Tolkien Ancestry, ewangeliczny katolicyzm, inklingowska filozofia, pielgrzymowanie, slow food i makultura
środa, 12 października 2016
Moja Ursula
Literacki
główny nurt posłał jej twórczość na margines i wtedy ona przemieniła po
prostu główny nurt... Chyba szykują się jakieś wielkie nagrody dla
Ursuli - myślę nawet o Noblu. Pisze się bowiem o niej coraz więcej.
Ursula Le Guin to świetny pisarz, ale dziś przede wszystkim jedna z ikon
współczesnego feminizmu, lewicy amerykańskiej, pacyfizmu. Żydówka, która
wybrała taoizm.
A ja? Dlaczego tak się nią zachwycam? Ja - katol i konserwa? Bo przez jej literaturę mogę lepiej zrozumieć dobre intencje i szczerą wiarę naszych przeciwników ideologicznych. Mogę też lepiej zrozumieć wrażliwość kobiety - bo jej literatura jest wybitnie kobieca. A poza tym jej narracja jest cholernie dobra.
Polecam Wam ciekawy artykuł z New Yorkera. I zachęcam do zainteresowania się nową leguinowską publikacją Prószyńskiego - będzie to zbiór opowiadań pt. Rybak z Morza Wewnętrznego.
A ja? Dlaczego tak się nią zachwycam? Ja - katol i konserwa? Bo przez jej literaturę mogę lepiej zrozumieć dobre intencje i szczerą wiarę naszych przeciwników ideologicznych. Mogę też lepiej zrozumieć wrażliwość kobiety - bo jej literatura jest wybitnie kobieca. A poza tym jej narracja jest cholernie dobra.
Polecam Wam ciekawy artykuł z New Yorkera. I zachęcam do zainteresowania się nową leguinowską publikacją Prószyńskiego - będzie to zbiór opowiadań pt. Rybak z Morza Wewnętrznego.
37/52 Jerzy Prokopiuk, Manifest Wolności
Pogoda sprzyja czytaniu. Kolejna "zdobycz" z Biblioteki Śląskiej. To taka pokusa, żeby zobaczyć nasze, chrześcijańskie sprawy okiem osoby z drugiej strony. A wiadomo - autor to (używając jego własnych słów) heretyk, okultysta, ezoteryk. Poza tym pan Prokopiuk to wybitny tłumacz - co dla mnie, początkującego w tym fachu, jest zawsze ciekawą sprawą. No i jako inklingologa interesuje mnie antropozofia, której wyznawcą i popularyzatorem był kolega Tolkiena i Lewisa, Owen Barfield. Manifest Wolności Prokopiuka to zbiór artykułów i wywiadów z najbardziej znanym polskim antropozofem i popularyzatorem okultyzmu (czy wiedzy tajemnej - jak kto woli). Znajdziemy tu szczegółowy wywód na temat tego, w co wierzy taki człowiek, jak Jerzy Prokopiuk.
Często tak bywa, że człowiek jest twardym i surowym krytykiem jakiejś zastanej idei - i jawi się wtedy groźnie i bezkompromisowo. Ale gdy zaczyna opowiadać o tym, co jest jemu drogie, w co wierzy i do czego chciałby przekonać innych, to wtedy - wystawiwszy swoje serce na pociski - okazuje się miękki, prawie bezbronny. Idee, w które wierzy pan Prokopiuk, to często antypody mojej wiary - ale skrajności lubią się spotykać. Znajduję tam więc wiele ciekawych myśli, które sprawiają, że pewne swoje rzeczy muszę na nowo przemyśleć. Powiem szczerze, że byłem bardzo zdziwiony wielką znajomością przez Prokopiuka treści Pisma Świętego. Oczywiście on interpretuje znane teksty w duchu gnostycyzmu (który od starożytności do dziś jest ideowo największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa). Dobrze znać argumenty gnozy, bo łatwiej je potem odnaleźć jako marne odpryski w kulturze popularnej, w bzdurach Dana Browna itd.
Czytam więc o gnozie i gnostykach. I mam pomysł, jak ich przekonać do
ortodoksji. Wystarczy przyjąć, że demiurgiem świata (który jest ważną, negatywną postacią ich mitu - identyfikują oni go ze starotestamentalnym... Jahwe) jest... ludzkość.
To Człowiek miał w zamyśle Boga być "bogiem" stworzonego dla Człowieka
wszechświata. Ale ludzie oddali swoje berło i koronę Uzurpatorowi,
zbuntowanemu aniołowi. Bóg Jezus żeby zbawić świat, żeby w niego wejść
musiał za zgodą najczystszej ludzkiej istoty, Maryi, stać się jednym z
"demiurgów" i odkupił od Uzurpatora władzę nad wszechświatem za cenę Bożej krwi...
W ten sposób mamy Boga i demiurga, mamy wszechświat, który jest zepsuty
ale wciąż dobry, mamy bramę dla Bożego działania, która jest ludzka
prośba, modlitwa, akt serca, a pozostajemy w ortodoksji...
niedziela, 9 października 2016
Antygona w Katowicach
Byliśmy dziś z Ewą w Teatrze Śląskim na Antygonie w Nowym Jorku. Głośna sztuka Głowackiego, zamówiona pierwotnie przez teatr Arena Stage w NYC. Teraz na deskach katowickiego teatru, a dokładniej na posadzce katowickiej... loży masońskiej*. Tak! Tak zwana "Scena w Malarni" to kameralna część naszego teatru, w odrębnym budynku przy ulicy Teatralnej, nad rzeką Rawą. Katowiccy masoni nazywali się "Lożą dla światła na Wschodzie". W prasie katowickiej czytamy:
Jak wynika z tradycji, ich spotkania miały na celu doskonalenie jednostki, pracę nad wewnętrznym rozwojem człowieka i społeczeństwa, łączenie ponad podziałami - zwłaszcza religijnymi i politycznymi.
I zapewne Teatr Śląski stara się w tym duchu dobierać repertuar dla "Malarni". Był rytuał, była walka z nierównościami społecznymi, był trup... Sztuka fajnie zagrana, skromna scenografia i ciekawa gra świateł, dobrze wybrana muzyka. Nabrałem apetytu na obejrzenie prawdziwej Antygony na tej kameralnej scenie.
_________________
Do sali wchodzi się z klatki schodowej przez drzwi, które wyglądają jak drzwi do zwykłego mieszkania. Myślę, że wiele osób w przeszłości było zaskoczonych po przejściu przez nie do obszernej, zaciemnionej przestrzeni. Obowiązkowa marmurowa szachownica na posadzce. Kolejnym śladem dawnego zastosowania jest też chyba liczba pilastrów na ścianach - po każdej stronie jest ich siedem (liczba "planet", dni tygodnia itd.).
piątek, 7 października 2016
Ensemble Peregrina w Katowicach
Dziś przeżyłem coś wyjątkowego. Właściwie o mało mi ta okazja nie przeszła koło nosa. Ale dzięki Facebookowi popołudniową porą dowiedziałem się o interesującym wydarzeniu. Napisała do mnie moja znajoma, wybitna wokalistka i muzykolog, Agnieszka Budzińska-Bennett: Czy wybieram się dziś wieczorem na koncert jej Ensemble Peregrina? O, rety! Peregrina w Katowicach? I do tego w Muzeum Śląskim?
Dziś miałem okazję spotkać Agnieszkę po raz pierwszy na żywo i porozmawiać. A przede wszystkim poznać lepiej jej niezwykły, międzynarodowy zespół muzyki dawnej, który ma swój dom w Bazylei - Ensemble Peregrina. Koncert pt. "Silesia Christiana" był częścią obchodów 1050-lecia Chrztu Polski, organizowanych przez Muzeum Śląskie (towarzyszyła mu premiera filmu "Chrzest sztuką obrazowany", który był wyświetlany na wielkiej ścianie sali koncertowej tuż przed występem Peregriny oraz wykład prof. Żmudzkiego pt. "Jak zaczęła się Polska").
Agnieszka ze swoim zespołem przygotowała koncert, na który składały się średniowieczne utwory polskie, niemieckie i czeskie z wieków XI-XVI. Całość podzielona była na trzy części - jedna poświęcona św. Wojciechowi, druga czterem wspomożycielkom (św. Dorocie, św. Małgorzacie, św. Katarzynie i św. Barbarze), a ostatnia Matce Bożej i Narodzeniu Pana Jezusa. Muzeum stworzyło okazję dla takiego koncertu po raz pierwszy w swojej historii. Zaadoptowano dużą salę wystawową, która - jak się okazało - ma całkiem dobrą akustykę. Pojawiła się katowicka śmietanka towarzyska i prawie wszystkie miejsca były zajęte. Lekki półmrok, na ścianie wyświetlone piękne zdjęcie z jednej ze śląskich świątyń...
Muzyka była cudowna. Cztery wokalistki śpiewały albo a capella, albo z towarzyszeniem instrumentu smyczkowego, który nazywa się fidel. To było bardzo dobre wykonanie. Muzyka ludzka złączyła się w mistyczny sposób z muzyką boską, muzyką sfer. Naprawdę dało się to odczuć, naprawdę można było rozpoznać tu złote proporcje piękna. Dusza odpływała to w głębie, to na wielkie wysokości. Była to prawdziwa uczta dla miłośnika sztuki, wielbiciela średniowiecza i pasjonata Śląska. A jeszcze większą przyjemnością była możliwość wyściskania Agnieszki, posłużenia jej rycerskim ramieniem i wypicia toastu za jej sztukę.
Agnieszka i panie z Peregriny (razem z panem grającym na fideli) - gratias ago!
36/52 David V. Barrett, Secret Religions
Wypatrzyłem ją w ulubionej londyńskiej księgarence w South Kensington. Nie zawiodłem się. Jest to bardzo bogate kompendium na temat wszelkich dziwnych ruchów religijnych i pseudofilozofii, które władają umysłami wielu ludzi w epoce kwarków. Teozofia, antropozofia, raelianie, grupy holistyczne, współcześni okultyści, sataniści, neopoganie, scjentologia... Mnóstwo, mnóstwo dat, nazwisk, faktów, ciekawych zależności, przepływu osób z jednych ruchów religijnych do drugich. To jest właśnie ciekawe - oto na przykład teozof i być może członek brytyjskiego kręgu czarnych magów O.T.O., Rudolf Steiner, zakłada zupełnie nowy ruch - antropozofię. Oto Hubbard wpierw wpada w okultystyczne kręgi, by w końcu założyć swoją scjentologię.
W naszych światłych czasach, w wielkich miastach, żyją czarownice i magowie. Tkają swoje czarne zaklęcia, próbują zmieniać nasz świat swoją wolą i z pomocą ciemnych sił. Dobrze o tym wiedzieć.
35/52 Ch. Björk, L. Anderson, Rok z Linneą
Kolejna moja próba znalezienia jakiejś fajnej książki o dorocznych zmianach w przyrodzie. Tym razem próba zakończyła się sukcesem! Szwedzka książka polecona mi na Facebooku przez przyjaciół, którzy mają dzieciaki zainteresowane przyrodą. Wprawdzie czekałem na książkę ponad miesiąc (bo Matras mi ją wpierw obiecał, a potem musiał zwrócić pieniądze - znalazłem ją dopiero w dobrej cenie na Allegro). Nie jest to obszerna pozycja (ok. 60 stron), ale zachwyca szatą graficzną i treścią. Każdy miesiąc to opis tego, co się aktualnie dzieje w przyrodzie, jakie ptaki i inne zwierzaki możemy spotkać, jak mądrze o danej porze bawić się z dziećmi. Np. w październiku poznajemy proces biologiczny, który powoduje, że liście zmieniają kolor i w końcu opadają, poznajemy tajemnice życia gołębia miejskiego, dowiadujemy się, co robią zwierzęta w mieście, a z dzieckiem możemy zrobić piękną koronę z liści, która przypomina mi koronę Thingola z poetyckiego opisu J.R.R. Tolkiena. Zdecydowanie piękna, pożyteczna książka, która zachwyci dziecko, ale da dużo radości również dorosłemu!
34/52 Maria Kownacka Razem ze słonkiem - złota jesień
Tyle poważnych lektur, a tu nagle książeczka dla dzieci? Ta lektura to element moich poszukiwań książki, która opowiadałaby o zmianach w przyrodzie, które każdego tygodnia mówią o upływającym czasie i o corocznym cyklu. Razem ze słonkiem to była jedna z moich pierwszych książek - a właściwie cyklu książek. Nauczyłem się czytać w wieku czterech lat między innymi dzięki Marii Kownackiej, dzięki temu, że moja mama pracowała jako wychowawca przedszkolny i tego typu piękne publikacje zawsze były obecne w moim domu. Jako dorosły człowiek, który ciągle uczy się dostrzegać piękno świata i odnajdywać Logos, który wszystko przenika, marzę o takiej jak ta książce, ale która byłaby napisana z myślą o dorosłych. Czego szukać? Kalendarza rolniczego? Poradnika dla posiadacza ogrodu? Nie - chcę znaleźć pracę, która zwróci zwykłemu dorosłemu uwagę na zmiany w przyrodzie - czy na wsi, czy w mieście. Możecie mi coś doradzić?
Fajnie było wrócić do tych pięknych ilustracji (Zbigniewa Rychlickiego i Jerzego Heintze), do lat dziecinnych, do klimatu dawnego przedszkola i szkoły podstawowej. A jednak po tylu latach książka jest już tylko książeczką dla dzieci. Szukam jednak czegoś bardziej wyrafinowanego...
33/52: Ryszard Kaczmarek Polacy w armii kajzera
Kolejna książka pożyczona ze wspaniałej kolekcji Biblioteki Śląskiej. I niezwykła lektura. Wyczerpująca, przystępnie napisana, opatrzona ciekawymi fotografiami, mapami i tabelami książka o tym mniej znanym fragmencie historii Polaków. Bardzo pouczająca lektura - takiej książki jeszcze u nas nie było!
Dla Anglików "Wielka Wojna", a dla nas tylko I wojna świadoma. Choć i dla Polaków była to hekatomba, choć na frontach tamtej wojny zginęło zapewne około pół miliona naszych rodaków, to jednak jest to temat rzadko poruszany, bo przecież aż trzy miliony młodych chłopaków o polskiej przynależności narodowej walczyły w obcych armiach. Historyk Ryszard Kaczmarek (który wcześniej napisał książkę o udziale Polaków w armii niemieckiej podczas II wojny światowej) przedstawia nam imponujące dzieło, które rozjaśnia szczegóły życia, przebieg działań bojowych, życiorysy pojedynczych żołnierzy, którzy pochodzili ze znajdujących się w Cesarstwie Niemieckim części dawnej Polski. Dla mnie książka była szczególnie ciekawa dlatego, że dotyczy też naszych górnośląskich pradziadków (choć akurat moi górnośląscy pradziadkowie byli w czasie I wojny zwolnieni od służby na froncie - jeden jako górnik, a drugi jako hutnik byli niezbędni w niemieckim przemyśle; jedyny walczący wtedy znany mi krewny to Jan Dziopek z Przemyśla, który walczył z Rosjanami w armii Franciszka Józefa i dostał się szybko do niewoli pod Gorlicami).
Czytałem z wypiekami. Książka napisana jest żywym językiem, a jednocześnie to bardzo fachowa praca historyczna. Polecam!
Dla Anglików "Wielka Wojna", a dla nas tylko I wojna świadoma. Choć i dla Polaków była to hekatomba, choć na frontach tamtej wojny zginęło zapewne około pół miliona naszych rodaków, to jednak jest to temat rzadko poruszany, bo przecież aż trzy miliony młodych chłopaków o polskiej przynależności narodowej walczyły w obcych armiach. Historyk Ryszard Kaczmarek (który wcześniej napisał książkę o udziale Polaków w armii niemieckiej podczas II wojny światowej) przedstawia nam imponujące dzieło, które rozjaśnia szczegóły życia, przebieg działań bojowych, życiorysy pojedynczych żołnierzy, którzy pochodzili ze znajdujących się w Cesarstwie Niemieckim części dawnej Polski. Dla mnie książka była szczególnie ciekawa dlatego, że dotyczy też naszych górnośląskich pradziadków (choć akurat moi górnośląscy pradziadkowie byli w czasie I wojny zwolnieni od służby na froncie - jeden jako górnik, a drugi jako hutnik byli niezbędni w niemieckim przemyśle; jedyny walczący wtedy znany mi krewny to Jan Dziopek z Przemyśla, który walczył z Rosjanami w armii Franciszka Józefa i dostał się szybko do niewoli pod Gorlicami).
Czytałem z wypiekami. Książka napisana jest żywym językiem, a jednocześnie to bardzo fachowa praca historyczna. Polecam!
niedziela, 2 października 2016
Owce, węże i gołębie
"Oto ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie" (Jezus w Mt 10,16)
Bezbronne owce, sprytne węże, czyste białe gołębie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








