piątek, 4 grudnia 2020

Fighting the long defeat

Tom Loback,
"Death of Caranthir" (1989)

 
Jeszcze przed upadkiem Nargothrondu i Gondolinu przybyłam tutaj zza gór i razem z Celebornem przez długie wieku walczymy, stawiając opór klęskom (ang. we have fought the long defeat; WP I, "Zwierciadło Galadrieli").

To J. R. R. Tolkien uważany jest w internetowych opracowaniach (na przykład tutaj) za autora zwrotu long defeat, który oznacza walkę, skazaną na klęskę, która jest jednak szlachetnym wysiłkiem. Agnieszka Sylwanowicz w Listach przetłumaczyła ten zwrot tak samo jak Maria Skibniewska - jako "stawianie oporu klęskom":

Actually I am a Christian, and indeed a Roman Catholic, so that I do not expect 'history' to be anything but a 'long defeat' – though it contains (and in a legend may contain more clearly and movingly) some samples or glimpses of final victory.

Tak się składa, że jestem chrześcijaninem, a właściwie rzymskim katolikiem, więc nie spodziewam się, żeby "historia" była czymś innym niż "stawianiem oporu klęskom" - chociaż zawiera ona (a w legendzie może to robić wyraźniej i w sposób bardziej poruszający) pewne próbki czy przebłyski ostatecznego zwycięstwa

Ja bym to troszkę inaczej przetłumaczył: 
(...) nie spodziewam się, żeby "historia" była czymś innym niż "długotrwałą porażką" - chociaż zawiera ona (a w legendzie może to robić wyraźniej i w sposób bardziej poruszający) pewne próbki czy przebłyski ostatecznego zwycięstwa
Moim zdaniem jednym z głównych motywów Władcy Pierścieni jest przesłanie o wytrwaniu, które przekracza nadzieję. Że trzeba być fest und treu (jak w zawołaniu herbowym w pseudoheraldyce Tolkienów,, które na pewno wpłynęło na życie młodego Tolkiena), że trzeba starać się być voronwë 'wiernym i wytrwałym'. W znanym z Historii Śródziemia pierwotnym epilogu do Władcy Pierścieni Gandalf nazwał Froda w sindarinie Bronwe athan Hathrad 'Wytrwanie ponad Nadzieję". Iście herbertowska idea, którą najlepiej wyraził Poeta w swoim Przesłaniu Pana Cogito (nad quenejskim tłumaczeniem wiersza Heberta pracuję od pewnego czasu...). 


Bądź wierny idź!

Odkryty przeze mnie herb Tolkienów i zawołanie
Fest und Treu

 

Od *bʰā- do baśni oraz trzy oblicza Faërie

Serce człowieka nie jest zbiorem kłamstw,
lecz u Mądrego czerpie wiedzy dar
i wciąż go woła (...)

J. R. R. Tolkien, Mitopeja

Najstarszy słownik quenya (qenya) z 1917 (Qenyaqetsa)
oraz moja okładka O baśniach (wyszywana przez szlachetną Adaneth)
 

Bardzo lubię manifest mitopeiczny Tolkiena, czyli jego esej O baśniach. Tolkien przewraca tam całą zastaną kategoryzację i nomenklaturę mitoznawstwa i literatury, i tworzy nowe pojęcie - fairy-story (popularnym terminem w jego czasie było raczej fairytale) Po polsku staramy się to oddać jako baśń. I dobrze. Nasze baśń pochodzi od prasłowiańskiego *basnь 'gadanie' > 'opowieść fantastyczna', nazwa czynności od pie. pierwiastka *bʰā- (2) 'mówić, opowiadać, gadać' (tu ciekawe słowa pochodzące od tego pierwiastka, np. greckie pheme 'mowa, głos, mówienie, rozmowa', phōnē 'głos, dźwięk', phanai 'mówić'; sanskryckie bhanati 'mówi'; łacińskie fari 'mówić', fabula 'opowieść, baśń, historia', fama 'mowa, pogłoska, relacja; reputacja, opinia publiczna'; ormiańskie ban, bay 'słowo, określenie', starocerkiewnosłowiańskie bajati 'bajać, opowiadać'; staroangielskie boian 'przechwalać się, konfabulować', ben 'modlitwa, prośba'; staroirlandzkie bann 'prawo'; w innych koncepcjach lingwistycznych jest to raczej pierwiastek pie. *bʰeh₂- 'mówić', a tu np. baśń, bajka, ale też słowiańskie *badli 'czarodziej, uzdrowiciel, lekarz'; patrz tutaj). Słowo fairy przez francuski, wcześniej łacinę, pochodzi ostatecznie od tego samego rdzenia co baśń!

[O tym, że Praindoeuropejczycy snuli swoje, zanurzone w paleolitycznch mitach laurazjatyckich, bajania i baśnie prawdopodobnie nad Wisłoką, Dunajcem i Sanem (a nie na stepach nadczarnomorskich) przeczytasz tutaj i tutaj (ale pamiętaj - to tylko teoria archeogenetyczna!).]

Dla Tolkiena baśń - opowieść ze Świata Fantazji - to szerokie i wąskie jednocześnie pojęcie. Baśnie to dobre, korzystające z nieograniczonych zasobów ludzkiej kreatywności (naszego podobieństwa do Kreatora, Stwórcy, Logosu), osadzone w autonomicznych, dobrze skonstruowanych światach mity, baśnie, opowieści fantasy. U Tolkiena nie istnieje żadne fundamentalne rozróżnienie między "niższą" i "wyższą" mitologią (czyli między "zwykłymi" baśniami czy opowieściami fantastycznymi/fantasy a mitami). Wszystko łączą takie magiczne pojęcia jak przymiotnik, który dał atomowy napęd naszej wyobraźni (w chrześcijańskiej myśli Tolkiena rozum ludzki, język i opowieści pojawiły się w tym samym momencie - w chwili przebudzenia się pierwszego Homo sapiens):

Jakże więc potężnym odkryciem, jakże stymulującym dla zdolności umysłu było wynalezienie przymiotnika: żadne zaklęcie, żadna magia w Królestwie Czarów nie ma większej mocy. I nic w tym zaskakującego - czarodziejskie zaklęcie można by uznać za jakąś odmianę przymiotnika, za część mowy w mitycznej gramatyce. Umysł, który pomyślał o "lekkim", "ciężkim", "szarym", "żółtym", "nieruchomym" i "bystrym", począł także i magię, która czyni ciężkie rzeczy lekkimi i gotowymi wznieść się w powietrze, przemienia szary ołów w żółte złoto, a nieruchomą skałę w bystrą wodę. (...)

Warto przeczytać dalsze słowa tego akapitu (czytanie i medytowanie O baśniach to warunek bycia prawdziwym Czeladnikiem u Mistrza - nie myślę tylko o Tolkienie, ale o jego Mistrzu...). 

Te słowa też mi się bardzo podobają:

Nawet baśnie, jako gatunek, mają trzy oblicza: mistyczne - zwrócone ku Nadprzyrodzonemu, magiczne - skierowane ku Naturze oraz tzw. zwierciadło politowania - odzwierciedlające człowieka

Umiemy znaleźć każde z tych trzech obliczy we Władcy Pierścieni? Albo w Silmarillionie? Może w Kowalu (magia?), Dżilu (zwierciadło?) albo Niggle'u (mistyka?) Tolkiena? Może w Czarnoksiężniku z Archipelagu Le Guin? Albo w O czym szumią wierzby Grahama? Spróbujmy! (zachęcam Państwa do komentowania na moim blogu).

Bardziej dogłębnie mówię o ideach manifestu O baśniach w moim tekście z czasopisma Christianitas, który nosi tytuł "Tolkienowska teologia Nadziei" (PDF tutaj).

środa, 2 grudnia 2020

«England, the land of love of the delicate and fine...»

Grafika Carla Larssona nie pochodzi z Anglii, ale świetnie oddaje
sens wypowiedzi Tolkiena

 «It is perhaps not unnatural that in England, the land where the love of the delicate and fine has often reappeared in art, fancy should in this matter turn towards the dainty and diminutive, as in France it went to court and put on powder and diamonds.»


«Jest chyba naturalne, że w Anglii, gdzie w sztuce wciąż powraca miłość do delikatności i finezji, wyobraźnia kierowała się ku temu, co filigranowe i drobne - tak jak we Francji zwróciła się ku dworskiemu życiu i przystroiła się pudrem i brylantami».

 

⎼ J. R. R. Tolkien, On Fairy-stories (O baśniach)


wtorek, 1 grudnia 2020

Gravell & Tolkien:
a watch and clock collection (1792-1807)

I want to gather in one place all known descriptions of the watches and clocks by famous London firm of Gravell & Tolkien. I will be adding new items as soon as I find new ones. And I want to ask you to help me to find them. 

49 Saint John Street, Clerkenwell
according to John Tallis'
street views produced
in 1838-1847

As you remember from my earlies posts, John Benjamin Tolkien (born in Gdansk, Poland in 1752 and died in Pentonville, London in 1819) had a watch- and clockmakers company at 49 St. John's Street, Clerkenwell (1792–1807). As Mark D. Bischop in his Ancestral Chains wrote: "William Gravell [II] Senior & his colleague, John Benjamin Tolkien [J. R. R. Tolkien's great-great-grandfather], in partnership, took over the business of a well-know clockmaker & the member of the Clockmakers' Company, Eardley Norton, on a latter's death. A very skilled mechanic, Eardley Norton, is listed as working at 49 St. John's Street, Clerkenwell, between 1762, when he was freed, until 1794. He is best known for making complex timepieces, sometimes with musical & astronomical movements, for the export markets, including Turkey & the Far East. Probably the most notable of these being the Four-Dial Astronomical Clock which he made to stand in the library of Backingham Palace. In addition, there are clocks made by him in numerous museums worldwide, including a bracket clock in Virginia Museum & an Automation Clock in the Palace Museum, Peking. (...) [John Benjamin Tolkien] started working with William Gravell [II] Senior in 1790 (...)." 

In 1792, at the age of 39, John Benjamin Tolkien became a co-owner of the clock and watchmaker firm which is known as Gravell & Tolkien. One of the earliest clocks made by Gravell & Tolkien can be seen in the Hermitage Museum in St Petersburg, Russia (see here). Let me start to present the watches and clocks of Gravell & Tolkien from this one:

  • Item #1, clock No. 2128 (?) from 1792, Hermitage Palace, St. Petersburg, Russia

    (from The Hermitage Museum catalogue, found by Maria Artamanova, source)

    The clock is described on the attached plaque:

By a Special Command Of
HER MAJESTY CATHERINE II
EMPRESS OF RUSSIA,
THIS CLOCK was designed and
commenced by
EARDLEY NORTON,
49, St. John Street, London;
and finished by his successors:
GRAVELL and TOLKIEN,
in 1792.


  • Item #2, clock No. 2347 from the end of the 18th century, commisioned for ?

    (from Bonhams website - see the source)

    "Gravell & Tolkien, Successors to Eardley Norton, London. Numbered 2347.
    The bell topped case surmounted by five urn finials over a pair of side handles and arched glazed apertures lined with a brass quadrant moulding to a moulded plinth and block feet, the 7 inch brass dial with shallow arched top set with twin subsidiaries for the strike/silent and rise and fall pendulum regulation, Roman and Arabic chapter ring enclosed by pierced spandrels, the matted centre set with a chamfered date aperture with pin-hole adjustment, with blued steel hands, the twin gut fusee movement with substantial rectangular plates united by five heavy knopped pillars, the movement with (later) deadbeat escapement with heavy pendulum bob 4.25 inches in diameter and scratch numbered 2347, with rack strike on a bell, the backplate signed in flowing copperplate script and numbered 2347 to the top right hand corner 54cm (21in) high."





  • Item #3, clock No. 2454 from the end of the 18th century, commisioned for ?

    (from Artnet website - see the source)

    "Gravell & Tolkien: An English George III mahogany table clock. 'GRAVELL & TOLKIEN, LONDON No. 2454’. Late 18th century. H. 51 cm. W. 37 cm. D. 26,5 cm. , ca. 1775–1799"




  • Item #4, clock No. 3272 from c. 1800, commisioned for ?

    (from HutchinsonScott Auctioneers - see the source)

    "GRAVELL & TOLKIEN, LONDON A GEORGE III EBONISED BRACKET CLOCK the arch top case with brass finials, side carrying handles and front caryatid columns enclosing an 8” painted arch dial with Roman numerals and Arabic outer minutes, centre calendar and subsidiary Strike/Silent dial to the arch fronting an eight day quarter chiming movement on two bells with verge escapement and engraved border to the signed backplate: the clock comes with its original brass mounted bracket 57cm high, bracket measures 32cm high."
     





  • Item #5, clock No. ? from c. 1800, commisioned for ?

    (from Pendulum of Mayfair website - see the source)

    "A superb round brass silvered dial mahogany case domestic regulator grandfather clock. The ‘8 day’ duration movement by Gravell & Tolkien. This together with dead-beat escapement, maintaining power and wood rod pendulum. The makers were successors to Eardley Norton. A very special clock and of superb colour and patination.(...). Finally I would say a lovely clock that would suit any home."




  • Item #6, clock No. 3587 from 1795-1805, commisioned for the Imperial Kazan University, Kazan, Russia

    (from the Kazan Federal University website - see the source, and below my translation)



    "What connects the fate of the great mathematician, founder of non-Euclidean geometry, rector (1827-1846) and at the same time librarian, chairman of the construction committee of Kazan University Nikolai Ivanovich Lobachevsky and world famous writer, author of The Hobbit and the famous The Lord of the Rings, John Ronald Ruel Tolkien? Surprisingly, but this is an old grandfather clock in the exposition of the Museum of History of Kazan University, Russia.

    Its tall, stately mahogany construction and melodic chimes attract attention during excursions and meetings with guests. According to legend, the clock was in N. I. Lobachevsky's possession, later in the Geometric Office, where, through the efforts of mathematicians of Kazan University, for many years the manuscripts and books of N. I. Lobachevsky, his students and followers were gathered. The clock became one of the first exhibits in the Museum of History in the late 1970s.

    A grandfather clock of such a plan is usually called "Grandfather's Clock", after a quote borrowed from the famous song of the same name by the English composer of the late 19th century, Henry Clay Work. However, the university clock is directly related to the very real "grandfather" - the great-great-grandfather of the writer John R. R. Tolkien - John Benjamin Tolkien, who at the end of the 18th century was one of the best watchmakers in London.

    (...) The mechanism of the university, museum clock has the serial number "3587" and was made a little later, in the interval 1795-1805.

    As John R.R. Tolkien himself wrote in his memoirs, most of his ancestors along his father's line were craftsmen.(...)"

  • Item #7, clock No. 3705 from c. 1805 (?), commisioned for ?

    (from The Clock Work Shop website - see the source)

    "Extremely Rare Four Train Musical Longcase Clock by Gravell & Tolkien.

    A fine George III period musical longcase clock of 8-day duration, numbered 3705 on both the plates and dial, features a dead-beat escapement, maintaining power, four trains; going, strike, quarter-chime and musical with 12 different choices on a total on 17 bells, including options of strike/silent and piano/forte (soft/loud). This is rather a complicated clock, however, extremely well made, very high quality and hands down the heaviest longcase I have ever handled!

    The dial measures 12.5” by 17.5”, break arch base dial with the 12 tune selection in the break-arch above the two silvered subsidiary dials for strike/silent and Piano/Forte (soft/loud).

    The slim silvered chapter ring features both Roman and Arabic numerals with exceptionally finely cut blued steel hands with musical bagpipe spandrels to the corners and seconds below XII the centre is signed Gravell & Tolkein, London 3705 between scrolling foliage and sweep centre calendar.

    A fiddle-back mahogany break arch case with three finials and fine fretwork between, the brass framed hood door aperture with satinwood and ebony branding flanked by carved acanthus volute columns. Fretted access doors to the hood sides. The correspondingly stepped base moulding with a matching raised panel and double skirted foot. Stepped throat mouldings with acanthus leaf capitals to fluted columns below centre by the flat top break arch fiddle back trunk door with matching banding.

    Provenance: Private collection U.S.A."




    To be continued...

środa, 25 listopada 2020

Tata i Mama

Nasza szczęśliwa rodzinka

Jestem bardzo wzruszony. Przeglądając moją dziecięcą książeczkę zdrowia znalazłem dziś kartkę, którą zapisała moja Mama ponad rok po śmierci Taty (tato zmarł 22 marca 1988). Mama bardzo przeżyła śmierć Tatki. Tato mój zachorował nowotworowo i odszedł po bardzo szybkiej chorobie. Oto, co napisała mama:

 17 września 1989 r.

Kilka dni temu skończyłam 47 urodziny. Jest tych lat poza mną dużo, przeżyłam całą pełnię życia. Tylko tak potrafiłam żyć. Żyłam kochając lub nienawidząc. Taki jest los obdarzonych przez naturę duszą sangwinika, otwartą na świat, przyrodę. Najbardziej kochałam przyrodę, jej piękno stworzone przez Boga. Potrafiłam wzruszać się do łez pięknem otaczającego mnie świata. Jestem wrażliwa na zapachy przyrody, jej głosy, przemiany niesione przez pory roku. Jestem wrażliwa do ostatnich granic na piękno, sztukę tworzoną przez człowieka. Chyba zbyt wrażliwa, sama obdarzona talentem, lecz nie rozwijając, byłam z siebie wiecznie niezadowolona. Moja młodość to też interesowanie się płcią odmienną, gdy przyszła na to pora. Jedno mogę powiedzieć: nie chciałabym niczego zmieniać, każda znajomość i miłość coś nowego otwiera w kształtującej się osobowości. Ogromny wpływ na mnie miało oczywiście życie w bardzo katolickiej i kochającej się rodzinie. Aż przyszła pora, kiedy powiedziałam to słowo „tak”. Kiedy zawarłam związek małżeński ze Staszkiem. Był to mój szczęśliwy dzień, tak bardzo szczęśliwy. Wydawało mi się, że nikt nie był tak kochany i bezpieczny. Zaczęłam żyć dla kogoś, nasza rodzina powiększyła się o ukochanego syna.

Miałam ogromne problemy z urodzeniem go, ale może dlatego był dla mnie tak bardzo kochany. Marzyłam o tym, aby był piękny, dobry i mądry. I dziś, kiedy ma 17 lat, myślę, że moje marzenie się spełniło. Dla mnie jest najpiękniejszy, mądry i dobry.

Żyliśmy pięknie, mądrze i bardzo intensywnie. Mąż stworzył mi warunki, które bardzo mi odpowiadały. Uważałam się za kobietę szczęśliwą i tą, której się powiodło. Ja z mojej strony chroniłam to moje stadło jak mogłam, przed złem (…). Dawaliśmy sobie wzajemnie, a ja dawałam z siebie wszystko, co potrafiłam. Nie chciałam żyć aby tylko trwać. Potrzebowałam ciągłych zmian, wzruszeń, każde niepowodzenie w naszym pożyciu próbowałam naprawić jak najszybciej, bo szkoda było mi czasu. Uważałam, że życie jest zbyt krótkie na kłótnie.

Dziś zastanawiam się, skąd wiedziałam o tym, że przyjdzie nam się tak szybko rozstać. Że nie dożyjemy ze sobą starości, że będziemy musieli się pożegnać w czasie, gdy było nam ze sobą tak dobrze. Dorobiliśmy się coś niecoś, dziecko mieliśmy odchowane. Staś czekał na emeryturę. Kochaliśmy życie, świat, a czas był dobry, żeby zacząć go zwiedzać. Środki na realizację naszych planów były niewielkie, ale przy naszym małym sprycie i gospodarności wierzyliśmy, że nam się to uda. W czasie przygotowań do nowej podróży stało się coś strasznego. Zaczęły do mnie docierać symptomy nieszczęścia. 22 marca rozstaliśmy się na zawsze. Staś zmarł. W tym dniu wszystko się we mnie zmieniło. Serce rozerwane, podcięte nogi i skrzydła...

Moi Rodzice krótko przed chorobą Taty.
Pamiętam jak robiłem im to zdjęcie na naszej wsi
(wynajmowaliśmy dom w Kadłubie Wolnym k. Olesna)

Dodam do tego, że Mama całe życie prowadziła kroniki, dokumentowała swoje przeżycia. Wiedząc, że będzie musiała niedługo pożegnać tę stronę Życia, będąc już coraz bardziej chora na nowotwór trzustki, Mama napisała dla mnie ostatnią kronikę. Pomagałem jej w tym. Na stronie 19 tej księgi napisała:

Dużo podróżuję, kocham to, jak również wszystko, co związane jest z muzyką i sztuką.

Mam bardzo interesujące i intensywne życie - to coś jakbym przeżyła trzy życia. Próbuję zebrać myśli i wymienić, gdzie byłam.

Bo Mama po śmierci Taty nie zatrzymała się - postanowiła spełnić te wszystkie marzenia, jakie mieli razem. Oto lista miejsc, które Mama odwiedziła od 1992 roku (zacytuję znów jej kronikę):

1988 - statkiem po Dnieprze od Kijowa do Odessy

Norwegia, Szwecja, Dania 1992 [Mama marzyła o Norwegii, bo jej Ojciec, mój Dziadek służył tam w czasie wojny i przywiózł ze sobą z frontu wiele pięknych opowieści i wspaniałą książkę o Norwegii, którą mam do dziś]

Podróż po Europie jeszcze z namiotem - 1993: Wenecja, Werona, Padwa, Genua, Monako, Carcassonne, Nimes, Andora, Lourdes, Tours, Chartres, Ocean, Zamki nad Loarą, Paryż, Wersal, Bruksela, Aachen, Kolonia, Praga.

Niemcy u Teresy [to moja ciocia]

Ziemia Święta
Litwa 3 razy,
Ukraina i Krym,
San Marino, Włochy z Rzymem i Asyżem 2 razy
Bibione wiele razy
Szlak średniowiecznych bibliotek
5 razy Wielka Brytania - wszystkie wyprawy z synem Ryśkiem
2 razy Szkocja
2 razy Kornwalia [do Kornwalii zabrałem Mamę w naszą ostatnią wspólną podróż]
Irlandia
USA w 2004: Kalifornia, Arizona, Utah, Nevada (w tym Kanion Colorado i inne]
Paryż
Korea i Japonia w 2016
Grecja 2 razy
Turcja
Chorwacja aż do Albanii
Kreta
Sycylia
Hiszpania
Portugalia 2 razy
Czechy - głównie zamki
Austria
Szwajcaria
Emiraty Arabskie i Oman
Saksonia i Brandenburgia
Jezioro Garda i Włochy
St Petersburg
Targi adwentowe w kilku stolicach
Szlak Benedykta XVI w Niemczech

Kiedy Mama szykowała się do umierania, też nazywała to swoją podróżą, swoją Największą i Najważniejszą Podróżą...


Ostatnia kronika mojej Mamy


sobota, 21 listopada 2020

Silmarillion po latach

Wziąłem dziś online udział we wspaniałym spotkaniu z tolkienistami z całej Polski w ramach Tolkien dla dorosłych. Warszawskie Spotkania Tolkienistów. Omawialiśmy XII, XIII i XIV rozdział Silmarillionu Tolkiena (oczywiście! - choć tak naprawdę nie do końca jest to tak oczywiste...).

Być może wielu z Was ma swoje ulubione sceny albo zdania z tego Dzieła. Mnie od zawsze najbardziej porusza "Beren i Lúthien" (rozdział XIX), ale dziś zdałem sobie sprawę, że takie bardzo bardzo ważne dla mnie słowa w Silmarillionie, pochodzą z jednego z najkrótszych, i wydawałoby się z najmniej ważnego rozdziału – z XII. Brzmią one tak:

«Elfom nie jest wiadome, co się dzieje z duchami ludzi po śmierci. Jedni powiadają, że idą one w końcu także do Siedziby Mandosa, lecz czas oczekiwania spędzają w innych niż duchy elfów miejscach, i że – z wyjątkiem Manwego – tylko Mandos z woli Ilúvatara wie, dokąd odchodzą, gdy skończy się dla nich czas milczącego rozpamiętywania w pałacach Mandosa nad Morzem Zewnętrznym. Nikt nigdy nie wrócił z siedzib umarłych, oprócz Berena, syna Barahira, którego ręka dotknęła Silmarila, lecz Beren nie przemówił już potem ani słowem do śmiertelników.

Może pośmiertne losy ludzi nie zależą od Valarów i może nie wszystko zostało zapowiedziane w Muzyce Ainurów».

Według mnie czuć tu delikatny powiew z Nazaretu i widać poblask Gwiazdy z Betlejem... Kiedyś najbardziej niepozorna Śmiertelniczka z dalekiego Haradu powie ëa! – niech się stanie! I Autor wniknie w Swoje dzieło. A śmierć stanie się bramą do Życia...



Spójrz ze szczytu wieży! – Tolkien i alegoria


Spójrz z wysokości wieży, a może odkryjesz tajemnicę twojego życia? Może to właśnie będzie ważne dla twojego zbawienia?

To nieprawda, że Tolkien nie cierpiał alegorii. A kiedy sam od alegorii się tak stanowczo odżegnywał we wstępie do Władcy Pierścieni albo listach, to robił to z określonego powodu. Bo tak naprawdę kochał symbol, alegorię, przypowieść - we właściwym czasie, znaczeniu i funkcji. Nie cierpiał tylko, gdy ktoś jego Władcę Pierścieni – jego fantasy, "baśń", fairy-story, "mit" – uważał za alegorię. Bo Legendarium Tolkiena żadną miarą alegorią nie jest. To autonomiczny świat ze swoim własnym czasem, przestrzenią, metafizyką. Żaden tam "czas mityczny"! "Baśń" Tolkiena to próba takiego opanowania gatunku, żebyś w czasie lektury przeniósł swoją teraźniejszość, swoje pytania i troski do tego drugiego, wtórnego świata – i doznał tam uzdrowienia, dojrzał tam ukryte, głębokie znaczenia swojego życia.

Zaś alegorię znajdziemy w Tolkiena wykładach, w poezji, w Liściu, dziele Niggle'a - nie unikał tego gatunku... Moja druga ulubiona alegoria Tolkiena (po Niggle'u, który jest dla mnie podręcznikiem ars moriendi, sztuki umierania) to poniższy tekst (po polsku w przekładzie Tadeusza A. Olszańskiego i w angielskim oryginale):

«Pewien człowiek odziedziczył pole, na którym znajdowało się rumowisko starych kamieni, fragment starszego budynku. Część tych kamieni została użyta do budowy jego domu, w którym mieszkał ów człowiek, niedaleko starej siedziby jego przodków. Z pozostałej części wybudował on wieżę. Odwiedzający go przyjaciele od razu zauważyli (nie zadając sobie trudu, żeby wspiąć na schody), że kamienie użyte do budowy pochodzą ze znacznie starszej budowli. Z niemałym trudem zburzyli więc wieżę, poszukując ukrytych płaskorzeźb i napisów oraz chcąc ustalić miejsce, skąd dalecy przodkowie tego człowieka zdobywali budulec. Niektórzy podejrzewali, że pod ziemią rozciąga się złoże węgla, zaczęli więc kopać szyb, zapomniawszy o kamieniach. Wszyscy oni mówili: "Ta wieża jest nader insteresująca". Mówili też jednak (po jej zburzeniu): "W jakim strasznym jest stanie!". Nawet potomkowie tego człowieka, po których można by się spodziewać, że zastanowią się, o co mu chodziło, mruczeli ponoć pod nosem: "Jaki z niego dziwak! Użył starych kamieni do budowy wieży. Dlaczego nie odbudował raczej dawnego domu? Nie miał wyczucia proporcji". A ze szczytu wieży człowiek ów mógł oglądać morze».

«A man inherited a field in which was an accumulation of old stone, part of an older hall. Of the old stone some had already been used in building the house in which he actually lived, not far from the old house of his fathers. Of the rest he took some and built a tower. But his friends coming perceived at once (without troubling to climb the steps) that these stones had formerly belonged to a more ancient building. So they pushed the tower over, with no little labour, and in order to look for hidden carvings and inscriptions, or to discover whence the man's distant forefathers had obtained their building material. Some suspecting a deposit of coal under the soil began to dig for it, and forgot even the stones. They all said: 'This tower is most interesting.' But they also said (after pushing it over): 'What a muddle it is in!' And even the man's own descendants, who might have been expected to consider what he had been about, were heard to murmur: 'He is such an odd fellow! Imagine using these old stones just to build a nonsensical tower! Why did not he restore the old house? he had no sense of proportion.'
But from the top of that tower the man had been able to look out upon the sea.»

– J.R.R. Tolkien, "Beowulf and the Critics" (Medieval & Renaissance Texts & Studies, Vol. 248), a także w książce Potwory i krytycy.

środa, 18 listopada 2020

Kto obowiązki nad życie przedkłada...

 
Jestem miłośnikiem dobrych seriali. Już od dawna wielkie wrażenie robi na mnie The Crown na Netfliksie (polecam też Od początku na HBO, który jest równie dobry jak Wielkie kłamstewka...). The Crown, żeby nie poddać się innej koronie... 
 
W drugim odcinku czwartego sezonu The Crown pani premier Margaret Thatcher (grana przez Gillian Anderson, znaną na przykład z Archiwum X) cytuje poetę Chalesa Mackaya. Jej słowa zrobiły na mnie wrażenie, bo przecież nie raz my, ludzie aktywni i nieobojętni na sprawy teraźniejszości, musimy walczyć, a to zyskuje nam nie tylko przyjaciół. A więc w rozmowie z królową Elżbietą II pani Thatcher mówi:

"Nie masz wrogów, powiadasz?
Nie ma czym się szczycić.
Kto obowiązki nad życie przedkłada,
za które odważnym przyszło się chwycić,
wrogów mieć musi.
Skoro nie masz ci wroga,
zasługa twa uboga.
Zdrajcy nie przyłapałeś,
kłamcy nie zdybałeś,
nie zmieniłeś w dobro zła,
w walce tchórzem byłeś wszak".

wtorek, 3 listopada 2020

Tolkien on Catholic Goths

«Ronald [= J. R. R. Tolkien] was maintaining with great vigour over the luncheon table that one of the greatest disasters of European history was the fact that the Goths turned Arian: but for that, their languages, just ready to become classical, would have been enriched not only with a great bible version but also, on Byzantine principles, with a vernacular liturgy, which would have served as a model for all the Germanic peoples and would have given them a native Catholicism which would never break apart. And with that he rose and in splendidly sonorous tones declaimed the Our Father in Gothic»
 ["A Tribute to Tolkien", The Tablet, 15 September 1973, pp. 879–80]
 

niedziela, 1 listopada 2020

Wszyscy Święci 2020

Gustav Doré

W ostatecznym rozrachunku «istnieje tylko jedna prawdziwa tragedia – nie być świętym»

‒ Léon Bloy

«Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu "bądź wola Twoja" i tych, do których Bóg powie na końcu 'bądź [samo]wola twoja".»

‒ C. S. Lewis, Podział ostateczny