piątek, 30 stycznia 2026

Ta, która nie odeszła z Omelas


Bardzo mnie zasmuciła książka Ursuli K. Le Guin wydana niedawno w Polsce (Rzeźbię w słowach, Prószyński, tłum. T. Wilusz), gdzie chyba już w czwartym eseju ("Jak to kiedyś było") pisze ona, że nie byłoby jej literatury, gdyby nie zdecydowała się w młodości na... aborcję. Le Guin wręcz w swoich wystąpieniach "chwaliła się" przeprowadzeniem aborcji. I tu od razu przypomina mi się nagradzane opowiadanie Le Guin Ci, którzy odchodzą z Omelas, gdzie istnienie i dobrobyt pewnego kraju opiera się na cierpieniu uwięzionego dziecka.

A może jej wybitna literatura wyrasta z poaborcyjnego, nieuświadomionego cierpienia?

"Narrator opisuje Omelas jako idealną, utopijną krainę, której obywatele są inteligentni, wyrafinowani i kulturalni. Nie ma tam żołnierzy, królów, kapłanów ani niewolników. Miejsce to jest porównywane do cudownej krainy z bajki. Ale, by Omelas mogło działać w ten sposób i zachować swój stan, jedno dziecko musi pozostać nieszczęśliwe, trzymane w brudzie, ciemności i nędzy. Obywatele Omelas w pewnym wieku dowiadują się prawdy, która ich szokuje. Niektórzy zostają, nieliczni odchodzą".

[A przy okazji, zajmuję się też genealogią Ursuli K. Le Guin, zarówno rodem Kroeberów, jak i rodu jej mamy, rodziny Kracaw; obie rodziny przybyły do Ameryki z Niemiec, związane były z duchowieństwem luterańskim (Ursula wśród przodków miała wielu pastorów, nie zaś rabinów, jak myślą niektórzy). Czyste niemieckie pochodzenie. Nazwisko Kracaw nie pochodzi od naszego Krakowa, a raczej od nazwy miejscowej na terenach niemieckojęzycznych — jest i było tam wiele miejscowości o nazwie Krakaw, Krakau, np. w Prusach. Rodzice Ursuli Le Guin i ona sama przyjęli i rozwijali idee antropologa żydowskiego pochodzenia, Franza Boasa: kulturalny relatywizm oraz historyczny partykularyzm. Świetnie genezę i opis tych idei boasowskich opisał "wyklęty" prof. K. MacDonald w Kulturze krytyki (Wydawnictwo Aletheia 2019). Czytajcie Kulturę krytyki, bo to jedna z najlepszych książek. Pomaga zrozumieć dzisiejszy świat!] 

5 komentarzy:

  1. Też od dawna chodzą mi po głowie "Ci, którzy odchodzą z Omelas" jako alegoria aborcji. Pozdrawiam - Shee

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nigdy nie pojmowałem tego w ten sposób, także dziś, po ponownej lekturze opowiadania. To jest opowieść o koźle ofiarnym (co zresztą autorka wyjaśnia we wstępie), o tym, że nie da się zbudować świata integralnej szczęśliwości (chrześcijanin dopowie - w doczesności, LeGuin, na ile rozumiem, nie miała tej nadziei), że czyjeś cierpienie jest konieczne, a także - że dojrzałość moralna wymaga świadomości tego faktu. Nb to dziś okazuje się rezonować z myśleniem lewicy "postkolonialnej", argumentującej, że pomyślność świata zachodniego w dużej mierze pochodziła z eksploatacji krajów kolonialnych (Kongo Leopolda II jako szczególnie drastyczny przykład).

    Wielka sztuka zawsze rodzi się cierpienia, wielkiego czy małego, powszechnie znanego lub głęboko ukrytego (zabranego do grobu). To, że popełniona aborcja mogła być źródłem takiego cierpienia LeGuin, uważam za możliwe, choć o jej biografii wiem niewiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to w intencji autorki jest opowieść o koźle ofiarnym. Ale znając ten szczegół biografii autorki, mnie od razu przyszedł na myśl syndrom poaborcyjny i to, jak "kozłami ofiarnymi" sytego Zachodu są dziś właśnie te setki milionów zabitych w łonach matek dzieci. To byłaby nieuświadomiona przez autorkę warstwa znaczeniowa tego ważnego opowiadania

      Usuń
  3. Czy kozłami ofiarnymi? Ofiarami, "trupem w szafie" na pewno. Ale nie składamy na nie naszych win, nie uznajemy ich za winne niedostatkom naszego życia (nawet aborcjoniści tego nie czynią).

    Jeszcze jedno: Ursula LeGuin właśnie odeszła z Omelas, pisząc i publikując ten tekst, demaskując mechanizm życia w "mieście szczęścia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem skojarzenie z tym utworem, gdy Le Guin w swojej przemowie do proaborcyjnych feministek opisuje swoje piękne, twórcze i dostatnie życie, które jest takie dzięki temu, że — jak uważała ULG — "pozbyła się" dziecka w wieku 20 lat.

      Usuń