niedziela, 21 września 2014

Capoeira jako duchowe zagrożenie?

Nazywam się Viajante. Długo zbierałem się do napisania tego tekstu. Chcę w kilku słowach odnieść się do pytań (czasem wręcz zarzutów) dotyczących stylu walki capoeiry jako zagrożenia duchowego. Myślę, że w Polsce temat pojawił się na wokandzie od czasu, gdy nasz szlachetny styl walki na liście zagrożeń duchowych umieściło kilka serwisów internetowych, a potem tekst o "niebezpieczeństwach" capoeiry pojawił się w czasopiśmie Egzorcysta (źródło).

Mam ten zaszczyt i wielką przyjemność uprawiać capoeirę i praktykować związany z nią styl życia od przeszło trzech lat. Wspaniały czas, spotkanie z niezwykłymi ludźmi i wszechstronnie rozwijającym sportem oraz poznawanie swoich możliwości i swoich ograniczeń. Owocne trzy lata. A i kolejne miesiące zapowiadają się ekscytująco. Oprócz stylu walki poznajemy też język portugalski, uczymy się śpiewać, poprawiamy umiejętności gry na trzech instrumentach muzycznych, tańczymy sambę. Capoeira przyciąga dobrych, uczynnych, serdecznych i bardzo pracowitych ludzi. Zobaczcie jak to wygląda (pozwalam sobie zaprezentować Wam najnowszy film naszych przepięknych capoeiristek z aglomeracji Silesia i jej okolic):


 Made by Capoeira Feminina

Nasza capoeira to tzw. capoeira moderna. Ta współczesna forma traktuje sztukę walki jako sport, a nie pradawny afrobrazylijski rytuał. Moja szkoła capoeiry, Iandê Capoeira Polonia, nie odwołuje się do żadnych elementów synkretycznego kultu candomblé, który z pewnością może się wydać komuś "zagrożeniem duchowym" (mnie samemu również). Capoeira w naszej szkole to czysty sport. Nasze pieśni zostały dobrane w taki sposób, żeby nie było w nich odniesień do bóstw Orixá - tam jest tylko Deus - Bóg. Na stronach naszej szkoły piszemy:
W naszych  priorytetami są: technika i profesjonalizm. W ćwiczeniach dążymy do perfekcji a każdy ruch musi być wykonywany dokładnie i z dbałością o szczegóły. Podczas treningu i gry capoeira kierujemy się zasadą, że lepiej jest wykonywać dwa, trzy ruchy perfekcyjnie niż siedem, osiem niedokładnie i bez dbałości o styl. Ponadto podczas ćwiczeń należy dążyć do tego, aby cały czas pracować nad poprawą już posiadanych umiejętności. Profesjonalizm oznacza dla nas kompetencje nauczycieli w szkoleniu, ale także podejście alunos do treningów. Razem ćwicząc, wszyscy ponosimy odpowiedzialność za rozwój i poziom grupy. Capoeira postrzegamy jako nierozerwalną całość, wymagając znajomości wszystkich jej aspektów, choć oczywiście z uwzględnieniem indywidualnych preferencji i zdolności każdego z ćwiczących. W codziennych kontaktach kierujemy się zasadą otwartości na innych ludzi oraz przyjaźni i wzajemnej pomocy zarówno podczas treningu jak i poza salą.
Jeżeli komuś nie wystarczą takie wyjaśnienia, odwołam się do następujących analogii (mam nadzieję, że nie zostaną one uznane przez moich Czytelników za zbyt naiwne). W czasach antycznego pogaństwa Grecy i Rzymianie używali liter swoich alfabetów do czczenia bogów, do pisania wróżb, do rzucania klątw. Teoretycznie można by było powiedzieć, że litery stały się nieczyste - a jednak żydzi i chrześcijanie przejęli te alfabety, nie wymyślali nowych, biblijnych, a właśnie wpierw alfabetem greckim spisali grecki Stary (żydowska Septuaginta), a potem Nowy Testament (chrześcijanie). W końcu Hieronim zapisał też Biblię alfabetem łacińskim (łacińska Wulgata) - literami i mową, którymi równocześnie w świecie pogańskim czczono politeistycznych bogów i oskarżano uczniów Chrystusa. Litery ludów pogańskich zostały schrystianizowane i posłużyły do przekazywania nowych, zbawiennych treści.

Przykład drugi. Nie mamy większych problemów z igrzyskami olimpijskimi. Czasopismo Egzorcysta nie wydało specjalnego numeru o zagrożeniach duchowych związanych z ostatnią olimpiadą. A przecież igrzyska takie były kiedyś świętem i sportowo-poetyckim festynem na cześć Zeusa Olimpijskiego (i innych bogów Olimpu). Pierwsi chrześcijanie grecko-rzymskie bóstwa nazywali wprost demonami. Nie obawiamy się dzisiejszych igrzysk, bo wiemy, że nie zawierają one antychrześcijańskich treści, że nie służą oddawaniu czci demonom, prawda? Podobnie jest z capoeirą w Polsce - wszędzie tam, gdzie uprawia się ją w jej współczesnej formie moderna. Jednocześnie praktykujący, wierzący gorąco chrześcijanin, który ćwiczy capoeirę, wprowadza ten sport do swojego chrześcijańskiego życia, chrystianizuje ją na swój użytek. I tak ma być...

I oczywiście jeżeli jesteś rodzicem młodego capoeiristy albo sam chcesz zapisać się do jakiejś szkoły capoeiry, dla spokoju sumienia sprawdź jakie wartości są praktykowane w twojej grupie. Jeżeli obawiasz się, że ślady kultu candomblé zagrażają Twojej relacji z Bogiem, nie wchodź w to. Pamiętaj też jednak te słowa naszego Pana:
Nie rozumiecie, że wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz. Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym. To zaś, że się je nie umytymi rękami, nie czyni człowieka nieczystym (Ewangelia wg św. Mateusza 15, 17-20)
 Jeżeli w dzisiejszych polskich warunkach mamy naprawdę szukać zagrożeń duchowych, rozejrzyjmy się za sytuacjami, gdy zazdrościmy, pożądamy ludzi i przedmiotów, obmawiamy innych ludzi, źle im życzymy - to są prawdziwe zagrożenia duchowe, to są sytuacje, które naprawdę oddalają nas od Boga.

Miało być w kilku słowach i nie udało się...

sobota, 20 września 2014

Germańska zagadka

Kto zgadnie, co to jest? Who can guess what it is?
ᛜᛜᛜ᛫ᛖᚲ᛫ᛒᛁᛊᛟᚻᛏᛟ᛫ᚹᚢᛚᚠᚨᚻᚨᚱᛃᚨ᛫ᚹᚢᚱᛗᛁᚻᚨᚱᛃᚨᚻᚹ᛫ᚦᚨᚱ᛫ᚹᛁᚷᚨ᛫ᚢᚠᛏᚨ᛫ᛞᚨᚢᛒᛟᛞᛖ᛫ᚻᚹᚨᚾᚾᛖ᛫ᚷᚢᛏᚨᚾᚨᛞᚱᚢᚻᛏᛁᛉ᛫ᛁᚾᛁ᛫ᚹᚻᛊᛚᚨᚹᛁᛞᛁᚹᛁ᛫ᚹᚨᛉ᛫ᛗᛁᛞᛁ᛫ᛖᛉᛟ᛫ᛊᚨᚱᛈᚨᛁᛗᛁᛉ᛫ᚻᛖᚱᚢᛗᛁᛉ᛫ᛖᛉᛟ᛫ᚨᛚᛞᚨᚾᛟ᛫ᚨᚦᚨᛚᚨᛊᛏᛟᛚᚨ᛫ᚹᚨᚱᛃᚨᚾᚨ᛫ᛗᛟᛏᚢᚾ᛫ᚷᚨᚷᛁᚾᚾ᛫ᚨᛏᛏᛁᛚᚨᛊ᛫ᛚᛁᚢᛞᛁᛗᚨᛉ᛫ᛜᛜᛜ

Ek bisōhtō Wulfaharją Wurmiharjąhw; þar wīgą ufta daubōdē hwannē Gutanadruhtiz ini Wihslawidiwi (waz), midi ezô skarpaimiz herumiz ezô aldanō aþalastōlą warjaną mōtun gaginn Attilas liudimaz.
(tłum./translated by Anulaibaz Gautafriþuz)


Lewisowskie gryzmołki

Absolutna rewelacja! W skarbnicy YouTube'a znalazłem ostatnio bardzo sprawnie zrobione animacje, które ilustrują kluczowe teksty C. S. Lewisa o wierze i moralności. Do tego mamy tam już dwa odcinki Listów starego diabła do młodego! Kanał nazywa się C. S. Lewis Doodles ('Gryzmoły C. S. Lewisa'), a jego autorem jest artysta i chrześcijanin, który kryje się pod pseudonimem 'playmobible'. Filmów jest na razie trzynaście. Szkoda, że nie ma do nich polskich napisów (a można by je zrobić, bo animowane teksty są w książkach tłumaczonych na nasz Easterlingish). Zaczniemy od wizyty w pubie 'Eagle and Child'?


Tao Władcy Pierścieni

Była kiedyś taka moda, żeby klasyczne dzieła literatury zachodniej analizować z punktu widzenia filozofii Dalekiego Wschodu (pamiętacie Tao Kubusia Puchatka albo Te Prosiaczka?). Gdy odkryłem książkę C. S. Lewisa pt. Koniec człowieczeństwa, odważyłem się za moim ulubionym pisarzem chrześcijańskim częściej korzystać z terminu Tao. U Lewisa Tao to uniwersalne prawo moralne. Wiemy też jednak, że Tao w myśli taoistycznej to dużo więcej niż prawo naturalne. Dla Ursuli Le Guin, dzięki której po raz pierwszy usłyszałem o Tao, najważniejsze w tej filozofii/religii jest to, co próbuje opisać Lao-Tsy:
Mądre dusze nie gromadzą;
im więcej robią dla innych, tym więcej mają,
im więcej dają, tym są bogatsze.


(Lao-Tsy, Tao Te King, napisała na nowo Ursula Le Guin, str. 107)
Wiecie, że czytam ostatnio Władcę Pierścieni dzień po dniu (więcej o tym tutaj). Dziś (Monday, Halimath 26, 1618) czterej hobbici wkroczyli do Starego Lasu i spotkali Toma Bombadila. I właśnie przy okazji tego spotkania pomyślało mi się, jak wiele Tao jest w tym właśnie fragmencie. Tom Bombadil nie pasuje do świata przedstawionego. Dostał się do niego z pokoju dziecinnego małych Tolkieniątek (miały taką holenderską lalkę, którą nazwały Bombadilem i która wyglądała dokładnie jak Iarwain Ben-adar z Władcy) i z wiersza Tolkiena o przygodach Toma, który ukazał się w oksfordzkiej prasie w 1934. Jest Tom Bombadil takim elementem systemu, który występuje praktycznie w każdym systemie - elementem zupełnie niepasującym do układanki (bo że Tom Bombadil to nie jest Bóg/Eru, Vala, Maia, elf itd. to już wiemy od samego Tolkiena). Elementem niesystemowym, a może nawet trochę antysystemowym. On nie ma żadnej historii w Śródziemiu - nie ma więc ojca, dlatego Elfy nazywają go w sindarinie pen-adar 'bez-ojca'. Nie jest ani stary, ani młody, dlatego mówią na niego Iarwain (iar-gwain 'stary-młody'). W jednym z listów pisze Tolkien, że Tom Bombadil 'jest' - on wybiera 'być', a nie 'mieć' i to jest istota jego osobowości. Jest idealnym uczniem Tao!
Jest Panem w szczególny sposób: nie kierują nim obawy, nie ma pragnień posiadania albo władzy (...).
Czyli jest panem samego siebie. A reszta niech pozostanie milczeniem. Tom jest Tajemnicą...

Przy okazji zapraszam Was do lektury mojego starego tekstu, wymagającego dziś (gdy trochę więcej za mną lektur i doświadczeń) pewnych poprawek. Może kiedyś... Ale fajnie by było, gdyby ten tekst kogoś zainspirował do dalszych przemyśleń. Jest to artykuł pt. ‘Pozostawali oni pod Prawem…’. Etyka i moralność ludów Śródziemia (Simbelmynë nr 28, 2008) - kliknij (plik pdf, 100 KB)

Pauline Baynes, ilustracja do Przygód Toma Bombadila

piątek, 19 września 2014

Minimalizm po polsku

«Minimalizm nie polega na leczeniu frustracji związanej z nieposiadaniem czy posiadaniem mniej niż inni, na tłumaczeniu sobie, że choć nie mogę mieć tyle, ile chcę, to całkiem mi z tym dobrze, bo jestem minimalistką. Minimalizm rozprawia się z tą frustracją inaczej: zamiast ja leczyć, pomaga się jej pozbyć dzięki zmianie sposobu patrzenia na świat. Pomaga przestać oceniać rzeczywistość w kategoriach posiadania, a zacząć widzieć ją w kategoriach bycia i przeżywania. Nie trzeba odrzucać pracy, konsumpcji i tych wszystkich drobiazgów, które składają się na nasze dni. Wystarczy nauczyć się układać te puzzle w ładniejszą układankę niż do tej pory. Bez rewolucyjnych zmian. Bez radykalizmu. Bez popadania w skrajności, rzucania pracy, wprowadzania się na odludzie, pozbywania się całego dobytku. Małymi krokami przez codzienne decyzje poprawiać jakość swojej egzystencji. Pomimo bagażu długów i niefortunnych decyzji, niemal dożywotniego związku z kredytodawcą, upierdliwego szefa i nawracających migren nauczyć się cieszyć życiem takim, jakie jest. Tam, gdzie jest. Na Śląsku czy na Lubelszczyźnie, w Nowej Hucie czy Wólce Dolnej, w Pacanowie czy Kłaju.»

Więcej tutaj.

czwartek, 18 września 2014

Nai eleni siluvar mettanna tielyo!

Takie piękne elfickie pozdrowienie:
May the stars shine upon the end of your road!
Słowa Gildora Ingloriona, Noldora z Rodu Finarfina, wypowiedziane na zakończenie mądrej nocnej rozmowy z Frodem, synem Droga; w pewną wrześniową noc - odpowiednik zbliżającej się nocy w naszym świecie (o co chodzi wyjaśniam we wpisie na Elendilionie). Jestem właśnie w trakcie świetnego (i mam nadzieję owocnego) eksperymentu czytelniczego - czytam Władcę Pierścieni dzień po dniu, przeżywając przygody i śledząc rozmowy głównych bohaterów epopei w podobnych porach, przy podobnym świetle i zapachach przyrody. Jednym słowem jestem w Śródziemiu live. Dzisiaj mamy 18 września 2014, co jeśli chodzi o daty kalendarzowe nie jest 18 września w Śródziemiu, a raczej 24 września (bo tak Tolkien tłumaczy hobbicką nazwę miesiąca, który zgodnie z zasadami przekładu nazywa się w Shire halimath).

Podoba mi się pewne zdanie, które odkryłem dzisiaj we wspomnianym fragmencie Drużyny Pierścienia (na dziś przypadają strony 106-122 w wydaniach Muzy, w tłum. M. Skibniewskiej). Gdy Frodo mówi, że martwi go sytuacja, gdy jego własna ojczyzna przestaje być miejscem przytulnym i bezpiecznym, mądry Elf odpowiada:
Ten kraj nie jest twój własny. Inne plemię mieszkało tu, nim się zjawili hobbici, inne też będzie tutaj żyło, gdy hobbitów zabraknie. Otacza cię szeroki świat: możesz się w nim zamknąć, lecz nie uda ci się od niego na zawsze odgrodzić.
Świetne! Taka szeroka perspektywa - jak w słowach, które cytowałem wiele wpisów niżej, w Liście Diogeneta:
Mieszkają [chrześcijanie] każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.
Gildor, a jego ustami sam autor przypomina nam, że jesteśmy w tym świecie wędrowcami, że tutaj liczy się raczej droga i jej cel, a nie miejsce, w którym przyszło nam żyć. I oczywiście trzeba troszczyć się o naszą małą albo wielką ojczyznę, ale niechaj ona nie staje się Ojczyzną przez duże "O", gdyż ta jest poza kręgami tego świata. Nai eleni siluvar mettanna tielvo! 'Niech gwiazdy świecą u kresu naszej drogi!' (zajmuję się właśnie tłumaczeniami quenejskimi dla mojego kochanego artysty, Toma Lobacka, więc ten krótki przekład przyszedł mi z łatwością).

I jeszcze kilka skrzydlatych słów z tej nocy:
 - Elfowie rzadko udzielają nieopatrznych rad, bo rada to niebezpieczny podarunek, nawet między Mędrcami, a każda może poniewczasie okazać się zła (...).
- Skąd mam zaczerpnąć odwagi? - spytał Frodo (...).
- Odwagę można znaleźć w najmniej spodziewanych miejscach - rzekł Gildor. - Bądź dobrej myśli.
 

niedziela, 14 września 2014

Inspirowany Islandią


Znalazłem dziś na Vimeo świetne wideo... I przypomniała mi się jedna z najbardziej pamiętnych wypraw, która na pewno jakoś tam zmieniła mnie (każda podróż zmienia, ale ta była szczególna). Ciągle wracają obrazy z Islandii w snach (ostatnio przypomniało mi się wszystko przy okazji oglądania jednego z moich filmów roku 2014 - Sekretnego życia Waltera Mitty). W pewnym internetowym miejscu jest mój dziennik z podróży do Islandii i na Wyspy Owcze. Może komuś chce się to przeczytać (odwiedzam tam wszystkie miejsca, które "występują" w filmiku Inspired by Iceland)? Zapraszam w podróż w czasie do roku 2007 - tutaj.

O sobie na blogu Andrzeja Fiderkiewicza

Obraz, który mnie szczególnie inspiruje (vide blog A. Fiderkiewicza)

Znamy się (ale niestety tylko internetowo) od wielu lat. Andrzej Fiderkiewicz (znany jako Studyta) zawsze inspiruje mnie swoimi blogowymi wpisami, a również niejednokrotnie zachęcał mnie osobiście do kontynuowania mojego własnego bloga. Zapraszam na bloga, na którym znajdziecie i ciekawą propozycję lektur, i głębokie przemyślenia, i mnóstwo mnóstwo ciekawych kwestii do własnych przemyśleń. Właśnie trwa tam serial ankiet, w których Andrzej zadał swoim znajomym i przyjaciołom 10 pytań. Miałem zaszczyt być również do niej zaproszonym. Oto moje odpowiedzi (trafiła mi się "trzynastka").  

poniedziałek, 8 września 2014

Niech nie dręczą cię twoje braki!

Dopóki się skrycie uwielbiamy, nasze braki nie przestają nas dręczyć poczuciem rzekomego upośledzenia. Ale kiedy zaczniemy żyć dla innych, przekonamy się stopniowo, że nikt nie spodziewa się po nas, żebyśmy byli "jako bogowie". Zobaczymy, że - tak jak wszyscy - mamy naturę ludzką, a więc jej słabości i braki, i że te nasze ograniczenia grają bardzo ważną rolę w naszym życiu. Bo właśnie z ich powodu potrzebujemy innych ludzi, a oni nas (...).
Thomas Merton, Nikt nie jest samotną wyspą, str. 16.