatach z krzyżem przyległo
do Ryszarda o lwim sercu; jednak przez jakiś czas bili i pędzili
i rzucali na spalenie obrzydliwe owoce kłamstw Mahmuda,
aż na chorej ziemi, rozrzucone na ohydnych stosach, leżały
wszystkie te misternie wykonane szable i zbroje Arabii.

niedziela, 22 marca 2026

Ostatni gdańscy Tolkienowie w NSDAP

Gauleiter Gdańska, Albert Forster i Führer III Rzeszy 
nad urną twarzową kultury pomorskiej

W ubiegłym roku zastanawiałem się nad losem ostatnich gdańskich Tolkienów (nie byli oni bliskimi krewnymi J.R.R. Tolkiena, bo wywodzili się od Tolkienów z Sambii, a nie z Natangii). Dlaczego w sierpniu 1945 r. zmarł w więzieniu gdańskim (pod polską administracją) Ernst Tolkien? Jaki był los jego potomstwa? Moje dociekania, korespondencję i ustalenia opublikowałem w tych wpisach: 

Ostatni gdańscy Tolkienowie | ciąg dalszy

Gdańscy Tolkienowie '45 | ostatni akord?

Od 18 marca br. wiele tajemnic zostało wyjaśnionych. Administracja amerykańska zrobiła "psikusa" Niemcom (i Austriakom), publikując na stronach National Archives utajnione do niedawna listy członków partii nazistowskiej (NSDAP) - zobacz tutaj. Warto wiedzieć, że ujawnienie przez Amerykanów listy członków NSDAP wywołuje poruszenie nie tylko u Polaków (w mediach społecznościowych trwają poszukiwania hitlerowskich przodków różnych niemieckich polityków, jak obecnego kanclerza Friedricha Merza czy liderki AfD, Alice Weidel). Jest to przede wszystkim wielka lekcja historii i genealogii dla bardzo wielu rodzin w Niemczech i Austrii. Nie niemieckim Reddicie jest cały wątek pomagający w poszukiwaniach (tutaj). Niemieccy genealodzy pracują podobno nad genealogiczną wyszukiwarką dla tych rekordów.

Okazuje się, że miał trochę racji ks. John Tolkien, gdy w wykładzie dla Patrick Hobson Memorial w 1995 r. powiedział: "W 1939 roku, kiedy Niemcy napadły na Polskę, pierwszym gauleiterem Gdańska był Tollkühn" (cała wypowiedź Johna oraz wiele innych legend rodzinnych znajdziecie w 1 numerze nowego czasopisma tolkienowskiego Cuiviénen, gdzie jest mój artykuł o tym, co Tolkienowie w Anglii wiedzieli o swojej przeszłości). Ostatni gdańscy Tolkienowie okazali się nazistami, członkami NSDAP — choć oczywiście nie gauleiterami. Zdobyłem też więcej informacji o Carlu Tollkühnie, który brał aktywny udział w zagładzie Żydów w Rydze (wywodził się również od Tolkienów z Sambii), a znalazłem nawet pewnego Waltera Tollkühna, który brał udział w mordowaniu Polaków i Żydów w Łapach k. Białegostoku, rodowej miejscowości mojego dobrego kolegi, który wprowadził mnie w genealogię genetyczną, Łukasza Lubicza Łapińskiego. Oto karty przynależności do NSDAP wspomnianych wyżej Tolkienów (w sumie na mikrofilmach National Archives znajdujemy 13 członków pruskiego rodu Tolkien oraz 57 członków rodu Tollkiehn/Tollkühn = 70 Tolkienów! Pamiętajmy, że pierwotna forma nazwiska to Tolkin/Tolkien/Tollkiehn, a wtórna, głównie z XIX-XX w. to Tollkühn).

Ostatni gdańscy Tolkienowie

Ernst Tolkien ur. 22 maja 1894 r. w Sopocie, zm. w sierpniu 1945 w Gdańsku; do NSDAP wstąpił w maju 1936 r. jako obywatel Wolnego Miasta Gdańsk (nr leg. 3712607; w dokumencie s. 1662). Ta rodzina gdańskich stolarzy mieszkała na Weidegasse (Łąkowej) nr 35, tuż przy Fabryce Karabinów i siedzibie NSDAP w Gdańsku:


Heinz Tolkien, syn Ernsta, ur. 27 grudnia 1922 r. w Gdańsku, zm. w 2002 r. w USA. Wstąpił do NSDAP zaraz po osiągnięciu pełnoletności w 1941 r.; nr leg. 8680270 (w dokumencie s. 1664). Długi czas po wojnie mieszkał w Hamburgu, a w latach 90. przeprowadził się do USA na Florydę:


Carl Tollkühn (ur. 1912 w Rydze, zm. w Hamburgu w 1986 po wyroku i uwięzieniu w 1983 r. - szczegóły znajdziesz tutaj). Ten ryski kupiec, a potem policjant wstąpił do NSDAP w czasie wojny w 1941 r., gdy mieszkał w Poznaniu przy ulicy Tannenbergstrasse nr 43, m. 4 (dziś jest to ulica Grunwaldzka). Jego legitymacja miała numer: 8356773 (w dokumencie s. 2412):


Werner Tollkiehn (1907-1945); piszę o tym rzemieślniku z Królewca, podając jako ciekawostkę jego obecność w czasie okupacji w Łapach k. Białegostoku, miejscowości rodowej mojego kolegi, Łukasza Łapińskiego. Niemcy w Łapach zaprowadzili rządy terroru i zabili wielu Polaków i Żydów:

piątek, 6 marca 2026

Rohirrimowie we wrześniu 1939 roku


Okazuje się, że motyw Rohirrimów pojawił się w wyobraźni Profesora Tolkiena we wrześniu 1939 roku, gdy w prasie brytyjskiej 🇬🇧 pisano o dzielnej i straceńczej polskiej kawalerii. Znał z prasy motyw polskich jeźdźców atakujących niemieckie czołgi (niezależnie, czy była to prawda, czy nie). Mówi o tym w swoim wykładzie John Garth.

Czyli Roirrimowie to w pewnym sensie Polacy 🇵🇱 ✨☝️


 

poniedziałek, 16 lutego 2026

Tom Bombadil in unpublished letters

Tom Bombadil by Borja Pindado

I've been asked to quote from unpublished letters from my collection that mention Tom Bombadil.  Here are the excerpts.

[And by the way thank you to my Patrons. You can always support my research and my art at PayPalMe. This is my Tolkien Ancestry Fund. Hearty hennaid!]

____________________________________ 

(1) From a letter written to Przemysław Mroczkowski by J.R.R. Tolkien on 20-26 January 1964. A private letter about domestical problems. Also some thoughts on the nature of Tolkien’s opus and Tom Bombadil’s nature:

I am grateful for what you say of my opus, and I think you are right: this simultaneity of different planes of reality touching one another and so affecting others, but tangentially, was part of the not so much intended, but deeply felt idea that I had. In the case of the Elves this is explicit (I 93-94). Beyond that too I feel that no construction of the human mind, whether in imagination or the highest philosophy, can contain within its own ‘englobement’ all that there is, or even reduce all that the constructor knows to part of his construction. There is always something left over that demands a different or larger construction to ‘explain’ it or relate it to the rest. It is like a ‘play’, in which, hardly obvious enough perhaps to disturb attention or create the spell for a spectator, there are noises that do not belong, chinks in the scenery that let out a gleam which is not pertinent. They can only be explained, or related to the ‘play’ by reference to a different world and plane; that of the author and producer and his servants: stage-hands and lighting-experts. 

   This is why I left Tom Bombadil in and did not ‘tinker’ with him though much tempted to do so in the ‘Council of Elrond’, to bring him into the historical pattern. 
   I have received a number of queries (puzzled or actually querulous) about him. The truth is that, as far as I was concerned, he just walked in, at the necessary point, and behaved as he would. But he does not belong to [the] main pattern – even if, since he co-existed, he affects it – and it would involve a larger and different ‘history’ to account for him. He was wholly unaffected by the Ring, and could juggle with it contemptuously — though he did not like it. He was therefore wholly outside the closed circle of power and domination and hostilities in which all the other creatures are enmeshed. He could have been ‘called to order’ by cutting out or altering the passage on I 144; but I could not do that. I know he behaved like that, and to deny it, for the sake of consistency, would be wrong, and the ‘consistency’ less real than the mystery. I hope I do not bore you. When another talks of his work, when indeed anyone applies the clumsy instrument of analysis and ‘explanation’ in words to any literary work, large or small, it must always sound as if the ‘critic’ thinks the thing far better and more important than it is — or than he probably thinks that is when not on his critical ‘high horse’.
(2) From a letter written to Tom Loback by Christopher Tolkien on 1 June 1986:

I do not think that one should seek to make too precise and comprehensive structure from my father's works. My "History of Middle-earth" has as a main purpose to set out that history as above all a growth and evolution, changing profoundly in its bearings as the years passed. Thus also Tom Bombadil was certainly not one of the wizards, nor (I think) does it really help to classify him as a Maia. My father said as much as can be said on the subject in one of his letters (Letters of J.R.R.Tolkien no.153, September 1954). (...)

Po polsku:

(1) Z listu napisanego przez J.R.R. Tolkiena do Przemysława Mroczkowskiego w dniach 20–26 stycznia 1964 roku. Prywatny list o problemach rodzinnych. A także kilka refleksji na temat natury dzieła Tolkiena i natury Toma Bombadila: 

Jestem wdzięczny za to, co mówisz o moim dziele i myślę, że masz rację: ta jednoczesność różnych płaszczyzn rzeczywistości, stykających się ze sobą i w ten sposób oddziałujących na inne, ale pośrednio, była częścią nie tyle zamierzonej, co głęboko odczuwanej idei, którą miałem. W przypadku elfów jest to wyraźne (I 93-94). Poza tym czuję również, że żadna konstrukcja ludzkiego umysłu, czy to w wyobraźni, czy w najwyższej filozofii, nie może zawrzeć w swoim własnym „pochłanianiu” wszystkiego, co istnieje, ani nawet sprowadzić wszystkiego, co konstruktor wie, do części swojej konstrukcji. Zawsze pozostaje coś, co wymaga innej lub większej konstrukcji, aby to „wyjaśnić” lub powiązać z resztą. To jak „sztuka”, w której - być może nie na tyle wyraźnie, by zakłócić uwagę lub stworzyć urok dla widza - są dźwięki, które nie pasują, szczeliny w scenografii, które uwalniają nieistotny blask. Można je wyjaśnić lub powiązać z „sztuką” jedynie poprzez odniesienie do innego świata i płaszczyzny; autora, producenta i jego pracowników: techników scenicznych i ekspertów od oświetlenia. 
   Dlatego zostawiłem Toma Bombadila i nie „majstrowałem” przy nim, choć bardzo kusiło mnie, by to zrobić w „Naradzie u Elronda”, aby wprowadzić go w historyczny schemat. 
   Otrzymałem wiele pytań (zdziwionych, a wręcz pełnych pretensji) na jego temat. Prawda jest taka, że ​​moim zdaniem po prostu wszedł, w odpowiednim momencie, i zachowywał się tak, jak chciał. Ale nie należy on do głównego schematu – nawet jeśli, skoro współistniał, ma na niego wpływ – i wymagałoby to szerszej i innej „historii”, aby go uwzględnić. Pierścień nie miał na niego żadnego wpływu i Tom mógł nim żonglować z lekceważeniem – choć go nie lubił. Znajdował się zatem całkowicie poza zamkniętym kręgiem władzy, dominacji i wrogości, w który uwikłane są wszystkie inne stworzenia. Można by go „przywołać do porządku”, wycinając lub zmieniając fragment w punkcie I 144; ale ja nie mogłem tego zrobić. Wiem, że tak się zachowywał, a zaprzeczanie temu dla zachowania spójności byłoby błędem, a „spójność” jest mniej realna niż tajemnica. Mam nadzieję, że Cię nie zanudzam. Kiedy ktoś mówi o swojej twórczości, kiedy ktokolwiek stosuje nieporęczne narzędzie analizy i „wyjaśnienia” słowami do jakiegokolwiek dzieła literackiego, dużego czy małego, zawsze musi to brzmieć tak, jakby „krytyk” uważał rzecz za o wiele lepszą i ważniejszą, niż jest w rzeczywistości – lub niż prawdopodobnie uważa, gdy nie siedzi na swoim „wysokim koniu” krytyki.

(2) Z listu napisanego przez Christophera Tolkiena do artysty Toma Lobacka dnia 1 czerwca 1986 r.:

Nie sądzę, aby należało tworzyć zbyt precyzyjne i wyczerpujące struktury na podstawie dzieł mojego ojca. Głównym celem mojej Historii Śródziemia jest przedstawienie tej historii przede wszystkim jako rozwoju i ewolucji, która z biegiem lat ulegała głębokim zmianom. Zatem Tom Bombadil z pewnością nie był jednym z Czarodziejów, ani też (jak sądzę) nie ma sensu klasyfikować go jako Majara. Mój ojciec napisał na ten temat tyle, ile się dało, w jednym ze swoich listów (Listy J.R.R. Tolkiena nr 153, wrzesień 1954) [...].

niedziela, 8 lutego 2026

Polscy Tolkienowie!

Syn Profesora Tolkiena, Michael, w 1963 roku pisał w liście, który opublikowałem w ubiegłym roku (zobacz koniecznie tutaj):

W Anglii nie ma zbyt wielu Tolkienów, wszyscy są dość blisko spokrewnieni i mogą powiązać swoje pochodzenie ze wspólnym przodkiem. Mój znajomy z czasów wojny, oficer wywiadu, natknął się w Polsce na hrabiego Tolkieńskiego, którego rodzina mieszkała tam od czasów rewolucji francuskiej – a sam Tolkieński był dobroczyńcą pobliskiego miasta, którego główna ulica nosiła jego imię. Nie udało mi się jednak prześledzić tego fascynującego wydarzenia w historii Tolkienów.

Hrabia Tolkieński to zapewne nieprawdziwa informacja (ale tutaj apel do moich drogich Czytelników, bo może ktoś się jednak na niego natknął, albo wie o jakimś mieście z ulicą Tolkieńskiego?). Natknąłem się jednak na prawdziwych polskich Tolkienów. Spójrzcie na to zdjęcie (za którego przysłanie dziękuję mojemu koledze Konstantynowi, którego relację z Natangii i miejsc, w których żyli przodkowie Profesora, znajdziecie tutaj): 

Cmentarz w polskiej wsi Indura koło Grodna (dziś Białoruś)

Oto pan Mieczysław Tolkien z polskiej, katolickiej wsi Indura na dzisiejszej Białorusi, blisko Grodna (mam więcej zdjęć z tego cmentarza i najczęściej to nazwisko zapisuje się Tołkin). Indura, Indura — gdzie o niej czytaliśmy? Jest już Indura na moim blogu (ten blog staje się powoli księgą powiązanych ze sobą różnorakich wątków). Z Indurą wiążą się losy zaginionego (ale wciąż żyjącego w genach wielu z nas, w tym mnie i... angielskich Tolkienów) ludu Jaćwięgów (czytaj tutaj). Księgi parafialne z Indury i okolic pokazują wśród tamtejszych Polaków rodzinę, która swoje nazwisko zapisywała: Tołkin, Tołkiń, Tołkień. 

Tołkinowie z dzisiejszej Białorusi na Genetece

I od razu przypomina nam się postać artysty rzeźbiarza z Gdańska, zmarłego już niestety Wiktora Tołkina (oto jego biogram na Wikipedii). 

Wiktor Tołkin (1922-2013)

Tutaj Wiktor Tołkin na stronie genealogicznej Wielcy.pl:

Wiktor Tołkin pochodził od Tołkinów herbu Ostoja, którzy mieli swój maleńki majątek w kolonii Tołkacze niedaleko Sokółki. Z Indury do Tołkaczy jest w linii prostej tylko 25 kilometrów. Udało mi się zrekonstruować dzieje przodków Wiktora Tołkina na podstawie zapisów metrykalnych, takich jak ten:


Źródło: Geneteka

_____________________________________________________________

TOŁKIN (zawołanie Ostoja)

Kolonia Tołkacze Małe na Uroczysku na skraju Puszczy Knyszyńskiej, u stóp wzgórza morenowego, niedaleko Sokółki (być może nazwa kolonii Tołkacze pochodzi od nazwiska Tołkin i tematu nazwiska na tołk- "rozum, sens; tłumaczenie". Samo nazwisko > tołkin, przym. "ten, który odznacza się rozumem, umiejętnością wyjaśniania, tłumaczenia"). 
 
Spotykamy tam na przełomie XVIII i XIX w. kolonistę Jakuba Tołkina (1761-1834), syna Jana (Pawła?) Tołkina, z żoną Magdaleną z domu Sobolewską. Z aktu pogrzebu owego Jakuba Tołkina z 1834 dowiadujemy się, że był szlachetnie urodzony, że był wojskowym ("był niegdyś w wojsku polskim i miał oddział), że był kolonistą. Na płycie nagrobnej czytamy, że był "setnikiem Wojsk byłej Rzeczypospolitej Polskiej"). Był synem Jana (Pawła?) Tołkina. Ich dzieci to: Franciszek, Dominik (który zginął w powstaniu styczniowym i pochowany jest w zbiorowej mogile w Lesie Gródzkim: "Dominik Tołkin, oficer, dowódca oddziału w partii Duchyńskiego i Wróblewskiego, poległ pod Łukawicą, wg innych poległ pod Sokołowem w Podlaskiem 17 września 1863 r."), Onufry, Rafał, Franciszka i Anastazja. Mieszkali w wymienionym wyżej dworze w Uroczysku Małych Tołkaczach. Dziś nie ma tam już żadnego domu. 
Onufry Tołkin (1810-1886), syn Jakuba, z żoną Ludwiką z domu Chodakiewicz miał syna Leona Tołkina (a także Konstantego, Kazimierę, Gabrielę, Paulinę, Apolonię i Annę).
|
Leon Tołkin (1848-1928) z żoną Malwiną z domu Pilcicką miał syna Dominika Tołkina (a także Zofię, Scholastykę, Antoninę, Józefa i Karolinę).
|
Dominik Tołkin (1891-1973) z żoną Marią z domu Fogielewicz mieli tylko jedno dziecko, syna Wiktora Tołkina (ur. 1922), tego właśnie znanego artystę rzeźbiarza z Gdańska. 
|
Wiktor "Ostoja" Tołkin, uczestnik Powstania Warszawskiego ma skromną mogiłę w Gdańsku.
_____________________________________________________________ 

Z ksiąg parafialnych z okolic Sokółki i Indury wynika, że być może tylko potomkowie Jakuba Tołkina z Tołkaczy byli szlachtą (czy jest możliwe, że herb Ostoja i tytuł szlachecki zyskali dzięki służbie Rzeczypospolitej w XVIII w.?).

Chętnie nawiązałbym kontakt z żyjącymi potomkami tego rodu. Ciekawie byłoby przeprowadzić testy DNA, bo kto wie, kto wie, może jednak będzie jakiś genetyczny związek z Tolkienami z Anglii, a to dlatego, że Tolkienowie z Anglii, jak wiemy dzięki moim badaniom Tolkien Ancestry pochodzą od Prusów, a być może wcześniej od Jaćwięgów z okolic późniejszego Grodna? Badania genetyczne Tolkienów opisałem najdokładniej tutajtutaj i tutaj

Herb Ostoja ma pewne wątki wspólne (sam układ z figurami ustawionymi naprzeciwko siebie na czerwonym polu) z herbem rycerskich Tolkienów z Prus (herb Luzjański):

Herb Ostoja

Herb Tolk I inaczej Luzjański

Jeżeli jakimś cudem Tolkienowie z Prus i Tołkinowie z ziemi grodzieńskiej mieli ze sobą coś wspólnego, to być może ich pierwotny herb z Prus (Luzjański) został zapamiętany w XIX w. jako Ostoja przez pewne odległe podobieństwo (widoczne na przykład na małej, pozbawionej barw pieczęci). 
 
I bardzo ważne: wieś Tołkiny koło Kętrzyna w dawnych Prusach nie ma nic wspólnego z tym nazwiskiem (o tej wsi przeczytaj tutaj). Forma Tołkiny to chrzest powojenny, w czasach dawniejszych nigdy ta wieś się nie nazywała Tołkiny. Nosiła od samego początku nazwę Tolksdorf i była w rękach rodu Tolk von Markelingerode (z tym herbem, który widzimy u góry jako Luzjański), który w XV wieku nazywano Tolkyn, l.mn. Tolkynen (stąd małomądra informacja w wielu opracowaniach na temat Tolksdorfu, dzisiejszych Tołkin, że przed 1945 wieś nazywała się "Tolkynen").

piątek, 30 stycznia 2026

Ta, która nie odeszła z Omelas


Bardzo mnie zasmuciła książka Ursuli K. Le Guin wydana niedawno w Polsce (Rzeźbię w słowach, Prószyński, tłum. T. Wilusz), gdzie chyba już w czwartym eseju ("Jak to kiedyś było") pisze ona, że nie byłoby jej literatury, gdyby nie zdecydowała się w młodości na... aborcję. Le Guin wręcz w swoich wystąpieniach "chwaliła się" przeprowadzeniem aborcji. I tu od razu przypomina mi się nagradzane opowiadanie Le Guin Ci, którzy odchodzą z Omelas, gdzie istnienie i dobrobyt pewnego kraju opiera się na cierpieniu uwięzionego dziecka.

A może jej wybitna literatura wyrasta z poaborcyjnego, nieuświadomionego cierpienia?

"Narrator opisuje Omelas jako idealną, utopijną krainę, której obywatele są inteligentni, wyrafinowani i kulturalni. Nie ma tam żołnierzy, królów, kapłanów ani niewolników. Miejsce to jest porównywane do cudownej krainy z bajki. Ale, by Omelas mogło działać w ten sposób i zachować swój stan, jedno dziecko musi pozostać nieszczęśliwe, trzymane w brudzie, ciemności i nędzy. Obywatele Omelas w pewnym wieku dowiadują się prawdy, która ich szokuje. Niektórzy zostają, nieliczni odchodzą".

[A przy okazji, zajmuję się też genealogią Ursuli K. Le Guin, zarówno rodem Kroeberów, jak i rodu jej mamy, rodziny Kracaw; obie rodziny przybyły do Ameryki z Niemiec, związane były z duchowieństwem luterańskim (Ursula wśród przodków miała wielu pastorów, nie zaś rabinów, jak myślą niektórzy). Czyste niemieckie pochodzenie. Nazwisko Kracaw nie pochodzi od naszego Krakowa, a raczej od nazwy miejscowej na terenach niemieckojęzycznych — jest i było tam wiele miejscowości o nazwie Krakaw, Krakau, np. w Prusach. Rodzice Ursuli Le Guin i ona sama przyjęli i rozwijali idee antropologa żydowskiego pochodzenia, Franza Boasa: kulturalny relatywizm oraz historyczny partykularyzm. Świetnie genezę i opis tych idei boasowskich opisał "wyklęty" prof. K. MacDonald w Kulturze krytyki (Wydawnictwo Aletheia 2019). Czytajcie Kulturę krytyki, bo to jedna z najlepszych książek. Pomaga zrozumieć dzisiejszy świat!]