»W każdym razie każdy widzi, że olbrzymie rozprzestrzenienie i ułatwienie „rozwodu” w naszych czasach, w porównaniu (powiedzmy) z czasami Trollope’a, przyniosło wielkie społeczne szkody. To śliskie zbocze [...]: para może się bowiem obecnie rozwieść, przeżyć interludium z innymi partnerami i ponownie się pobrać. Powstaje, powstała sytuacja, w której zwykli, nienastawieni filozoficznie i niereligijni ludzie nie tylko nie są prawnie powstrzymywani przed niestałością, ale przez prawo i społeczny obyczaj są do niej zachęcani. Nie muszę chyba dodawać, że w ten sposób mamy do czynienia z sytuacją, w której nieznośnie trudno jest wychować chrześcijańskiego młodzieńca w chrześcijańskiej moralności seksualnej (która ex hypothesi [łac. „z założenia”] jest właściwą moralnością dla wszystkich i która zostanie zaprzepaszczona, lecz której zachowanie zależy od chrześcijańskiej młodzieży)«.
TOLKNIĘTY
Tolkien Ancestry, ewangeliczny katolicyzm, inklingowska filozofia, pielgrzymowanie, slow food i makultura
sobota, 22 sierpnia 2026
Tolkien a kwestia rozwodów
sobota, 1 sierpnia 2026
Tajemnica męskiego serca
![]() |
| Kadr z filmu Władca Pierscieni |
Dziewczyny — jeśli marzycie o dobrym mężu, wiernym człowieku i szczęśliwej rodzinie, spróbujcie zrozumieć, dlaczego scena powrotu Sama do domu porusza tylu mężczyzn głębiej niż wielkie bitwy i heroiczne czyny.
Mężczyzna może walczyć ze światem, znosić trud, odpowiedzialność i zmęczenie. Ale w głębi serca większość nie pragnie nieustannej rywalizacji, chłodu czy gry pozorów. Pragnie domu. Miejsca, gdzie jest oczekiwany. Kobiety, przy której może odetchnąć. Ciepła, spokoju, czułości i poczucia, że jego trud miał sens.
Róża nie wita Sama podziwem dla jego sławy. Nie robi przedstawienia. Daje mu coś znacznie większego: miłość, pokój i rodzinę. A Sam odpowiada najpiękniejszym zdaniem człowieka, który przeszedł przez ciemność świata: „Ano, wróciłem”.
To właśnie jest jedna z największych tajemnic męskiego serca — mężczyzna naprawdę rozkwita tam, gdzie czuje się potrzebny, szanowany i kochany. Nie tam, gdzie musi ciągle udowadniać swoją wartość.
Piękny dom nie zaczyna się od luksusu ani idealnego życia. Zaczyna się od kobiety, przy której mężczyzna chce wracać do domu — nawet po najtrudniejszej drodze.
_____________
»Sam zawrócił Nad Wodę i pod wieczór dotarł na Pagórek. Wspinając się po zboczu, z daleka zobaczył żółte światełko w oknie i odblask ognia płonącego na kominku. Wieczerza była gotowa, tak jak się spodziewał. Różyczka wciągnęła go do domu, usadowiła w fotelu i posadziła mu na kolanach małą Elanor. Sam odetchnął głęboko.
- Ano, wróciłem! - powiedział«.
Tłum. Maria Skibniewska
piątek, 24 lipca 2026
Więcej szczegółów o praszczurach J.R.R. Tolkiena
![]() |
| Sołtys Globuhnen, gospodarz Jacob Tolkien był 8x pradziadkiem J.R.R. Tolkiena (źródło: Ancestry.com) |
Dzieje dziedzicznego dobra sołtysiego na trzech radłach
w
Glabunikaim (później Globuhnen)
Dziedziczne dobro sołtysie (Schulzengut) obejmujące trzy radła (Haken) we wsi Glabunikaim (inaczej Glawenkeim), późniejszym Globuhnen, należało pierwotnie do Kigaua. Po nim przeszło ono na jego córkę i zięcia Paula Kattena, co potwierdza przywilej wielkiego mistrza Albrechta z 1514 r. Dokument ten nadawał Paulowi Kattenowi trzy radła na prawie pruskim (Preußisches Recht) jako dobro dziedziczne (erblich und ewiglich), wskazując jednocześnie, że Katten objął je jako Tochtermann, czyli mąż córki poprzedniego właściciela. Już sam przywilej dowodzi więc, że sukcesja tego rodzaju dóbr mogła następować drogą małżeństwa, przy zachowaniu ciągłości praw rodzinnych [szczegóły: GHS, Amt Brandenburg Bd. 1, 129v - 150r; Ostpr. Fol. 159a-b, Hausbuch Brandenburg, Bd. 4, 348v-348r].
W drugiej połowie XVI wieku właścicielem tego samego Schulzengut był Lenhard, po którego śmierci w 1581 r. pozostała wdowa Angneta oraz trzej małoletni synowie. Nad ich interesami czuwało trzech opiekunów prawnych (Vormünder): Adrian Leudke z Barsen, Jacob Tolckein z Globuhnen oraz Valentin Materne. Objęli oni zarząd majątkiem i doprowadzili do zawarcia ugody regulującej przyszłe losy dobra [szczegóły: Ostpr. Fol. 157, Hausbuch Brandenburg, Bd. 2, 340v-341r oraz 342v-342r].
Inwentarz sporządzony przy tej okazji pozwala odtworzyć stan gospodarstwa. Na Schulzengut znajdowały się:
- osiem koni roboczych,
- koń służebny (Dienstpferd), zbyt stary do dalszej służby, dlatego zastąpiony dobrym wałachem,
- sześć sztuk bydła mlecznego (krów),
- dziesięć świń,
- 30 szefli jęczmienia,
- 60 szefli owsa,
- 6 szefli szarego grochu,
- 15 szefli żyta,
- 3 szefle pszenicy,
- pług z zaprzęgiem,
- wozy,
- uprzęże (Sielen),
- lejce i postronki (Zeime),
- żelazne narzędzia,
- brona (Egge),
- narzędzia gospodarskie (Nebinger),
- piec lub palenisko (Herd),
- kocioł do gotowania ryb,
- oraz całe drewniane wyposażenie gospodarstwa.
Było to więc dobrze wyposażone gospodarstwo, odpowiadające statusowi dziedzicznego dobra sołtysiego.
Na mocy ugody Angneta wraz ze swoim przyszłym mężem Simonem Steinertem (Steinhagenem) zobowiązała się spłacić dzieci z ich ojcowskiego udziału. Wartość należności ustalono na 200 marek, płatnych częściowo jednorazowo, a następnie corocznymi ratami. Jednocześnie część inwentarza przypadła dzieciom jako ich udział spadkowy, lecz została odkupiona przez matkę i jej nowego męża. Obejmowała ona między innymi:
- dwa wałachy,
- dwa źrebięta,
- dwie krowy,
- jednego wołu,
- dwa roczne cielęta,
- dwa cielęta tegoroczne,
- siedem kóz,
- udział w trzodzie chlewnej,
- 45 szefli jęczmienia,
- 12 szefli szarego grochu,
- oraz udział w kotle piwowarskim.
Za całość tego udziału ustalono cenę 100 marek.
Jednocześnie dokument wyraźnie stwierdza, że dziedzicznego dobra nie można było sprzedać małoletnim spadkobiercom ani pozbawić ich praw, dlatego Schulzengut pozostawiono Angnecie i Simonowi jedynie na okres dwudziestu pięciu lat. W tym czasie mieli oni obowiązek wypłacać dzieciom należne kwoty. Po upływie tego okresu synowie mogli objąć gospodarstwo po zwrocie nakładów poniesionych przez matkę i jej drugiego męża. Gdyby natomiast z tego prawa nie skorzystali, Simon i Angneta mieli zachować dobro jako pełnoprawni właściciele dziedziczni.
W kolejnych latach sytuacja uległa jednak zmianie. Z dokumentu z 3 czerwca 1583 r. wynika, że po pożarze gospodarstwa oraz licznych sporach majątkowych doszło do nowej ugody pomiędzy Simonem Steinhagenem a Jacobem Tolckinem, określonym jako jego szwagier (Schwager). Jacob przejął na siebie część zobowiązań finansowych związanych z majątkiem, spłacił należności i ostatecznie wykupił Schulzengut, stając się jego dziedzicznym właścicielem. W jego rękach znajdował się również oryginał przywileju z 1514 r., będący podstawą prawną własności.
Po śmierci Jacoba gospodarstwo odziedziczył jego syn Christoph Tolkien, potem syn Michel Tolkien, następnie kolejny Michel Tolkien, a w XVIII wieku właścicielem był Friedrich Tolkien. Gdy w 1715 r. przed urzędem w Kreuzburgu konieczne było wykazanie praw do dobra, Friedrich przedłożył właśnie oryginalny przywilej z 1514 r., który pozostawał w rodzinie od czasów Jacoba. Urzędnicy sporządzili z niego uwierzytelniony odpis, potwierdzając ciągłość praw do dobra sołtysiego.
Historia tego niewielkiego majątku jest wyjątkowym świadectwem funkcjonowania prawa pruskiego. Od Kigaua, poprzez Paula Kattena, Lenharda, Jacoba Tolkiena, Christopha, dwóch Michelów Tolkienów aż do Friedricha Tolkiena można prześledzić ponad dwieście lat nieprzerwanej historii jednego dziedzicznego dobra sołtysiego, którego własność przechodziła zgodnie z zasadami sukcesji rodzinnej, a oryginalny dokument z 1514 r. pozostawał podstawą prawną tych praw przez kolejne pokolenia.
Nie sposób jednoznacznie określić pochodzenia społecznego Jacoba Tolkiena, jednak zgromadzone źródła wskazują, że należał on do warstwy wyraźnie wykraczającej ponad przeciętnych chłopów czy zagrodników. Zarządzał dziedzicznym Freigut, pełnił funkcję opiekuna prawnego w sprawach spadkowych, dysponował kapitałem pozwalającym na wykup znacznego majątku, przechowywał dokumenty stanowiące podstawę praw własności od początku XVI wieku, a jego koligacje rodzinne obejmowały również królewieckiego płatnerza. Wszystko to wskazuje na przynależność do kręgu wolnych właścicieli ziemskich (Freie), związanych z lokalną elitą administracyjno-majątkową Natangii, której korzenie mogły sięgać jeszcze późnego średniowiecza. Taka interpretacja dobrze współgra z hipotezą o rodowodzie pruskiej gałęzi Tolkienów sięgającej rycerskiego rodu Tolk von Markelingerode. Nie można wykluczyć, że omawiana gałąź rodziny Tolkienów wywodziła się ze zubożałej linii rycerskiego rodu Tolk von Markelingerode, która osiedliła się w okolicach Kreuzburga jeszcze w XV wieku. Za taką możliwością przemawia ciągłość obecności rodziny Tolk/Tolckin w tym samym mikroregionie od czasów Jacoba Tolka, właściciela dóbr w Sollau w okresie wojny trzynastoletniej, aż po Jacoba Tolkiena z Globuhnen w XVI w. Istotnym argumentem jest również powtarzające się powiązanie z rodziną Materne – w 1456 r. komornik Materne przejął majątek Jacoba Tolka w Sollau, natomiast w 1581 r. Valentin Materne występował jako współopiekun prawny dzieci Lenharda obok Jacoba Tolkiena. Choć okoliczności te nie stanowią jeszcze dowodu genealogicznego, tworzą spójny zespół przesłanek wskazujących na możliwość zachowania ciągłości rodzinnej i majątkowej od schyłku państwa krzyżackiego do czasów Prus Książęcych.
![]() |
| Inwentarz Jacoba Tolkiena w XVI w. (autor: ja + ChatGPT) |
Od starosty pruskiego do wolnego sołtysa chełmińskiego
Należy jednak pamiętać, że urząd sprawowany przez właściciela Schulzengut w Globuhnen zmieniał swój charakter. Do początku XVII wieku Globuhnen pozostawała wsią lokowaną na prawie pruskim (Preußisches Recht). W takim ustroju właściciel dziedzicznego Freigut nie był jeszcze klasycznym sołtysem chełmińskim (Kulmischer Schulz). Był raczej dziedzicznym starostą lub zwierzchnikiem wsi na prawie pruskim, wykonującym obowiązki wynikające z dawnego prawa pruskiego.
Do jego podstawowych zadań należał nadzór nad poborem czynszów, danin i świadczeń należnych księciu, organizacja i kontrola wykonywania szarwarku, czuwanie nad porządkiem i moralnością mieszkańców, dopilnowanie obowiązkowego uczestnictwa chłopów w nabożeństwach parafialnych w Krzyżborku oraz reprezentowanie wsi wobec administracji książęcej. Był więc przede wszystkim lokalnym zwierzchnikiem administracyjnym i gospodarczym, stojącym pomiędzy mieszkańcami a urzędnikami książęcymi.
Wszystko wskazuje na to, że Jacob Tolkeimer (Tolkein, Tolkien), który przybył do Globuhnen z zewnątrz — prawdopodobnie z Tollkeim, wsi lokowanej na prawie chełmińskim — odegrał zasadniczą rolę w reorganizacji statusu prawnego Globuhnen. Na przełomie XVI i XVII wieku wieś została przeniesiona z prawa pruskiego na prawo chełmińskie (Kulmer Recht). Od tego momentu Jacob oraz jego potomkowie występują już w źródłach jako wolni sołtysi chełmińscy (frey und köllmscher Schulz). Proces ten, nazwiska i role poszczególnych mieszkańców Globuhnen możemy poznać z dokumentów Amtsrechnung z lat 1601-32 (patrz Ostpr. Fol. 2115 do 2145).
Zmiana ta oznaczała znaczne rozszerzenie zakresu kompetencji urzędu. Wolny sołtys chełmiński zachowywał funkcje administracyjne, lecz przejmował również zadania o charakterze wojskowym i sądowym. Odpowiadał za przygotowanie wyznaczonych mieszkańców do służby wojskowej, organizację obrony lokalnej, wykonywanie zarządzeń mobilizacyjnych, przewodniczenie drobnym sprawom sądowym, ochronę bezpieczeństwa wsi, między innymi poprzez organizowanie walki z wilkami i innymi drapieżnikami, a także reprezentowanie wspólnoty wobec władz książęcych.
Właśnie od początku XVII wieku można mówić o ukształtowaniu się wielopokoleniowej linii wolnych sołtysów chełmińskich z rodu Tolkienów, którzy przez ponad sto lat pozostawali jednymi z najważniejszych przedstawicieli lokalnej elity w okolicach Krzyżborka. Przemiana ta stanowiła zarazem ważny etap w dziejach rodziny, łącząc wcześniejsze tradycje dziedzicznego starostwa na prawie pruskim z modelem samorządu wiejskiego charakterystycznym dla prawa chełmińskiego.
Pamietajmy jednak, że hipoteza o przybyciu Jacoba z Tollkeim oraz jego roli w przeniesieniu Globuhnen na prawo chełmińskie opiera się na analizie zachowanych źródeł (zmiany form nazwiska, dokumentów z lat 1581–1583 oraz późniejszych określeń frey und köllmscher Schulz) i stanowi najbardziej prawdopodobną rekonstrukcję.
sobota, 18 lipca 2026
Tolkien w Alpach (1911), ja w Alpach (2026)
W dniach 5-16 lipca 2026 przeżyłem jedną z podróży życia. Była to pielgrzymka do Szwajcarii. Pielgrzymka nie tylko katolicka. Dzięki odwiedzinom w Alpach Berneńskich oraz w górach obok miejscowości Zermatt (monumentalny Matterhorn!), była to też podróż literacka, pielgrzymka tolkienowska. Kolejna po Wyprawie Tolkienowskiej do Anglii i Walii w maju tego roku (tutaj jest moja relacja z tamtej Wyprawy). Najważniejszy był dla mnie dzień, w którym zaczęliśmy od wioski Grindelwald (zbieżność nazwy z nazwiskiem złego bohatera z Harry'ego Pottera zapewne nieprzypadkowa), wyjechaliśmy na bardzo wysoki Jungfraujoch, żeby podziwiać lodowiec Aletsch, szczyty Jungfrau, Eiger, Mönch oraz Silberhorn, a potem w cudownym świetle, w elfiej aurze zjechaliśmy koleją-zębatką do Lauterbrunnen - miasteczka z moich snów. Niech zostaną tu te zdjęcia (można kliknąć, żeby powiększyć):
![]() |
| Rysunek J.R.R. Tolkiena |
![]() |
| Moje zdjęcie podczas zjazdu koleją z Kleine Scheidegg |
![]() |
| Inne ujęcie Lauterbrunnental |
Tutaj znajdziecie więcej zdjęć z tej pielgrzymki.
Mam też dla Was coś niesamowitego, związanego z wyprawą 19-letniego Tolkiena do Szwajcarii w 1911 roku (przez Ostendę, Kolonię, Innsbruck do Interlacken i potem w góry). Oto Lucas Ritzel rok temu w pensjonacie Berggasthaus Obersteinberg w Stechelberg (John Garth uważa, że ta nazwa, "Spadzista Góra", ale też być może "Góra Ostrokrzewów", mogła zainspirować Hollin; w chacie można zamieszkać!) odkrył realny ślad tej wyprawy. Jest tam księga pamiątkowa z wpisem całej czternastki angielskich podróżników (w Hobbicie też przez Góry Mgliste przedziera się czternastka wędrowców: Gandalf, dwunastu krasnoludów i Włamywacz Bilbo). Lucas pisze przy swoim filmie na YouTube (tutaj):
![]() |
| Rozpoznajecie młodego Tolkiena? Był wyprawowym śmieszkiem. Na zdjęciu ma biały szalik. |
"[...] Podczas wizyty w 2025 roku w historycznym Berggasthaus Obersteinberg, sfilmowałem oryginalną księgę pamiątkową, która odnotowuje obecność Tolkiena i jego towarzyszy podróży 5 sierpnia 1911 roku. Wpis wymienia członków brytyjskiej grupy alpejskiej, w skład której wchodzili sam Tolkien ("J.R.R.T. – Birmingham"), jego brat Hilary Arthur Reuel Tolkien, [ciocia Jane Neave] oraz kilku członków rodziny Brookes-Smith. Wpis został prawdopodobnie sporządzony przez ich towarzysza, Colina Brookes-Smitha, który udokumentował całą grupę w rejestrze górskiego zajazdu. Ten wpis do księgi pamiątkowej jest jednym z niewielu współczesnych dokumentów potwierdzających obecność Tolkiena w Alpach Szwajcarskich podczas jego formacyjnej podróży po Alpach w młodości. Tolkien miał wówczas zaledwie 19 lat i właśnie ukończył szkołę przed rozpoczęciem studiów w Exeter College w Oksfordzie.
Powszechnie uważa się, że podróż z 1911 roku przez Alpy Berneńskie i Valais wywarła głęboki wpływ na wyobraźnię Tolkiena. Wielu badaczy łączy jego doświadczenia w Szwajcarii z krajobrazami opisanymi później w Hobbicie i Władcy Pierścieni. Dramatyczna sceneria Alp Berneńskich, strome ściany doliny Lauterbrunnen i doświadczenie pokonywania niebezpiecznych, wysokich przełęczy górskich w małej grupie mogły pomóc ukształtować późniejsze opisy Gór Mglistych, ukrytej doliny Rivendell i poczucia wspólnoty niezbędnego do przetrwania w dzikich krajobrazach. Tolkien nie podróżował zbyt wiele za życia. Poza młodością i doświadczeniami wojennymi we Francji podczas I wojny światowej, większość życia spędził w Anglii. Ten kontrast między przemysłowymi krajobrazami wokół Oksfordu a zapierającą dech w piersiach przyrodą Alp Szwajcarskich mógł wywrzeć na nim trwałe wrażenie – takie, którego echa słychać w górach, dolinach i podróżach po Śródziemiu. Mój film dokumentuje zatem niezwykły ślad historyczny: moment, w którym młody podróżnik z Birmingham przemierzał Alpy, nieświadomy, że później stworzy jedną z najbardziej wpływowych mitologii literatury nowożytnej. Oto, co widzimy:
![]() |
| Kadr z filmu Lucasa Ritzela |
1. E.B.S.
= Elizabeth Brookes-Smith • Matka rodziny Brookes-Smith • Wdowa po pastorze Brookes-Smith • Organizatorka wakacji w Alpach. Związek z Tolkienem: Tolkien był bliskim przyjacielem jej syna i został zaproszony na wycieczkę jako gość.
________________________________________
2. E.J.N.
= Emily Jane Neave, czyli ciocia Tolkiena, siostra jego mamy; pisze się, że tak wszystkimi się opiekowała, że mogła być pierwowzorem Gandalfa. Jest tam napisane, że mieszkała na famie Gedling
________________________________________
3. S.C.C.
Jest to prawdopodobnie: S. C. Collingwood (odczyt niepewny) Możliwe, że kolejny przyjaciel rodziny Brookes-Smith. Charakter pisma sugeruje angielskie nazwisko z trzema inicjałami, typowe dla edwardiańskich ksiąg pamiątkowych.
________________________________________
4. P.A.B.S.
= Philip A. Brookes-Smith • Jeden z synów Brookes-Smith • Student i alpinista. Był jednym z głównych towarzyszy Tolkiena podczas wędrówki.
_______________________________________
5. D.E.B.S.
= Dorothy E. Brookes-Smith • Córka rodziny Brookes-Smith • Członek grupy podróżniczej. Grupa składała się głównie z rodzeństwa.
________________________________________
6. J.R.R.T. – Birmingham
= J. R. R. Tolkien
Wiek w tym momencie: 19 Doświadczenie w momencie podróży: • Student Exeter College w Oksfordzie • Właśnie ukończył szkołę King Edward’s School w Birmingham • Jeszcze nie rozpoczął studiów w Oksfordzie Ta alpejska podróż zainspirowała później krajobrazy Śródziemia, zwłaszcza przecięcie Gór Mglistych w Hobbicie.
________________________________________
7. H.A.R.T.
= Hilary Arthur Reuel Tolkien Brat Tolkiena. • Urodzony w 1894 • Rolnik w późniejszym okresie życia • Bardzo blisko związany z bratem. Również dołączył do apejskiej wyprawy.
_______________________________________
8. C.J.W.R.
= Colin J. W. Brookes-Smith Jeden z najbliższych przyjaciół Tolkiena podczas podróży. Bardzo ważny historycznie, ponieważ: • Później spisał wspomnienia z podróży • Jego wspomnienia pomogły uczonym zrekonstruować trasę.
________________________________________
9. C.H.W.B-S
= Christopher H. W. Brookes-Smith Kolejne rodzeństwo Brookes-Smith. Dzieci Brookes-Smithów stanowiły trzon grupy podróżującej.
Jedna osoba (prawdopodobnie Colin Brookes-Smith) napisała listę inicjałów całej grupy. To wyjaśnia, dlaczego pismo jest jednolite.
![]() |
| Zdjęcie z książki Tolkien Family Album - J.R.R. Tolkien siedzi na ziemi |
Tolkien w nowym niemieckim atlasie nazwisk (2023)
Odkryłem coś wspaniałego. W 2023 roku w Niemczech wydano atlas nazwisk, który omawia m.in. nazwisko Tolkien! Moje badania na coś się przydają. Także w Niemczech. Wydawnictwo to to Kleiner deutscher Familiennamenatlas: Entstehung, Gebrauch, Verbreitung und Bedeutung der Familiennamen. Autorzy to Damaris Nübling oraz Konrad Kunze. Książka interesuje mnie nie tylko jako badacza genealogii Tolkiena. Interesuje mnie też, jako potomka Wolffów, Willerów, Schulzów, Schubertów czy głuchoniemieckich Heiderów/Kojdrów. Poniżej przedstawiam Wam tłumaczenie fragmentu o nazwiskach pruskich, w tym o nazwisku Tolkien. Niemieccy uczeni twierdzą dokładnie to samo, co od około 2010 r. ja sam. Szkoda tylko, że moje nazwisko nie znalazło się w bibliografii...
4.8 Tolkien, Wowereit, Valaitis: Nazwiska rodowe z języków bałtyckich
Nazwiska z języków bałtyckich występują obecnie przede wszystkim na Litwie i Łotwie. Historycznie występują one również w Prusach Wschodnich i częściach Prus Zachodnich, ponieważ oprócz tzw. języka prusko-litewskiego w północnych Prusach Wschodnich, język pierwotnych mieszkańców Prus, znany jako staropruski, który był bardziej rozpowszechniony dalej na południe do XVII wieku, również należy do języków bałtyckich. Pomimo podobieństw językowych, nazwiska te mają bardzo różny wygląd ze względu na odmienny rozwój historyczny regionów. Prusko-litewskie i staropruskie nazwiska, które stanowiły znaczną część inwentarza nazwisk Prus Wschodnich i Zachodnich, istnieją głównie w formie zgermanizowanej. Po 1945 roku duża liczba tych nazwisk, wraz z ich nosicielami, rozprzestrzeniła się na terytorium dzisiejszych Niemiec, szczególnie do północnych Niemiec i Zagłębia Ruhry. Nazwiska litewskie i łotewskie na terenie dzisiejszej Litwy i Łotwy zostały często uwolnione od obcych (niemieckich i polskich) nakładek graficznych i są na ogół dostępne w standardowej pisowni danego języka.
4.8.1 Staropruskie nazwiska rodowe
Brytyjski pisarz J.R.R. Tolkien mógł nie zdawać sobie sprawy ze staropruskiego pochodzenia swojego nazwiska. Niemniej jednak można przypuszczać, że w swojej słynnej na całym świecie powieści Władca Pierścieni włączył [może podświadomie] również legendarną historię bałtyckiego ludu Prusów, którzy przez wieki dzielnie bronili się przed przytłaczającą potęgą Krzyżaków, lecz ostatecznie zostali podporządkowani. Zwycięzcy przejęli pruskie dziedzictwo i przywłaszczyli sobie nazwę pokonanych. Dziś Prusy są uważane za uosobienie niemieckości.
Pomimo często brutalnych konfliktów z Krzyżakami, Prusowie nie zostali wytępieni. Żyli w ubóstwie, obok niemieckich osadników, i stopniowo się asymilowali. W XVI wieku język staropruski był nadal tak rozpowszechniony, że w okresie reformacji przetłumaczono również na ten język Mały Katechizm Lutra. Katechizmy te, opublikowane w trzech edycjach w Królewcu w latach 1545-1561, wraz z dwoma starszymi, mniej obszernymi słownikami, są dziś jeynymi źródłami świadczącymi o istnieniu tego języka.
Ponieważ nazwiska na terenie późniejszych Prus Wschodnich rozwinęły się w czasach, gdy język staropruski był jeszcze używany, wiele nazwisk o tym pochodzeniu przetrwało do dziś. Występują one jednak w silnie zgermanizowanych formach, które ledwo ujawniają ich cechy staropruskie. Silny wpływ języka niemieckiego i ograniczona znajomość języka staropruskiego utrudniają interpretację tych nazwisk. Ponieważ zachowało się zaledwie kilka słów staropruskich, w celu wyjaśnienia znaczenia tych nazwisk należy sięgnąć do materiałów językowych z pokrewnych języków: litewskiego i łotewskiego.
Nazwiska staropruskie łatwo rozpoznać po formach pochodzących od dwutematycznych imion bałtyckich i ich skróconych form. Stanowią one najstarszą warstwę nazwisk. Odpowiednie człony nazwisk są szczególnie dobrze znane dzięki porównaniu z nazwiskami litewskimi lub łotewskimi.
Nosiciele nazwisk Erbut(h) 21-37, Norgall 76 lub T(h)uleweit 73-20 mogą wywodzić swoje pochodzenie od pruskich przodków. Podobnie jak w przypadku porównywalnych imion germańskich i słowiańskich, bałtyckie imiona dwutematyczne pierwotnie wyrażały pragnienie dobra dziecka, co – nawet jeśli znaczenie poszczególnych członów imienia można ustalić – nie zawsze jest możliwe do odtworzenia.
Bardziej powszechne są jednak nazwiska rodowe pochodzące od skróconych form dwutematycznych imion bałtyckich. Tworzone są one z jednego z dwóch członów imienia, zazwyczaj w połączeniu z sufiksem zdrobniałym. Często odpowiadające im pełne formy nie są zachowywane jako nazwiska rodowe. Oprócz Tuhlke 229 (por. T(h)uleweit), należą do nich nazwiska Darge 176 i Dargel 664, Laudien 333, Glandien 137 oraz Minuth 279.
Staropruskie formy imion chrześcijańskich są stosunkowo rzadkie w nazwiskach rodowych, ponieważ często ulegały germanizacji i dlatego nie da się ich już odróżnić od odpowiadających im nazwisk niemieckich. Wyjątkami są na przykład nazwiska Step(p)uhn 8-192 (Stephan), Anhut(h) 93+107 (Johannes) czy Petruck 82 (Peter).
Staropruskie nazwy zawodów i przezwiska są trudniejsze do zidentyfikowania ze względu na fragmentaryczny charakter naszej wiedzy o języku staropruskim. Nazwisko Tolk 128 prawdopodobnie wywodzi się ze staropruskiego słowa tolke „tłumacz”, które w tym znaczeniu zostało zaadaptowane do języka niemieckiego i odnosiło się do grupy zawodowej, która na przykład tłumaczyła kazania niemieckiego duchownego dla pruskiej wspólnoty podczas nabożeństw. Przodek brytyjskiego pisarza Tolkiena, od którego pochodzi to nazwisko, był prawdopodobnie synem tłumacza, ponieważ w języku staropruskim przyrostek -in oznacza potomstwo.
Materiał językowy staropruski jest również zawarty w nazwiskach pochodzenia odmiejscowego, które wywodzą się ze staropruskich nazw miejscowości, takich jak Quednau 531 (powiat Królewiec, część Królewca od 1939 r.), Runau 879 (Raunau, powiat Heilsberg [dziś Runowo pod Lidzbarkiem]) i Lettau 596 (powiat Mohrungen [Litwa pod Morągiem]). Są one stosunkowo powszechne w Niemczech, ale nie zawsze wskazują na pruskie pochodzenie ich nosicieli, ponieważ nazwisko pochodzenia mogło powstać później i poza staropruskim kontekstem językowym. Wyraźnie ilustruje to przykład nazwiska Tolksdorf 1196, które wywodzi się od nazwy miejscowości Tolksdorf, będącej hybrydą staroprusko-niemiecką.
Wiele nazwisk rodowych pochodzenia staropruskiego jest nie tylko zgermanizowanych fonetycznie, ale także brzmi całkowicie po niemiecku, jak np. Weißschnur 53, Arbeit 61 czy Tollkühn 209. Oprócz wariantów pisowni i brzmienia nazwisk rodowych (jak Weischnur 22 czy Tol(l)kien 23-28) lub dowodów historycznych, to przede wszystkim historyczne rozmieszczenie wskazuje na staropruskie pochodzenie tych nazwisk rodowych (por. rozmieszczenie nazwiska rodowego Tollkühn na ryc. 86a, o Naujoks/Naujokat patrz ryc. 86b i następny rozdział 4.8.2).
czwartek, 2 lipca 2026
Cnota lojalności | Tolkien po Soborze Watykańskim
W ciągu ostatnich kilku dni doszło do najpoważniejszego od 1988 roku kryzysu w relacjach między Bractwem Kapłańskim św. Piusa X (lefebrystami) a Stolicą Apostolską. 1 lipca 2026 r. w Écône w Szwajcarii Bractwo wyświęciło czterech nowych biskupów bez zgody papieża Leona XIV. Papież jeszcze przed uroczystością skierował do przełożonego Bractwa, ks. Davide Pagliaraniego, apel o odstąpienie od tego kroku, ostrzegając, że byłby to akt poważnie godzący w jedność Kościoła. Ponieważ Bractwo nie zmieniło decyzji, dziś Watykan ogłosił dekret stwierdzający, że konsekracje miały charakter schizmatycki. Biskupi udzielający święceń oraz nowo wyświęceni biskupi zaciągnęli ekskomunikę latae sententiae (następującą z mocy samego prawa). Stolica Piotrowa podkreśla, że konsekracje biskupów bez mandatu papieskiego są ciężkim naruszeniem prawa kanonicznego, duchowni Bractwa pozostają poza pełną jednością z Kościołem, jednocześnie Stolica Apostolska deklaruje gotowość do dalszego dialogu i powrotu do pełnej komunii.
![]() | |
|
Wiem, że wśród czytelników mojego bloga mam osoby, które uczestniczą w Mszach św. w kaplicach lefebrystów. Warto wiedzieć, jakie skutki niesie dla zwykłych wiernych ekskomunika ogłoszona 2 lipca b.r. Według opublikowanej przez Stolicę Apostolską noty wyjaśniającej konsekwencje dla wiernych są znacznie dalej idące niż po wydarzeniach z 1988 r. Najważniejsze skutki są następujące: (1) Uczestnictwo we Mszy św. – Msze odprawiane przez księży Bractwa są uznawane za ważne, ale sprawowane niegodziwie (czyli wbrew prawu kościelnemu). Sam udział we Mszy nie powoduje automatycznie ekskomuniki wiernego; (2) Spowiedź – zgodnie z nową notą Dykasterii ds. Nauki Wiary, rozgrzeszenia udzielane przez księży Bractwa są nieważne. Oznacza to, że osoba spowiadająca się wyłącznie u lefebrysty nie otrzymuje ważnego sakramentalnego rozgrzeszenia; (3) Małżeństwa – małżeństwa, przy których asystują księża Bractwa bez odpowiedniego upoważnienia Kościoła, są według noty nieważne; (4) Przynależność do Bractwa – osoby, które formalnie przystąpią do Bractwa i świadomie utożsamiają się z jego schizmą, mogą same popaść w bardzo poważne konsekwencje kanoniczne, włącznie z ekskomuniką. Samo okazjonalne uczestnictwo we Mszy nie jest z tym tożsame.
W praktyce oznacza to, że katolik pozostający w jedności z Kościołem powinien uczestniczyć we Mszy w parafii lub innym kościele pozostającym w pełnej komunii z papieżem; korzystać ze spowiedzi u kapłanów mających władzę do jej sprawowania; zawierać małżeństwo zgodnie z przepisami Kościoła katolickiego.
Czasem osoby popierające lefebrystów powołują się na autorytet J.R.R. Tolkiena, który, jak wiemy z jego biografii, sprzeciwiał się zmianom soborowym w Kościele i z niechęcią patrzył na zmiany liturgiczne. Warto jednak pamiętać, że choć Profesor przeżył tylko cztery lata w nowych kościelnych uwarunkowaniach, pozostał do końca wierny Ojcu Świętemu i Kościołowi. Pisze o tym ciekawie Holly Ordway w książce Wiara Tolkiena, w rozdziale "Cnota lojalności" (Wydawnictwo Esprit, s. 432, 434):
| Ilustracje z książki Wiara Tolkiena (widać wnętrze kościoła Bożego Ciała, gdzie Tolkien służył jako lektor w Mszach Novus Ordo) |
Gdy Tolkien był już na emeryturze, jednym z kościołów w Headington, do których uczęszczał, był kościół Bożego Ciała, w którym służył do mszy jako akolita i - co zaskakujące - jako lektor. Akolita asystuje księdzu podczas odprawiania Mszy Świętej; lektor, stojąc przy ambonie w prezbiterium, czyta wiernym lekcje z Pisma Świętego. Tolkien od chłopięctwa służył jako akolita, ale nie jako lektor, ponieważ do 1964 roku, kiedy do Mszy Świętej wprowadzono język ojczysty, lekcje z Pisma Świętego mogły być czytane wyłącznie przez księdza, diakona lub subdiakona. Osoba świecka czytająca lekcje z Pisma Świętego była swoistym novum, które wiązało się ponadto bezpośrednio z przejściem z języka łacińskiego na angielski. Nie wiemy, jak często Tolkien służył w tym charakterze w kościele Bożego Ciała, ale fakt, że w ogóle to robił, jest bardzo istotny dla oceny jego wyważonej reakcji na zmianę liturgii.
Być może był to rozmyślny akt posłuszeństwa bądź pokory. Być może jego postępowanie należy odczytać jako oznakę, że pomimo bólu przeżywanego z powodu usunięcia łaciny z liturgii pogodził się z koniecznością czytania Pisma Świętego w języku angielskim w tej nowej epoce, w której łacina nie była już nauczana jako drugi język w szkołach, jak to było przez wiele stuleci [...].
W tym okresie - w 1972 roku - Novus Ordo wszedł w życie. Tolkien mógł wykorzystać swój wiek i chroniczne problemy zdrowotne jako wymówkę, by przestać chodzić do kościoła, ale tego nie zrobił. Bez względu na to, co myślał o liturgii, w każdą niedzielę uczestniczył we Mszy Świętej.
Pomimo całego rozczarowania spowodowanego zmianami wprowadzonymi w Kościele za jego życia, nigdy nie rozważał opuszczenia Łodzi Piotrowej i wycofania się w sferę prywatnej duchowości. „Nie ma dokąd pójść!" - wykrzyknął w liście do swojego syna Michaela, powtarzając niejako słowa św. Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego" (J 6, 68). Wzburzone wody są nieodłącznym elementem podróży morskich i tylko szczur lądowy uznałby je za nie do zaakceptowania. Tolkien - w tym okresie już dość posunięty w latach marynarz - zaakceptował je, zachowując wierność Kościołowi, do którego należał od ósmego roku życia: „Myślę, że zostało nam tylko modlić się za Kościół, za Chrystusowego wikariusza i za nas samych, a tymczasem praktykować cnotę lojalności, która dopiero wtedy staje się cnotą, kiedy człowiek znajduje się pod presją, by ją porzucić".
Holly Ordway podsumowuje:
Doświadczenia Tolkiena z Novus Ordo u św. Antoniego nie oznaczały jedynie ćwiczenia się w uciążliwym obowiązku, ale stanowiły część jego nieustająco gorliwego życia duchowego. Jego biograf Humphrey Carpenter podsumowuje to w ten sposób: „Nawet jednak podczas angielskiej mszy w surowym współczesnym kościele w Headington, do którego chodził, będąc na emeryturze, gdzie czasami irytował go dziecięcy chór i płacz niemowląt, gdy przyjmował komunię, doznawał głębokiej duchowej radości, stanu zadowolenia, którego nie mógł osiągnąć w żaden inny sposób".
Warto wiedzieć, że uczestnictwo w Mszy trydenckiej (Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego lub tradycyjnej liturgii łacińskiej) samo w sobie nie oznacza wejścia w schizmę. Kluczowe jest to, kto ją celebruje i czy pozostaje w pełnej komunii z papieżem. Można bezpiecznie uczestniczyć w Mszach sprawowanych przez kapłanów i wspólnoty pozostające w jedności z Kościołem, takie jak:
- Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra – zgromadzenie założone za zgodą Stolicy Apostolskiej po wydarzeniach z 1988 r., celebrujące wyłącznie tradycyjną liturgię.
- Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana – również w pełnej komunii z papieżem i odprawiający liturgię według ksiąg z 1962 r.
- Instytut Dobrego Pasterza – wspólnota erygowana przez Stolicę Apostolską.
- Diecezjalnych księży, którzy mają zgodę swojego biskupa na celebrację tradycyjnej liturgii.
czwartek, 11 czerwca 2026
Tolkien Pilgrims | Polish fans in England and Wales
![]() |
| Our Day 7. St Edward's church in Stow-on-the-Wold |
Our next Tolkien Expedition to Great Britain took place from May 9th to 17th, 2026. This time, nearly 50 people from all over Poland participated, from children to seniors, all ages of the Free Peoples of Middle-earth. We visited places connected with the life and works of J.R.R. Tolkien in England and Wales. It was one of our most successful expeditions. The program can be found here.
Day
1. First, an early departure from Katowice,
then a journey through Wrocław – we're gathering our dear Tolkienists,
fans of the Professor and the British Isles from all over Poland on the
coach. Our Elendilion mascot, Alqua the Swan, is with us. Then a drive
through part of Germany, a visit to Johann Sebastian Bach’s grave and
the Tolkien family legend in Leipzig, delicacies (including the
wonderful Gose beer and Saxon potato soup), and the Monument to the
Battle of the Nations. And we slept comfortably in a hotel in
Gelsenkirchen.
Day 2. Today, through
Germany, the Netherlands, Belgium, and France, we traveled “Even Further
Than North.” On the coach, to while away the time, we watched the
famous French comedy about Chtimi, about Picardy culture. Then, a quick
and efficient passport control, and we took the ferry from Calais to
Dover. The beautiful White Cliffs! Then, quickly, we reached Hever
Castle, the residence of Anne Boleyn. We made it, we made it! The castle
and its beautiful gardens are ours! In the evening, we arrive at our
hotel near London. And since it's Sunday, our dear Fathers, Father
Anicet and Father Paweł, are preparing a beautiful Liturgy for those who
wish to participate.
Day 3. Today,
Oxford, on the 100th anniversary of J.R.R. Tolkien and C.S. Lewis's
acquaintance! (Yes, it was May 11, 1926, at Merton College!) Visiting
the graves of the Two Friends and laying beautiful flowers. Holy Trinity
Church with the Narnia Stained Glass Window and St. Gregory's Church
with Tolkien's bench, because he attended Mass there with his family for
over 20 years. Then the colleges: a walk through Christ Church and past
Merton College. A visit to the Botanical Gardens (and the wonderful
TOLKIEN PINUS NIGRA!), a detailed visit to Magdalen College with its
Addison's Walk, where you can convert to faith in the One God (yes!). A
stroll through the wonderful streets of Oxford, followed by a three-hour
visit to bookstores, museums, churches, and food on our own. The
weather was kind to us despite the gloomy forecast (due to Galadhorn's
"Sunshine Song" in various versions). A very successful day!
Day
4. Utúlie'n aurë! Today, Birmingham and the
surrounding area. Tolkien's ancestors and his childhood, as well as the
beauty of the Arts & Crafts. First, our archaeological and
conservation mission at the Key Hill Nonconformist Cemetery. We found
the grave of J.R.R. Tolkien's grandparents and the symbolic grave of his
father, Arthur Reuel. We also had to clear the grave so that others
could read the name TOLKIEN. Not only that, but we also happened upon the set of the BBC
series Silent Witness. Then Edgbaston and the Birmingham Oratory, with
its shrine to the Church Father, St. John Henry Newman, and the tomb of
Tolkien’s spiritual father, Father Francis Morgan. There, we experienced
our beautiful Mass in Latin and listened to the Holy Scriptures in
Greek. We also saw The Two Towers! And then Sarehole Mill and the
increasingly run-down districts of Birmingham. Moseley is becoming
increasingly filthy, stinking, and poor. Finally, we went to the
wonderful Wightwick Manor in Wolverhampton and, on the 198th birthday of
Gabriel Dante Rosetti, viewed his collection of Pre-Raphaelite
paintings. Wightwick is one of the most beautiful Arts & Crafts
manors! A wonderful day, and the weather is perfect. Tomorrow we head to
Wales.
Day 5. Today's destination is
Wales, or rather Cymru. Dragons, Venedotia, memories of the Druids, and
English castles in Wales. First, the town on Angelsey Island with the
longest name: Llanfairpwllgwyngyllgogerychwy
Day 6. Today,
mountains, forests, lakes, wildernesses, and enchanted corners of Wales.
Lake Bala (Llyn Tegid), then the Victorian town of Betws-y-Coed, and
for dessert, a ride on the extraordinary, inventive cable car to the
highest mountain in Wales, Snowdon (Welsh: Yr Wyddfa), at 1085 meters
above sea level. We had lunch at Wetherspoons in Bangor. The Sindarin
lesson was also a success.
Day 7. The
Shire, Bree, the Barrows! The incredible land of sheep in the wooded
hills that is the Cotswolds. Visits to the Prancing Pony Inn in Bree
(The Bell in Moreton-in-Marsh) and the Gate of Moria (in
Stow-on-the-Wold), then to the Barrows and Weathertop (White Horse
Hill). Part of the group made it all the way to Wayland's Forge! Bright
sky, the smell of grass, larks overhead. The day began with a big
shopping spree at the supermarket and ended with a hotel with boxed
meals in Greater London. Tomorrow is our last day in the Kingdom.
Apparently, there are big demonstrations coming up in London.
Day
8. Unfortunately, this was our last day on
Albion Island. In the morning, we set off for Windsor, and immediately
upon arrival, bought tickets, then set off to visit the residence of
King Charles III. The weather continued to be kind to us! We saw Queen
Mary's Dolls' House, the Royal Apartments, the beautiful St. George's
Chapel, and the Changing of the Guard. We also enjoyed views of the
Thames Valley and Eton School. After a rest in Windsor, we set off for
the Dover ferry at noon. We were accepted for the cruise three hours
earlier. This meant there would be time for Sunday Mass (if interested)
and to visit French restaurants.
Day 9. We
set off after a delicious breakfast in France (the comfortable and
welcoming Campanile Hotel in Douai; they easily made a conference room
available for Sunday Mass on Saturday evening). Stops every four hours,
stories from various Tolkienists about our Polish Tolkien Society -
Parmadili, about the entire fandom in Poland, the history of Tolkienists
in Krakow, the concept of órë in Tolkien's writing, etc., and a few
films along the way. And so, around 9:15 PM, we arrived in Wrocław, and
around 11:15 PM in Katowice. Time for farewells, hugs, smiles, and
tears.
![]() |
| Day 3. and our group at Tolkien's grave (Wolvercote, Oxford) |
But let's not worry, because next year we'll be joining #TolkienExpedition2027 in England and Cornwall!
Thank you to this year's wonderful Free Peoples of Middle-earth Fellowship! It was wonderful! This was another very successful Tolkien Trip. Thank you to our priests for their spiritual guidance!
We also wholeheartedly thank the Abraksas Travel Agency, Karolina and Oliwia, and drivers Łukasz and Kamil from Gregor Trans for the impeccable preparation and execution of our trip.
wtorek, 9 czerwca 2026
Tolkien, śmierć i poezja
»Kiedyś zapytałem przed katedrą w Lichfield przyjaciela mojej młodości — dawno temu umarł na zgorzel gazową (niech Bóg da mu wieczny odpoczynek: wciąż go opłakuję) — „Dlaczego ta chmura jest taka piękna?”. Odpowiedział: „Bo zacząłeś pisać poezje, Johnie Ronaldzie”. Mylił się. Powodem była bliskość Śmierci, a wszystko było nieznośnie piękne, utracone, zanim zostało uchwycone. Dlatego zacząłem pisać poezje«.
J.R.R. Tolkien: fragment listu nr 43 oraz jego grafika nieba nad Kerry w Irlandii
środa, 3 czerwca 2026
Sprucified Tolkien
"Hobbit", Chapter 7
- spruce (v.) "to make trim or neat," 1590s, from spruce (adj.). Related: Spruced; sprucing.
- sprucify (v.) 1610s, from spruce (adj.) + -ify. Related: Sprucified.
- ___________________________
- * Spruce comes from Polish z Prus "from Prussia"!
środa, 8 kwietnia 2026
"Radnym sołtysim w pruskim sądzie jest"
Z moich badań wiecie już, że najdawniejsi znani i pewni przodkowie J.R.R. Tolkiena pełnili funkcję wiejskich sołtysów prawa pruskiego w Natangii, we wsi Globuhnen. Wiecie też, że od lat szukam różnych dokumentów z Natangii, które opisywałyby nie tylko prerogatywy takich sołtysów, ale też odkrywałyby przed nami nomenklaturę takich wiejskich "urzędników". Jak ich nazywano w XV czy XVI wieku? Odpowiedź wcale nie jest łatwa, albowiem terminem sołtys (niem. Schulz) określano w dokumentach przede wszystkim sołtysów prawa chełmińskiego. A prawo pruskie (dotyczące wsi etnicznych Prusów) to coś innego i mniej korzystnego niż prawo chełmińskie (chełmińskie związane było najczęściej ze wsiami etnicznych Niemców w Prusach). Z innych pruskich obszarów wiemy, że często takich pruskich sołtysów nazywano z polska starostami (niem. Starust, Starost) - ale dotyczyło to ziem bliższych obszarom języka polskiego (szczególnie Pomezani). Jak jednak nazywano takich "sołtysów" w Natangii, gdzie żyli przodkowie Tolkiena?
Odpowiedź znalazłem dzięki odkryciu mojego kolegi, dr. Seweryna Szczepańskiego. Chodzi o zapis:
George Rathmann zu Quilitten itzo schultisch im preuschen Gericht ist
Czyli taki sołtys prawa pruskiego nosił tytuł rathmann "radny" (w innych źródłach ratman, rotman). Tutaj był ratmanem we wsi Quilitten. Dodatkowo opisano jego funkcję jako "sołtysowatego (mającego cechy sołtysa) w pruskim sądzie" jako przewodniczącego pruskiej gminy i sądu
Opis całego dokumentu (autorstwa S. Szczepańskiego):
Zobaczmy jeszcze, czym sołtys różnił się od innych kategorii ludności wiejskiej.
Aby wyjaśnić strukturę własności rolnika, należy podkreślić następujące szczegóły. Gospodarstwa położone we wsiach elektorskich (książęcych), zwane też Erbe, „dziedzictwem”, nie należały do rolników dziedzicznie i osobliwie, ale do suwerena, właściciela ziemskiego. Chłopscy właściciele [właściwie najemcy] byli albo chłopami szarwarkowymi, albo czynszownikami.
Chłopi szarwarkowi używali pańskiego bydła, koni, narzędzi rolniczych, a do tego musieli odpracować szarwark rolniczy i pełnić wszystkie inne posługi, o które zostali poproszeni.
Czynszownicy płacili wyższy czynsz, byli zwolnieni z szarwarku rolniczego, ale musieli pokrywać opłaty na rzecz książęcego zamku, budynków skarbowych, transportu pocztowego i młyna, podobnie jak chłopi szarwarkowi.
Sołtys chełmiński był osobą zatrudnioną przez właściciela ziemskiego do utrzymania porządku. Jako sędzia wiejski sprawował małą jurysdykcję. Otrzymał 1/10 włók jako darmową własność dla siebie i swoich spadkobierców na prawie chełmińskim. Pod względem podatków opłacał zwykle tylko tzw. Pflugkorn, płużne („Danina płacona od tzw. pługa gruntu”).
Sołtys pruski, czyli w Pomezanii starost, a na innych terytoriach pruskich najczęściej zapewne ratman ("radny"; inaczej w źródłach rotman), był po prostu "starszym wsi" (to jest pierwotne znaczenie słowiańskiego terminu starosta), który wobec Zakonu Krzyżackiego (a potem księcia w Prusach) odpowiadał za porządek we wsi pruskiej: za wykonanie szarwarku, przygotowanie do działań wojennych (np. przygotowanie wozów, utrzymanie dróg i mostów), odstrzelenie wilków i innych drapieżników, za pobożność i dobre obyczaje we wsi. Mógł też pomagać w tłumaczeniu i negocjacjach w języku staropruskim. Był też zapewne w sądzie ziemskim ławnikiem i członkiem lokalnej rady starszych, która pomagała Zakonowi (a potem księciu) wykonywać wśród Prusów czynności administracyjne. W jakimś sensie przypominał hobbickiego szeryfa z Shire'u. Sołtys pruski posiadał własny dobytek, płacił czynsz z sołtysich radeł (czyli włók) oraz był zwolniony z szarwarku.




















