wtorek, 8 listopada 2022

Recenzja książki J. R. R. Tolkiena The Fall of Númenor [„Upadek Númenoru”]


Rok 2022 to gorący czas w światowej i polskiej tolkienistyce. Nazwisko Tolkien pojawia się dużo częściej niż zwykle w prasie, w rozmowach, w mediach społecznościowych. Na ustach wielu jest wybitny angielski pisarz i naukowiec, profesor J. R. R. Tolkien (1892-1973), autor książek, które z niezmienną siłą działają na naszą wyobraźnię. Rozgrzewa nas dziś bowiem dyskusja na temat serialu Pierścienie Władzy kanału Amazon Prime – realizacja na motywach literatury Tolkiena. Znany jest też projekt wydania w Polsce 12 tomów Historii Śródziemia oraz Natury Śródziemia tego autora. Informacje te wychodzą poza środowisko tolkienowskiego fandomu, bo Tolkien dziś to część naszej kultury, naszej współczesnej „mitologii”, którą wielu z nas próbuje tłumaczyć sobie świat. Historyk Bradley J. Birzer napisał niedawno w National Review, że Tolkien był największym mitotwórcą XX wieku i że jego twórczość zostanie kiedyś zaliczona do arcydzieł tego samego rzędu co mity Homera, Wergiliusza i Dantego. Tak jak Homer dał nam głęboki wgląd w świat grecki, Wergiliusz w świat rzymski, a Dante w świat średniowiecza, tak Tolkien pomaga nam spojrzeć na nasze własne czasy. Wszystko, co napisał Tolkien, ma znaczenie – pisze Birzer.

Serial telewizyjny Amazona opowiada w sposób bardzo swobodny i często kontrowersyjny o wydarzeniach Drugiej Ery Śródziemia. Wśród miłośników Tolkiena wywołuje to wiele dyskusji „jak to było naprawdę w książkach”. Przewidziało to wydawnictwo HarperCollins i przygotowało dla czytelników na ten czas wspaniały przewodnik po „prawdziwym Śródziemiu” w Drugiej Erze. To dobry czas dla wydawnictw literackich, żeby przybliżać Tolkiena odbiorcom i zdobywać dla tej literatury nowych miłośników.

The Fall of Númenor, czyli po polsku Upadek Númenoru, ma na celu przedstawienie w jednym tomie wyboru tekstów J. R. R. Tolkiena, które mówią o tej wspomnianej legendarnej epoce, o Drugiej Erze. Zebrano w Upadku Númenoru teksty Tolkiena z dzieł wydanych za jego życia i po śmierci.

Teksty wydane pośmiertnie znamy dzięki benedyktyńskiej pracy najmłodszego syna naszego Profesora, Christophera Tolkiena, który zapoznał czytelników Hobbita i Władcy Pierścieni z bogatym dziedzictwem mitów i dziejów zarówno Dawnych Dni, jak i Drugiej Ery Śródziemia. To właśnie na kartach Silmarillionu, Niedokończonych opowieści, tomów Historii Śródziemia i innych prac, zredagowanych i przygotowanych do publikacji przez młodszego Tolkiena, po raz pierwszy opowiedziano historię Upadku Númenoru, wzrostu potęgi Saurona, wykuwania Pierścieni Władzy i Ostatniego Przymierza Elfów i Ludzi przeciwko Mrocznemu Władcy Mordoru.

Nowa książka - Upadek Númenoru – to przyjazna czytelnikowi kompilacja wszystkich ważnych tekstów na temat tej epoki. Takie swoiste kompendium wiedzy, w którym dominuje nie komentarz redakcyjny, ale oryginalne teksty profesora J. R. R. Tolkiena. Naprawdę dobrze się to czyta. O odpowiednio atrakcyjny kształt tego dzieła zadbał redaktor tego wydania, Brian Sibley. Kim jest Sibley? To urodzony w 1949 roku angielski pisarz, który przygotował dla radia BBC ponad sto godzin różnych słuchowisk, w tym wspaniałego Władcę Pierścieni. Jest to także autor wielu audycji dokumentalnych. Brian Sibley jest także redaktorem książek o filmach Harry Potter, a także o trylogiach filmowych Władca Pierścieni oraz Hobbit.

Jaka jest konstrukcja Upadku Númenoru? Swoistym kręgosłupem całej narracji jest w niej tak zwana „Kronika Lat (Kronika Królestw Zachodnich”), którą znamy jako część dodatku B we Władcy Pierścieni. Daty z tej kroniki tworzą spis treści. Oprócz ciekawego tekstu głównego, dla tych, którzy chcą zagłębić się w szczegóły pracy redaktorskiej Christophera Tolkiena oraz Carla F. Hostettera (redaktora Natury Śródziemia) mamy w książce przypisy zebrane na końcu tomu. Całości dopełniają czarno-białe oraz kolorowe grafiki znanego ilustratora, Alana Lee. Przygotował je specjalnie dla tej publikacji. Moim zdaniem ilustracje te nie dorównują niestety artyzmem dawnym grafikom do Władcy Pierścieni i Hobbita.
 
Wybrane teksty Tolkiena ułożono w kolejności chronologicznej określonej we wspomnianej „Kronice Lat”. Tę prezentację uzupełniają dwa inne źródła: imiona i lata panowania królów númenorejskich podane w „Dodatku A: kroniki królów i władców” – ponownie we Władcy Pierścieni – oraz „Dynastia Elrosa: Królowie Númenoru” – tym razem z Niedokończonych opowieści Tolkiena. Wydarzenia Drugiej Ery, których miejscem akcji jest zarówno wyspa Númenor, jak i Śródziemie, są opisane przy użyciu materiałów z następujących źródeł. Dla historii Númenorejczyków: tekst „Akallabêth” (z Silmarillionu), historia „Aldarion i Erendis” oraz tablica genealogiczna „Wczesne pokolenia dynastii Elrosa” (z Niedokończonych opowieści). 

W książce tej ważne są też fragmenty z pracy Tolkiena pod red. Carla F. Hostettera, którą właśnie wydaje Zysk – Natury Śródziemia. Wybrano z tej książki teksty Tolkiena o historii założenia Númenoru, jego geografii i przyrodzie oraz o trybie życia Númenorejczyków.

Wydarzenia, które rozgrywają się w Śródziemiu równolegle do wydarzeń w Númenorze, zostały wybrane z tekstu „O Pierścieniach Władzy i Trzeciej Erze” (z Silmarillionu), z „Historii Galadrieli i Celeborna” (w Niedokończonych opowieściach) oraz „Galadrieli i Celeborna” (w Naturze Śródziemia).

Jeszcze kilka słów o redakcji książki Upadek Númenoru. Uwagi redakcyjne Briana Sibleya podane są mniejszą czcionką i wcięciem. W nawiasach kwadratowych podano objaśniające sprostowania redakcji wprowadzające ustępy lub treść fragmentu. Książka zawiera również fragmenty z Listów J. R. R. Tolkiena, zredagowanych przez Humphreya Carpentera z pomocą Christophera Tolkiena. Znajdziemy też w książce liczne fragmenty Władcy Pierścieni związane z Drugą Erą.

Jakie są plusy tej książki? Podsumujmy. Znakomity redaktor wydania, Brian Sibley. Ciekawie poprowadzona, uporządkowana chronologicznie narracja zbudowana z różnych, uzupełniających się tekstów J. R. R. Tolkiena. Barwne, piękne opisy autorstwa Tolkiena. Tematyka, która jest na topie, bo wielu czytelników ogląda też teraz serial Amazon Prime, który traktuje o tej samej legendzie (a serial planowany jest na pięć sezonów, więc Tolkien będzie modny przez najbliższe lata). Temat przedstawiony bardzo klarownie i w pełni – dzięki tej książce naprawdę dobrze można poznać świat J. R. R. Tolkiena.

Czy są minusy? Oczywiście! Czytelnika może rozczarować to, że w książce brak zupełnie nowych, nieznanych wcześniej tekstów Tolkiena.
 
A mimo to bardzo polecam tę książkę wszystkim, którzy kochają Śródziemie. Cieszy mnie nieoficjalna informacja, że książkę tę planuje wydać wiosną duże polskie wydawnictwo.




piątek, 4 listopada 2022

Tolkien's great-grandfather was a bass singer

New Rooms, Hannover Square

John Benjamin Tolkien I (1752-1819) was born in Gdańsk (Poland) and died in London. His second son George Tolkien (1784-1840; according to the documents he was George, not George William as other authors write), J. R. R. Tolkien’s great-grandfather, lived in London and he was a house-agent and an auctioneer, a tool producer, a music teacher and music seller, and also a theater bass singer in Covent Garden. Towards the end of his life he was also an organist in St Pancras church (see "The London Tolkiens: even more information!"). You will find more information about his life on my blog (here).

Thanks to the collectors from Australia, Michael and Jamie Kassler (Northbridge NSW, Australia) we now know that George Tolkien sang also in the bass chorus of the Concerts of Antient Music in London in at least two seasons. Michael and his wife Jamie own a collection of receipts given to performers at these concerts. George Tolkien was paid £9 on 13 June 1829 for his performances that year in these concerts (£100 in 1829 is equivalent in purchasing power to about £10,985.63 in 2019). The signature on this receipt matches that on his marriage certificate:

George Tolkien's receipt from 1829 (from the collection of Jamie and Michael Kassler)

George Tolkien and Eliza Lydia Murrell's marriage certificate from 1805

Jamie and Michael Kassler own a few (not all) of the published lists of Antient Concerts. I attach a scan of two pages from the 1826 volume. You will see that Tolkien is listed amongst the bass singers in the chorus. Presumably he had the same duty in 1829:

from the collection of Jamie and Michael Kassler

From the collection of Jamie and Michael Kassler

sobota, 10 września 2022

The Long-father Tree of J.R.R. Tolkien

The surname Tolkien in this family appears first in the village of Globuhnen.
It comes from the name of the village of Tollkeim in Prussia
(source: GStA PE, GHS, Amt Brandenburg 1 from 1715)

 
My summary of Tolkien's ancestry (#TolkienAncestry) - the genealogical and historical research is ready!
 
Y-DNA of the Tolkien family and the closest families
(source: YFull.com)

The Tolkien paternal line (Y-DNA) belongs to R1a-Y42738: https://www.yfull.com/tree/R-Y42738/ (the Tolkien family sample is YF088107):
 
 
THE LONG-FATHER TREE 
OF J.R.R. TOLKIEN
(with links to the biograms) 
 
 
(Baltic peoples with the Baltic languages,
Old Prussian and Old Yotvingian)
|
Paul Katt 
a village elder
(b. ca. 1490 Tollkeim, Prussia) 
- see here
|
Hans 
a village elder
(b. ca. 1520, Globuhnen, Prussia)
- see here
|
Jacob Tolckeimer vel Tolckin 
a village mayor
(b. ca. 1550, Globuhnen, Prussia) 
- see here
|
Friedrich Tolckin 
a city citizen and craftsman
(b. ca. 1590 Globuhnen, Prussia) 
- see here
|
Michael Tolkien
a city citizen and craftsman
(1620-1678, Kreuzburg, Prussia) 
- see here
|
Michael Tolkien
a city citizen and craftsman 
(1644-1699, Kreuzburg, Prussia) 
- see here
|
Christian Tolkien 
a city citizen and baker
(1677-1746, Kreuzburg, Prussia) 
- see here
|
Christian Tolkien 
a city soldier in Gdańsk
(1706, Kreuzburg, Prussia -1791, Gdańsk) 
- see here
|
Johann Benjamin Tolkien
a clock- and watchmaker, a china seller in London 
(1752, Gdańsk - 1819, London) 
- see here
|
George Tolkien
a music teacher, organist and opera singer 
(1784-1840, London)
- see here
|
John Benjamin Tolkien 
a pianomaker
 (1807, London - 1896, Birmingham)
- see here
|
Arthur Reuel Tolkien
a bank manager 
(1857, Birmingham - 1896, Bloemfontein, Orange Free State) 
- see here
|
John Ronald Reuel Tolkien
an Oxford professor and writer
(1892, Bloemfontein, Orange Free State - 1973, Bournemouth)
 
Migration of Tolkien's ancestors - still to the West (like Tolkien's Edain and Elves):
 
 Tollkeim, Prussia > Kreuzburg/Globuhnen, Prussia > Gdańsk, Poland  > Amsterdam, The Netherlands > London, England > Birmingham/Oxford, England

 
AI art is fashionable now, so here is a graphic
about Tolkien's most ancient known ancestor from Prussia

 

środa, 7 września 2022

Tolkien na Jasnej Górze!

Source: "J.R.R. Tolkien. The Art of the Manuscript" (Copyright by The Tolkien Estate)

Jak już wiecie (czytaj tutaj), w Milwaukee w Stanach Zjednoczonych obejrzeć można właśnie niezwykłą wystawę rękopisów i grafik J. R. R. Tolkiena (nosi ona tytuł: "J.R.R. Tolkien. The Art of the Manuscript"). Dziś otrzymałem katalog tej wystawy (zamówić go można tutaj). Oto mój dzisiejszy radosny unboxing tej książki:

Otwieram książkę i przez przypadek (a przecież w Śródziemiu przypadków nie ma!) znajduję się na stronie 174. Mamy tam eksponat numer 131. Jest to - Matko Boża! - wykaligrafowany przez J. R. R. Tolkiena tekst wiersza Hilarego Belloca pt. "Ballada dla Najświętszej Maryi Panny z Częstochowy". Jak kaligrafię tę opisuje katalog?

In 1960 Tolkien's friend Gregory Macdonald, who had served as wartime editor of the BBC's Polish Service, approached him with an unusual request. Macdonald admited Tolkien's penmanship and asked if he would write out a copy of Hilaire Belloc's "Ballade", which Macdonald intended to send to Jasna Góra Monastery in Częstochowa, site of a famous shrine of the Blessed Virgin Mary. Belloc had penned and framed a copy of his poem in 1928 and hung it on the chapel wall, but the work had since disappeared. Tolkien agreed to create a replacement. This is a draft version found on the verso of a Númenórean carpet drawing. Tolkien sent the final version to Macdonald, who reported in November 1961 that the work had reached its destination. Although Tolkien supported his friend's gesture of devotional piety, it is clear from Macdonald's letters to Tolkien, preserved in the Bodleian Libraries, that Tolkien had misgivings about the literary merit of Belloc's poem.

Po polsku:

W 1960 roku przyjaciel Tolkiena, Gregory Macdonald, który w czasie wojny był redaktorem Serwisu Polskiego Radia BBC, zwrócił się do niego z niezwykłą prośbą. Macdonald znał umiejętności kaligraficzne Tolkiena i zapytał, czy ten zapisałby w ozdobny sposób „Balladę” Hilarego Belloca, którą Macdonald zamierzał wysłać do klasztoru na Jasnej Górze w Częstochowie, gdzie znajduje się słynne sanktuarium Najświętszej Marii Panny. Belloc napisał i oprawił kopię swojego wiersza w 1928 roku i powiesił ją na ścianie kaplicy, ale od tego czasu dzieło zniknęło. Tolkien zgodził się stworzyć kaligrafię zastępczą. Jest to wersja robocza znaleziona na odwrocie rysunku dywanu númenorejskiego. Tolkien wysłał ostateczną wersję do Macdonalda, który poinformował go w listopadzie 1961, że praca dotarła do celu. Chociaż Tolkien popierał gest pobożności swego przyjaciela, z listów Macdonalda do Tolkiena, zachowanych w Bibliotece Bodlejskiej, jasno wynika, że ​​Tolkien miał wątpliwości co do wartości literackiej wiersza Belloca.

Bardzo ciekawa jest ta historia podróży na Jasną Górę Belloca i Macdonalda. Szkoda, że nigdy nie dotarł tam Tolkien. Ciekawe czy nasi Ojcowie Paulini mają świadomość, że w swoich zbiorach mają maryjną kaligrafię J.R.R. Tolkiena!? Bardzo prosimy Czcigodnych Ojców o sprawdzenie, czy w Waszych zbiorach i w skarbcu nie znajduje się wiersz katolickiego angielskiego poety Belloca zapisany kaligraficznie przez pisarza katolickiego z Anglii, J. R. R. Tolkiena.

Oto tekst "Ballady" Belloca (a tu biogram autora):

 


Ballade to Our Lady of Czestochowa

I

Lady and Queen and Mystery manifold
And very Regent of the untroubled sky,
Whom in a dream St. Hilda did behold
And heard a woodland music passing by:
You shall receive me when the clouds are high
With evening and the sheep attain the fold.
This is the faith that I have held and hold,
And this is that in which I mean to die.

II

Steep are the seas and savaging and cold
In broken waters terrible to try;
And vast against the winter night the wold,
And harbourless for any sail to lie.
But you shall lead me to the lights, and I
Shall hymn you in a harbour story told.
This is the faith that I have held and hold,
And this is that in which I mean to die.

III

Help of the half-defeated, House of gold,
Shrine of the Sword, and Tower of Ivory;
Splendour apart, supreme and aureoled,
The Battler's  vision and the World's reply.
You shall restore me, O my last Ally,
To vengence and the glories of the bold.
This is the faith that I have held and hold,
And this is that in which I mean to die.

Envoi

Prince of the degradations, bought and sold,
These verses, written in your crumbling sty,
Proclaim the faith that I have held and hold
And publish that in which I mean to die. 

Polski przekład (z tego bloga):
 

I

O Pani, Królowo, Misterium niezmierne,
Regentko spokoju na niebios przestworze,
któraś się zjawiła we śnie Hildzie wiernej
a dźwięki muzyki rozbrzmiały gdzieś w borze.
Przyjmiesz mnie, gdy ujrzę że wieczór przybieża
a owce się zejdą ze swoim pasterzem.
To wiara, do której przylgnąłem i wierzę,
i w której też wytrwać do śmierci zamierzam.

II 

Głębokie są morza, zimne, rozszalałe,
strasznie się mocować wśród wzburzonej toni,
rozległe w noc zimy pustkowie ze szkwałem
i nie ma przystani, gdzie można się schronić.
Lecz Ty mnie powiedziesz na świateł wybrzeża,
i śpiewał Ci będę w porcie hymny szczerze,
To wiara, do której przylgnąłem i wierzę,
i w której też wytrwać do śmierci zamierzam.

III

Tarczo na wpół ległych i ze złota Domie,
O Przybytku Miecza, Wieżo przebogata,
Wspaniałości wielka, w najwyższej koronie,
Wizjo tych co w boju, Odpowiedzi świata.
Przywrócisz mi męstwo i chwałę rycerza,
Boś aliant ostatni, co spełni przymierze,
To wiara, do której przylgnąłem i wierzę,
i w której też wytrwać do śmierci zamierzam.

Przesłanie

Kupiony, sprzedany, mój Książę w obieżach,
Te wersy spisane w Twej nędznej ruderze,
Szerz wiarę, do której przylgnąłem i wierzę,
I głoś że w niej wytrwać do śmierci zamierzam.


Wzmiankę o Częstochowie znajdujemy też w liście Profesora Tolkiena do jego przyjaciela, prof. Przemysława Mroczkowskiego z 22 listopada 1960:

I had your Christmas Card of last year and recently I had a card from or of Czestochowa. I wonder if it would be possible for you to thank Mrs. Irena Janicka for [it] and let her know that I gratefully and safely received a copy of the paper “The Comic Elements in the English Mystery Plays” (No. 2 of Communications of Poznan Society of Friends of Science). I do not know her address. You and your family are often in my thoughts. 

Po polsku: 

Otrzymałem Twoją kartkę świąteczną z zeszłego roku, a ostatnio otrzymałem kartkę z Częstochowy. Zastanawiam się, czy moglibyście podziękować za [to] Pani Irenie Janickiej i dać jej znać, że z wdzięcznością i bezpiecznie przyjąłem egzemplarz „Elementów komicznych w angielskich przedstawieniach misteryjnych” (nr 2 Communications of Poznan Society of Friends of Science). Nie znam jej adresu. Często myślę o Tobie i Twojej rodzinie (...).

Copyright by The Tolkien Estate

Bardzo ciekawe są te polskie i maryjne wątki w życiu Profesora Tolkiena. Co o tym myślicie? Zapraszam do komentowania.

[Źródło informacji: J.R.R. Tolkien. The Art of the Manuscript + kolekcja autora bloga]

piątek, 26 sierpnia 2022

Tolkienowska wymowa | diereza ë

Wiem, że wielu czytelników Tolkiena nawet nie zagląda do lingwistycznych dodatków we Władcy Pierścieni (Dodatek E i F). Nawet najwybitniejsi polscy tolkieniści w czasie swoich wystąpień publicznych wykazują się nieznajomością poprawnej wymowy najbardziej znanych imion i nazw jak Eärendil [zawsze: e-a-rendil, czyli 4 sylaby, akcent zaznaczony podkreśleniem] albo Galadriel [mniej więcej galadri-jel, czyli 4 sylaby, akcent zaznaczony podkreśleniem]. Niestety polscy wydawcy nie zadbali, żeby w Silmarillionie znalazł się pełny dodatek o wymowie, który od 1977 jest w wydaniach angielskich (przetłumaczyłem go dla Was i jest on do znalezienia na Niezapomince  - tutaj).

Nagrałem też specjalny filmik o wymowie nazw tolkienowskiego świata. Zapraszam do obejrzenia i do komentowania:


Chciałbym dziś możliwie jak najprościej wyjaśnić sprawę samogłosek "z dwiema kropkami" w zapisie Profesora Tolkiena. Te "dwie kropki" czyli diereza (ang. diaeresis - patrz definicja, np. w nazwisku Brontë czy imieniu Chloë) służą u Tolkiena podkreśleniu, że (1) samogłoska /-e/ na końcu nazwy czy wyrazu nie jest niema, że się ją wymawia oraz (2) że złożenie dwóch samogłosek nie jest dyftongiem (dwugłoską) ale że te dwie samogłoski wymawia się wyraźnie jak dwie sylaby:

Dodatek E do "Władcy Pierścieni" w tłum. J. Łozińskiego

Pojawia się problem, jak to oddać w języku polskim. Zdaniem Carla F. Hostettera, którego zapytałem o ekspertyzę, w polskich wydaniach najlepiej byłoby w ogóle zrezygnować z tych dierez, bo polski czytelnik imię Manwe odczyta poprawnie, nie uzna /-e/ za nieme (choć zapewne nie będzie świadomy, że /w/ w tych nazwach czytamy zawsze podobnie do polskiego /ł/ - ['manłe]). Chcemy jednak zachować w polskich wydaniach dierezę, bo nazwy z jej użyciem wyglądają dla nas bardziej tolkienowsko, bardziej "elfio". 

Pojawia się zatem kolejne pytanie. Czy takie dierezy powinny być zachowane w przypadkach zależnych (Manwëgo, Manwëmu, z Manwëm)? W pierwszych wydaniach Tolkiena p. Maria Skibniewska całkowicie zrezygnowała z dierezy (oraz ze znaków diakrytycznych długich samogłosek, z zapisu [k] literą /c/ itd.). Od lat 90. zaczęły się w Polsce pojawiać poprawione przekłady oraz nowe przekłady książek Tolkiena, w których właśnie ze względu na tę tolkienowską atrakcyjność wprowadzono wszystkie diakrytyki, w tym dierezy. Zrobiono to jednak (w przekładach A. Sylwanowicz i P. Braiter) tak, że "dwie kropeczki" (nazwane niepoprawnie "umlautem") pojawiły się też w przypadkach zależnych.

A jaką regułę wprowadził sam Tolkien? Język angielski nie posiada deklinacji (czyli rzeczownik nie odmienia się przez przypadki), więc nie możemy podać przykładów z użyciem języka angielskiego. Deklinację posiada jednak naczelny język Tolkiena, z którego pochodzą nazwy i słowa z "dwiema kropkami". To oczywiście język Elfów Wysokiego Rodu, czyli język quenya (quenejski). U Tolkiena wszystko jest logiczne i tworzone z konsekwencją człowieka kochającego języki. Końcowe /-e/ (w zapisie Tolkiena /-ë/), gdy znajduje się w środku wyrazu, między dwiema spółgłoskami, w sytuacji przypadku zależnego (dopełniacza, celownika itd.) traci niepotrzebne "dwie kropki". Jest to logiczne, bo w tym wypadku "dwie kropki" są oznaczeniem samogłoski /-e/, tylko gdy znajduje się ona na końcu wyrazu. Tak u Tolkiena wygląda deklinacja quenejska (zwróćmy uwagę na słowo lassë 'liść'):

Źródło: Wikipedia

Moim zdaniem tak samo powinniśmy potraktować Tolkienowe dierezy w polskich przekładach książek Tolkiena. Jeżeli za przykład bierzemy imię Manwë, to odmiana przez przypadki powinna wyglądać tak:

Manwë
Manwego
Manwemu
Manwego
Manwem
Manwem
Manwë!

Moją propozycję potwierdza też niemiecki tłumacz książek Tolkiena, Helmut Pesch, którego poprosiłem o ekspertyzę. Napisał on: 

"/ë/ w quenyi jest zasadniczo zapisem dla osób mówiących po angielsku, aby zapobiec wyciszeniu /e/ w końcowej pozycji tej samogłoski. To jest jedyny powód, dla którego Tolkien napisał to w ten sposób, jak to wyraźnie stwierdza w WP, Dodatek E, sekcja "Samogłoski". Tak więc Manwëgo lub jakakolwiek inna kombinacja, w której /e/ nie jest na końcu wyrazu, nie miałaby sensu. Wydania niemieckie generalnie nie zawierają /e/ z tremą (dierezą), z wyjątkiem końcowego /-ië/, jak w Andúnië, również z powodów fonetycznych, ponieważ <ie> jest grafemem długiego [i:] w języku niemieckim (...).

Jednak mój postulat jest póki co wołaniem na puszczy. 

Napiszcie, jaki aspekty wymowy nazw w książkach Tolkiena Was interesuje. Może uda mi się odpowiedzieć. Zapraszam do komentowania.

Mae g'ovannen, Przyjaciele Elfów!

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Tolkien's coat-of-arms | Milwaukee exhibition 2022

I am very happy to have a small contribution to solving the mystery of this drawing! I believe that thanks to my research, this coat-of-arms was put on the exhibition and will now be more widely known to Tolkien fans.
 
Eglerio! I will explain you why I would love to visit the exhibiton J.R.R. TOLKIEN: THE ART OF THE MANUSCRIPT (19 August - 12 December 2022, Haggerty Museum of Art, Marquette University, Milwaukee, USA). As the Tolkien Collector writes (here): 
The foundation for this exhibition is Marquette University’s extensive collection of Tolkien manuscripts housed within the library’s Department of Special Collections and University Archives; but it will also include items borrowed from other repositories, including a significant number of Tolkien manuscripts and artwork from the Bodleian Libraries at the University of Oxford.

As you remember, in 2019, thanks to my correspondence with the Tolkien family from the USA (Charlaine, Kimberly, Eric Tolkien - thank you!) I discovered the existence of the Tolkien family coat-of-arms and thanks to the Tolkien Estate and the Bodleian Library (thank you Cathleen Blackburn and Catherine McIlwaine!) I found confirmation of the existence of this sign in the Book of Ishness made by young J.R.R. Tolkien. Then I received a copy of the original Tolkien's drawing from Bodleian and I was able to develop my theory about this coat-of-arms (see here and here).

Now the coat-of-arms drawn by Tolkien can be seen by a wider audience. I am very happy that this beautiful graphic and at the same time an interesting element of English (pseudo-)heraldry is now known to other people. 

Tolkien's drawing in the exhibition catalogue (source of the photo)

In my archival research I came to the first Tolkiens in history, at the beginning of the 16th century in the village of Globuhnen in Prussia. The Tolkien family in Kreuzburg, Prussia and in Polish Gdańsk (Danzig) were not a noble family - they were simple village mayors, craftsmen from a little town, the soldiers... They had no coat-of-arms! The Tolkiens never were a noble family according to my research. They were hardworking, curious, religious, educated middle-class people. That’s a good legacy! The history of this family is more interesting and better known than the history of many a knight and nobleman according to my study (see the hashtag #TolkienAncestry on Facebook and Twitter!).

"The crest is given from an impression of my father’s seal"
(J.R.R. Tolkien in his letter)

I am in touch with several branches of the Tolkiens in England who also have a heraldic history and my conclusion is that English ancestors of Professor Tolkien used a device dating to the 19th c., when pseudo-heraldry became popular among Victorian middle-class families. Arthur R. Tolkien's demi-griffin became a sign of the family probably thanks to George Tolkien's wedding to Eliza Lydia Murrell, who was the eldest child, with no brothers in the family bearing this crest (see here and here), and the tradition of the shield with stars and chevrons was transmited to J.R.R. Tolkien by his half-uncle, John Benjamin Tolkien III (see here and here).

As Catherine McIlwaine informs me the coat-of-arms does look very striking in the exhibition and is displayed alongside Tolkien's notes on Elvish heraldry and a copy of an ancient heraldic manuscript. It has never been on display before and has not previously been published. 

The catalogue is beautifully produced and is definitely worth purchasing (I bought it yesterday - you can purchase it here). The catalogue entry (and exhibition caption) read as follows: 

Item 138
J.R.R. Tolkien | English, 1892-1973
Coat of arms, n.d.
Watercolor and ink on paper | (178 x 126 mm)
The Bodleian Libraries, University of Oxford | MS. Tolkien Drawings 88, fol. 34r
(c) The Tolkien Trust 2022

J.R.R. Tolkien did not invent this coat of arms for the Tolkien family. He appears to have learned of the design from one of his half uncles. It was not an ancient device, probably dating only to the nineteenth century, when pseudo-heraldry became popular among Victorian middle-class families. 

And below I present the coat-of-arms of Tolkien from Wikimedia, based on my descriptions with addition - the Order of the British Empire. J.R.R. Tolkien was appointed a Commander of the Order of the British Empire by Queen Elizabeth II on 28 March 1972. 

But remember: this coat-of-arms was never registered by the College of Arms! 

Source: Wikimedia

środa, 17 sierpnia 2022

Mordor i jego orkowie | Rosja AD 2022

Orkowie jako satyra na rosyjskie społeczeństwo - źródło grafiki tutaj. Autor - Tony Sart

Niedługo po tym, jak Rosjanie napadli na Ukrainę, przeprowadził ze mną wywiad Mirosław Haładyj, dziennikarz Głosu24 (odnogi Onetu) - patrz tutaj. Mówiłem tam między innymi o nazywaniu Rosjan "orkami":

– To by się Tolkienowi nie podobało. Jestem tego pewien. Tolkien w listach wyrażał opinię, że nie wolno demonizować i dehumanizować nieprzyjaciela. Pisał to w kontekście II wojny światowej i Niemców. A orkowie to istoty nieludzkie, ubezwłasnowolnione przez demoniczną siłę i moc Saurona. Tolkien nie lubił ściśle alegorycznego odczytywania jego Władcy Pierścieni. Zjawisko związane z agresją Rosji wobec niepodległej Ukrainy, owo patrzenie na wojnę z perspektywy Śródziemia świadczy jednak o wielkiej sile tolkienowskiego dzieła na popkulturę (...)

Kierowałem się tu konkretnymi wypowiedziami Tolkiena. Tolkien pisze na przykład w listach, że jeżeli już mówimy o ludziach jako orkach, to ci orkowie bywają obecni po każdej stronie konfliktu:

"Owszem, uważam, że orkowie są tak samo realistyczni jak bohaterowie „realistycznej" literatury: twoje barwne słowa dobrze opisują to plemię, tyle że w prawdziwym życiu znaleźć ich można oczywiście po obu stronach. „Romans" wyrósł bowiem z „alegorii" i jego wojny wciąż wywodzą się z „wewnętrznej wojny" w alegorii, w której dobro jest po jednej stronie, a różne odcienie zła po drugiej. W prawdziwym (zewnętrznym) życiu ludzie znajdują się po obu stronach, co oznacza niejednorodne przymierze orków, potworów, demonów, zwykłych uczciwych ludzi oraz aniołów. Ważne jest jednak, jacy są przywódcy i czy sami z siebie są orkopodobni! I o co w tym wszystkim chodzi (albo wydaje się chodzić). Nawet w tym świecie można (mniej więcej) mylić się lub mieć słuszność.

Czyli istotne jest, czy "orkami" są przywódcy danego państwa, dowódcy jego armii. W innym liście z czasów po zakończeniu II wojny światowej jako "orkopodobnych" widział raczej ludzi żadnych zemsty na narodzie niemieckim niż samych Niemców en masse

"A jednak ludzie napawają się wieściami o niekończących się, mających po 40 mil długości kolumnach nieszczęsnych uchodźców, kobiet i dzieci, płynących na Zachód, umierających w drodze. Wydaje się, że w tej czarnej, diabelskiej godzinie nie ma już litości czy współczucia ani wyobraźni. Nie chcę przez to powiedzieć, że w obecnej sytuacji, stworzonej głównie (nie wyłącznie) przez Niemcy, wszystko to nie może być konieczne i nieuniknione. Ale po co się napawać! Podobno osiągnęliśmy taki poziom cywilizacji, w którym wciąż może istnieć konieczność wykonania egzekucji na przestępcy, ale nie napawania się tym czy wieszania obok niego jego żony i dzieci na oczach rozradowanego tłumu orków. Zniszczenie Niemiec, choćby i po stokroć uzasadnione, jest jedną z najbardziej przerażających światowych katastrof".

Źródło: Facebook

Jestem zawsze przeciwko dehumanizacji jakichkolwiek ludzi, choćby największych zbrodniarzy. Cały upadły (choć odkupiony) rodzaj ludzki jest zdolny do najpiękniejszych czynów miłości i do najgorszego bestialstwa i okrucieństwa. A my w naszej refleksji musimy sobie odpowiedzieć, czy i w nas samych nie ma takiej niechęci, chęci odwetu, która w skrajnych okolicznościach właśnie przez dehumanizację nie doprowadziłaby do mordów.

Jest jednak też inne zjawisko. Pisał o nim Ojciec Badeni:

"Czym innym jest widzenie w złu braku dobra, a czym innym pokazywanie zła jako atrakcyjnego - to jest zbrodnia. Ono jest dla nas atrakcyjne, bo trafia w to, co w nas jest złem. U Tolkiena, choć on na szczęście nie moralizuje, zło jest od razu napiętnowane, jest jednoznacznie złe. Myślę, że dlatego można go czytać nawet dzieciom".

Tolknięty analizuje znaczenie litery Z - Facebook
 
Okazuje się, że ja, trochę "pięknoduch", buntuję się przeciw dehumanizacji rosyjskich żołdaków i najeźdźców, a tymczasem oni sami chcą być nazywani orkami. Są dumni z bycia orkami. Chcą też, żeby ich kraj nazywać Mordorem. Tu mała dygresja - o stanie zgniłego rosyjskiego państwa i o jego społeczeństwie mówi świetny kanał YouTube Rosjanina, który uciekł do Polski. Tu odcinek o prawdziwie orkowych zachowaniach putinowskiego żołdactwa:
 
 
Tadeusz A. Olszański (wybitny politolog i tolkienista) napisał mi coś bardzo ciekawego:
"Co do Moskali jako orków, to źródło nie jest na Ukrainie, ale właśnie w Rosji, gdzie rozwija się wulgarny nihilizm, często w pseudoprawosławnej otoczce; wiem o naramiennych szewronach rosyjskich żołnierzy z obecnej wojny (niestety, nie mam zdjęć, ale źródło jest wiarygodne), którzy identyfikują się otwarcie z orkami. Nie jako obrońcami jakichś wartości, ale jako tępymi niszczycielami, którym nie chodzi o nic oprócz siania śmierci i zniszczenia.

Domysł, że książka Jeśkowa [K. J. Yeskov, Ostatni Władca Pierścienia. Historia Śródziemia oczami Wroga, Poznań 1999], która była w Rosji wielokrotnie wznawiana, a ukazała się 23 lata temu, więc wychowała pokolenie, ma tu coś do rzeczy, wydaje mi się uzasadniony."

Koleżanka z Biełsatu (link) przysłała mi wizerunek takiej naszywki z komentarzem Rosjanina, że jego kolega jest dumny, że jest "orkiem walczącym za Mordor":
 
"Urodził się orkiem, walczy za Mordor" - naszywka żołdaka rosyjskiego
 
Chodzi tu zapewne o takie zamotanie, w którym człowiek chce być odbierany jako bestia, zły i groźny potwór. Czasem zaczyna się niewinnie od fascynacji złem w popkulturze, a nawet złem literackim (mamy na forum Elendilich głośny niegdyś temat "Skąd fascynacja Złym i złem tolkienowskiego świata", gdzie to rozważaliśmy i stoczyliśmy niejeden spór). Takie "zabawy w orków" opisał nawet sam Tolkien (gdy relacjonował swoją próbę pisania kontynuacji Władcy Pierścieni, która miała nosić tytuł Nowy cień - tutaj znajdziecie ten tekst w moim przekładzie):
"Zacząłem pisać opowieść, która dzieje się jakieś sto lat po Upadku [Saurona], okazała się ona jednak złowrogą i przygnębiającą. Ponieważ mamy tam do czynienia z Ludźmi, nieuchronnie dotykamy najżałośniejszej z cech ich natury: szybkiego znudzenia się dobrem. Lud Gondoru w latach pokoju, sprawiedliwości i dobrobytu jest niezadowolony i niespokojny – tymczasem monarchowie i następcy Aragorna stają się już tylko władcami i zarządcami – jak Denethor lub nawet gorzej. Odkryłem, że już tak wcześnie rozsiewa się w Gondorze rewolucyjny spisek, w którego centrum znajduje się coś w rodzaju religii satanistycznej; tymczasem gondoryjscy chłopcy zabawiają się w Orków i pozostawiają za sobą zniszczenie".
Mamy to i w naszej infosferze. Tu znaczący (choć dla niektórych zapewne niewinny) przykład. Jak administrator forum Elendilich kilka razy widziałem, że nawet tolkieniści używają w swoich adresach mailowych demonicznych symboli. Na Facebooku napisałem kiedyś: 
Dlaczego ludzie tak często używają przy tworzeniu loginów i haseł niesławnej liczby Bestii? Kolejne miejsce, gdzie chcę się zalogować, a częścią hasła jest ta zła liczba. Swego czasu na Forum Elendilich wprowadziliśmy zasadę, że nigdy nie aktywujemy osób, które w adresie mailowym podają ten symbol... Ludzie, opamiętajcie się!
Piszę na ten temat, żeby z jednej strony znaleźć prawdziwie tolkienowską odpowiedź na dehumanizację wroga, ale z drugiej żeby pokazać siłę wyobraźni Tolkiena, która oddziałuje na nas cały czas poprzez popkulturę.
 
*   *   *
 
A na zakończenie, dla rozluźnienia atmosfery, kilka limeryków Alicji Górny (znalezione w komentarzach na Elendilion - Tolkienowski Serwis Informacyjny)
Siedzi ork na charkowskim majdanie
Do Putina śle sprawozdanie:
Brak paliwa i snu,
Trzy śmigłowce w p..u
A mój czołg zaj...li Cyganie.

Myśli ork, postukując się w ciemię
Ruscy.. ruscy… gorsze od nas to plemię.
Co też trzeba mieć w głowie,
By ich nazwać „orkowie”?
To wstyd dla nas na całe Śródziemie!

Płaczą orki, bo źle się im dzieje:
I kto tylko chce, ten ich leje:
Listonosze, kobiety,
Rolnicy, LGBT-y...
Na ch... poszły ich wielkie nadzieje.

Siedzi ork rozebrany do gaci
I oblicza, co w wojnie tej stracił:
Czołg, śmigłowiec, dwa drony,
Honor, broń, kalesony -
Nie ma szans, że się na niej wzbogaci!

Pewna babcia pod wewnętrznym przymusem
Struła orków pierożkami z „bonusem”.
Owszem, brzydkie zagranie,
Ale powiedz, kochanie,
Co byś zrobił, mając taką pokusę? 

sobota, 13 sierpnia 2022

Jak przywrócić fascynację i bogactwo znaczeń?


"Podróżuję nie po to, by stanąć na obcej ziemi, ale by odkrywać własny kraj jak nieznaną krainę".

(ang. The whole object of travel is not to set foot on foreign land; it is at last to set foot on one's own country as a foreign land)

To słowa Gilberta K. Chestertona,  które przypomniał mi serial Netflixa pt. Sandman. Chesterton zapalił iskrę w umysłach wielu świetnych twórców i to nie tylko u Inklingów (szczególnie u Tolkiena i Lewisa), ale też u Neila Gaimana, którego twórczość też lubię. Komiks według jego pomysłu i scenariusza - Sandman - trafił właśnie w formie serialu na nasze ekrany. Polecam mimo że szczególnie w odc. 7-10 totalnie przesadzono w representation mniejszości etnicznych i seksualnych. Ale właśnie w tych odcinkach występuje genialny aktor Stephen Fry jako Gilbert "Fiddler's Green", czyli Chesterton.

Gilbert w komiksie Sandman i w rzeczywistości

Cytat z Chestertona bardzo dla mnie ważny! Dlatego dodaję go na pasek boczny mojego bloga. Ja tak właśnie postrzegam moje podróżowanie, moją pracę przewodnika i eksploratora: im więcej wyjeżdżam, tym bardziej doceniam, w jak pasjonującym, egzotycznym, bogatym przyrodniczo i kulturowo miejscu mieszkam. Podróże pomagają odświeżyć spojrzenie na własne miejsce.

Tak jak podróże w świat mitów i baśni pomaga odświeżyć spojrzenie na rzeczy, które wydają się na co dzień wyświechtane i zwyczajne. To trochę inna podróż, ale chodzi o podobne zjawisko. Pisał o nim C. S. Lewis:

"Mit zbiera razem wszystkie znane nam rzeczy i przywraca im bogactwo znaczeń, które zostało ukryte pod zasłoną codzienności".

(C.S. Lewis, październik 1955, wywiad w “Time and Tide”)

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Omentielva Nertëa | dzień 4. (pod patronatem Vardy i Maryi)

Po zakończeniu konferencji zaprosiłem chętnych do mojego hobbickiego domostwa
Od lewej: za liśćmi Anders Stenström (Beregond), Johann Winge, Christopher Gilson, Francesco Veneziano, Miriam Mayburd, Łukasz Szkołuda (Orondil), Valeria Barouch, J. 'Mach' Wust and Jakob Teuber (Gilruin)
 

Niedziela zwieńczyła całe nasze Dziewiąte Spotkanie (quen. Omentielva Nertëa). To był piękny dzień, niewiele wykładów, ale szczególnie jeden odsłonił głębokie przyczyny tych naszych spotkań, rozświetlił ciemności naszego życia, jeżeli mogę tak górnolotnie napisać.

Do wieczora pracowałem nad moją prezentacją. Dziękuję za pomoc mojemu przyjacielowi, Maciejowi Garbowskiemu (Araelowi). Jak pamiętacie, pierwszego dnia opowiadałam na rozpoczęcie konferencji o tym; jakie były związki Tolkiena z Polakami i Polską (patrz dzień 1.). Organizatorzy zdecydowali, że będę też mówił prawie na zakończenie naszego Omentielva. Jak się okazało, mój wykład był całkiem niezłym wprowadzeniem w to, co stało się kulminacją całego 4-dniowego spotkania - w prezentację przez redaktora Parma Eldalamberon, Christophera Gilsona, nieznanego wcześniej tekstu hymnu do Vardy (Elbereth) w języku sindarińskim, quenejskim i po łacinie.

W niedzielę wstałem wcześnie, zjadłem śniadanie i z duszą na ramieniu ruszyłem do Katowic. Pozostali uczestnicy konferencji już czekali i w naszej Sali Bursztynowej (jaka adekwatna nazwa dla konferencji na temat lingwistycznej twórczości pisarza, którego przodkowie pochodzili z bursztynowych wybrzeży Bałtyku! - przypadek?) przygotowaliśmy rzutnik, laptop. Oto pierwsza plansza mojej prezentacji:

Mój slajd nr 1

Opowiedziałem o znaczeniu modlitwy, czyli wzniesienia naszego umysłu ku Bogu, żeby Go adorować, dziękować Mu i prosić Go w naszych potrzebach. Pokazałem, jak modlitwa przenika ludzkie kultury od zarania i jak jest obecna w świecie Ardy. Następnie na przykładzie quenejskich katolickich modlitw Tolkiena z Vinyar Tengwar nr 43 i 44 pokazałem dwie rzeczy: jak katolicka wiara Tolkiena wpłynęła na jego mitologię oraz jaki potem miało to wpływ na język quenya/sindarin, w których mitologiczne pojęcia elfickie posłużyły do przełożenia Ojcze nasz albo Chwała na wysokości Bogu. Zwróciłem uwagę, że proszenie Boga, adorowanie go oraz dziękczynienie Mu to treść trzech dorocznych świąt Númenoru: Erukyermë 'prośba do Boga', Erulaitalë 'adorowanie Boga', Eruhantalë 'dziękczynienie Bogu'. Zwróciłem też uwagę, jak święta te przypominają biblijny judaizm z jego Trzema Pielgrzymkami (Shalosh Regalim, שלוש רגלים) do Świątyni Jerozolimskiej na "Górze Morii" - na wiosenną Paschę, letnie Szawuot oraz jesienne Sukkot. Pokazałem, jak język przeniknięty jest mitologiami, religijnymi wyobrażeniami użytkowników języka oraz jak czytanie mitów pomaga nam odnowić zachwyt różnymi pojęciami i zjawiskami, które pod zasłoną codzienności zdają nam się wyświechtane i szaro-zwyczajne. Bardzo się ucieszyłem, bo zadano mi dużo ciekawych pytań i ogólnie miałem wrażenie, że dotknąłem w tym odczycie czegoś istotnego, co siłą rzeczy dociera do serca każdego czytelnika, który chce zgłębić literaturę Tolkiena. Przy okazji pokazałem uczestnikom konferencji zamówione przeze mnie u Kasiopei grafiki (Gandalfa oraz Milczącej ceremonii). Za pytania dziękuję szczególnie Beregondowi i Lokŷtowi. Zadałem też pracę domową, żeby uczestnicy przełożyli na quenya fragment z Władcy Pierścieni, gdy Faramir mówi o milczącej ceremonii Dúnedainów. Ciekawe czy ktoś podejmie się tego wyzwania. Moje wystąpienie będzie opublikowane w Arda Philology.

Mój slajd nr 5

I nadeszła godzina 9.30. Zaczęło się wystąpienie naszego gościa honorowego, Christophera Gilsona pt. “Queen of Heaven”: A Trilingual Prayer to Varda by J.R.R. Tolkien (pol. '"Królowa Niebios": trójjęzyczna modlitwa do Vardy autorstwa J. R. R. Tolkiena'). Poproszono nas o wyłączenie telefonów, aparatów, odłożenie długopisów i piór. Pełne top secret, żadnych notatek! Nie lubię takich sytuacji, bo to trochę jak wsączenie trucizny zazdrości w życie naszego małego fandomu. Od wczoraj jestem uprzywilejowany wobec osób, które nie były na konferencji, bo poznałem przepiękne teksty Tolkiena w kompletnych językach elfickich z ok. 1966 r. Cierpię, bo nie mogę się tym z Wami podzielić. A było to prawdziwe objawienie, coś cudownego i pięknego. Za kilka lat zapewne poznacie te teksty w czasopiśmie Parma Eldalamberon albo Vinyar Tengwar. Modlitwa w sindarinie, języku quenejskim i po łacinie przypomina antyfony maryjne (np. Regina cœli) i w zasadzie można by zmienić imię Vardy w imię Maryi, a mielibyśmy całkiem ortodoksyjne prośby do Matki Bożej. W modlitwach tych Elbereth, miłą Bogu Jedynemu, łaskawą i miłosierną, nadzieję mieszkańców Śródziemia, prosi się w cieniu strachu przed śmiercią o jej światło w ciemności naszych serc. Mamy przepiękne słownictwo, kilka ciekawych rozwiązań gramatycznych, a teksty łacińskie (bo są dwie łacińskie modlitwy) zachwycają katolickie serce.

Matka Boża ze swoim Synem w kościele św. Józefa w Katowicach-Załężu

Po emocjonującej prezentacji Gilsona dostaliśmy czas wolny. Szybko ruszyłem z Beregondem (Andersem Stenströmem) do pobliskiego kościoła św. Józefa na Mszę świętą. Anders jest bardzo pobożnym chrześcijaninem. Ten wybitny członek fandomu tolkienowskiego, organizator naszych konferencji nosi na piersi duży krzyż, nie wstydzi się wiary. Pochodzi ze Szwecji i jest aktywnym członkiem swojej rady parafialnej w zborze luterańskim. Śmialiśmy się, że jest bardziej ortodoksyjny od niejednego szwedzkiego katolika (tam niestety też docierają zgubne modernistyczne prądy). Bardzo mu się podobało na naszej Liturgii. Miał po mszy kilka ciekawych pytań. Wróciliśmy do sali konferencyjnej i tam powtórzyłem wcześniejsze zaproszenie do mojego domu. Część uczestników konferencji musiała jechać na lotnisko, ale ci, którzy zostali, po lunchu i po zakończeniu konferencji postanowili do mnie zawitać. 

Wróciłem do domu, żeby upiec ciasteczka i przygotować dom na przywitanie gości. Wróciłem na godzinę 14.00, żeby wziąć udział w sesji zamykającej Omentielva. Tam ogłoszono nam też, że jak Eru da, kolejne spotkanie w 2024 odbędzie się we Francji - albo w Prowansji, albo w Normandii/Bretanii (co byście woleli? Ja najbardziej Bretanię!). Za cztery lata chcemy zorganizować spotkanie w USA, w Milwaukee.

I tu zaczęła się jakże miła dla mnie część dnia. Zabrałem autem Christophera Gilsona, Beregonda i Valerię Barouch do Sosnowca, a po drodze pokazałem im ciekawe miejsca w Katowicach i Szopienicach (m.in. świetny układ architektoniczny naszego katowickiego Spodka oraz zbudowanego niedawno wysokościowca .KTW, którzy wygląda tak, jakby jego elementy przesunął zlatujący z przestrzeni kosmicznej statek międzygwiezdny). Reszta osób - sześciu lingwistów - dotarła do mnie tramwajem. Oczywiście najpierw wszystkich przyciągnął mój "tolkienowski pokój" z biblioteczką, która - jak się okazało - była miejscami bardzo dla gości interesująca. Christophera Gilsona zainteresowały też moje książki historyczne i lingwistyczne (mam dużą kolekcję poświęconą Wędrówkom Ludów, wczesnym Germanom, Słowianom i Bałtom) W czasie spotkania Beregond śpiewał nam maryjne antyfony łacińskie (zwracam uwagę, że jest on luteraninem! - tak działa Tolkien), Christopher wspominał początki jego czasopism lingwistycznych, śmialiśmy się z fajnych żartów i opowiastek Valerii, oglądaliśmy nasze polskie fanziny z lat 80. i 90., dyskutowaliśmy o tłumaczeniu Tolkiena (czy dobre są przekłady a la Łoziński, na przykład), posłuchaliśmy trochę mojego języka mhrask z Netflixa (patrz tutaj). Czas mijał nam przecudnie. Ch. Gilson i Beregond oraz pozostali uczestnicy spotkania zostawili mi swoje autografy, ja Gilsonowi podarowałem kopie odkrytych przeze mnie listów Tolkiena (patrz tutaj i tutaj) oraz herb Tolkiena z Biblioteki Bodlejskiej (patrz tutaj).

A potem poszliśmy na dworzec i zakończyliśmy dzień w Cafe Kattowitz, pijąc pyszne trunki i zajadając się śląską roladą, modrą kapustą i kluskami, które nazywamy tutaj, na Śląsku, gumiklejzy. Towarzyszył nam Elficki Łabądek Alqua (tutaj jest jego fanpage - proszę o polubienia!). Smutno było się potem żegnać. Zakończyliśmy naszą tolkienowską niedzielę około godziny 22.00.

[Post scriptum: Tak działa #TrueTolkien - dziś Christopher Gilson oraz Anders Stenström (Beregond) są na wycieczce do Częstochowy, bo chcieli obaj odwiedzić Jasną Górę i sanktuarium naszej Vardy... to znaczy Matki Bożej. Pokażę Wam w związku z tym kawałek z listu Tolkiena do prof. Mroczkowskiego, w którym Profesor dziękuje za kartkę, którą dostał od przyjaciela z Jasnej Góry. Jest sierpień - może i Was zainspiruje ta relacja i odwiedzicie Jasną Górę?]