sobota, 10 października 2026

Głos 37-letniego Profesora Tolkiena | "mazurek z Warszawy"!

Dziś coś niezwykłego! Na YouTube, na kanale Talking About Tolkien pojawiły się właśnie znane niektórym kolekcjonerom, ale nie szerokiej publiczności, nagrania dźwiękowe J.R.R. Tolkiena z 1929 roku. 37-letni naukowiec został zaproszony do nagrań lekcji języka angielskiego na płytach gramofonowych. Była to inicjatywa Linguaphone Institute, a autorem czytanych tekstów był prof. A. Lloyd James (profesor fonetyki, Uniwersytet Londyński). Na czerwono zaznaczyłem niespodziewany polski akcent! Profesor Tolkien mówi o "mazurku z Warszawy", które można usłyszeć w radioodbiorniku.
 
Lesson Twenty: "At the Tobacconist"

If anybody were to ask me which shop-windows I found the most interesting in London, I should find it very hard to answer. My wife, I know, would be all in favour of the drapers, the milliners, and the jewellers. My eldest son would be all for the sports shops, with their golf clubs, tennis rackets, cricket bats, and footballs. The children would vote for the toy-shops -- and I -- well, I must confess to a weakness for the tobacconist's window.

Not that I smoke a lot, but there's something fascinating about seeing the neat little piles of different coloured tobaccos, the beautifully polished briar pipes, the attractive boxes of cigars and cigarettes. If you smoke a pipe, you have the choice of dozens of excellent brands of pipe tobacco; if you are fond of cigars, then you can get them at any price you care to pay; and if you prefer cigarettes, then you may have Virginian, Turkish, or Egyptian, whichever you like. Virginian cigarettes are, of course, those made of Amerian tobacco.

Matches are good and cheap, and you'll find all kinds of articles for smokers such as tobacco pouches, cigar and cigarette cases and holders, lighters, and so on, in every tobacconist's window. Many tobacconists, especially in the suburbs, are at the same time newsagents, stationers, and booksellers, so that you can also buy books, magazines, newspapers, picture postcards, and other stationary -- notepaper, envelopes, and so on. 
 
The Customer [A. Lloyd James:]: Can you recommend me some pipe tobacco?

The Shopkeeper [J. R. R. Tolkien]: Certainly, sir; mild, medium, or full strength?

ALJ: Oh! -- er -- medium, please.

JRRT: I have a very good mixture of my own; would you care to try it?

ALJ: How much is it?

JRRT: It's a shilling an ounce, sir, and very cheap at the price. I just keep it for my regular customers.

ALJ: Well, give me two ounces, please.

JRRT: Have you a pouch, sir, or shall I pack it up?

ALJ: Put one ounce in the pouch and pack the other . . . thank you.

JRRT: Anything further, sir?

ALJ: Yes, let me have a box of fifty cigarettes.

JRRT: Virginian or Turkish, sir?

ALJ: Turkish, please.

JRRT: Now, this is a very good cigarette, sir. I think you'll like it. Six shillings for fifty.

ALJ: All right, give me fifty. And let me have some matches, too.

JRRT: Yes, sir. One box?

ALJ: Yes, one box. How much is that altogether?

JRRT: Let me see, that's 2/- [two shillings], 8/- [eight shillings], 8/1d. [eight-and-a-penny] in all, sir . . . thank you, sir. Good morning.
 

Po polsku:
 
Lekcja dwudziesta: „U sprzedawcy wyrobów tytoniowych”

Gdyby ktoś zapytał mnie, które witryny sklepowe w Londynie uważam za najciekawsze, miałbym wielki problem z odpowiedzią. Wiem, że moja żona zdecydowanie opowiedziałaby się za sklepami z tkaninami, za salonami kapeluszniczymi i jubilerami. Mój najstarszy syn byłby za sklepami sportowymi, pełnymi kijów golfowych, rakiet tenisowych, kijów do krykieta i piłek futbolowych. Dzieci głosowałyby za sklepami z zabawkami, a ja... cóż, muszę przyznać, że mam słabość do witryny sklepu z wyrobami tytoniowymi.

Nie żebym dużo palił, ale jest coś fascynującego w widoku starannie ułożonych, niewielkich kopczyków tytoniu o różnych barwach, pięknie wypolerowanych fajek wrzoścowych oraz atrakcyjnych pudełek cygar i papierosów. Jeśli palisz fajkę, masz do wyboru dziesiątki znakomitych marek tytoniu fajkowego; jeśli lubisz cygara, możesz je kupić w dowolnej cenie; a jeśli wolisz papierosy, możesz wybrać odmianę wirginijską, turecką lub egipską – co tylko zechcesz. Papierosy wirginijskie to oczywiście te wytwarzane z tytoniu amerykańskiego.

Zapałki są dobre i tanie, a w każdej witrynie sklepu tytoniowego znajdziesz wszelkiego rodzaju akcesoria dla palaczy, takie jak woreczki na tytoń, papierośnice i etui na cygara, lufki, zapalniczki i tak dalej. Wiele sklepów tytoniowych, zwłaszcza na przedmieściach, pełni jednocześnie funkcję kiosków z prasą oraz sklepów papierniczych i księgarni, dzięki czemu można tam również kupić książki, czasopisma, gazety, pocztówki i inne artykuły papiernicze – papier listowy, koperty itp.

Klient [A. Lloyd James]: Czy może mi pan polecić jakiś tytoń fajkowy?

Sprzedawca [J. R. R. Tolkien]: Oczywiście, proszę pana; łagodny, średni czy mocny?

ALJ: Och... hm... średni, poproszę.

JRRT: Mam bardzo dobrą mieszankę własnego wyrobu; czy chciałby pan jej spróbować?

ALJ: Ile ona kosztuje? JRRT: Szyling za uncję, proszę pana – i to bardzo korzystna cena. Trzymam ten towar tylko dla stałych klientów.

ALJ: W takim razie poproszę dwie uncje.

JRRT: Czy ma pan przy sobie woreczek na tytoń, czy mam to zapakować?

ALJ: Jedną uncję proszę wsypać do woreczka, a drugą zapakować... dziękuję.

JRRT: Czy życzy pan sobie coś jeszcze?

ALJ: Tak, poproszę paczkę pięćdziesięciu papierosów.

JRRT: Wirginijskie czy tureckie?

ALJ: Tureckie, poproszę.

JRRT: To bardzo dobre papierosy. Myślę, że przypadną panu do gustu. Sześć szylingów za pięćdziesiąt sztuk.

ALJ: Dobrze, poproszę pięćdziesiąt. I jeszcze zapałki.

JRRT: Oczywiście. Jedno pudełko?

ALJ: Tak, jedno pudełko. Ile to będzie razem?

JRRT: Niech pomyślę... dwa szylingi, osiem szylingów... razem osiem szylingów i pens... dziękuję panu. Do widzenia. 
 
____________
 
Lesson Thirty: "Wireless"

The Curious Friend [A. Lloyd James]: Well, how's your wireless going?

The Wireless Enthusiast [J. R. R. Tolkien]: Oh, not too badly, though I've had some difficulty lately in getting distant stations. I suppose it's the weather.

ALJ: What station are you trying to get now?

JRRT: I want to pick up Daventry if I can. Do you ever get any of the English stations?

ALJ: I do sometimes, but mine is only a three valve set, and not of the latest type either, so I'm not always successful in getting England.

JRRT: Sh! Here we are. Listen.

ALJ: What is he saying?

JRRT: This is London and Daventry calling the English Isles. He is going to tell us all about the weather, and then there will be a concert from the Queen's Hall.

ALJ: That ought to be very good.

JRRT: It is. Sh! Listen. Can you hear the orchestra tuning up? And now the applause as the conductor walks up to his desk.

ALJ: What are they going to play? Have you got the programme?

JRRT: Yes . . . Here they are as clear as anything. You know this, of course. The Tristan overture by Wagner.

ALJ: Isn't it marvellous? To think that we can sit here in comfort and listen to music hundreds of miles away!

JRRT: Yes, it's very wonderful indeed. Who would have thought it possible, say twenty-five years ago, that we should be able to hear, whilst sitting in our own room, a waltz played in Vienna, a mazurka played in Warsaw, chamber music from London, an opera from Berlin or Rome.

ALJ: And before long, I suppose, television will be as common as broadcasting is to-day.
 
 
Po polsku:
 
Lekcja trzydziesta: „Radio”

Ciekawski przyjaciel [A. Lloyd James]: No i jak tam twoje radio?

Entuzjasta radia [J. R. R. Tolkien]: Och, całkiem nieźle, choć ostatnio mam pewne trudności z odbiorem odległych stacji. Przypuszczam, że to przez pogodę.

ALJ: Jakiej stacji próbujesz teraz słuchać?

JRRT: Chcę złapać Daventry, jeśli się uda. Czy tobie zdarza się odbierać angielskie stacje?

ALJ: Czasami tak, ale mój odbiornik ma tylko trzy lampy i nie jest najnowszego typu, więc nie zawsze udaje mi się złapać Anglię.

JRRT: Ciii! Już jest. Posłuchaj.

ALJ: Co on mówi?

JRRT: To Londyn i Daventry nadają do Anglii. Zaraz opowie nam o pogodzie, a potem będzie koncert z Queen's Hall.

ALJ: To powinno być świetne.

JRRT: Jest. Ciii! Słuchaj. Słyszysz, jak orkiestra się stroi? A teraz oklaski, gdy dyrygent wchodzi na podium.

ALJ: Co będą grać? Masz program?

JRRT: Tak... Słychać ich doskonale. Znasz to oczywiście. Uwertura do „Tristana” Wagnera.

ALJ: Czyż to nie wspaniałe? Pomyśleć, że możemy siedzieć tu wygodnie i słuchać muzyki granej setki mil stąd!

JRRT: Tak, to doprawdy cudowne. Kto by pomyślał – powiedzmy, dwadzieścia pięć lat temu – że będziemy mogli, siedząc we własnym pokoju, usłyszeć walca granego w Wiedniu, mazurka w Warszawie, muzykę kameralną z Londynu czy operę z Berlina albo Rzymu.

ALJ: I pewnie niedługo telewizja będzie tak powszechna, jak dziś radio. 
 

środa, 30 września 2026

Michael Kongehl (1646-1710), Prus, poeta, sąsiad Tolkienów

Krzyżbork w Prusach wydał na świat nie tylko przodków J.R.R. Tolkiena! Urodził się tam niemiecki poeta barokowy, Michael Kongehl. Ojcem poety był browarnik Michael Kongehl (starszy), a matką Barbara Marquart, która została chrzestną małego Reinolda Tolkiena w 1654 (Reinhold Tolkien będzie pierwszym z rodziny, który wyruszy z Krzyżborka do miast Hanzy – w 1699 spotykamy go jako garbarza w Lubece).

Tak wyglądał Michael Kongehl; może XVII-wieczni Tolkienowie mieli podobny typ urody?

Michael Kongehl uczęszczał do szkoły w Krzyżborku, a potem w Królewcu, gdzie zaczął w 1661 studiować luterańską teologię. Potem podróżował do Jeny i Norymbergi, gdzie mieszkał trzy lata. To tam otrzymał laury poety i otrzymał pseudonim Prutenio, "Prusin". Został członkiem kręgu poetyckiego Pegnesischer Blumenorden. Potem wrócił do Królewca, gdzie postarał się o sukcesję po Szymonie Dachu (autorze pieśni Anke von Tharau). Nie odniósł jednak sukcesu. Pracował w sekretariacie miejskim w Kneiphof, a w 1696 został członkiem rady miejskiej Królewca i burmistrzem Kneiphof. Zmarł w czasie zarazy w Królewcu.

 
 
Chcecie poczytać poezję Michaela Kongehla? Tutaj jest dostęp do powyższego tomiska poezji!
 
Istnieje wiersz, w którym Kongehl nawiązuje sentymentalnie do swojego ojczystego miasteczka, stolicy Natangii:

Mójże Krzyżborku, sercu zawsze miły,
Niech los ci szczęścia nie szczędzi ni chwili,
Bym mógł zwać ciebie miasteczkiem słodyczy.
Niech Niebo, któreś błagał tyle razy,
Uleczy twoje krzyżowe urazy
I nigdy więcej cię nimi nie smuci;
Niech jeszcze niejeden nadejdzie dzień taki,
Gdy zabrzmi u ciebie weselny śpiew
Dla oblubienicy i oblubieńca.

Jest tu ciekawa gra słów, którą trudno oddać po polsku. Kongehl zestawia Krzyżbork, czyli Creuzburg/Kreuzburg („gród krzyża”) z Zuckerburg („cukrowy gród”). Dalej wraca do tej gry w słowach „Dein offt erlittener Creuzeslast” — dosłownie „twój często znoszony ciężar krzyża”. Życzy więc rodzinnemu miastu, aby po dawnych cierpieniach zamiast „krzyża” zaznawało „słodyczy”.

Ostatnie dwa wersy odnoszą się zapewne bezpośrednio do wesela, na które Kongehl napisał ten utwór: życzy Kreuzburgowi, aby jeszcze wiele razy rozbrzmiewały w nim weselne pieśni o Braut und Bräutigam — pannie młodej i panu młodym.

Kongehlowie byli sąsiadami Tolkienów nie tylko w Krzyżborku. Wcześniej obie rodziny mieszkały we wsi Globuhnen, gdzie Tolkienowie byli notowani jako sołtysi chełmińscy, a Kongehlowie jako mali wolni ("klein frei") Prusowie. W XV w. Kongehlowie nazywali się Kongike. W 1488 komtur pokarmiński, Hans von Tieffen, zapisał trzy włóki w Globuhnen ("Glabunikaim") wolnemu o imieniu Henrich Kongigke (Kongehl? Wydaje się, że mamy tu do czynienia z dwiema końcówkami zdrabniającymi: pruską -ike oraz niemiecką -el oraz pruskim imieniem Kānge; a może mamy tu do czynienia z przydomkiem od stprus. kunegiks "książę"?). To tu prawdopodobnie zaczyna się historia dóbr ("prußische Freiengüter"), które w XVII i XVIII wieku należały do wolnych chełmińskich, Kongehlów. Co ciekawe z tym nadaniem wiązała się służba wojenna z ogierem, pancerzem i knechtem ("einen [Kriegs]dienst mit Hengst und Harnisch und Mann").
 
19 marca 1646, Krzyżbork - narodziny Michaela Kongehla (Ancestry.com)

30 kwietnia 1697 - ślub Kongehla w katedrze w Knipawie/Królewcu (Ancestry.com)
 
Z moich badań genealogicznych wynika, że wszyscy żyjący dziś w Niemczech Kongehlowie wywodzą się od Kongehlów z Globuhnen i Krzyżborka. Chętnie ufunduję pełne sekwencjonowanie genomu przedstawicielowi dzisiejszych niemieckich Kongehlów!

poniedziałek, 28 września 2026

Rohan, konne tradycje Prus...
i geny Tolkiena u dawnych Bałtów

Konie trakeńskie z Prus Wschodnich

Prusy Wschodnie — zwłaszcza okolice Mazur, Natangii, Sambii i doliny Pregoły — posiadały rozległe otwarte przestrzenie, łąki, pastwiska i wielkie majątki ziemskie. Przypominały trochę Rohan Tolkiena. Tradycje jeździeckie i wielki szacunek dla koni cechował dawnych Prusów (pochówki końskie, znaczenie konia w religii i wróżbach, picie kumysu itd.; zobacz opisany przeze mnie tutaj Traktat dzierzgoński z 1249 r. i słowa: Zrozumieli to i przyobiecali zaniechać zakazanych przez Kościół spopielania zwłok oraz pochówków pogańskich: grzebania ze zmarłymi w zbroi konia lub człowieka (żywego), czy choćby cennych przedmiotów. Zobowiązali się swoich zmarłych grzebać po chrześcijańsku i tylko na wyznaczonych cmentarzach). O związkach Prusów z kulturą Wielkiego Stepu pisał Witold Świętosławski (praca Prusowie i Wielki Step, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego 2023). Przed wojną konie słynne na cały świat to trakeny (niem. Trakehnen) z Prus Wschodnich (patrz zdjęcie powyżej).


Równina dolna blisko Tołkin (gmina Korsze) na jednej z Meßtischblätter z XIX w.

Dzięki badaniom M. Golubińskiego wiemy, że w tych kurhanach z czasów rzymskich spoczywają ludzie tego samego rodu Y-DNA co potomek Prusów, J.R.R. Tolkien

Wiele ciekawych grobów z końskimi pochówkami znajdziemy w dzisiejszej Równinie Dolnej (niem. Unter Plehnen) blisko Tołkin (niem. Tolksdorf). Podczas wykopywania piachu do celów budowlanych odsłonięto w czasach niemieckich cmentarzysko z okresu od II do IV w. po Chr. z grobami popielnicowymi i jamowymi oraz pochówki końskie. Do tej pory odkryto 350 grobów ludzkich i 70 pochówków końskich. W grobach ludzkich odkopano: pierścionki, wisiorki, paciorki, spinki, zapinki, szczypczyki, szpile (patrz tutaj).
 
Ta okolica to praojczyzna rodu Tolkienów (Mattias Tolk von Markelingerode wraz z bratem Albrechtem Saxse w 1374 r. założyli majątek w Tołkinach; patrz tutaj). Same Tołkiny też słynęły z hodowli koni. Konie były również bogactwem majątku Tolkienów we wsi Globuhnen (patrz tutaj).
 
I tutaj rewelacyjna informacja! Jak wynika z badań Michała Golubińskiego, znanego polskiego archeogenetyka (m.in. specjalisty od DNA Piastów) na kurhanowym cmentarzysku w Równinie Dolnej znaleziono pochodzących z okresu epoki żelaza i wczesnego średniowiecza kuzynów J.R.R. Tolkiena! Ta sama haplogrupa Y-DNA, co rodzina Tolkienów (a także szczęśliwym zbiegiem okoliczności i ja), czyli odgałęzienia R1a-YP270 > R1a-YP351. Te dane znajdujemy na slajdach M. Golubińskiego z jego publicznych wykładów nt. archeogenomiki dawnych Bałtów Zachodnich:
 
Ze slajdów M. Golubińskiego (za jego zgodą): epoka żelaza, czasy przedkrzyżackie; zaznaczono próbki z bliskim podobieństwem Y-DNA do rodziny Tolkienów (ich Y-DNA to R-YP350 > R-Y42738). Żeby powiększyć, kliknuj grafikę

Ze slajdów M. Golubińskiego (za jego zgodą): epoka krzyżacka; zaznaczono próbkę z bliskim podobieństwem Y-DNA do rodziny Tolkienów (ich Y-DNA to R-YP350 > R-Y42738). Żeby powiększyć, kliknuj grafikę

Michał w najbliższych latach opublikuje ze swoim zespołem artykuł nt. tych badań. Oto, co ChatGPT mówi o tej pracy: 
 
Projekt badawczy Genetic Structure and Demographic Dynamics of Western Balts in the Light of Paleogenomic Studies to nowatorskie studium paleogenomiczne. Analizuje ono strukturę biologiczną, relacje pokrewieństwa oraz dynamikę migracyjną Bałtów Zachodnich (w tym Prusów) na przestrzeni dziejów.

Kluczowe wnioski i ustalenia płynące z tych badań paleogenetycznych obejmują:

1. Stabilność podłoża bałtyjskiego do XIII wieku

Badania wykazały pewną stabilność genetyczną lokalnego substratu zachodniobałtyjskiego od epoki żelaza aż do średniowiecza (przed XIII wiekiem). Populacja średniowieczna z Równiny Dolnej, utożsamiana bezpośrednio z Prusami, wykazuje wyraźną ciągłość tego komponentu zarówno w liniach autosomalnych, jak i ojcowskich.

2. Struktura haplogrup i linii męskich

Dominacja R1a-Z92 (> R1a-YP270): Wśród mężczyzn z populacji pruskiej (m.in. z Równiny Dolnej) dominuje haplogrupa R1a-Z92. Jest ona wysoce charakterystyczna dla historycznych i współczesnych populacji bałtyjskich.

Brak linii germańskich i polskich.

Zaskoczenia badawcze: Użytkownicy forów genetycznych analizujący te dane zwracają uwagę na niespodziewany brak haplogrupy N1 wśród przebadanych osobników z tej grupy Bałtów Zachodnich.

3. Przełom demograficzny po podboju krzyżackim
Struktura genetyczna regionu uległa radykalnej transformacji po podboju krzyżackim w XIII wieku.

Doskonałym przykładem tych zmian jest chronologicznie późniejsza populacja z miejscowości Doba (późne średniowiecze – XVII wiek):

Wykazuje ona znacznie większy udział komponentów autosomalnych powiązanych z populacjami słowiańskimi (reprezentowanymi m.in. przez Mazurów) oraz północno-zachodnioeuropejskimi (osadnicy niemieccy).

Charakteryzuje się znacznie większą różnorodnością haplogrup chromosomu Y, co jednoznacznie dowodzi nasilonego przepływu genów (migracji i mieszania się ludności) w okresie późnego średniowiecza i u progu nowożytności.
 
Według XVI-wiecznego kronikarza Szymona Grunaua legendarny władca Prus, Pruteno, miał herb wywołujący szczególne skojarzenia u tolkienisty: mąż z głową niedźwiedzia, niczym sam Beorn, a wokół tarczy jako trzymacze dwa pruskie rumaki (niżej herb z pracy Grunaua podrasowany przeze mnie promptem AI). Więcej o twórczości Grunaua i domniemanym alfabecie Prusów przeczytasz tutaj.
 

Ciekawe, czy lud Rohanu miał tak bogate słownictwo końskie, jak dawni Prusowie, u których: paustakāikan to "dziki koń", zirgs to "rumak", swerreps to "rumak turniejowy", swēikis to "koń do orki", arwāiks to "koń roboczy", kamnītis to "koń wędzidłowy", rappena to "klacz (młoda kara)", kaīwi "klacz", māldjan "źrebię", aswinan to "kobyle mleko" (patrz Słownik rekonstruowanego języka pruskiego).
 
Pamiętajmy jednak, że Tolkien nic nie wiedział o swoim pruskim pochodzeniu i nigdy nie łączył swoich opowieści z legendami i geografią Prus!

sobota, 5 września 2026

Fandom: jakobini ścinają głowy jakobinów!

»Mówi się, że bogowie najpierw przyprawiają o szaleństwo tych, których chcą zniszczyć. Uzbrojony „pacyfizm”, niszczenie pojazdów niewinnych obywateli [...]. Wykładowcy wykrzykujący, za wysokim stołem, „Faszysta!” na kolegów, którzy łagodnym głosem ośmielają się z nimi nie zgadzać. Co za zgniliznę i smród zostawia liberalizm pozbawiony religii!«

J.R.R. Tolkien w liście 194a (z 1956 r.) 

 
Przed laty, gdy wpierw poznawałem działalność zachodniego fandomu, a potem zapisałem się do towarzystw tolkienowskich w UK i USA, były to wspaniałe organizacje dla każdego, społeczności normalnych ludzi zakochanych w literaturze Tolkiena. Daleko od polityki, daleko od skrajności, daleko od aktywistycznego wzmożenia - przestrzeń wolności dla ludzi z różnych nisz i środowisk, miłośników Śródziemia o różnych talentach. Wtedy nie podejrzewałem, jak to wszystko się kiedyś zmieni...

Jeden z najbardziej zaangażowanych numerów "Amon Hen", organu TS

Owoc pracy wybitnych umysłów

Działo się, działo (czytaj na przykład tutaj), ale dziś, rewolucja zaczyna zjadać własne dzieci. Najpierw wycięli fandomowych konserwatystów, kancelingowa gilotyna ścinała głowę za głową (poleciała wtedy i moja w Tolkien Society), Ministerstwo Prawdy nie nadążało z cenzurowaniem podległych sobie grup w mediach społeczenościowych, a po śmierci Christophera Tolkiena fandomowi hunwejbini na Zachodzie rozszaleli się promując poprzez Tolkiena (a faktycznie wbrew Tolkienowi) przeróżne queery, feminizmy, inkluzywności, nowomowę i rozmaite inne wynalazki współczesnego sarumanizmu.

Troski ostateczne dzisiejszego fandomu
(źródło: "New York Times")

Zaczęło się też śledzenie w liberalno-lewicowych mediach nas - zwykłych parafialnych chrześcijan w zachodnim fandomie - jako złowieszczych przedstawicieli "alt-right", "nowej prawicy", "fanatyków religijnych". Jak pamiętacie, rok 2026 w naszym światku zaczął się od niezwykłego tekstu (patrz tutaj) we wpływowym Frankfurter Allgemeine Zeitung o książce, w której miałem swój udział, o "alt-prawicowym zawłaszczaniu tego, co popularne", o rzekomej "manipulacji Tolkienem" w obronie tradycyjnych wartości... Tamten artykuł i wiele innych to owoce tego polowania.

Być tak opisanym to chluba. Artykuł zawiesiłem na swojej ścianie chwały

Ale teraz rewolucja, jak to rewolucja, wkroczyła na nowy poziom. Oto najwięksi, najbardziej wzmożeni fandomowi aktywiści lewicowi zaczęli szukać "elementów wywrotowych" oraz "rewizjonistów i mącicieli" w swoim własnym gronie!

Spójrzmy na ostatnią drakę w Tolkien Society. Jest oto zaangażowana politycznie pani profesor Robin A. Reid, autorka Culture Warrior: The Alt-Right's Crusade against the Tolkien Society's 2021 Summer Seminar on "Tolkien and Diversity" (zobacz tutaj). Reid jest członkiem rady programowej czasopisma Mallorn, wydawanego co roku przez Tolkien Society (jakież to było kiedyś wspaniałe czasopismo - kiedyś...). Dziś zastanawia się, czy nie odejść z TS. W Amon Hen pojawił się artykuł, który nie przypadł do gustu aktywistom, artykuł, w którym autor zastanawia się nad szansami i zagrożeniami AI dla tolkienistyki*. Wzmożenie osiągnęło poziom krytyczny. Aktywiści chcą usunąć ten artykuł i obrzucić autora anatemą. Sama Reid grozi odejściem z TS. Jak to uzasadnia? 

 

Oto jest słowa z Substacka (zobacz jej wpis):

To, w jaki sposób Amon Hen i rada zarządzająca Towarzystwa Tolkienowskiego odniosą się tej kwestii, będzie kolejnym czynnikiem, o którym będę pamiętać, rozważając, czy odnowić moje członkostwo w Towarzystwie (w ostatnich latach pojawiło się kilka problemów, które mnie niepokoją, choć te wcześniejsze nie są związane ze sztuczną inteligencją; moje obawy dotyczą raczej pewnych działań, które mogą odzwierciedlać wycofanie się Towarzystwa z angażowania się w trudną pracę na rzecz równości, różnorodności i integracji). 

Czyli jej zdaniem TS w ostatnim czasie walczy za mało. Ono wręcz "wycofało się z zaangażowania w pracę na rzecz równości, różnorodności i integracji". Czas na popcorn i trzeba będzie poobserwować, co z tego wyniknie...

A o tym, jak peron odjechał lewicowym aktywistom "tolkienowskim" w anglosaskim świecie, przekonać się można, zaglądając choćby na podcast Queer Lodgings (tutaj; nazwa nawiązuje do jednego z rozdziałów Hobbita). 

Dbajmy o nasz fandom w Polsce. Oby sarumanizm (który i u nas objawia czasem się tu i tam) nie pokonał w nas hobbickich wartości.

Logo podcastu Queer Lodgings
 

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś wszystko wróci do normy, szaleństwa ustaną, a rewolucjoniści odczepią się od Tolkiena i dadzą spokój fandomowi. Bo Tolkien jest dla nich tylko dodatkiem. Tak naprawdę chodzi o rewolucję - tak odległą od świata wartości J.R.R. Tolkiena. "Niech żyją Hobbici!" Obyśmy przetrwali rządy Sarumanów i oby wiosna zakwitła znowu w koronach drzew...

____________________

* Nie jestem wielkim entuzjastą AI. Widzę więcej zagrożeń niż szans. Ale jestem też zwolennikiem dyskusji oraz wolności słowa. 

wtorek, 1 września 2026

Gandalf der Berggeist?


Tolkien na kopercie, w której przechowywana była taka pocztówka z grafiką Josepha Madlenera (pt. Der Berggeist - patrz wyżej) napisał: "Początek Gandalfa" (ang. "Origin of Gandalf"). Poszukuję oryginalnej pocztówki od lat (bywa na eBayu bardzo droga), to tę ze zdjęcia kupiłem na stoisku Podcastu Pod Zielonym Smokiem na Tolkonie w Chorzowie. To reprodukcja, którą sobie odpowiednio przyciąłem i "postarzyłem" (cały Galadhorn!). 

Choć pocztówka pochodzi z czasów po wymyśleniu Gandalfa dla Hobbita (lata 20. i 30. XX w.), to jednak:

(1) Prawie na pewno była inspiracją dla Tolkiena do narysowania Gandalfa przed Bag End w latach 30. (dodajmy, że jest to Gandalf brodaty ale bezwąsy, podobnie jak Duch Gór na pocztówce i podobnie jak opis Gandalfa w znanym tekście w Naturze Śródziemia, gdzie Profesor wspomina swoją ulubioną pocztówkę). Więcej o takim Gandalfie w moim wpisie dotyczącym jego bezwąsowości (idea, którą od lat próbuję rozpropagować w fandomie).

Zbliżenie na twarze Ducha Gór i Gandalfa ze szkicu obrazka spod Bag End

Dla sceptyków ważny cytat z Natury Śródziemia (s. 258-259):

"Gdybym wiedział, że Pauline Baynes zamierza namalować portret Gandalfa, mógłbym pokazać jej szkic, który zrobiłem dawno temu, pokazujący mniej więcej, jak czarodziej idzie ścieżką w stronę norki Bilba w swoim („zmaltretowanym”) niebieskim kapeluszu. Albo, jeszcze lepiej, obrazek, który w dużej mierze wpłynął na moją wizję jego postaci. To pocztówka nabyta przed laty — prawdopodobnie w Szwajcarii. Jest to jedna z serii sześciu pocztówek zatytułowanych Gestalten aus Märchen und Sage ["Postacie z opowieści i legend"], na których zaprezentowano twórczość niemieckiego artysty J. Madlenera. Niestety! Kupiłem tylko jedną, zatytułowaną Der Berggeist [dosłownie „Duch Gór”]. Na skale pod sosną siedzi drobny, ale krzepki starzec w okrągłym kapeluszu z szerokim rondem oraz w długim płaszczu i rozmawia z białym jelonkiem, który łasi się do jego wzniesionych dłoni. Starzec ma pełen humoru, a jednocześnie współczujący wyraz twarzy — jego uśmiechnięte usta są widoczne, bo ma białą brodę, ale pozbawiony jest zarostu nad górną wargą. Sceneria to leśna polana (rosną tam sosna, jodła i brzoza), płynący obok strumyk i przebłyskujące w oddali skaliste górskie wieżyce. Sowa i cztery inne, mniejsze ptaki przypatrują się temu z gałęzi drzew. „Berggeist” ma zielony kapelusz i szkarłatny płaszcz, niebieskie pończochy i lekkie buty. Zmieniłem kolory kapelusza i płaszcza, by pasowały do Gandalfa, wędrowca wśród dziczy, ale nie mam wątpliwości, że swobodnie w domu mógł nosić takie jasnoniebieskie pończochy i buty".

(2)  Pocztówka pokazuje postać z niemieckiego folkloru, z górskiej demonologii ludowej. Tolkien w młodości mógł przywieźć podobną pocztówkę ze Szwajcarii ale ta mogła zaginąć (wiemy o postaci Berggeista, Ducha Gór, który występuje w aplejskich legendach i podaniach). Po latach mógł dostać od kogoś wizerunek narysowany przez Madlenera i wspomnienie inspiracji mogło odżyć. Być może ktoś w latach 30. wysłał mu tę pocztówkę i napisał: "Panie Profesorze, od razu ten Duch Gór skojarzył mi się z Gandalfem".

(3) Nie da się też wykluczyć (a niektórzy próbują to wykluczyć), że J. Madlener namalował tu dolnośląskiego Rübezahla z Riesengebirge (czyli "Liczyrzepę" z Karkonoszy; imię "Liczyrzepa" to kalka oryginalnej nazwy niemieckiej - kalka ta powstała pod koniec XIX w., ale stała się popularna na "Ziemiach Odzyskanych" po 1945 r.), a nie postać z innych niemieckich gór (Alp albo np. Gór Harzu). 
Rübezahl to inaczej Berggeist "Duch Gór" (w legendach ten "demon" obraża się, gdy się go nazywa Rübezahlem - preferuje określenia typu "Król Gór", "Duch Gór" itp.). 

Rübezahl to postać jedyna w swoim rodzaju - związana tylko z Sudetami. Lata temu pisałem o skojarzeniu Gandalfa z Rübezahlem wspólnie z Arkiem Kubalą w piśmie Sudety. Choć w kolekcji obrazków namalowanych przez Madlenera jest też inna pocztówka pt. Rübezahl ze złowrogim obliczem Liczyrzepy (patrz niżej), to jednak Madlener mógł też namalować dobre oblicze tego ducha gór (jak na załączonym obrazku). Wydawca pocztówek dla rozróżnienia jedną wersję tej postaci mógł nazwać Rübezahl, a drugą Der Berggeist. W Deutsche Mythologie Jacoba Grimma (którą świetnie znał Tolkien) opisuje się w zasadzie tylko jednego Berggeista — Rübezahla (Liczyrzepę) z Sudetów.

Konkluzja dla "rewizjonistów", którzy odbierają znaczenie pocztówce Der Berggeist:  

Trudno dowieść, że (1) pocztówka nie wpłynęła na wizerunek Gandalfa, gdy Tolkien tworzył grafiki do Hobbita i trudno dowieść (2) że Berggeist Madlenera to nie jest "nasz" Rübezahl z Karkonoszy.

Co o tym sądzicie?

Pocztówka J. Madlenera z Rübezahlem

 _______________________

The same in Common Speech:

On a postcard with a painting by Joseph Madlener (titled "Der Berggeist"), Tolkien wrote: "Origin of Gandalf." I've been looking for an original postcard for years (it can be very expensive on eBay), but I bought the one in the photo at the Pod Zielonym Smokiem Podcast booth at Tolkon in Chorzów. It's a reproduction, which I cropped and "aged" accordingly. The whole Galadhorn!

Although the postcard dates from after the writing of "The Hobbit" (1920s and 1930s), it:

(1) It almost certainly inspired Tolkien to draw Gandalf in front of Bag End in the 1930s (let's add that this is a bearded but mustacheless Gandalf, like the Mountain Spirit on the postcard and like the description of Gandalf in a famous text in "The Nature of Middle-earth", where the Professor mentions his favorite postcard). More on this Gandalf in my post about his moustachelessness (an idea I've been trying to promote in the fandom for years).

[Close-up of the faces of the Mountain Spirit and Gandalf from the Bag End sketch.]

(2) It depicts a figure from German mountain folklore. In his youth, Tolkien may have brought a similar postcard from Switzerland, but it has since been lost. Years later, someone sent him an image drawn by Madlener, and the memory of the inspiration may have resurfaced. Perhaps someone in the 1930s sent him this postcard and wrote: "Professor, this Mountain Spirit immediately reminded me of Gandalf."

(3) It cannot be ruled out that J. Madlener painted here the Lower Silesian Rübezahl from the Riesengebirge (i.e., the "Liczyrzepa" from the Karkonosze Mountains), and not a figure from other German mountains (the Alps or, for example, the Harz Mountains).

Rübezahl is a unique character—associated only with the Sudetes. Years ago, I wrote about Gandalf's association with Rübezahl, together with Arek Kubala, in the magazine "Sudety" (2003). Although Madlener's collection of paintings also includes another postcard titled "Rübezahl" with the sinister visage of Rübezahl, Madlener could also have painted the benevolent face of this mountain spirit (as in the attached image). To distinguish between them, the publisher of the postcards could have named one version of this character "Rübezahl" and the other "Der Berggeist". In Jacob Grimm's "Deutsche Mythologie" (which Tolkien was well acquainted with), only one Berggeist is described—Rübezahl (Rübezahl) from the Sudetes (Karkonosze). 

Conclusion for "revisionists" who deny the meaning of the Der Berggeist postcard:

It's difficult to prove that (1) the postcard didn't influence the image of Gandalf when Tolkien created the graphics for "The Hobbit", and it's difficult to prove (2) that Madlener's Berggeist isn't "our" Rübezahl from the Karkonosze Mountains.

What do you think?  

sobota, 22 sierpnia 2026

Tolkien a kwestia rozwodów

Tolkien o nieszczęściu rozwodów i właściwej dla całej ludzkości moralności:
»W każdym razie każdy widzi, że olbrzymie rozprzestrzenienie i ułatwienie „rozwodu” w naszych czasach, w porównaniu (powiedzmy) z czasami Trollope’a, przyniosło wielkie społeczne szkody. To śliskie zbocze [...]: para może się bowiem obecnie rozwieść, przeżyć interludium z innymi partnerami i ponownie się pobrać. Powstaje, powstała sytuacja, w której zwykli, nienastawieni filozoficznie i niereligijni ludzie nie tylko nie są prawnie powstrzymywani przed niestałością, ale przez prawo i społeczny obyczaj są do niej zachęcani. Nie muszę chyba dodawać, że w ten sposób mamy do czynienia z sytuacją, w której nieznośnie trudno jest wychować chrześcijańskiego młodzieńca w chrześcijańskiej moralności seksualnej (która ex hypothesi [łac. „z założenia”] jest właściwą moralnością dla wszystkich i która zostanie zaprzepaszczona, lecz której zachowanie zależy od chrześcijańskiej młodzieży)«.

List nr 49 (J.R.R. Tolkien do C.S. Lewisa)
 
Profesora Tolkiena i jego żonę przybił rozpad małżeństwa ich syna, Christophera i synowej Faith Tolkien. Tym bardziej, że ten rozwód wiązał się też z odejściem ukochanego syna od Kościoła ("A shadow, only guessed by us, has been falling on my son Christopher and his wife for some time, and soon after Christmas disaster came on them and us. His wife walked out, and left him. I do not understand the matter fully, and anyway, you would not wish me to discuss it."; więcej na ten temat we wpisie o listach Tolkiena do prof. Mroczkowskiego). O problemach małżeńskich traktują u Tolkiena co najmniej dwie opowieści z tradycji Silmarillionu: losy Eöla i Ar-Feiniel oraz opowieść o Aldarionie i Erendis (w Niedokończonych opowieściach).
 
Moje własne doświadczenie rozwodu opisałem tutaj. 

Grafika: Tom Loback, "Eol and Ar-Feiniel"

sobota, 1 sierpnia 2026

Tajemnica męskiego serca

Kadr z planu filmowego Władcy Pierścieni

Dziewczyny — jeśli marzycie o dobrym mężu, wiernym człowieku i szczęśliwej rodzinie, spróbujcie zrozumieć, dlaczego scena powrotu Sama do domu porusza tylu mężczyzn głębiej niż wielkie bitwy i heroiczne czyny.

Mężczyzna może walczyć ze światem, znosić trud, odpowiedzialność i zmęczenie. Ale w głębi serca większość nie pragnie nieustannej rywalizacji, chłodu czy gry pozorów. Pragnie domu. Miejsca, gdzie jest oczekiwany. Kobiety, przy której może odetchnąć. Ciepła, spokoju, czułości i poczucia, że jego trud miał sens.

Róża nie wita Sama podziwem dla jego sławy. Nie robi przedstawienia. Daje mu coś znacznie większego: miłość, pokój i rodzinę. A Sam odpowiada najpiękniejszym zdaniem człowieka, który przeszedł przez ciemność świata: „Ano, wróciłem”.

To właśnie jest jedna z największych tajemnic męskiego serca — mężczyzna naprawdę rozkwita tam, gdzie czuje się potrzebny, szanowany i kochany. Nie tam, gdzie musi ciągle udowadniać swoją wartość.

Piękny dom nie zaczyna się od luksusu ani idealnego życia. Zaczyna się od kobiety, przy której mężczyzna chce wracać do domu — nawet po najtrudniejszej drodze.

_____________

»Sam zawrócił Nad Wodę i pod wieczór dotarł na Pagórek. Wspinając się po zboczu, z daleka zobaczył żółte światełko w oknie i odblask ognia płonącego na kominku. Wieczerza była gotowa, tak jak się spodziewał. Różyczka wciągnęła go do domu, usadowiła w fotelu i posadziła mu na kolanach małą Elanor. Sam odetchnął głęboko.

- Ano, wróciłem! - powiedział«.

Tłum. Maria Skibniewska

piątek, 24 lipca 2026

Więcej szczegółów o praszczurach J.R.R. Tolkiena

Wieś Globuhnen na planie gruntowym z XVI w.
(EM, 17 g, Nr. 21c; GStA PK, Berlin-Dahlem)

Sołtys Globuhnen, gospodarz Jacob Tolkien był 8x pradziadkiem J.R.R. Tolkiena
(źródło: Ancestry.com)

Dzieje dziedzicznego dobra sołtysiego na trzech radłach 
w Glabunikaim (później Globuhnen)

Dziedziczne dobro sołtysie (Schulzengut) obejmujące trzy radła (Haken) we wsi Glabunikaim (inaczej Glawenkeim), późniejszym Globuhnen, należało pierwotnie do Kigaua. Po nim przeszło ono na jego córkę i zięcia Paula Kattena, co potwierdza przywilej wielkiego mistrza Albrechta z 1514 r. Dokument ten nadawał Paulowi Kattenowi trzy radła na prawie pruskim (Preußisches Recht) jako dobro dziedziczne (erblich und ewiglich), wskazując jednocześnie, że Katten objął je jako Tochtermann, czyli mąż córki poprzedniego właściciela. Już sam przywilej dowodzi więc, że sukcesja tego rodzaju dóbr mogła następować drogą małżeństwa, przy zachowaniu ciągłości praw rodzinnych [szczegóły: GHS, Amt Brandenburg Bd. 1, 129v - 150r; Ostpr. Fol. 159a-b, Hausbuch Brandenburg, Bd. 4, 348v-348r].

W drugiej połowie XVI wieku właścicielem tego samego Schulzengut był Lenhard, po którego śmierci w 1581 r. pozostała wdowa Angneta oraz trzej małoletni synowie. Nad ich interesami czuwało trzech opiekunów prawnych (Vormünder): Adrian Leudke z Barsen, Jacob Tolckein z Globuhnen oraz Valentin Materne. Objęli oni zarząd majątkiem i doprowadzili do zawarcia ugody regulującej przyszłe losy dobra [szczegóły: Ostpr. Fol. 157, Hausbuch Brandenburg, Bd. 2, 340v-341r oraz 342v-342r].

Inwentarz sporządzony przy tej okazji pozwala odtworzyć stan gospodarstwa. Na Schulzengut znajdowały się:

  • osiem koni roboczych,
  • koń służebny (Dienstpferd), zbyt stary do dalszej służby, dlatego zastąpiony dobrym wałachem,
  • sześć sztuk bydła mlecznego (krów),
  • dziesięć świń,
  • 30 szefli jęczmienia,
  • 60 szefli owsa,
  • 6 szefli szarego grochu,
  • 15 szefli żyta,
  • 3 szefle pszenicy,
  • pług z zaprzęgiem,
  • wozy,
  • uprzęże (Sielen),
  • lejce i postronki (Zeime),
  • żelazne narzędzia,
  • brona (Egge),
  • narzędzia gospodarskie (Nebinger),
  • piec lub palenisko (Herd),
  • kocioł do gotowania ryb,
  • oraz całe drewniane wyposażenie gospodarstwa.

Było to więc dobrze wyposażone gospodarstwo, odpowiadające statusowi dziedzicznego dobra sołtysiego.

Na mocy ugody Angneta wraz ze swoim przyszłym mężem Simonem Steinertem (Steinhagenem) zobowiązała się spłacić dzieci z ich ojcowskiego udziału. Wartość należności ustalono na 200 marek, płatnych częściowo jednorazowo, a następnie corocznymi ratami. Jednocześnie część inwentarza przypadła dzieciom jako ich udział spadkowy, lecz została odkupiona przez matkę i jej nowego męża. Obejmowała ona między innymi:

  • dwa wałachy,
  • dwa źrebięta,
  • dwie krowy,
  • jednego wołu,
  • dwa roczne cielęta,
  • dwa cielęta tegoroczne,
  • siedem kóz,
  • udział w trzodzie chlewnej,
  • 45 szefli jęczmienia,
  • 12 szefli szarego grochu,
  • oraz udział w kotle piwowarskim.

Za całość tego udziału ustalono cenę 100 marek.

Jednocześnie dokument wyraźnie stwierdza, że dziedzicznego dobra nie można było sprzedać małoletnim spadkobiercom ani pozbawić ich praw, dlatego Schulzengut pozostawiono Angnecie i Simonowi jedynie na okres dwudziestu pięciu lat. W tym czasie mieli oni obowiązek wypłacać dzieciom należne kwoty. Po upływie tego okresu synowie mogli objąć gospodarstwo po zwrocie nakładów poniesionych przez matkę i jej drugiego męża. Gdyby natomiast z tego prawa nie skorzystali, Simon i Angneta mieli zachować dobro jako pełnoprawni właściciele dziedziczni.

W kolejnych latach sytuacja uległa jednak zmianie. Z dokumentu z 3 czerwca 1583 r. wynika, że po pożarze gospodarstwa oraz licznych sporach majątkowych doszło do nowej ugody pomiędzy Simonem Steinhagenem a Jacobem Tolckinem, określonym jako jego szwagier (Schwager). Jacob przejął na siebie część zobowiązań finansowych związanych z majątkiem, spłacił należności i ostatecznie wykupił Schulzengut, stając się jego dziedzicznym właścicielem. W jego rękach znajdował się również oryginał przywileju z 1514 r., będący podstawą prawną własności.

Po śmierci Jacoba gospodarstwo odziedziczył jego syn Christoph Tolkien, potem syn Michel Tolkien, następnie kolejny Michel Tolkien, a w XVIII wieku właścicielem był Friedrich Tolkien. Gdy w 1715 r. przed urzędem w Kreuzburgu konieczne było wykazanie praw do dobra, Friedrich przedłożył właśnie oryginalny przywilej z 1514 r., który pozostawał w rodzinie od czasów Jacoba. Urzędnicy sporządzili z niego uwierzytelniony odpis, potwierdzając ciągłość praw do dobra sołtysiego.

Historia tego niewielkiego majątku jest wyjątkowym świadectwem funkcjonowania prawa pruskiego. Od Kigaua, poprzez Paula Kattena, Lenharda, Jacoba Tolkiena, Christopha, dwóch Michelów Tolkienów aż do Friedricha Tolkiena można prześledzić ponad dwieście lat nieprzerwanej historii jednego dziedzicznego dobra sołtysiego, którego własność przechodziła zgodnie z zasadami sukcesji rodzinnej, a oryginalny dokument z 1514 r. pozostawał podstawą prawną tych praw przez kolejne pokolenia.

Nie sposób jednoznacznie określić pochodzenia społecznego Jacoba Tolkiena, jednak zgromadzone źródła wskazują, że należał on do warstwy wyraźnie wykraczającej ponad przeciętnych chłopów czy zagrodników. Zarządzał dziedzicznym Freigut, pełnił funkcję opiekuna prawnego w sprawach spadkowych, dysponował kapitałem pozwalającym na wykup znacznego majątku, przechowywał dokumenty stanowiące podstawę praw własności od początku XVI wieku, a jego koligacje rodzinne obejmowały również królewieckiego płatnerza. Wszystko to wskazuje na przynależność do kręgu wolnych właścicieli ziemskich (Freie), związanych z lokalną elitą administracyjno-majątkową Natangii, której korzenie mogły sięgać jeszcze późnego średniowiecza. Taka interpretacja dobrze współgra z hipotezą o rodowodzie pruskiej gałęzi Tolkienów sięgającej rycerskiego rodu Tolk von Markelingerode. Nie można wykluczyć, że omawiana gałąź rodziny Tolkienów wywodziła się ze zubożałej linii rycerskiego rodu Tolk von Markelingerode, która osiedliła się w okolicach Kreuzburga jeszcze w XV wieku. Za taką możliwością przemawia ciągłość obecności rodziny Tolk/Tolckin w tym samym mikroregionie od czasów Jacoba Tolka, właściciela dóbr w Sollau w okresie wojny trzynastoletniej, aż po Jacoba Tolkiena z Globuhnen w XVI w. Istotnym argumentem jest również powtarzające się powiązanie z rodziną Materne – w 1456 r. komornik Materne przejął majątek Jacoba Tolka w Sollau, natomiast w 1581 r. Valentin Materne występował jako współopiekun prawny dzieci Lenharda obok Jacoba Tolkiena. Choć okoliczności te nie stanowią jeszcze dowodu genealogicznego, tworzą spójny zespół przesłanek wskazujących na możliwość zachowania ciągłości rodzinnej i majątkowej od schyłku państwa krzyżackiego do czasów Prus Książęcych.

Inwentarz Jacoba Tolkiena w XVI w. 
(autor: ja + ChatGPT)



Od starosty pruskiego do wolnego sołtysa chełmińskiego

    Należy jednak pamiętać, że urząd sprawowany przez właściciela Schulzengut w Globuhnen zmieniał swój charakter. Do początku XVII wieku Globuhnen pozostawała wsią lokowaną na prawie pruskim (Preußisches Recht). W takim ustroju właściciel dziedzicznego Freigut nie był jeszcze klasycznym sołtysem chełmińskim (Kulmischer Schulz). Był raczej dziedzicznym starostą lub zwierzchnikiem wsi na prawie pruskim, wykonującym obowiązki wynikające z dawnego prawa pruskiego.

    Do jego podstawowych zadań należał nadzór nad poborem czynszów, danin i świadczeń należnych księciu, organizacja i kontrola wykonywania szarwarku, czuwanie nad porządkiem i moralnością mieszkańców, dopilnowanie obowiązkowego uczestnictwa chłopów w nabożeństwach parafialnych w Krzyżborku oraz reprezentowanie wsi wobec administracji książęcej. Był więc przede wszystkim lokalnym zwierzchnikiem administracyjnym i gospodarczym, stojącym pomiędzy mieszkańcami a urzędnikami książęcymi.

    Wszystko wskazuje na to, że Jacob Tolkeimer (Tolkein, Tolkien), który przybył do Globuhnen z zewnątrz — prawdopodobnie z Tollkeim, wsi lokowanej na prawie chełmińskim — odegrał zasadniczą rolę w reorganizacji statusu prawnego Globuhnen. Na przełomie XVI i XVII wieku wieś została przeniesiona z prawa pruskiego na prawo chełmińskie (Kulmer Recht). Od tego momentu Jacob oraz jego potomkowie występują już w źródłach jako wolni sołtysi chełmińscy (frey und köllmscher Schulz). Proces ten, nazwiska i role poszczególnych mieszkańców Globuhnen możemy poznać z dokumentów Amtsrechnung z lat 1601-32 (patrz Ostpr. Fol. 2115 do 2145).

    Zmiana ta oznaczała znaczne rozszerzenie zakresu kompetencji urzędu. Wolny sołtys chełmiński zachowywał funkcje administracyjne, lecz przejmował również zadania o charakterze wojskowym i sądowym. Odpowiadał za przygotowanie wyznaczonych mieszkańców do służby wojskowej, organizację obrony lokalnej, wykonywanie zarządzeń mobilizacyjnych, przewodniczenie drobnym sprawom sądowym, ochronę bezpieczeństwa wsi, między innymi poprzez organizowanie walki z wilkami i innymi drapieżnikami, a także reprezentowanie wspólnoty wobec władz książęcych.

    Właśnie od początku XVII wieku można mówić o ukształtowaniu się wielopokoleniowej linii wolnych sołtysów chełmińskich z rodu Tolkienów, którzy przez ponad sto lat pozostawali jednymi z najważniejszych przedstawicieli lokalnej elity w okolicach Krzyżborka. Przemiana ta stanowiła zarazem ważny etap w dziejach rodziny, łącząc wcześniejsze tradycje dziedzicznego starostwa na prawie pruskim z modelem samorządu wiejskiego charakterystycznym dla prawa chełmińskiego.

    Pamietajmy jednak, że hipoteza o przybyciu Jacoba z Tollkeim oraz jego roli w przeniesieniu Globuhnen na prawo chełmińskie opiera się na analizie zachowanych źródeł (zmiany form nazwiska, dokumentów z lat 1581–1583 oraz późniejszych określeń frey und köllmscher Schulz) i stanowi najbardziej prawdopodobną rekonstrukcję.

sobota, 18 lipca 2026

Tolkien w Alpach (1911), ja w Alpach (2026)

W dniach 5-16 lipca 2026 przeżyłem jedną z podróży życia. Była to pielgrzymka do Szwajcarii. Pielgrzymka nie tylko katolicka. Dzięki odwiedzinom w Alpach Berneńskich oraz w górach obok miejscowości Zermatt (monumentalny Matterhorn!), była to też podróż literacka, pielgrzymka tolkienowska. Kolejna po Wyprawie Tolkienowskiej do Anglii i Walii w maju tego roku (tutaj jest moja relacja z tamtej Wyprawy). Najważniejszy był dla mnie dzień, w którym zaczęliśmy od wioski Grindelwald (zbieżność nazwy z nazwiskiem złego bohatera z Harry'ego Pottera zapewne nieprzypadkowa), wyjechaliśmy na bardzo wysoki Jungfraujoch, żeby podziwiać lodowiec Aletsch, szczyty Jungfrau, Eiger, Mönch oraz Silberhorn, a potem w cudownym świetle, w elfiej aurze zjechaliśmy koleją-zębatką do Lauterbrunnen - miasteczka z moich snów. Niech zostaną tu te zdjęcia (można kliknąć, żeby powiększyć):

Rysunek J.R.R. Tolkiena

Moje zdjęcie podczas zjazdu koleją z Kleine Scheidegg
 
Inne ujęcie Lauterbrunnental

Matterhorn jako Caradhras

Tutaj znajdziecie więcej zdjęć z tej pielgrzymki. 

Mam też dla Was coś niesamowitego, związanego z wyprawą 19-letniego Tolkiena do Szwajcarii w 1911 roku (przez Ostendę, Kolonię, Innsbruck do Interlacken i potem w góry). Oto Lucas Ritzel rok temu w pensjonacie Berggasthaus Obersteinberg w Stechelberg (John Garth uważa, że ta nazwa, "Spadzista Góra", ale też być może "Góra Ostrokrzewów", mogła zainspirować Hollin; w chacie można zamieszkać!) odkrył realny ślad tej wyprawy. Jest tam księga pamiątkowa z wpisem całej czternastki angielskich podróżników (w Hobbicie też przez Góry Mgliste przedziera się czternastka wędrowców: Gandalf, dwunastu krasnoludów i Włamywacz Bilbo). Lucas pisze przy swoim filmie na YouTube (tutaj):

Rozpoznajecie młodego Tolkiena? Był wyprawowym śmieszkiem. Na zdjęciu ma biały szalik.

"[...] Podczas wizyty w 2025 roku w historycznym Berggasthaus Obersteinberg, sfilmowałem oryginalną księgę pamiątkową, która odnotowuje obecność Tolkiena i jego towarzyszy podróży 5 sierpnia 1911 roku. Wpis wymienia członków brytyjskiej grupy alpejskiej, w skład której wchodzili sam Tolkien ("J.R.R.T. – Birmingham"), jego brat Hilary Arthur Reuel Tolkien, [ciocia Jane Neave] oraz kilku członków rodziny Brookes-Smith. Wpis został prawdopodobnie sporządzony przez ich towarzysza, Colina Brookes-Smitha, który udokumentował całą grupę w rejestrze górskiego zajazdu. Ten wpis do księgi pamiątkowej jest jednym z niewielu współczesnych dokumentów potwierdzających obecność Tolkiena w Alpach Szwajcarskich podczas jego formacyjnej podróży po Alpach w młodości. Tolkien miał wówczas zaledwie 19 lat i właśnie ukończył szkołę przed rozpoczęciem studiów w Exeter College w Oksfordzie.

Powszechnie uważa się, że podróż z 1911 roku przez Alpy Berneńskie i Valais wywarła głęboki wpływ na wyobraźnię Tolkiena. Wielu badaczy łączy jego doświadczenia w Szwajcarii z krajobrazami opisanymi później w Hobbicie i Władcy Pierścieni. Dramatyczna sceneria Alp Berneńskich, strome ściany doliny Lauterbrunnen i doświadczenie pokonywania niebezpiecznych, wysokich przełęczy górskich w małej grupie mogły pomóc ukształtować późniejsze opisy Gór Mglistych, ukrytej doliny Rivendell i poczucia wspólnoty niezbędnego do przetrwania w dzikich krajobrazach. Tolkien nie podróżował zbyt wiele za życia. Poza młodością i doświadczeniami wojennymi we Francji podczas I wojny światowej, większość życia spędził w Anglii. Ten kontrast między przemysłowymi krajobrazami wokół Oksfordu a zapierającą dech w piersiach przyrodą Alp Szwajcarskich mógł wywrzeć na nim trwałe wrażenie – takie, którego echa słychać w górach, dolinach i podróżach po Śródziemiu. Mój film dokumentuje zatem niezwykły ślad historyczny: moment, w którym młody podróżnik z Birmingham przemierzał Alpy, nieświadomy, że później stworzy jedną z najbardziej wpływowych mitologii literatury nowożytnej. Oto, co widzimy:

Kadr z filmu Lucasa Ritzela

1. E.B.S. 
= Elizabeth Brookes-Smith • Matka rodziny Brookes-Smith • Wdowa po pastorze Brookes-Smith • Organizatorka wakacji w Alpach. Związek z Tolkienem: Tolkien był bliskim przyjacielem jej syna i został zaproszony na wycieczkę jako gość.

 ________________________________________ 

2. E.J.N. 
= Emily Jane Neave, czyli ciocia Tolkiena, siostra jego mamy; pisze się, że tak wszystkimi się opiekowała, że mogła być pierwowzorem Gandalfa. Jest tam napisane, że mieszkała na famie Gedling

________________________________________ 

3. S.C.C. 
Jest to prawdopodobnie: S. C. Collingwood (odczyt niepewny) Możliwe, że kolejny przyjaciel rodziny Brookes-Smith. Charakter pisma sugeruje angielskie nazwisko z trzema inicjałami, typowe dla edwardiańskich ksiąg pamiątkowych. 

________________________________________ 

4. P.A.B.S. 
= Philip A. Brookes-Smith • Jeden z synów Brookes-Smith • Student i alpinista. Był jednym z głównych towarzyszy Tolkiena podczas wędrówki.

_______________________________________ 

5. D.E.B.S. 
= Dorothy E. Brookes-Smith • Córka rodziny Brookes-Smith • Członek grupy podróżniczej. Grupa składała się głównie z rodzeństwa. 

________________________________________ 

6. J.R.R.T. – Birmingham 
= J. R. R. Tolkien 
Wiek w tym momencie: 19 Doświadczenie w momencie podróży: • Student Exeter College w Oksfordzie • Właśnie ukończył szkołę King Edward’s School w Birmingham • Jeszcze nie rozpoczął studiów w Oksfordzie Ta alpejska podróż zainspirowała później krajobrazy Śródziemia, zwłaszcza przecięcie Gór Mglistych w Hobbicie. 

________________________________________ 

7. H.A.R.T. 
= Hilary Arthur Reuel Tolkien Brat Tolkiena. • Urodzony w 1894 • Rolnik w późniejszym okresie życia • Bardzo blisko związany z bratem. Również dołączył do apejskiej wyprawy.

_______________________________________ 

8. C.J.W.R. 
= Colin J. W. Brookes-Smith Jeden z najbliższych przyjaciół Tolkiena podczas podróży. Bardzo ważny historycznie, ponieważ: • Później spisał wspomnienia z podróży • Jego wspomnienia pomogły uczonym zrekonstruować trasę. 

________________________________________ 

9. C.H.W.B-S 
= Christopher H. W. Brookes-Smith Kolejne rodzeństwo Brookes-Smith. Dzieci Brookes-Smithów stanowiły trzon grupy podróżującej. 

Jedna osoba (prawdopodobnie Colin Brookes-Smith) napisała listę inicjałów całej grupy. To wyjaśnia, dlaczego pismo jest jednolite.

Zdjęcie z książki Tolkien Family Album - J.R.R. Tolkien siedzi na ziemi