wtorek, 20 stycznia 2015

Hamburger Doskonały

Każdy może gotować! Przekonuje o tym mój kulinarny guru, Jamie Oliver. Wracamy do jego książki, która nosi taki sam tytuł, jak pierwsze zdanie mojego blogowego wpisu i zajmiemy się dzisiaj wypróbowanym już przeze mnie super przepisem na "Hamburgera Doskonałego".

Jamie w swoich książkach prosi, żeby jego przepisy przekazywać dalej. Tak też i czynię. Ale wpierw etymologia. Musi być etymologia! 
HAMBURGER pojawia się w języku angielskim już w pierwszym dziesięcioleciu XVII wieku, ale dotyczy wpierw 'hamburczyka, kogoś urodzonego w Hamburgu'. Mięsna potrawa o tej nazwie pojawia się w Anglii dopiero w 1884. Jest to po prostu "stek hamburski", ale nie wiemy dzisiaj, jakie szczególne więzy łączyły go z północnoniemieckim miastem. W USA Hamburg to główny port, z którego do Ameryki przybywają imigranci. Od 1912 hamburger to "grillowany płaski kawałek mięsa hamburgerowego w bułce". Od 1939 spotykamy skróconą nazwę burger itd.
Przepis Jamiego Olivera wykorzystałem już na moich 40. urodzinach i podczas ostatniego Sylwestra. Mam nadzieję, że smakowało gościom (bo mnie bardzo). Oto składniki (u Jamiego warto wykonywać wszystko dokładnie wg przepisu, bo on naprawdę wszystko ma przemyślane). Potrawa jest kaloryczna, ale pamiętając o moich zasadach dietetycznych, robiąc Hamburgera Doskonałego w niedzielę lub święto, jesteś całkowicie rozgrzeszony/rozgrzeszona:


6 porcji

(wszystkie składniki kupowałem w LIDL-u)

12 krakersów
8 gałązek natki pietruszki
2 czubate łyżeczki musztardy Dijon
500 g dobrej jakości mięsa mielonego wołowego
(jak się pomyliłem i kupiłem wieprzowinę, to też było smaczne)
1 duże jajko, najlepiej z hodowli naturalnej lub ekologicznej
sól morska i świeżo zmielony pieprz
oliwa
1 sałata rzymska lub masłowa
3 pomidory
1 czerwona cebula
3-4 korniszony
6 bułek hamburgerowych

opcjonalnie: 6 plasterków serca cheddar (w LIDL-u jest ok)

Przygotowanie hamburgerów

Pokrusz drobniutko krakersy (Jamie robi to w ściereczce uderzając o blat, a ja w moździerzu tłuczkiem), a następnie wsyp do dużej miski. Posiekaj drobno (przyda się nóż szefa kuchni!) pietruszkę, w tym łodyżki. Do miski wrzuć pietruszkę, musztardę i mięso. Wbij jajko i dodaj sporą szczyptę soli i pieprzu. Czystymi dłońmi ugnieć wszystko i wymieszaj! Podziel na 6 porcji (ale dla miłośników liczenia kalorii możesz z tej ilości mięsa zrobić nawet 8-10 porcji) i uformuj z każdej z nich okrągły kotlet o grubości ok. 2 cm. Skrop mięso oliwą, przełóż na talerz i wstaw do lodówki do momentu, w którym będziesz ich potrzebował (kotlety muszą trochę stężeć, musi zajść kilka procesów chemicznych). 

Smażenie hamburgerów

Proszę wyciągnąć patelnię do grlillowania! (ha ha, nie masz jeszcze takiej? Zdrowo tolknięty człowiek musi mieć patelnię do grillowania!). Postaw ją na 4 minuty (ale musi być czysta, bo jeżeli było na niej troszeczkę tłuszczu z poprzedniego grillowania, będziesz mieć całe mieszkanie w dymie, jak ja ostatnim razem). Teraz zmniejsz ogień. Na patelni połóż kotlety i delikatnie przyciśnij je łopatką, aby zaskwierczały i dokładnie przywarły do patelni. Czujesz zapach? Smaż 3-4 minuty z każdej strony. 

Podawanie hamburgerów

Umyj i wysusz liście sałaty, porwij te większe. Pokrój pomidory w plasterki. Obierz czerwoną cebulę i pokrój na cienkie plasterki. Pokrój korniszony wzdłuż tak cienko, jak tylko potrafisz. Wszystkie składniki ułóż na półmisku i postaw na stole razem z talerzami, sztućcami, keczupem (ja się bez niego obywam) i napojami (piwko pszeniczne albo woda z cytryną - wywal coca-colę do śmieci!). Połóż kotlety na inny talerz i przetrzyj patelnie (ostrożnie!) ręcznikiem. Połóż teraz na niej przekrojone bułki i delikatnie je przypiecz. Do tego dania świetnie smakuje siekana sałatka z awokado i ogórka (dam Wam kiedyś przepis). 


Przepis wg książki Jamiego Olivera, Każdy może gotować, str. 146


J.R.R. Tolkien, Doworst (fragmenty)

Jedna z największych tolkienowskich tajemnic. Poemat Doworst ('Czyń-Najgorzej') J.R.R. Tolkiena, który w humorystyczny ale wzorowany na średnioangielskiej poezji sposób opisuje perypetie profesorów i studentów podczas sesji egzaminów ustnych w roku 1932.
Jednym z egzaminatorów był profesor języka angielskiego z Pembroke College, John Ronald Reuel Tolkien. Razem z nim w tym roku funkcję tę pełnili prof. C. S. Lewis, prof. Wrenn i prof. Brett-Smith. Tolkien napisał poemat na 2200 słów, pięknie go wykaligrafował na modłę XIV-wiecznego rękopisu i dał oprawić w skórę. Na okładce tej książeczki, podarowanej przyjacielowi, prof. R. W. Chambersowi w Boże Narodzenie 1933, Tolkien kazał zapisać pozłacanymi literami: DO WORST QUOD J.R.R. TOLKIEN. Metrum wiersza wzorowane jest na XIV-wiecznym Widzeniu o Piotrze Oraczu (więcej informacji na Wikipedii). W średnioangielskim oryginale pierwsze wersy tamtego poematu wyglądają tak:
In a somer seson, whan softe was the sonne,
I shoop me into shroudes as I a sheep were,
In habite as an heremite unholy of werkes,
Wente wide in this world wondres to here (...)
Widzenie o Piotrze Oraczu przetłumaczył na język polski Przemysław Mroczkowski ("Polski Inkling" - więcej o profesorze tutaj). Utwór skoncentrowany jest na trzech stopniach zbliżenia człowieka do Boga: "Czyń-Dobrze", "Czyń-Lepiej" i "Czyń-Najlepiej". Parodystyczny utwór Tolkiena ukazuje to, co czynią niesforni studenci, dlatego nosi tytuł "Czyń-Najgorzej" - Doworst. W wierszu Tolkiena (z którego znamy zaledwie 18 wersów) mamy hermetyczną, zrozumiałą tylko dla znawców historii nauczania w Oksfordzie terminologię. Student Atkins wyraża wyjątkową ignorancję, co doprowadza do furii i palpitacji czterech egzaminatorów: Plato, Britonera, Regulusa i Grima.
In a summer season when sultry was the sun
With lourdains and lubbers I lounged in a hall,
And wood in his wits was each wigt as meseemed:
On his head was a hat as hard as a board.
On his neck was there knotted a noose all of white,
With bow big and broad as a butterfly's wings (...)
Sir Plato turned pale as with pang at the heart,
Cast his hood o'er his head and hid up his face.
Sir Britoner bawled forth, 'The bastard is mad!'
Sir Regulus retched and wrinkled his nose,
Sir Grim rent his gown and gulped in his throat,
Then spinfoot he sprang and sprinted to the bell,
An usher then entered and asked what he wished,
And the clerks with a clamour all cried our together:
'Hale forth this harlot and hew him with staves!
Kick him from these cloisters to Carfax and further,
Then plough him in pieces with ploughshares keen,
 As red-hot as wrath - no ruth he deserves!'

Tekst wiersza jest prawie nieznany. Rękopis jakby zaginął. Ostatnio był w posiadaniu profesora Arthura Browna z Australii. Gdy w 1942 zmarł właściciel rękopisu, prof. Chambers, książeczka znalazła się w rękach jego sekretarki, panny Winifred Husbands, która podarowała cenny artefakt profesorowi Brownowi w 1957. Nikt nie wie, co dziś dzieje się z poematem. Dlatego też nie może on być wydany, bo nigdy nie został przepisany. Oto, co w lipcu 1973 pisano o Doworst w czasopiśmie Monash Review (stamtąd cytujemy poemat oraz reprodukujemy zdjęcie rękopisu).

Sól, światło i drożdże

Św. Jan Chryzostom w "Homilii 46. o Ewangelii wg św. Mateusza" pisał:
»Drożdże ujawniają swoją siłę tylko wtedy, kiedy się je włoży do ciasta; nie tylko włoży, ale wymiesza z nim i wyrobi.«
Jesteśmy chrześcijanami. Mamy być solą ziemi i światłem świata, a nie uciekać z ziemi i oddalać się od świata. Mamy być obecni w sercu dzisiejszej filozofii i kultury, tam gdzie zdaje się tryumfować bożek komercji i nieczystości... Trzeba iść pod prąd temu, co odczłowiecza nasze społeczności. Nasza służba zakłada konstruktywny i pełen szacunku dialog z różnymi kulturami całego świata w każdej epoce (z listu br. Aloisa z Taizé). Jako ilustrację słów Jana Złotoustego proponuję dziś muzykę zespołu metalcorowego i chrześcijańskiego August Burns Red. Utwór nosi tytuł Salt and Light.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

O wyobraźni w kościele

Z listu J.R.R. Tolkiena do Christophera Tolkiena (7-8 listopada 1944):
»[wzmianka o opiece Anioła Stróża] przypomniała mi także o niespodziewanej wizji (czy też może spostrzeżeniu, które natychmiast przybrało w moim umyśle formę obrazową), którą miałem niedawno temu, gdy spędzałem pół godziny u św. Grzegorza przed Najświętszym Sakramentem, kiedy odbywało się tam nabożeństwo czterdziestogodzinne [chodzi o adorację Najświętszego Sakramentu - G.]. Ujrzałem czy też pomyślałem o Bożej Światłości, a w niej o zawieszonym pyłku (lub też milionach pyłków, z których tylko do jednego skierował się mój umysł) lśniącym bielą w pojedynczym promieniu Światłości, który podtrzymywał i oświetlał ów pyłek. (Ze Światłości nie wydobywały się pojedyncze promienie, ale istnienie pyłka i jego położenie względem Światłości samo w sobie stanowiło linię, a linia ta była Światłością). I promieniem tył był Anioł Stróż pyłka: nie coś stojącego między Bogiem i pyłkiem, lecz uosobiona sama uwaga Boga. I nie mam na myśli "personifikacji", jakiejś przenośni zgodnej ze skłonnościami ludzkiego języka, ale rzeczywistą (określoną) osobę. Ciągle nad tym rozmyślam - bo całość była niezwykle bezpośrednia i nie do uchwycenia przez niezdarny język, a już z pewnością nie to wielkie, towarzyszące jej poczucie radości ani świadomość, że ten lśniący, zawieszony pyłek jest mną (czy też każdą inną istotą ludzką, o której mógłbym pomyśleć z miłością) - i przyszło mi do głowy, że (mówię nieśmiało i nie mam pojęcia, czy coś takiego jest możliwe: w każdym razie jest zupełnie oddzielne od wizji Światłości i zawieszonego pyłka) jest to skończona paralela tego, co Nieskończone. Jako że miłość Ojca i Syna (którzy są nieskończeni i równi) jest Osobą, tak miłość i uwaga poświęcana przez Światłość pyłkowi też jest osobą (która jest zarówno tu z nami, jak i w Niebie): skończoną, lecz boską: tj. anielską. W każdym razie, najdroższy, otrzymałem pociechę, która po części przybrała tę dziwną formę, czego (jak się obawiam) nie udało mi się przekazać: tyle, że teraz mam zdecydowaną świadomość Ciebie zawieszonego i lśniącego w Światłości - chociaż Twoja twarz (jak twarze nas wszystkich) jest od niej odwrócona. Moglibyśmy jednak dostrzec blask w twarzach (i osobach traktowanych z miłością) innych.....«
Przyznam się Wam, że kościół jakoś szczególnie rozbudza i moją wyobraźnię. Nie raz w czasie podniesienia czuję jakby tąpnął cały Wszechświat, oczami wyobraźni widzę w czasie tej kulminacji liturgii, jakby pękała rzeczywistość i przedzierało przez nią nowe stworzenie. Czasem wyobrażam sobie aniołów stojących z księdzem przy ołtarzu. Na pogrzebie babci koleżanki widziałem jakby cień człowieka, który był prowadzony za rękę przez jasnego anioła z pochodnią...

Neopurytanizm kontra ewangeliczny happy-end

Neopurytanizm to w skrócie inspirowana specyficznie interpretowaną wiarą chrześcijańską niechęć i nieufność wobec współczesnej kultury i rozrywki. A może nawet więcej - może jest to brak nadziei, że w we współczesnym post-chrześcijańskim, na nowo pogańskim świecie znaleźć można ziarna prawdy. Tej złej nowinie przeciwstawiamy naszą nadzieję...

Gandalf to odpowiednik chrześcijańskiego anioła.
On nie włada magią - on włada anielską mocą (rys. Jay Johnstone)
Jay Johnstone"
Jay Johnstone"
Jay Johnstone"




Termin neopurytanizm powstał prawdopodobnie 15 stycznia b.r. w czasie dyskusji w serwisie informacyjnym Elendilion (patrz tutaj). Jego autorem jest Tadeusz A. Olszański, mój dobry znajomy, politolog i tolkienista, poeta i tłumacz, człowiek, z którego opiniami zawsze się bardzo liczę. Myślę, że termin ten może być bardzo przydatny w dyskusji o pewnej rewolucji, która prędzej czy później zacznie zjadać własne dzieci. Bo neopurytanizm rozszerza zasięg »zagrożeń duchowych« - dziś takowym jest już nie tylko joga, rock'n'roll, capoeira (o obronie sportu walki, capoeiry pisałem tutaj), wschodnie sztuki walki, medytacja, Harry Potter, ale zaczyna być literatura fantastyczna J.R.R. Tolkiena (sic!). 

Rozmawialiśmy w komentarzach na Elendilionie o kontrowersyjnym tekście Roberta Tekielego, który ukazał się jakiś czas temu w Gazecie Polskiej. W swoim eseju Tekieli, znany w Polsce "specjalista od zagrożeń duchowych" (kiedyś czynny okultysta, dziś nawrócony dziennikarz, skoncentrowany na tropieniu aktywności diabolicznej w świecie współczesnym), napisał: 
»[Powieści Tolkiena] mają gnostycki szkielet. Nie ma bowiem dobrych czarowników. Gandalf mając swoje magiczne właściwości - właściwości, które w świecie realnym mają okultyści - byłby otwarty na demona. Nie mógłby być zatem jednocześnie tak wspaniałym, pełnym cnót rycerzem.«
I podsumował:
»(...) Tolkien symbolicznie kłamie. Tworzy kłamliwy symbol. Jego pełna chrześcijańskich toposów narracja jest jak trucizna: podana w smacznym cieście jest tym bardziej niebezpieczna.«

4/52
John Garth, Tolkien at Exeter College

Jednym z wydarzeń roku 2014 było wydanie skromnej kształtem, ale bogatej treścią książeczki Johna Gartha pod tytułem Tolkien at Exeter College. Podtytuł tej książki to How an Oxford undergraduate created Middle-earth, czyli 'Jak pewien oksfordzki student tworzył Śródziemie'. Streszczenie książki znajdziecie po "Czytaj dalej". 

John Garth, znajomy naszego serwisu informacyjnego (zdarzyło się, że komentował któryś z newsów) jest obecnie jednym z najbardziej cenionych biografów Mistrza Tolkiena (stawiam go obok moich ulubionych badaczy i redaktorów dzieł Profesora - Wayne'a Hammonda i Christiny Scull). Jego najważniejszym dziełem jest książka Tolkien and the Great War ('Tolkien i I wojna światowa'). Uważamy to za wielki brak na polskim rynku wydawniczym, że ciągle nie doczekaliśmy się przekładu tej ważnej biografii Tolkiena, która szczegółowo opisuje nie tylko jego czasy studenckie, dzieje wojenne, ale też początki Śródziemia (jak pamiętamy, Śródziemie Tolkiena zaczęło powstawać sto lat temu!).
Tolkien at Exeter College: How an Oxford undergraduate created Middle-earth to z jednej strony skromnie wydana 64-stronicowa broszura, z drugiej jednak bogato ilustrowana (40 często unikalnych, nigdzie wcześniej nie publikowanych zdjęć i ilustracji!) skarbnica wiedzy o Tolkienie jako studencie Oksfordu. Opowiada ona o kluczowym momencie w życiu przyszłego Profesora: od spokojnych lat studiów w Kolegium Exeter do wydarzeń wojennych we Francji. Jest to też relacja z pierwszych lat (1914-15) powstawania jego mitologii, która fascynuje dziś ludzi na całym świecie. Książka powstała przy współpracy ze spadkobiercami Tolkiena (Tolkien Estate) i z uniwersytetem (Exeter College). Jeżeli interesujesz się życiem Tolkiena, jeżeli chciałbyś spojrzeć na Oksford w drugiej dekadzie XX w., koniecznie powinieneś tę książeczkę kupić (kosztuje ona w obrębie Unii Europejskiej prawie 13,- funtów brytyjskich).

czwartek, 15 stycznia 2015

3/52
o. Paweł Sczaniecki, Msza po staremu się odprawia

To był prezent od Kamila i Leny, z którymi razem pielgrzymujemy po tym łez padole wedle zasady cor ad cor loquitur. Wspieramy się. I ta książka to takie wsparcie dla mnie od moich prawosławnych kuzynów... Mam ładne, dobrze zachowane wydanie tej książki z roku 1967. Książka została wycofana z którejś z krakowskich czytelni kleryckich. Szkoda dla kleryków - dobrze dla mnie.

Msza po staremu się odprawia to klasyczna publikacja ojca Pawła Sczanieckiego na temat Mszy katolickiej w dawnej Polsce. Książka dzieli się na dwa zasadnicze rozdziały: "Liturgię Mszy świętej" i "Zwyczaj w nawie kościoła". Autor pisze o dawnych obyczajach liturgicznych, o źródłach ich poznania, o przeróżnych tradycjach, których dziś już nie pamiętamy. Książka daje fajną perspektywę - czytając ją widzimy, że dzieje naszego Kościoła nie dzielą się na to, co było przed Soborem Watykańskim II i po Soborze, ale że podobnych wielkich zmian w Kościele było więcej. Że na pewno wśród wiernych w XVI w. musiał istnieć sentyment za starymi formami liturgicznymi, gdy Sobór Trydencki wprowadził jakże wiele zmian. Jedne zwyczaje trwały krótko, inne dłużej. Jedne zniknęły, inne wracają. Czy mamy tego świadomość?

Choć od pierwszej Mszy na naszych ziemiach upływa 1050 lat, to historię tę można opisać bardzo barwnie i ciekawie. Udowodnił to ojciec Paweł Sczaniecki w książce, która powinna być na półce każdego katolika zainteresowanego dziejami Kościoła w Polsce. Zawsze już będę pamiętał opisy Polski z czasów romańskich, wielki kult Chrystusa Salwatora, Chrystusa-Króla, obawę przed niegodnym przyjęciem Komunii, czy taki opis Cezarego z Heisterbach (XIII w.) o polskich katolikach:
(...) jest to zwyczajem owego narodu, że wchodząc do kościoła, głowę aż do posadzki skłaniają, i biją się w piersi.
To z tej książki po raz pierwszy się dowiedziałem o lektorium, czyli przesłonie znanej mi z katedr anglikańskich, która do XVI w. oddzielała w Polsce prezbiterium z chórem i ołtarzem głównym od nawy głównej. Wtedy rzeczywiście Mszy się często "słuchało". To lektorium przypominało ikonostas z kościołów bizantyjskich (ciekawe czy katoliccy tradycjonaliści wiedzą, że można by się domagać i powrotu lektorium...). Bardzo ciekawe są opisy tzw. rytu staropolskiego. Zabawne jest czytać, jak niegdyś katolików gorszyło, gdy śpiewały kobiety (w żywocie św. Kingi czytamy, jak sądeccy franciszkanie wychodzili z kościoła na znak protestu, gdy na Mszy zaśpiewały zakonnice). Bardzo lubię część książki, która opisuje obyczaje kościelne zwykłych wiernych stojących w nawie.

To taka książka, którą czyta się z ciekawością i potem do niej się wraca. Szkoda tylko, że nie jest to książka lepiej ilustrowana. Na pewno byłoby ciekawie wydać ją z dobrze opracowanym materiałem ilustracyjnym, albo nawet na jej podstawie nakręcić serial dokumentalny.

Telewizja może być dobra!


Mam telewizor, mam też rozszerzony o HD pakiet jednej z telewizji kablowych. Mogę sobie wyobrazić życie bez oglądania telewizji. Ale po co? Moje życie wzbogacają te programy (polecam je Waszej uwadze):

BBC HD,
BBC Lifestyle,
Domo+ (HD),
Kuchnia+ (HD),
Ale Kino+ (HD),
Sundance Chanel (HD),
Religia TV,
TVP Kultura,
Planete+ (HD), 

Oglądam natomiast bardzo oszczędnie "truciznę" jaką są całodobowe programy informacyjne. Za najbardziej ideologiczny i zaangażowany politycznie uważam TVN24, ale np. Polsat News umie wysilić się na większą obiektywność. Ciekawa jest propozycja Super Stacji. Najbardziej lubię TV Republikę (i choć nie zawsze się zgadzam z jej metodami i jej ideologią, to cenię jej dziennikarzy za dociekliwość i za bycie tam, gdzie bije serce naszego kraju). Jednak świat byłby lepszy, gdyby nie było całodobowych telewizji informacyjnych - za mocno wpływają one na politykę, kreując fakty (rano zadają kontrowersyjne pytanie dyżurnemu "bulldogowi" jakiejś partii, a potem cały dzień wokół złych słów tworzona jest atmosfera napięcia; za szybko znikają ważne tematy, zastępowane przez kolejne tematy).

List z Taizé

»Ubóstwo nie dotyczy tylko warunków materialnych. Może być ono brakiem przyjaźni, sensu życia, dostępu do takich bogactw jak poezja, muzyka, sztuka, do tego wszystkiego, co nam odsłania piękno stworzenia.«

Brat Alois (Taizé)

Wydrukowałem sobie wczoraj List z Taizé na lata 2012-15 i poczułem się jak 20 lat temu, gdy lektura tych listów układała moje postrzeganie świata. Wspaniały tekst, który zawieszam sobie nad biurkiem. Jest tam wszystko, co dla mnie ważne. Polecam! List znajdziecie TUTAJ.
»Świadomi niebezpieczeństw i cierpień, jakie ciążą nad planetą i jej mieszkańcami, nie chcemy ulegać lękowi i rezygnacji.«

»Żaden człowiek, żadna społeczność, nie mogą żyć bez zaufania.
Zawiedzione zaufanie pozostawia głębokie rany.
Zaufanie nie jest ślepą naiwnością. To nie gładkie słowo, zaufanie jest efektem wyboru, owocem walki wewnętrznej. Codziennie stajemy przed wyzwaniem, by znowu wyruszyć w drogę prowadzącą od niepokoju do zaufania.«

»Pokój na świecie zaczyna się w sercach.«

»[Wiara] nie jest w pierwszym rzędzie opowiedzeniem się za jakimiś prawdami, ale więzią z Bogiem.«

»Nie zniewala ani nie tłumi rozwoju osobowego, przeciwnie, wiara w Boga przywraca wolność: wolność od niepokoju, wolność życia w służbie tym, których Bóg nam powierza.«

»Im większe zaufanie do Boga, tym bardziej serce poszerza się na wszystko, co ludzkie wszędzie na świecie, na wszystkich kontynentach.«

»Co jest specyfiką wiary chrześcijańskiej? Jezus i żywa więź z Nim.«

»Wszyscy jesteśmy pielgrzymami, poszukiwaczami prawdy.«

»Wiara w Chrystusa nie oznacza posiadanie prawdy, ale zgodę na to, by zawładnął nami On, który jest prawdą, i podążanie do pełni Jego objawienia.«

»Kiedy w modlitwie wpatrujemy się w Jego światło, stopniowo staje się ono naszym wewnętrznym światłem. Tajemnica Chrystusa staje się tajemnicą naszego życia.«

»Modlitwa prowadzi nas jednocześnie do Boga i do świata.«

środa, 14 stycznia 2015

Guren bêd enni.
Czym jest u Tolkiena serce?

Jestem parafianinem kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sosnowcu

U Tolkiena, w samym tekście Władcy Pierścieni, kilka razy pojawia się sformułowanie: "Moje serce mówi mi..." (w tej lub podobnej formie). Z późnych not lingwistycznych (które zostały opublikowane w Vinyar Tengwar nr 41, artykuł "Notes on Óre") dowiadujemy się, że to tak bardzo "śródziemne" sformułowanie brzmi w quenya: Órenya quete nin, a w sindarinie: Guren bêd enni.
W języku wspólnoeldarińskim istniał temat √ȜOR: quen. or-, teler. or-, sind. gor-. Najbliższe jego pierwotnemu znaczeniu jest słowo 'ostrzegać' jednak:
  • nie odnosiło się ono tylko do niebezpieczeństw, złych okoliczności czy trudności;
  • choć mogło mieć również znaczenie wpływu jednej osoby na drugą środkami widzialnymi lub słyszalnymi (jak znaki i słowa) - w którym to wypadku najlepszym odpowiednikiem byłby czasownik 'radzić' - nie było to jego głowne użycie.
Najlepiej jego sens można zrozumieć analizując główny derywat tego tematu - wspólnoeldarińskie *ȝorē: quen. órë, teler. ōre, sind. gûr.
Quenejskie órë objaśnione jest w Dodatku E do WP jako 'serce (wewnętrzna świadomość' (ang. heart (inner mind)). Jednak choć używa się go we WP w zdaniach typu "moje serce mówi mi" (jak w przykładach powyżej), co jest tłumaczeniem quenejskiego órenya quete nin, telerińskiego ōre nia pete nin i sindarińskiego guren bêd enni, tłumaczenie 'serce' nie jest najwłaściwsze, chyba że w celu skrócenia wypowiedzi, bo órë nie odpowiada znaczeniem żadnemu z różnorodnych angielskich użyć słowa 'serce' jako: pamięć, refleksja; odwaga; dobry duch; emocja, uczucie, impuls serdeczności lub hojności (niekontrolowany albo przeciwny rozsądkowi). 
Tolkien nigdzie nie pisze, że óre (sind. gûr) to 'sumienie'. Używa raczej określenia 'serce' w rozumieniu: coś co we wnętrzu istoty myślącej mówi, radzi, ostrzega ale nigdy nie nakazuje i zmusza. Przypomina się tutaj dewiza błogosławionego Kardynała Johna Henry'ego Newmana, założyciela Oratorium w Birmingham, w którym chrześcijańskie wychowanie pobierał mały Ronald Tolkien. Jako kardynał, Newman miał w herb wpisaną dewizę Cor ad cor loquitur 'Serce mówi do serca' (PRZYPIS 1)

Czy jest to zatem ekwiwalent chrześcijańskiego pojęcia sumienia? Raczej nie. Myślę, że mamy tu raczej do czynienia z terminem mistycznym 'głębin serca', o którym czytałem ostatnio w zbiorze kazań Mistrza Eckharta (Mistrz Eckhart, Dzieła wszystkie, tom 1, Wydawnictwo W Drodze, Poznań 2013, szczególnie strony 71-77), a usłyszałem po raz pierwszy w czasie chrześcijańskiej medytacji w czasach studenckich w Taizé. I tam też po raz pierwszy w życiu usłyszałem 'głębiny' mojego serca...

Quenejskie óre i sindarińskie gûr to z pewnością w dużej mierze odpowiednik biblijnego/kościelnego pojęcia serca. Jak mówi Leksykon biblijny, jest to centrum istoty człowieka, miejsce, gdzie zapadają duchowe decyzje - także te złe, jak mówi Jezus "we wnętrzu bowiem, w ludzkim sercu, rodzą się złe myśli" itd. (Mt 7,21). Jednak w esejach Tolkiena jest mowa o tym, że 'serce' ma być też miejscem spotkania z Głosem, który pochodzi spoza nas samych. A zatem jest to coś jeszcze innego. I tu pomocna jest terminologia mistyczna.

Jak czytamy we wstępie do kazań Mistrza Eckharta, najistotniejszą dla niego myślą jest potrzeba zjednoczenia duszy z Bogiem, unio mystica (u Tolkiena Bóg to oczywiście Eru). Zjednoczenie to dokonuje się w głębi duszy (u Tolkiena byłoby to właśnie órë/gûr). Sam temat głębi jest pochodzenia neoplatońskiego (a na związki filozofii Silmarillionu z neoplatonizmem zwracano już uwagę w innych miejscach). O głębi serca zdaje się też mówić na przykład Psalm 42, gdzie śpiewamy:
»Głębia przyzywa głębię
hukiem Twych potoków.
Wszystkie twe nurty i fale
nade mną się przewalają.«
... i co oczywiście można na różne sposoby interpretować. U Eckharta najczęściej odpowiednikiem "głębi" jest jeszcze »wierzchołek«, »iskierka«, »warowne miasto«, »umysł«, »istota«, »duch« i in. Określenia te sugerują, że według Eckharta dusza ludzka ma złożoną strukturę, przypomina kosmos duchowy, w którego centrum znajduje się ta właśnie głębia (por. wstęp do kazań Eckharta pióra o. Wiesława Szymony OP, str. 72). Ma to być najdoskonalsza cząstka człowieka, jego najbardziej wewnętrzny rdzeń i miejsce, w którym spoczywa obraz samego Boga. Jest to nasza "naga" albo "czysta" istota.

c.d.n.


Przypisy

1. O wpływie Newmana na licznych angielskich pisarzy katolickich, w tym konwertytów na katolicyzm, pisał Joseph Pearce w Pisarzach nawróconych.