niedziela, 28 lutego 2016

Wojownicy Tańca 2016

"Capoeristas to sportowcy i artyści ekspresyjnie manifestujący radość z życia, to ciekawi świata i naładowani pozytywną energią ludzie. Capoeristas to pasjonaci, współcześni wojownicy tańca..."
Od tego roku jesteśmy członkami nowej międzynarodowej grupy capoeiry, która nazywa się Aruê. W dniach 1-3 kwietnia będziemy przeżywać nasze pierwsze Batizado e Troca de Cordas (nadanie nowych stopni). A tak wyglądają aruowi Wojownicy Tańca.


Galadhorn

Mój herb, herb Galadhorna Galachaliona Elvellona, Dúnadana ze Śródziemia, przedstawia wysokie, rozłożyste drzewo (*galadh-orn) i Gwiazdę, która oświetla Drogę. Wszystko w barwach, które Gal lubi (bo ożywia jego umysł kolor żółty i pomarańczowy ;-) Herb zaprojektowała zacna niewiasta, Adaneth, a wykonał w formie na szkle malowanej Elendil i jego tata, Amandil. Na zdjęciu jest prezent urodzinowy, który dostałem cztery lata temu od Elendila. Dziękuję!



czwartek, 25 lutego 2016

Który jesteś poza tym, co stworzyłeś

"Átarelma i eä han Eä..."

Tak po małej modyfikacji (-mma > -lma) zaczyna się Tolkienowe "Ojcze nasz" w quenya. Bardzo mi się podoba to elfickie tłumaczenie, w którym słowa "któryś jest w niebie" przełożono "który istniejesz poza [wszelkim stworzonym] Bytem. Bardzo to apofatyczne i głęboko teologiczne :-) Ten quenejski tekst domaga się artykułu po polsku.

Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo w qyenya (J.R.R. Tolkien)



Sybilla Północy

Zachwycam się o poranku "Wieszczbą Wölwy" w interpretacji J.R.R. Tolkiena i w tłumaczeniu Elring, czyli Katarzyny Staniewskiej ("Legenda o Sigurdzie i Gudrun", str. 537-541):

«Olbrzym pradawny przybędzie ze Wschodu,
kamienną tarczę dzierżący przed sobą.
Wąż, co w oplotach całą ziemię trzyma,
w gniewie straszliwym swe cielsko rozwinie -
Zewnętrzne Morze poruszy do głębi,
aż się rozprzęgną wszystkie stare więzy.

I statek cieni, wreszcie uwolniony,
z mroźnej Północy swe maszty wyłoni;
przez morza hordy z Helu się przeprawią,
Loki łańcuchów zostanie pozbawion;
i razem z wilkiem wszelkie bestie dzikie
spadną na ziemię, szukając zdobyczy.

(...) A potem słońce przyćmi swe promienie
i w morskie głębie runie cała Ziemia;
z rozdartych niebios wszystkie jasne gwiazdy
umkną w popłochu i w otchłanie spadną;
wzwyż buchną pary gorejącej kłęby,
sklepienie niebios zajmie się płomieńmi.»

Polecam Wam tę książkę i polecam Wam wszelkie utwory poetyckie i poetyckie przekłady Elring!

wtorek, 23 lutego 2016

8/2016 Korneliusz Tacyt, Germania

Germania (łac. De origine et situ Germanorum, dosłownie O pochodzeniu i kraju Germanów) – napisana przez Publiusza Korneliusza Tacyta około roku 98, jest etnograficznym dziełem o plemionach germańskich poza granicami Cesarstwa Rzymskiego.

Dzieło zachowało się tylko w jednym egzemplarzu znalezionym w opactwie Hersfeld w Niemczech – wówczas na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego, i przeniesione zostało do Włoch w roku 1455, gdzie Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II), po raz pierwszy zbadał je i zanalizował, wzbudzając zainteresowanie pośród niemieckich humanistów, takich jak Konrad Celtis, Johannes Aventinus czy Ulrich von Hutten . Po studiach i debatach pismo to zostało uznane za autentyczne źródło obrazu starożytnej Germanii. Od momentu odkrycia dzieło o kulturze dawnych ludów germańskich jest intensywnie wykorzystywane – szczególnie w zakresie niemieckiej historii, archeologii, filologii, studiów etnologicznych, w mniejszym stopniu także w krajach skandynawskich [źródło: Wikipedia, hasło Germania (Tacyt)].

Udało mi się znaleźć bardzo dobre tłumaczenie Germanii na język polski. Jego źródłem jest to wydanie: Publiusz Korneliusz Tacyt, Germania [w:] P. Cornelius Tacitus, Germania, tłum. T. Płóciennik, wstęp, komentarz J. Kolendo, Poznań 2008, s. 62-97.  


A swoją drogą dziwię się, że nikt jeszcze nie nakręcił filmu, który byłby ilustracją dla tekstu Germanii. Nawet w Niemczech lat 30. nie zrealizowano takiego projektu. Wyobrażam to sobie jak obrazy kręcone w naturalnych krajobrazach opisanych przez Tacyta z wykorzystaniem naszej wiedzy historycznej i archeologicznej. Może jest to jakiś pomysł dla grup rekonstrukcji historycznej?


Całe dzieło jest godne szczegółowego przeczytania. Ale na pewno dla polskiego czytelnika najważniejsze będą te opisy Tacyta, które dotyczą ziem dzisiejszej Polski. Oto szczególny fragment, który świadczy o tym, że tu - na południu Polski - jesteśmy spadkobiercami Lugiów, a na Górnym Śląsku żyjemy na miejscu dawnych Hariów...
"Rozdziela bowiem i przecina Swebię nieprzerwane pasmo górskie [Rudawy-Sudety-Karpaty Zachodnie], za którym [czyli na dzisiejszych Łużycach, Śląsku i Zachodniej Małopolsce] żyją liczne ludy. Z nich najszerzej rozciąga się związek Lugiów [ger. 'zaprzysiężeni], podzielony na liczne plemiona. Wystarczy wymienić najważniejsze: Hariowie, Helwekonowie, Manimowie, Helizjowie, Nahanarwalowie. U Nahanarwalów zobaczyć można gaj [przypuszczalnie w puszczy na Górze Ślęży/Siling], miejsce starożytnego kultu, któremu przewodzi kapłan w kobiecym stroju; mówią, że bogami są tam -tłumacząc na pojęcia rzymskie - Kastor i Polluks. Taki jest ich charakter, nazywają się Alci [ger. 'uświęceni']. Nie ma tam ani posągów, ani śladu obcego ceremoniału - czczą ich jednak jako braci i jako młodzieńców. Dalej [Najpewniej na Górnym Śląsku i w Zachodniej Małopolsce] Hariowie [ger. 'wojownicy'], straszniejsi niż to wynika z ich sił, którymi przewyższają wymienione wyżej ludy; dają oni upust wrodzonej dzikości, wspomagając ją pewnymi zabiegami i dogodnym czasem. Czernią tarcze, malują ciała, do bitwy wybierają ciemne noce i samym widokiem tak złowróżbnego wojska sieją postrach wśród wrogów, z których żaden nie wytrzymuje nieznanego i zgoła piekielnego widoku. We wszystkich bowiem bitwach pierwsze ulegają oczy."
W mojej koncepcji (o której piszę i tu, i szczególnie na drugim blogu Aldrajch) nazwy germańskich plemion na ziemiach dzisiejszej Polski to nazwy germańskich rodów, sojuszy i związków religijnych. A pod tym podziałem ukrywa się substrat ludności autochtonicznej, być może indoeuropejskich, przedsłowiańskich Wenetów (Słowianie żyli już zapewne między Bugiem a Naddnieprzem).

poniedziałek, 22 lutego 2016

7/2016 David J. Peterson The Art of Language Invention

Dziś kurier przyniósł mi dwie książki zamówione na niemieckim Amazonie (polecam - książki przychodzą bez dodatkowych kosztów - zamówione w piątek dostałem w poniedziałkowy poranek!). Pierwsza z nich to dla mnie prawdziwa księga czarodziejskich zaklęć - tomisko, które wypatrzyłem u Foylesa w Londynie, na które tam się nie mogłem zdecydować, a które w końcu kupiłem po powrocie. Napisze o nim kiedy indziej. Chodzi o monumentalną pracę pt. The Oxford Introduction to Proto-Indo-European and the Proto-Indo-European World. Tymczasem porwała mnie mniejsza książka - w polskim tłumaczeniu Sztuka Wymyślania Języka Davida J. Petersona. 

Peterson znany jest jako autor języka dothrakijskiego i wysoko-valyriańskiego z filmowego cyklu Gra o tron (HBO). Ten lingwista i twórca conlangów ma na swoim koncie również inne języki wykorzystane w różnych produkcjach filmowych. Dowiaduję się o nich, o ich użytkownikach, a także ciekawych systemach zapisu dopiero z tej książki. Słyszeliście kiedyś o shiväisith, castithan, irathient, indojisnen, kamakawi oraz væyne zaanics

Autor wpierw opisuje dzieje swojej pasji językotwóczej, a potem przybliża nam historię samego zjawiska conlangu zatrzymując się m.in. przy języku św. Hildegardy z Bingen, XV-wiecznym sztucznym języku balaibalan z Turcji, przy volapüku i esperanto, a wreszcie przy językach Tolkiena (str. 10) i innych autorów literatury fantastycznej. W końcu Peterson wskazuje moment, gdy narodziło się nowe zjawisko - wynajmowanie zawodowych lingwistów do tworzenia języków, które będą użyte w produkcjach filmowych. Chodzi o film Land of the Lost (1974) i język paku wymyślony przez lingwistkę Victorię Fromkin. Autor opisuje też hermetyczne środowisko twórców języków, conlangerów. Bardzo fajny jest opis zabawy zapoczątkowanej latem 1999 przez Irinę Rempt. Peterson nazywa ją relay - 'praca na zmianę'. Conlanger wymyśla język, tworzy w nim początek jakiejś opowieści, a potem kolejnemu lingwiście przesyła ten początek, słowniczek i gramatykę wymyślonego języka. Kolejna osoba musi zrozumieć tekst, a potem dopisać dalszy ciąg opowieści - i przekazać pracę kolejnemu conlangerowi. W czasie takiej pracy na zmianę można zauważyć, jak dany język zmienia się i rozwija.

6/2016 Apokryfy Nowego Testamentu.
Ewangelie apokryficzne
cz. 2

To drugi tom cyklu, który mnie prawdziwie zafascynował. Pierwsze, bardzo dokładne i świetnie zredagowane polskie wydanie wszelkich apokryfów dotyczących Nowego Testamentu. W cz. 1 czytałem z zaciekawieniem teksty z tradycji chrześcijańskiej, gnostyckiej (gnoza to w pierwszych wiekach największy wróg rodzącego się chrześcijaństwa), żydowskiej (straszne, bluźniercze teksty o Jezusie, które zaważyły na całe stulecia na wzajemnej nieufności między Kościołem i Synagogą), muzułmańskiej (w książce znajdują się wszystkie fragmenty Koranu o proroku Isa i jego matce Mariam). I tak jak cz. 1 skupiła się na ewangeliach dzieciństwa Jezusa, tak cz. 2. to głównie teksty o Męce i Zmartwychwstaniu Mesjasza, a także apokryficzne teksty o Wniebowzięciu Maryi. Świetne teksty tuż po moim powrocie z Izraela i Palestyny. Teksty, które są niezbędne w lepszym zrozumieniu na przykład ikonografii Kościoła greckiego (np. tematu ikon Anastasis i Wniebowzięcia). Ponieważ równolegle czytam kilka książek Roberta Gravesa (zacząłem od Herkulesa z mojej załogi, ale zaraz przeskoczyłem (bo ta pierwsza to trochę nuda) do Króla Jezusa, Mitów hebrajskich i Białej Boginii).

Co mnie szczególnie zainteresowało? Tzw. Cykl Piłata czyli wczesnochrześcijańskie teksty, który miały imitować raporty i listy Poncjusza Piłata. Bardzo polubiłem też opowieści o Zaśnięciu i Wniebowzięciu Maryi. Będę do nich na pewno wracał w sierpniowe święto.

Wielkie podziękowania dla grona redakcyjnego za przybliżenie tej nieznanej polskiemu czytelnikowi literatury. Ks. Marek Starowieyski daje nam wspaniały prezent. Teraz lektura tekstów kanonicznych, a szczególnie ikonografia wczesnochrześcijańska nabierają nowej głębi. 

Zamówiłem też książkę z najstarszymi relacjami z pielgrzymek do Jerozolimy (bo gorąco pragnę poznać tekst pielgrzymującej Egerii) i już niedługo uzupełnię swoją wiedzę o myśleniu i życiu pierwszych chrześcijan w Ziemi Świętej. Czeka też na mnie książka Henri Daniel-Ropsa pt. Życie w Palestynie w czasach Chrystusa. Mam też na warsztacie Wojnę żydowską Józefa Flawiusza (!). I czekam na ten film (polska premiera Zmartwychwstałego już 4 marca!):


niedziela, 21 lutego 2016

Anarcho-konserwatyzm

Porządki w Shire - rys. Inger Edelfeldt
 
«Moje poglądy polityczne coraz bardziej skłaniają się ku anarchii (w rozumieniu filozoficznym, w którym oznacza ona zniesienie wszelkiej kontroli, nie zaś mężczyzn z bokobrodami podkładających bomby) – lub ku monarchii „niekonstytucyjnej”. Aresztowałby każdego, kto używa słowa „państwo” (w jakimkolwiek innym znaczeniu niż nieożywione królestwo Anglii i jego mieszkańcy: rzecz pozbawiona władzy, praw, rozumu); a po daniu mu szansy odwołania swoich poglądów, gdyby okazał się uparty, straciłbym go.»

J.R.R. Tolkien, Listy

Polecam: Laissez Faire. Pismo Konserwatywno-Anarchistyczne, marzec 2007, temat "Tolkien"

Życie pośród bloków...


piątek, 19 lutego 2016

J.R.R. Tolkien, Noël

  Źródło wiadomości i zdjęć: The Tolkien Society website

Świat obiegła ostatnio informacja o "odkryciu" dwóch wierszy J.R.R. Tolkiena (patrz artykuł w Guardianie). Miały być one odnalezione w szkolnym roczniku z 1936, w magazynie Our Lady's School Abingdon w hrabstwie Oksford. Jest to raczej "ponowne odkrycie", bo wiersze były jednak znane biografom i badaczom tolkienowskim (o czym pisano ostatnio na liście dyskusyjnej mythsoc). Jeden z wierszy, The Shadow Man znalazł się w rozszerzonym wydaniu Adventures of Tom Bombadil (nowego brytyjskiego wydania Przygód Toma Bombadila z 2014). Dla nas tym bardziej ciekawy jest zatem drugi z wierszy - Noël (Boże Narodzenie). Sama szkoła katolicka w Abingdon prowadzona jest przez Siostry Miłosierdzia - z tym zakonem Tolkien był zaprzyjaźniony od czasów swojej hospitalizacji w czasie I wojny światowej. 

Wiersz Noël jest bardzo piękny, w rytmie znanym z innych poezji Tolkien (jest to elficki rym ann-thennath 'długie-krótkie'). Opowiada o Bożym Narodzeniu z pewnej ciekawej perspektywy - tak jakby z perspektywy Śródziemia, świata mrocznego i szarego, z ciemnej zimnej sali w pałacu pośród gór... Jest mowa o jakimś "władcy śniegów" w długim i wypłowiałym płaszczu. I nagle w tym smutnym świecie rodzi się Dziecię i słyszymy czysty śpiew Maryi. Ponieważ wiersz znika ze stron anglojęzycznych (pewnie jest jakaś interwencja Tolkien Society), mam odwagę opublikować go na moim tolkniętym blogu. I mam nadzieję, że ktoś przełoży go pięknie na język polski (patrzę tu z nadzieją na Adaneth).

J. R. R. Tolkien
NOEL


Grim was the world and grey last night:
The moon and stars were fled,
The hall was dark without song or light,
The fires were fallen dead.
The wind in the trees was like to the sea,
And over the mountains' teeth
It whistled bitter-cold and free,
As a sword leapt from its sheath.

The lord of snows upreared his head;
His mantle long and pale
Upon the bitter blast was spread
And hung o'er hill and dale.
The world was blind, the boughs were bent,
All ways and paths were wild:
Then the veil of cloud apart was rent,
And here was born a Child.

The ancient dome of heaven sheer
Was pricked with distant light;
A star came shining white and clear
Alone above the night.
In the dale of dark in that hour of birth
One voice on a sudden sang:
Then all the bells in Heaven and Earth
Together at midnight rang.

Mary sang in this world below:
They heard her song arise
O'er mist and over mountain snow
To the walls of Paradise,
And the tongue of many bells was stirred
in Heaven's towers to ring
When the voice of mortal maid was heard,
That was mother of Heaven's King.

Glad is the world and fair this night
With stars about its head,
And the hall is filled with laughter and light,
And fires are burning red.
The bells of Paradise now ring
With bells of Christendom,
And Gloria, Gloria we will sing
That God on earth is come.